poniedziałek, 22 lutego 2021

Każdy ma w sobie cały zodiak, czyli o tym, że odrzucając jedne znaki odrzucamy część siebie

 


W skrócie: w tym tekście wyjaśnię, że nie istnieje coś takiego jak osoby-znaki, bo każdy z nas jest mieszanką różnych znaków. A jak się przyjrzeć dokładniej to mamy w sobie coś z każdego ze znaków, nawet z tych co wydają nam się obce ;) W efekcie proste opisy oparte tylko na znaku słonecznym (a więc gazetowe "horoskopy") są w najlepszym wypadku uproszczeniem, a czasem wręcz mogą spektakularnie chybiać, gdy inny znak w naszym horoskopie dominuje. Napiszę też jak to się ma do naszych relacji i dopasowania dwóch osób :) 


Istnieje coś takiego jak „zodiakizm” (czyli "zodiakalny nazizm" - nazwa moja własna ;) ) i przyjmuje on różne formy, od lekkich uprzedzeń typu „mój znak jest super, ale tego znaku to nie lubię”, poprzez „no przecież wiadomo było, że ze związku ze Skorpionem nic nie wyjdzie!”, czy <tonem wyrażającym głębokie rozczarowanie> „jesteś Bliźniakiem? Serio…..??”, aż do „jestem Wagą więc nie będę się spotykać z Koziorożcami, idź sobie lub przyprowadź kolegę Wodnika”. 

Oczywiście użyłam sformułowania „zodiakizm” żartobliwie, choć faktycznie w tym podejściu ujawnia się nasze myślenie plemienne, w stylu „my vs oni”, nasze dobre, ich złe. Zawsze jest to oparte na skrajnych uproszczeniach – a w tym przypadku chodzi o skrajne uproszczenie astrologii, która w rzeczywistości jest bardzo złożona i daleka od etykietowania ludzi. 

Zacznijmy od tej szokującej myśli, że nie istnieją osoby-znaki zodiaku. To astrologia gazetowa wymyśliła ten koncept, że ludzi da się podzielić na 12 typów i koniec. Jesteś jednym znakiem, to oznacza, że jesteś taki a taki (tu opis w 3 zdaniach), a pasują do Ciebie takie inne osobo-znaki a takie już nie. Astrologia gazetowa ma się do astrologii tak jak pornografia do prawdziwego udanego seksu. Niby o to samo chodzi, ale jednak zupełnie nie :)  Jest nawet gorzej, bo horoskopy gazetowe zazwyczaj są pisane przez ludzi, którzy o astrologii wiedzą tylko tyle ile wyczytali w innych horoskopach gazetowych, a na prawdziwy horoskop (układ planet w danym momencie na niebie) nigdy nie patrzyli. Czyli taka pornografia, gdzie wszyscy są w ubraniach i nikt tak naprawdę nie wie co robić, więc tylko głośno jęczą ;) 
 
Wracając do meritum po tych fantazyjnych wycieczkach: nie istnieją osoby-znaki, bo każdy z nas jest „składanką” wielu znaków. Nie ma osób będących w 100% jakimś znakiem. Nawet jeśli masz Słońce w jakimś znaku (to co gazety opisują słowami „jesteś tym znakiem”), to prawdopodobnie w jakimś innym masz Księżyc, Marsa, czy Jowisza. Każda planeta, planetoida i inne dziwne obiekty brane pod uwagę przez astrologów są w jakimś znaku i zazwyczaj jest to inny znak niż ten do którego przywykliśmy. Bardziej adekwatne byłoby więc określenie, że ktoś jest np. w 40% Rakiem, w 27% Baranem etc, choć takie wyliczenia też są uproszczające. 

Natomiast ogromnym uproszczeniem są informacje o tym, że jedne znaki do siebie pasują a inne nie. To znaczy ok, same znaki mogą być kompatybilne lub nie, ale żywe osoby już są nieco bardziej skomplikowane :) I tak Byk może „nie pasować” do Lwa, ale jeśli ja jestem Bykiem z Księżycem w Lwie, a partner jest Lwem z Ascendentem w Byku, to już jesteśmy do siebie całkiem podobni. Moje bycze Słońce może owszem nie lubić jego lwiego Słońca, ale już mój Księżyc go kocha! ;) Każdy jako pewna składanka znaków reaguje zupełnie niepowtarzalnie na inne składanki znaków, a do tego dochodzą jeszcze aspekty między naszymi horoskopami i inne meandry, które opisuje cała osobna dziedzina zwana astrologią porównawczą (do której mocno zniechęcam w tym tekście). 

Podsumowując, jeśli kierowani „zodiakizmem” osądzamy jakiś znak od czci i wiary (to ludzkie i pewnie każdemu interesującemu się astrologią się zdarzyło ;) ), to dobrze by było na początek sprawdzić czy aby sami go nie mamy aktywnego w horoskopie ;) A nawet, gdy nie mamy akurat w nim żadnych planet czy innych istotnych elementów horoskopu, to nadal nie możemy stwierdzić, że oto ten znak jest nam obcy. Horoskop urodzeniowy to takie kółeczko, gdzie dookoła wyrysowane są znaki zodiaku w kolejności. W niektórych coś się dzieje: mamy tam np. Słońce czy Marsa, w innych jest pusto i teoretycznie są nieaktywne, ale nadal odgrywają pewną rolę w naszym życiu chociażby poprzez dom w którym wypadają (wskazujący na sferę życia, w której ten „pusty” znak jednak się u nas ujawnia; plus wiele innych sposobów manifestacji każdego znaku, które znają osoby zaawansowane). Więc tak, gdzieś tam w naszym horoskopie urodzeniowym jest każdy ze znaków i słabiej lub mocniej wyraża się w nas. Czasem możemy go nie lubić i tłumić – wtedy szczególnie drażnią nas Ci, którzy nie tłumią tylko bezwstydnie pokazują nielubiane cechy światu ;). Czasem jeszcze nie odkryliśmy całej swojej fascynującej złożoności i wciąż staramy się wcisnąć w ramki jednego czy dwóch znaków. I wtedy Ci „inni” mogą nas uczyć czegoś o tych częściach siebie, których jeszcze nie znamy. Im głębiej jesteśmy w astrologii i we własnym horoskopie tym jest jaśniejsze, że…. Każdy ma w sobie CAŁY zodiak! I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze :) Oznacza to bowiem, że zawsze jest przestrzeń do porozumienia, do zrozumienia siebie wzajemnie, do bycia kimś więcej, rozwijania nieznanych aspektów siebie, uczenia się od siebie wzajemnie i do tworzenia związków z każdym z kim akurat połączy nas miłość :) 


A jako przypominajkę zachęcam do sprawdzenia jaki jest nasz sposób wyrażania miłości i jak bardzo różni się to od sposobu w jaki wyrażają miłość nasi bliscy- czyli co oznacza pozycja Wenus w naszym horoskopie - tekst tutaj. (również pewne uproszczenie, ale bardzo przydatne. Uważam nawet, że to najprzydatniejszy tekst jaki dotąd opublikowałam ;) ) 


Tradycyjnie zachęcam też do zapisania się do cotygodniowego newslettera - głównie to tam się ostatnio udzielam prognostycznie :) Zapisy tutaj.

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Rok 2021 - rozkład jazdy

 




Krótki (jak na mnie ;) ) rozkład jazdy na rok 2021

Tym razem nie będę się już rozpisywać, bo jakoś mi się zajawka na prognozy i bycie Kasandrą w tych ciekawych czasach wyczerpała ;) Napisałam już sporo o głównych procesach, które będą nam towarzyszyć w najbliższym i odleglejszym czasie: tutaj co w najbliższych dwóch latach (Saturn w Wodniku), tutaj co do 2025 (Uran w Byku), tu co w najbliższych dwóch stuleciach (Epoka Powietrza) a tu zaś co się działo w 2020. Z astrologią jest tak, że prognozowanie w skali jednego roku jest zazwyczaj zbyt dużym uproszczeniem, bo planetarne cykle rzadko są tak uprzejme by mieścić się w kalendarzowych ramach, a do tego większość z tych naprawdę ważnych trwa zdecydowanie dłużej niż rok (patrz powyższa wypiska). Wydarzenia obecne są częścią dłuższego procesu i próby spojrzenia na nie wyrywkowo tylko w kontekście jednego roku zawsze będą tylko uproszczeniem. Dlatego przede wszystkim polecam pierwsze trzy teksty powyżej (jak ktoś jeszcze ich nie czytał) by wiedzieć gdzie zmierzamy, a poniżej wrzucę parę najważniejszych wydarzeń tego roku, byśmy mieli jakiś drogowskaz (choć rok zapowiada się z tych, w których kierunki mogą się zmieniać dynamicznie i bardziej przyda nam się elastyczność niż trzymanie się jeden drogi ;) ).

2020 był rokiem nagromadzenia napięć, dociskania śruby przez rządzących i szerzej przez twardą rzeczywistość, spinania się w sobie by przetrwać i radzić sobie z trudnymi emocjami i wyzwaniami. 2021 będzie rokiem, kiedy zaczniemy te wszystkie napięcia rozładowywać po części poprzez działania i wprowadzanie zmian, po części bardziej chaotycznie ;) - i z jednej strony przyniesie nam to ulgę i powrót do lekkości, z drugiej jednak szczególnie na poziomie globalnym ludzie mogą rozładowywać te napięcia w niemądry sposób. Konflikty, które wisiały na włosku w 2020 , ale były rozgrywane możliwie najostrożniej, teraz mogą wybuchnąć nawet nie dlatego, że ktoś ma taką intencję, a przez jakąś nieuwagę czy czyjś egocentrym. Dlatego paradoksalnie mimo, że rok 2021 na niebie wydaje się bez porównania lżejszy niż poprzednik, to efekty tego rozładowywania napięć mogą nam dostarczyć dużo ciekawych wydarzeń globalnych i raczej nie pozwolą nam na spokój. Do tego nawet jeśli na niebie się rozjaśnia to koszty minionego roku będziemy dalej ponosić, to co było w nim trudne nie zniknie nagle magicznie ;) Co jednak ważne – nawet jeśli będzie burzliwie to zdecydowanie atmosfera będzie już lżejsza, bardziej optymistyczna i nastawiona na przyszłość. Wręcz możemy podchodzić do wyzwań tego roku zbyt lekko odreagowując ciężki rok 2020. Na polu indywidualnym też możemy tego doświadczyć, skończył się czas wymagający od nas dużej ostrożności i rozsądku zwłaszcza w tematach materii i możemy poczuć zew działania i robienia nowych rzeczy, warto jednak pozostać w kontakcie z realem i uważnie patrzeć na drogę, bo przed nami sporo ostrych zakrętów ;) 

Główne punkty roku:

  • W styczniu jeszcze wiele się dzieje, począwszy od nowiu 13 stycznia druga połowa miesiąca da nam poczuć rewolucyjne klimaty ;) Mars, który 6 stycznia wyjdzie z impulsywnego Barana po zasiedzeniu się w nim przez ostatnie pół roku i wejdzie do wydawałoby się dużo spokojniejszego Byka, co z pewnością dobrze (inaczej pewnie byśmy się już pozabijali ;) ) acz pierwsze dwa- trzy tygodnie będą nadal konfrontacyjno-buntownicze. Dopiero w ostatnim tygodniu stycznia chęć walki ze światem, rebelii czy burzenia po to by budować nowe po swojemu nam opadnie ;) 

  • Styczniowe „przygody” z Marsem mogą nas znów angażować osobiście, podobnie jak czas z retrogradacją Marsa w Baranie angażował wielu z nas w takie czy inne protesty i opowiadanie się po jakieś stronie i było to bardziej powiązane z osobistymi procesami doświadczania i wyrażania złości. Większość roku jednak Mars już nie będzie nas tak bardzo „niepokoił”, jedynie czerwiec i początek lipca, oraz listopad-grudzień będą przez niego „podkręcone” (to są też okresy kiedy bardziej prawdopodobne są konflikty zbrojne). Tymczasem najważniejsze wydarzenia roku, czyli kwadratura Saturna i Urana działać będzie głównie na poziomie globalnym, upadki jakichś rządów, czy gospodarek, takie tam drobiazgi ;) No i nadal bunty i protesty społeczne – to coś co będzie ważnym i powracającym wątkiem nie tylko tego roku. Kwadratury Saturna w Wodniku do Urana w Byku będą trzy, co oznacza, że proces rewolucji strukturalnych będzie rozłożony na etapy. Pierwszy z nich już w lutym – kulminacja 17.02., drugi w czerwcu z kulminacją 15.06, trzeci zaś w grudniu z kulminacją w samą wigilię 24.12. Być może będę coś o tym więcej pisać, generalnie jednak będą to okresy kiedy tematy poruszone w wspomnianych wyżej opisach obu tych planet będą generować największe napięcia, domagać się zmian lub rewolucji, walka starego z nowym, upadek symboli dotychczasowego porządku, ścieranie się postaw pokoleniowych etc. Dodatkowo okresy te sąsiadują za każdym razem z opisanymi wyżej okresami „marsowymi”, co może oznaczać dodatkowe podgrzewanie atmosfery i protesty. Jeśli wiesz, gdzie w Twoim horoskopie przebywać będzie w tym roku Saturn (choćby z Astrokalendarza ;) ), to tam właśnie możesz się spodziewać rozbijania starych struktur i budowania nowego.

  • Wspierać nasze wewnętrzne i zewnętrzne rewolucje w tym roku będzie Jowisz, przez większość część roku w znaku Wodnika. Wygląda na to, że przez wszystkie opisywane dotąd układy będę pewnie w tym roku w moich cotygodniowych prognozach odmieniać słowa „rewolucja”, „bunt”, „wolność”, „współdziałanie” i „nowe idee” przez wszystkie przypadki ;) Jowisz doda nam wiatru w żagle, natchnie w myśleniu o przyszłości, pomoże w odnajdowaniu wielkich idei, za którymi chcemy podążać i w tworzeniu nowej rzeczywistości z myślącymi podobnie. Wszędzie tam, gdzie Saturn w Wodniku daje wyzwania, Jowisz dodaje dodatkowe możliwości, więc w tym czasie (podobnie jak w poprzednim roku) często będzie tak, że zamknięcie jednych drzwi będzie połączone z otwarciem paru innych ;) (z tym, że w tym roku będzie w tym dużo więcej lekkości i świeżości, a mniej ciężaru i przymusu). Jowisz jest w Wodniku od 19 grudnia i pozostanie w nim do 14 maja, kiedy to przejdzie do Ryb, po czym jeszcze wróci do Wodnika 28 sierpnia i pozostanie tam już do końca roku (dokładniej do 29 grudnia).

  • Parę miesięcy z Jowiszem w Rybach (14.05 – 28.08.21) da nam lekką zmianę aury, coś jak romantyczna i uduchowiona wiosna w środku dziejącej się rewolucji i globalnych zmian ;) Ważniejsze stanie się to co duchowe, co poza słowami, co w czuciu, będzie to też czas rosnącego przejęcia losem słabszych, biedniejszych, tych którzy padają ofiarami dziejących się zmian, oraz zwierząt. Czas może nie tak płodny intelektualnie jak okres z Jowiszem w Wodniku i mniej nastawiony na działanie (poza tym co charytatywne, dla wykluczonych itp.), za to zdecydowanie wzbogacający wewnętrznie. Sprzyja tez sztuce, muzyce, oraz eksploracjom duchowym. Acz może też przynieść nadmiar żywiołu Wody, zarówno w sensie dosłownym jak i symbolicznym ;)

  • Na koniec: ze wszystkich branych przez astrologów pod uwagę spotkań dwóch planet najrzadsze i najbardziej rozwleczone w czasie są spotkania powolnego Plutona z jeszcze powolniejszą Eris. Od początku 2020 towarzyszą nam powtarzające się kwadratury tych dwóch tajemniczych postaci ;) Znaczenie tych spotkań jest trudniejsze do uchwycenia, także przez ich rozmycie w czasie, oraz przez to, że wciąż niewiele wiemy o Eris (a fascynujący to temat :) ). Jednak w moim odczuciu ma ona wiele wspólnego z dawną i odtrąconą Wielką Boginią – Matką Ziemią, ubraną w zdemonizowaną i złośliwą narrację patriarchatu (podobnie jak Lilith). Kwadratury z Plutonem, który ma moc wydobywania tego co ukryte, co stłumione i negowane, w moich obserwacjach mają wiele wspólnego z „buntem Ziemi”, towarzyszą jej zaś katastrofy naturalne, dziwne zjawiska pogodowe, nowe choroby i ogólny chaos - czyli przypomnienie, że nie wszystko możemy kontrolować ;) . Pierwsza kwadratura Plutona i Eris miała miejsce w styczniu/lutym 2020 (czyli w tym samym czasie co potężna koniunkcja Plutona z Saturnem), druga w czerwcu, trzecia w grudniu (każda z nich jednak mogła być odczuwalna także w miesiącach sąsiednich, ostatnia więc nadal jest mocno aktywna). Przed nami pozostała już ostatnia z tych kwadratur: w październiku 2021. To chyba dobry czas na to by pokłonić się przed Matką Ziemią i skończyć z ludzką pychą „władców Ziemi”, czyż nie? ;)

Niechaj ten rok przyniesie Wam zmiany, których pragniecie, lekkość, radość, świeże wizje, szerszą perspektywę i rozkwit tego co bliskie Waszemu sercu! :) 





poniedziałek, 21 grudnia 2020

Epoka Powietrza - od koniunkcji Jowisza i Saturna w Wodniku 21 grudnia 2020 do 2199 roku

 


Zauważyłam, że ważne wydarzenia na niebie, te które dorabiają się pewnej popularności w internatach, często dorabiają się swoistej mitologii, która ma dodać im znaczenia, w istocie je jednak wypacza i kieruje nasz wzrok nie tam, gdzie faktycznie dzieją się ważne rzeczy. Być może to jakaś ogólniejsza zasada w obiegu informacji, zwłaszcza tych bardziej skomplikowanych, łącząca mechanizm działania głuchego telefonu, kiedy to na początku mamy osobę, która wie o czym mówi, potem kolejne powtarzające, które już nie szczególnie wiedza, a na końcu jakąś kompletną bzdurę z naszą ludzką potrzebą nadzwyczajności, oraz klikania w klikbajty ;) No więc pewnie już wszędzie gdzieś wyczytali, że oto 21 grudnia zaczyna się Era Wodnika, czyż nie? ;) Zacznę od napisania paru zdań o tym, że nie i dlaczego nie, ale spokojnie – faktycznie jesteśmy w trakcie wielkiej i ważnej zmiany i myślę, że nie pozostawię tutaj nikogo rozczarowanym ;)

Nie jest moim celem teraz pisać o Erze Wodnika, bo to temat nader rozległy, choć bardzo ciekawy (a nawet nieco bluźnierczy, co może kiedyś wyjawię ;) ). Na ten moment napiszę tylko, że idea takich zodiakalnych Er faktycznie ma oparcie w tym co się dzieje na niebie - nie jest to więc newage’owy mit, choć jej interpretacja już owszem jest :) Konkretnie ma to związek z precesją, czyli przesuwaniem się koła zodiaku (związanego z cyklem rocznym słońca) względem gwiazdozbiorów (o różnicy między znakami zodiaku a gwiazdozbiorami pisałam tutaj). Oznacza to, że przez ostatnie ponad 2000 tysiące lat Słońce w momencie Wiosennej Równonocy znajdowało się na tle znaku Ryb, wcześniej na tle Barana, zaś za jakiś czas będzie się znajdować na tle Wodnika. Jest to coś co możemy obserwować i mierzyć, więc nie jest to jakaś duchowa, ezoteryczna wiedza o charakterze mniemanym, na zasadzie: „ja czuję, że to już” ;) Natomiast w związku z tym, że można do tych wyliczeń podejść na różne sposoby i że granice między gwiazdozbiorami są dość umowne, to dat takich można podać parę. Najwcześniejsza z nich to 2166 – czyli mamy jeszcze sporo czasu ;) Nie ma co jednak nad tym płakać, bo wbrew newage’owym mitom rzeczywista Era Wodnika raczej nie będzie Erą Miłości (Wodniki nie należą do bardzo uczuciowych, zaś miłość uniwersalna to idea bardzo istotna dla aktualnie „panujących” nam Ryb ;) ), za to najpewniej będzie to Era człowieka-cyborga, sztucznej inteligencji, czy też podróży kosmicznych – to wszystko bardzo bliskie jest Wodnikowi :)

Zamiast jednak odbiegać w to co odległe i dla nas dziś raczej niewyobrażalne skupmy się na tym co faktycznie dziś się zadziewa, tym bardziej, że jest na czym :) Niebo jest pełne cykli i o ile ten oparty na precesji cykl wielkich Er trwa aż 26 tysięcy lat, to dziś dla nas ważny jest inny kosmiczny cykl, też potężny, choć trwa „jedynie” ok. 960 lat… w skali naszej ludzkiej historii to jednak dużo :)




Cykl ten opiera się na koniunkcjach („spotkaniach”) Jowisza i Saturna, które dawniej były nazywane Wielkimi lub też Królewskimi Koniunkcjami. Koniunkcje te wydarzają się średnio co 19,6 roku, co wyznacza wyraźnie odznaczające się w historii cykle (ostatni zaczął się w 2000 roku i również skończy się w dzisiaj). To co ważne to to, że przez ok 180-200 lat koniunkcje te przypadają w jednym żywiole – i stąd uznajemy, że te większe cykle oznaczają czas wielkiego rozwoju (lub też degradacji) właśnie w ramach danego żywiołu. Przez ostatnie dwa wieki koniunkcje te miały miejsce w żywiole Ziemi (od 1802/1842 roku) doświadczyliśmy wielkiego rozwoju w zakresie materii, przemysłu, stylu życia, struktur społecznych, a także zdecydowanie negatywnego wpływu tych wszystkich zmian na środowisko naturalne. Nazwałam tą epokę Epoką Przemysłu, choć równie dobrze można ją nazwać Epoką Materializmu. Od 1981 roku jesteśmy w okresie przejściowym między dwoma epokami, więc już do pewnego stopnia możemy przeczuwać czym będzie epoka żywiołu powietrza, którą nazwałam roboczo Epoką Informacji. Ważne jest jednak to, że teraz domykamy zarówno sukcesy, jak i porażki kończącej się epoki i szykujemy się na nową rzeczywistość, która pewnie będzie dla nas podobnie zaskakująca jak dla żyjących pod koniec XVIII wieku był czekający „za rogiem” Wiek Pary i Elektryczności :) A zaczyna się ona już dzisiaj 21 grudnia 2020 w sam dzień Zimowego Przesilenia, wraz z koniunkcją Jowisza i Saturna w powietrznym znaku Wodnika.

Ostatnie dwa wieki przyniosły prawdziwą rewolucję zarówno na poziomie globalnym – rewolucję przemysłową, ekonomiczną, polityczną, dwie wojny światowe, koniec feudalizmu, rozwój produkcji masowej, kapitalizmu, konsumpcjonizmu, powszechny dobrobyt, ale też gromadzenie zasobów i władzy w rękach wielkich korporacji. Na poziomie indywidualnym nasze życie zmieniło się diametralnie, począwszy od tego gdzie żyjemy, gdzie i jak pracujemy, jaki mamy rytm dnia, jak korzystamy z owoców naszej pracy. Współczesny „kierat”, wyścig szczurów, rywalizacja o pozycję, która opiera się w dużym stopniu na naszych zarobkach (nie jak wcześniej na pochodzeniu), skupienie na standardzie życia i materialistycznym postrzeganiu rzeczywistości to wytwór tej epoki i mimo, że możemy śmiało powiedzieć, że żyje nam się dostatniej, bezpieczniej i bardziej komfortowo niż przed Epoką Przemysłu, chociażby w XVIII wieku, to płacimy też duże koszty tego dostatku, a największe jak wiemy płaci nasza planeta. Największą wartością w tym okresie było zarabianie, posiadanie, wypracowywanie coraz większego zysku, prestiż wynikający ze stanu posiadania i związana z nim rywalizacja na rynku pracy. Już teraz widzimy nadciągającą zmianę, ponieważ w Epoce Informacji ważniejsze od tego co materialne i możliwe do posiadania, będzie to co trudniej złapać: wiedza, umiejętności poruszania się w strumieniu informacji, zarządzanie danymi, umiejętność odsiewania informacji prawdziwych od fałszywych, a także umiejętność tworzenia przekazów, które poruszą innych. Już dzisiaj coraz częściej „płacimy” w internecie naszymi danymi, a nie pieniędzmi. W Epoce Informacji sama idea pieniędzy, wartości, wymiany ulegnie wielkim przemianom, a materialne nośniki będą miały coraz mniejsze znaczenie. Tak jak Epoka Przemysłu przemieniła świat i nasze życie w niemal każdym aspekcie, tak ta nadchodząca zrewolucjonizuje wszystko: od polityki, ekonomii i kultury, po naszą codzienność, relacje, tożsamość społeczną, to co dla nas ważne. Poprzednia Epoka zaczęła się (ostatecznie) koniunkcją Jowisza i Saturna w Koziorożcu w 1842 roku, więc ten znak był szczególnie aktywny w tym czasie (co widać bardzo wyraźnie :) ). Obecna zaczyna się koniunkcją w Wodniku, więc możemy się spodziewać, że ten znak będzie wyznaczał ton dla nadchodzących 180 lat. Dlatego niektórzy astrologowie nazwali tą epokę „małą Erą Wodnika”, co prawdopodobnie doprowadziło do wiadomego przeinaczenia metodą głuchego telefonu ;)




Wodnik to znak nadziei, nowych wizji i rewolucyjnych rozwiązań. Zanim jednak do tego przejdę warto napisać parę zdań o tym jakie zagrożenia niesie ten czas. W Epoce Ziemi po raz pierwszy problemem w skali światowej stała się otyłość, zaburzenia odżywiania, oraz ogólniej problemy związane z niezdrową dietą, sztuczną żywnością, masową produkcją pożywienia, które obciąża zarówno równowagę klimatyczną na Ziemi, jak i nasze sumienia i zdrowie. W Epoce Powietrza na pierwszy plan wyjdą problemy natury psychicznej, nerwowej, czy stricte neurologicznej. W planie szerszym Epoka Ziemi przyniosła nam największe wojny światowe skupione na posiadaniu, rasie, ludzkiej chciwości i sztucznie tworzonym podziałom. Powietrze jest bardziej o połączeniu i o tym co przenika wszystkie zakątki Ziemi, warto jednak pamiętać, że jak każda z epok i ta niesie specyficzne zagrożenia, a wśród nich na pierwszy plan wysuwają się te związane z dosłownie rozumianym powietrzem i tym co w nim może się znajdować. Gdybym rok temu napisała o tym, że oznacza to wzmożone zagrożenie infekcjami roznoszonymi drogą powietrzną pewnie niewiele osób potraktowałoby to zagrożenie szczególnie poważnie. Niestety wygląda na to, że ten temat pozostanie z nami długo, choć oczywiście możemy sobie z nim coraz lepiej radzić. Poprzednie dwie epoki powietrzne przyniosły największe epidemie dżumy w historii: ostatnia z nich Czarną Śmierć w XIV wieku, poprzednia tzw. dżumę Justyniana w VI wieku. Dziś mamy na swoją obronę zarówno zdobycze nauki i medycyny, jak i wyższe standardy higieniczne, czy chociażby możliwość pracy zdalnej, wydaje się jednak, że intelektualnie nadal borykamy się z podobnymi problemami jak w Średniowieczu, kiedy to brano udział w wielkich procesjach i pielgrzymkach by pokonać zarazę lub urządzano pogromy Żydów oskarżanych o istnienie choroby i jej celowe roznoszenie by pognębić chrześcijan (co z tego, że sami podobnie jak oni ginęli). Podobnie coraz większym tematem będą inne zagrożenia powiązane z żywiołem Powietrza: zanieczyszczenie i smog, problemy z oddychaniem, emisja gazów cieplarnianych i związane z nim globalne ocieplenie, także możliwe są anomalie pogodowe, sztormy, huragany, trąby powietrzne i inne atrakcje, które może nam ten żywioł zgotować ;) Co ciekawe wydaje się, że epoka żywiołu Ziemi przyniosła nam głównie zagrożenia związane z ludzką chciwością, brakiem umiaru, łapczywością, konsumpcjonizmem, a także z rasizmem i innymi podziałami wynikającymi z naszej fizycznej różnorodności i narodowej przynależności, co w pierwszym rzędzie przyczyniło się do największych w historii wojen i rewolucji, w kolejnym do wyniszczenia planety, oraz zmian w jej różnorodności biologicznej i krajobrazowej, a także na poziomie ludzkim do epidemii otyłości i narastających różnic ekonomicznych. Można mieć nadzieję, że już z tego wyrastamy i teraz bardziej będziemy się skupiać na tym co nas łączy – a powietrze i klimat to coś co dotyczy nas wszystkich.

Ok, zagrożenia mamy za sobą, przejdźmy do tego co bardziej optymistyczne, choć pewnie w każdym opisywanym obszarze można by się doszukać ryzyka związanego z przesadą ;)

Epoka Ziemi była czasem, który z jednej strony tworzył nowe hierarchie społeczne, oparte na stanie posiadania, z drugiej doprowadził wiele z istniejących wcześniej polaryzacji do ekstremów, jak holokaust, dwie wojny światowe, terroryzm, czy ekstremalny wyzysk środowiska naturalnego i społeczności lokalnych przez korporacje. W Epoce Powietrza hierarchie się będą rozpuszczać, granice będą coraz mniej istotne, co łatwo zrozumieć w świecie, w którym coraz większe znaczenie będzie miał internet i globalna współpraca. Nowy system społeczny wspierany przez żywioł Powietrza będzie opierał się przede wszystkim na zdolnościach intelektualnych, komunikacyjnych i interpersonalnych, a także tych związanych z obsługą nowych technologii – to one będą wyznaczać naszą pozycję społeczną i ewentualne obszary społecznego wykluczenia, choć jednocześnie dla Wodnika ważnym tematem jest wolność i sprawiedliwość społeczna, więc można mieć nadzieję, że nowe podziały będą mniej dotkliwe niż obecne. Intelekt nie ma płci, rasy, wyznania czy orientacji seksualnej, więc w społeczeństwie, w którym to on będzie najcenniejszym zasobem te różnice będą coraz bardziej tracić znaczenie. Drugim najcenniejszym zasobem już teraz jest nasza uwaga i nauczenie się nią świadomie kierować i unikać zabiegów mechanizmów, które chcą nią kierować będzie coraz istotniejsze. Upadek dotychczasowych struktur społecznych i powstawanie nowych, zorientowanych wokół nowych technologii i nowych idei odbywać się będzie coraz bardziej samoistnie. Walczyć trzeba było w czasach twardych struktur i hierarchii, teraz powoli podziały będą się rozpadać jako niesprzyjające postępowi do którego zmierzamy w tej powietrznej epoce. Co nie oznacza, że nie będzie już różnych społecznych zrywów i rewolucji - Wodnik się w nich lubuje ;) Czas Wodnika zdecydowanie sprzyja ruchom obywatelskim, oddolnym, skupionym na ważnej społecznie idei, na przyszłości i na łączeniu ludzi - co za zmiana po latach z Jowiszem i Saturnem w Koziorożcu, które sprzyjały rządom autorytarnym i dokręcaniu śruby przez dyktatorów! (gwoli ścisłości jeszcze trochę pozostanie w Koziorożcu ostatni z wielkiej trójki - Pluton, więc tematy struktur władzy i dyktatur nadal będą ulegać głębokiej transformacji, ale już w innej atmosferze)




Przykładem zmian nas blisko dotyczących jest obszar rynku pracy, który już w okresie przejściowym między epokami ( od 1981 roku) już nas powoli przygotowuje do tego, że w nadchodzącej epoce coraz mniej ważny będzie konkretny zawód, zaś jego miejsce będą zajmować umiejętności, w tym szczególnie: zdolność do uczenia się, adaptacji, gromadzenia, przetwarzania i wytwarzania nowych informacji, a także umiejętności komunikacyjne, interpersonalne, oraz tzw. miękkie. Nasza praca coraz bardziej będzie się wymykać gotowym klasyfikacjom, jej formy będą się stale zmieniać podążając za przyśpieszeniem technologicznym, w coraz większym stopniu będzie też odbywać się zdalnie i za pomocą nowych technologii. Najbliższe lata szczególnie będą sprzyjać biznesom technologicznym, innowacyjnym, powiązanym z prognozowaniem przyszłości, czy z syntezą danych i myśleniem systemowym, a także astrologii ;) 

Najwyraźniejsze zmiany będą dotyczyć naszych wartości i idei, jako, że dla żywiołu Powietrza idee są jak oddech – czymś niezbędnym do życia :) W Epoce Ziemi wartościowe było to co namacalne, mierzalne, obserwowalne, ważne było to co można posiąść, kształtować zgodnie ze swoją potrzebą, konsumować czy gromadzić w skarbcu. Dla Powietrza ważniejsze od tego wszystkiego stają się idee, wiedza, narracje, to jak postrzegamy i opisujemy świat, oraz to na ile potrafimy się spotkać i wymienić perspektywami. „Bogami” stają się intelekt i komunikacja. Ważne staje się to co możemy za ich pomocą zrobić, jakie informacje zdobyć, jak wpływać na innych, jak łączyć się we wspólnym celu, jak budować globalne sieci wymiany myśli i danych. To może być czas wielkiego rozwoju nauki, w jej multidyscyplinarnym, uwolnionym od ograniczających podziałów i kategorii wydaniu. To będzie czas wielkich idei, a Wodnik sugeruje, że wśród nich temat wolności, równości, wspólnotowości czy też różne formy utopii będą miały znaczące miejsce. Ważna będzie też mobilność, elastyczność perspektyw, szerokie horyzonty, umiejętność myślenia abstrakcyjnego, wychodzenie poza sztywne ramy myślenia, ale też logika i weryfikowanie przekonań na spokojnie. Ważny będzie oddech zarówno w rozumieniu metaforycznym, jak i najbardziej dosłownym, przestrzeń, wyobraźnia, innowacyjność, kreowanie słowem, myślą, obrazem, opowieścią, medytacja i poszerzanie świadomości. Ważne będzie w końcu to na ile potrafimy się ze sobą porozumieć, przekraczanie granic zarówno różnych języków i kultur, ale też różnych obozów ideologicznych i politycznych. „Magicznym” atrybutem Powietrza jest Słowo i kluczowym tematem będzie to jak się nim posługujemy i jak możemy to robić lepiej. Powietrze to żywioł sprzyjający łączeniu ludzi ponad podziałami, zarówno dzieleniu się swoimi doświadczeniami i historiami, jak i słuchaniu opowieści innych – jeśli skorzystamy z mocy Słowa by tworzyć lepszy świat i by włączać perspektywy innych w nasze wizje, to może uda nam się przekroczyć wyzwania związane z tym żywiołem takie jak skrajny relatywizm, czy szum informacyjny zacierający prawdę i fałsz. Dopiero gdy oczyścimy nasze umysły z tego szumu mogą wypłynąć z nich idee prawdziwie łączące różne perspektywy i obejmujące całą złożoność rzeczywistości. Epoka Powietrza, kierowana przez znak Wodnika jest idealnym czasem na to by takie wszechobejmujące, panoptyczne idee i perspektywy mogły się wyłonić i pomóc nam lepiej zrozumieć i dbać o nasz  świat. Tak jak w Epoce Materii barierą dla nośności wielkich idei był nasz własny komfort i potrzeba bezpieczeństwa, tak w nadchodzącym czasie nie będzie już nic istotniejszego. To budzi nadzieję w kontekście kryzysu klimatycznego, z którym będziemy się musieli w tym czasie zmierzyć, a który będzie wymagał zarówno wielkich idei, nowatorskich pomysłów, jak i osobistych wyrzeczeń. Z drugiej strony nasze coraz mniejsze przywiązanie do materialnej strony świata może owocować też koncepcjami przeniesienia świadomości poza ciało, czy podróży kosmicznych do miejsc jeszcze przez nas niezniszczonych.



Powietrze to również powrót do zainteresowania świadomością człowieka, tym co wykracza poza mechanizmy biologiczne działania mózgu (choć mózg jako taki nadal będzie bardzo interesujący), zarówno w rozumieniu psychologicznym – poświęcenie uwagi coraz bardziej palącemu problemowi naszego zdrowia psychicznego - jak i filozoficznym czy duchowym. Nawet zaryzykowałabym tezę, że nadchodząca epoka będzie okresem renesansu w filozofii, nowych zmieniających nasze myślenie koncepcji, łączących wiedzę naukową i duchową, oraz odpowiadającą na bieżące potrzeby związane z rozwojem nowych technologii. Będziemy sobie musieli na nowo odpowiedzieć na pytanie kim jest człowiek i jakie są jego prawa w kontekście rozwoju sztucznej inteligencji, a także na wiele innych pytań egzystencjalnych, ale też praktycznych, które postawi przed nami nadchodząca epoka. Kończy się czas gdy możemy się skupiać wyłącznie na produkowaniu coraz efektywniejszych zabawek, nadchodzi czas gdy będziemy musieli sobie odpowiedzieć na pytania czemu one mają służyć i jak się nimi posługiwać mądrze dla wspólnego dobra - a w tym celu potrzebujemy określić co nim jest :) 

Na szczęście Wodnik to ten znak, który ideę wspólnego dobra (choć różnie rozumianą ;) ) wynosi na sztandary. To znak skupiony na przyszłości, na twórczych i nieraz genialnych rozwiązaniach na problemy ludzkości, na wprowadzaniu innowacji, które mają służyć nam wszystkim. Szczególnie ważne w procesie opisywanych zmian będą więc najbliższe dwa lata kiedy to najpierw Jowisz i Saturn, potem zaś sam Saturn będą przebywać w tym znaku. Możemy się spodziewać wielu wynalazków i przełomowych idei, które się narodzą w tym czasie, a aktualny globalny kryzys będzie z jednej strony wielką motywacją do rozwoju i do przekierowania naszej uwagi na to co bardziej przyszłościowe, z drugiej zaś będzie sprzyjał wprowadzaniu rewolucyjnych zmian tam gdzie jeszcze nie dawno zasiedziali w naszym „oczywistym” komforcie byśmy się opierali. Technologia będzie w tym czasie rozkwitać, podobnie jak wszelkie progresywne idee. Więcej o tym czemu sprzyja Saturn w Wodniku pisałam tutaj, zaś jeśli chodzi o Jowisza, to jego obecność w Wodniku najpierw do połowy maja 2021, potem zaś od lipca do końca roku 2021 będzie wzmacniać proces powstawania nowych idei i wspierać nas w lepszym radzeniu sobie z wyzwaniami jakie niesie Saturn. To co się zadzieje w najbliższych latach będzie wyznaczało nowe trendy na całą otwierającą się powietrzną epokę, więc także na poziomie indywidualnym warto wykorzystać ten czas na mniejsze i większe rewolucje – w życiu, w myśleniu, w relacji ze światem :) To dobry czas na robienie tego co nowe, twórcze intelektualnie, wspierające wielkie zmiany, nakierowane na przyszłość, na współpracę, na zmiany w świecie. W czasie wielkich zmian globalnych możemy być albo ich katalizatorem, albo je wspierać, albo się im przeciwstawiać… nasz wybór ;) Zmiana zaś zaczyna się w nas, więc ten slogan o byciu tą zmianą, którą chcesz być w świecie rzadko bywa aż tak aktualny jak teraz :) Ogromnie ważnym tematem jaki teraz się przed nami otwiera to skupienie się na tym co przed nami, zamiast trzymania się tego co było i narzekania na stan obecny. Teraz wykuwamy nowe wizje, nowe strategie działania, nowe rewolucje - dla naszej własnej i dla wspólnej przyszłości!

Przed nami bardzo interesujący czas wychodzenia poza granice znanego :) 

 


 

sobota, 12 września 2020

Retrogradacja Marsa: 10 września - 13 listopada 2020




Mars retrogradujący we własnym znaku - w Baranie – to poważna sprawa ;) Sam moment zmiany kierunku (noc ze środy na czwartek, ale też sąsiednie dni) bywa bardzo mocny, uruchamiający ważne tematy do przyjrzenia się, czasem frustrujący, zwłaszcza kiedy nie mamy w sobie zgody na to by nieco zwolnić lub zmienić tryb działania. To co wydarza się na samym początku retrogradacji jest dla nas ważną wskazówką co do tego jakie tematy będą rewidowane w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Dodatkowo warto sprawdzić w swoim horoskopie urodzeniowym (lub w Osobistym Astrokalendarzu) jakie sfery życia będzie aktywował cofający się Mars i gdzie skumulują się procesy zmiany.
Często uważa się, że retrogradacja jest „delikatniejsza” gdy planeta nie wraca do wcześniejszego znaku, w tym jednak przypadku Mars uaktywnia wszystko to co czyni rok 2020 tak wyjątkowym, czyli zgromadzenie planet w Koziorożcu (patrz tekst o Wielkiej Koniunkcji 2020), robiąc do nich wyzwalającą napięcia kwadraturę, która sprzyja wyładowaniu tego co w nas się nagromadziło od początku roku, czasem w przypadkowym kierunku. Praktycznie cały sierpień to był czas zdominowany przez napięciogenne kwadratury Marsa do Jowisza, Plutona i Saturna, teraz kiedy ruszył on wstecz tematy podbite tym czasie wrócą po to byśmy mogli głębiej przyjrzeć się temu co tutaj domaga się zmiany. Bunt przeciwko ustalonemu porządkowi, stłumiona złość, energia seksualna, energia sprawcza, wyrażanie agresji i radzenie sobie z sytuacjami przemocowymi to są tutaj główne tematy. Mars w Baranie w ostatnim czasie sprzyjał eskalacji konfliktów, walce dla samej walki, także stawaniu za sobą i temu co potrzebne, ale często łatwo mogliśmy się zagalopować, doświadczyć także destrukcyjnej strony energii Wojownika. Czas retrogradacji będzie więc okresem, kiedy będziemy mogli wejść głębiej odkrywając co kryje się pod impulsywnymi reakcjami, które działania czemuś służą, a które są bezmyślną destrukcją, o co chcemy walczyć, a co jest stratą naszej energii, jej rozpraszaniem, czy bezsensownym nakręcaniem.

Jak w każdej retrogradacji, jest to czas kiedy energia wraca do wnętrza i kiedy rozsądniej jest odpuścić sobie ambicje w świecie zewnętrznym i skupić się na tym co w nas. Może być tak, że jeśli nie pójdziemy za tym wezwaniem świat będzie nam o tym przypominał poprzez blokady, przeszkody w działaniu, frustrujące sytuacje. Każdorazowo będzie to sygnał, że to jest moment na przerwę, przyjrzenie się temu co nas złości, frustruje, napina i zobaczenie co tak naprawdę zabiera nam energię. Zamiast latania z dzidą za kolejnymi celami (co ostatnio mogło być naszym udziałem ;) ) będziemy więc mieli czas na to by na chwilę odłożyć dzidę i pomyśleć co tak naprawdę chcemy upolować i o co walczyć, a co jest tylko rozpraszaniem naszej energii i działaniem odruchowym.

Baran jest znakiem uczącym nas zaznaczania swojego miejsca w świecie, dążenia do tego czego chcemy, a na najbardziej podstawowym poziomie czucia tego, że mam prawo tu być, że mam prawo być sobą i podążać za swoimi potrzebami i pragnieniami bez pytania kogokolwiek o zgodę. Baran uczy nas jak asertywnie stawiać granice, zaznaczać naszą osobistą przestrzeń i bez ogródek mówić tym co ją naruszają, że sobie tego nie życzymy. Prawo do życia i bycia sobą, to jednocześnie prawo do wyrażania swojego NIE. Bez dawania sobie do tego prawa zawsze nasze bycie będzie warunkowe, niepewne, zależne od innych. NIE stawia nas często naprzeciwko innego, w niekomfortową sytuację konfrontacji, tam gdzie nie ma barierek bezpieczeństwa konwenansów ;) Jednak dopiero spotykając się, widząc nawzajem i wyrażając swoją niezgodę doświadczamy prawdziwej autentyczności w relacji, uwalniamy zarówno siebie do bycia sobą, jak i zwalniamy drugą osobę z naszych oczekiwań, że zareaguje na to co nie wyrażone. Uświadamiając sobie swoje prawdziwe potrzeby i to na co nie mamy zgody oraz ucząc się to wyrażać wprost uwalniamy się też od zachowań przemocowych, manipulacyjnych i biernej agresji, które są częstym sposobem przetrwania bez mocnych granic i zgody na swoją autentyczność. Bycie nie wprost w jakimkolwiek obszarze też często przyciąga zachowania agresywne innych, a nawet przemoc, więc często nasza zatrzymana energia agresywna (w pozytywnym rozumieniu) wraca do nas jako agresja i przemoc innych.

Mars retrogradując w Baranie będzie nas wspierał w odkrywaniu zarówno tego czym jest nasza autentyczność, gdzie są nasze granice i jak je chronić, ale też jak dotąd posługiwaliśmy się rozwiązaniami destrukcyjnymi (dla nas samych i dla naszych relacji) i gdzie w naszym życiu pojawiała się przemoc i nadużycia.

Zgoda na nasze NIE, jest niezbędnym elementem zgody na nasze życie. Bez tego NIE nie ma więc TAK. A ten czas będzie służył temu by najpierw odrzucić wszystkie NIE, po to by zrobić miejsce na to czego rzeczywiście chcemy i tam skierować całą naszą energię. Opór, złość, frustracja, niechęć będą więc dla nas ważnymi przewodnikami i wskazówkami. Więcej o tym pisałam w tym tekście.





Czas Marsa w retrogradacji będzie też okazją do tego by uwolnić zatrzymaną i zamrożoną złość z przeszłości – może więc do nas wracać wiele zaszłości, dawnych historii, mogą pojawiać się osoby, szczególnie mężczyźni z przeszłości, oraz sytuacje będące powtórką dawnych sytuacji nadużywających i przemocowych. Uczymy się teraz mówić NIE w sytuacjach uruchamiających w nas silne emocje, ważne jest jednak byśmy dawali sobie czas na ich przeżycie, bo może się okazywać, że ich korzenie sięgają bardzo głęboko i mogą nas poprowadzić do istotnych uzdrowień obszarów, w których nasza energia i moc zostały kiedyś zatrzymane. To też czas kiedy uczymy się wyrażać naszą niezgodę w konstruktywny i klarowny sposób, bez atakowania innych, skupiając się na swoich potrzebach i pozostając w kontakcie z drugą osobą i jej potrzebami. I znów korzeniem jest to, że gdy sami dajemy sobie prawo do swoich potrzeb i swojej niezgody, to już nie musimy z innymi walczyć o ich uznanie. Kiedy sami siebie nie odrzucamy, odrzucenie przez innych przestaje być tak bolesne i podobnie kiedy sami dajemy sobie prawo do siebie, łatwiej możemy zignorować tych, co nam tego prawa odmawiają.

Poza tematem złości, agresji, naszej siły i prawa do bycia, może teraz sporo się odsłonić w obszarze naszej seksualności, która jest ściśle powiązana z przyjęciem siebie jako istoty z potrzebami, a nawet o zgrozo impulsami ;) To jest ten obszar, który w naszej kulturze najczęściej jest zablokowany, obwarowany zasadami, lękiem przed tym co się zadzieje, kiedy puścimy kontrolę. W tym obszarze również dużo się może zadziać uzdrawiającego, choć mogą też do nas wrócić dawne zranienia, traumy, czy napięcia. Jest to czas na przyjmowanie naszej energii seksualnej taką jaka jest, na doświadczanie jej w ciele, na odczarowywanie dawnych historii z uważnym partnerem, przy czym owa uważność i zaufanie jest kluczem, bo łatwo możemy w kimś lub w sobie dotknąć zranień i wywołać impulsywną reakcję. Energia seksualna, zresztą podobnie jak cała energia życiowa, może w tym czasie działać w nas nietypowo: przyhamowywać u tych, u których była silna, czy wzmagać się tam gdzie była zatrzymana. Cokolwiek by się z nią nie działo jest to ważne i potrzebne, nawet jeśli nie rozumiemy tego dlaczego tak się dzieje :)




Ważnym tematem będą też relacje z mężczyznami oraz to co rozumiemy jako męskość. To ważny czas szczególnie dla mężczyzn pragnących wyjść z ograniczających ram wzorców „prawdziwego mężczyzny” i dotrzeć do głębokiego połączenia ze swoją unikalną ekspresją męskości, z siłą która wypływa z autentyczności, świadomości siebie, zaufania zarówno do swojej siły, jak i do swojej wrażliwości. Dla obu płci to dobry czas by odkrywać w sobie siłę służącą życiu i ochronie tego co dla nas ważne, pozwalać sobie na manifestowanie jej w świecie z szacunkiem dla innych istot i odrzucać maski zarówno pozornej siły, jak i pozornej bezsilności, które nie pozwalają nam spotkać się ze sobą naprawdę.

Tradycyjnie czas retrogradacji Marsa nie sprzyja zaczynaniu nowych rzeczy, za to dobrze służy wracaniu do spraw dawniej zarzuconych, takich które już dawno mieliśmy zrobić, do których dojrzewaliśmy długo i potrzebujemy je dopełnić. Z moich doświadczeń wynika, że potrafi to być bardzo ważny i twórczy czas, ale jednak większość nowych działania jakie w czasie retrogradacji podejmowałam okazywały się być falstartami lub ślepymi uliczkami. Energia kieruje się do wewnątrz i w przeszłość i to są kierunki, gdzie szczególnie warto popatrzeć. Zwłaszcza terapia czy praca warsztatowa, zrzucanie napić z ciała, wyrażanie emocji, ruszanie tego co poblokowane w ciele i w głowie może być w tym czasie bardzo owocne (szczególnie w tematach opisanych wyżej).





Czas retrogradacji Marsa wymaga od nas elastyczności i poszukiwania nowych sposobów dążenia do swojego wtedy, kiedy stare nie działają. Teraz od prędkości czy siły dużo ważniejszy będzie głęboki namysł, strategia i uważność na to co się dzieje. Działając impulsywnie łatwo przeholować i porwać się z motyką na słońce. Czas sprzyja rozważnym wojownikom, tym, którzy potrafią się przyznać do błędu i w porę wycofać ze złej ścieżki. Czasem wycofanie się parę metrów do tyłu jest warte dużo więcej niż parę kilometrów do przodu… i to właśnie jest ten czas kiedy bieg wsteczny szczególnie może się przydawać ;) Dobrze więc doceniać siebie nie tylko za to co się udało osiągnąć, ale też za to co się udało ominąć. Czas sprzyja bilansom, podsumowaniu poprzednich dwóch lat życia i tego co udało się w tym czasie zrobić. Wojownik po polowaniu odkłada więc dzidę i wycofuje się do jaskini by zregenerować siły przed kolejną wyprawą, a przede wszystkim by w spokoju ducha zapytać się siebie jaki będzie cel tej kolejnej wyprawy.

U każdego retrogradacja Marsa może wyglądać nieco inaczej, przede wszystkim w zależności od domów horoskopu urodzeniowego, które aktywuje (szczegółowe opisy umieszczam w Osobistym Astrokalendarzu), a także naszej relacji z Wewnętrznym Wojownikiem / Wojowniczką, a nawet od tego czym się zajmujemy. Mars patronuje sportowcom, osobom pracującym fizycznie, służbom mundurowym, a także ma duży wpływ na świat biznesu – w tych obszarach więc działać będzie bez porównania silniej niż np. w świecie sztuki. Generalnie w biznesie lepiej w tym czasie w miarę możliwości wrzucić na luz, tudzież zająć się analizowaniem i przeorganizowywaniem tego co nie działa, zamiast inwestować czy inicjować nowe projekty. Obecne czasy uczą nas, że od agresywnych strategii lepiej mogą sprawdzić się te elastyczne i zrównoważone, a to zdecydowanie jest dobra strategia na czas retrogradacji Marsa ;)

Niechaj Mars sprzyja Wam w odkrywaniu Waszej mocy, lepszym gospodarowaniu energią i coraz pełniejszym wyrażaniu siebie w świecie! :)







Powiązane:

  • o tym jak szanować swoje NIE :)  - tutaj
  •  o powrocie do dzikiej seksualności i do uzdrowienia zranień między męskością a kobiecością na kanie Czerwonego Kapturka ;) - tutaj
  • o Osobistym Astrokalendarzu - tutaj

Chcesz dostawać świeże newsy o tym co na niebie? Zapisz się do darmowego cotygodniowego newslettera! Zapisy na pod tym linkiem

A dla spragnionych pełniejszych cotygodniowych informacji wraz z prognozą na każdy dzień możliwość subskrypcji Newslettera Premium tutaj


poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Czerwony Kapturek - powrót do dzikości i do połączenia

grafika: Piotr Jör Grabowski



Czerwony Kapturek – o tej baśni napisano już bardzo dużo i porywali się na nią najznakomitsi psychoanalitycy. Dużo więc było o seksie ;) Ważny wątek czerwieni jako dziewczęcej menstruacji też już został opisany w tę i nazad. Chciałabym opisać to co nam się odsłoniło, gdy wraz z Piotrem Jör Grabowskim pochylaliśmy się nad tym tematem. Owszem będzie o seksie, ale jeszcze więcej o traumach rodzinnych i patriarchacie. 

Na poziomie uzgodnionej rzeczywistości Wilk reprezentuje dziką męską stronę, a Czerwony Kapturek niewinną kobiecą, dziewczęcą. Oczywiście to nie jest tak, że dzikość przynależy tylko do męskości, a niewinność do kobiecości i w moim odczycie ta bajka ukazuje drogę do integracji elementów przypisanych stereotypowo przeciwnej płci.

Można na nią patrzeć z dwóch kluczowych perspektyw: z perspektywy kobiecości, reprezentowanej przez Kapturka i z perspektywy męskości, reprezentowanej przez Wilka. Są to wtedy dwie całkiem różne, choć splecione ze sobą opowieści. 

Opowieść kobieca jest o tym jak niewinna dziewczęca kobiecość spotyka swoją dziką i seksualną stronę w postaci „groźnego” Wilka – istoty wyraźnie spoza naszej cywilizacji i norm. Jednocześnie Wilk reprezentuje tutaj również Kochanka, tego który jest jednocześnie pożądany i niebezpieczny (bo nie wiadomo co z tego wyniknie... wchodzimy przecież na nieznane terytorium). Stąd dziewczę pozwala sobie na flirt, daje na siebie namiary, ale też zachowuje pozory. Wilk jako mężczyzna i jako własna kobieca seksualność został zobaczony, ale nie został przyjęty – najpierw musi iść do Babci. Dlaczego do Babci? Kryje się w tym dla mnie clue tej opowieści. Kobieta zanim spotka się z mężczyzną musi odwiedzić swoją Babcię, czyli spotkać się z kobietami z rodu. Po co? Gdy Czerwony Kapturek przychodzi do Babci zauważa w niej coś niepokojącego. Niby wygląda jak Babcia, ale coś jest nie tak – Babcia została pożarta i zastąpiona przez Wilka. Wilk i tutaj reprezentuje dziką i niebezpieczną męskość, ale tą która w przeszłości zagrażała i raniła kobiety. „Zjedzona” Babcia to te kobiety z naszego rodu, które doświadczyły prawdziwych traum w relacjach z mężczyznami, które doświadczyły destrukcyjnej strony ich dzikiej mocy. Babcia więc nie jest sobą, bo mówi przez nią historia zranienia, przemocy i lęku (wielkie oczy, wielkie zęby...). To jest ta historia, którą dziewczyna dorastając do związku z mężczyzną musi najpierw zobaczyć, rozpoznać, a potem zintegrować. Spotkać się z demonami – wilkami naszych przodkiń, oraz z tym co powoduje, że one i własną seksualność mogły zamknąć w klatce i przestrzegać przed nią kolejne młode kobiety, jak matka CK przestrzegała ją przed Wilkiem.

Zostawmy tą stronę historii w dramatycznym momencie, gdy rozpoznany Wilk rzuca się na Kapturka by go pożreć, lub też (w naszej wersji historii) sam Kapturek pozwala się pożreć by zintegrować w sobie historię i spotkać z prawdziwą Babcią w jaskini ciemności ;) i spójrzmy na męską stronę opowieści.

Mężczyzna – Wilk, pragnący spotkania z kobietą również udaje się do Babci. Na poziomie baśni nigdy nie było to bardzo jasne: jeśli i tak chce się rzucić na niewinną CK, to czemu nie od razu przy pierwszym spotkaniu? Lub czemu nie idzie za nią i nie atakuje jej gdzieś w krzakach znienacka? Po co ta cała maskarada z Babcią? Moja odpowiedź jest taka, że on wcale nie udaje się do babci dziewczynki... a do swojej własnej. Tak jak młoda kobieta przed połączeniem z mężczyzną potrzebuje spotkać się z traumami swoich przodkiń związanymi z mężczyznami, tak i mężczyzna przed połączeniem z kobietą potrzebuje spotkać się z doświadczeniami swoich przodkiń... tych, które często padały ofiarami męskich wilków. Zjedzenie Babci i przebranie za nią ma więc tu wymiar niezwykle symboliczny... Wilk dosłownie zakładając babcine okulary przyjmuje jej perspektywę. Jest to zgoda na to by przyjąć doświadczenie kobiet, zobaczyć to co one widziały, dostrzec tą często wypieraną „kobiecą” stronę historii by móc połączyć się z kobietą już nie z miejsca oprawcy, nie jako aktor odgrywający wciąż tą samą rolę przekazywaną z pokolenia na pokolenie, a jako mężczyzna zintegrowany z własną kobieca stroną i z przekazem swoich babek.

I tutaj następuje w baśni spotkanie „oświeconego” Wilka z „oświeconym” Czerwonym Kapturkiem. Ona go dostrzega zrzucając z niego maski swoich przodków, a on wychodzi do niej spod warstw przeszłości, w której tkwił tak długo, jak długo nie chciał jej przyjąć. I następuje to na co wszyscy czytelnicy czekali, czyli konsumpcja seksualna ;) Ale nie taka tam, że on ją zniewala, a ona się poddaje... oboje uwalniają swą dzikość, seksualność i niewinność jednocześnie. W tym spotkaniu, kiedy ona jego rozpoznaje, a on poddaje się jej rozpoznaniu oboje stali się równymi partnerami, tak samo świadomymi i równymi zarówno w pożądliwości, jak i w odpowiedzialności za swoje czyny... i byłby happy end, wszyscy zintegrowani ze swoją przeszłością i ze sobą... gdyby nie... no właśnie wkroczenie Myśliwego! 

Myśliwy bezpardonowo wkracza w tą sytuację, reprezentuje bowiem prawo, zasady, które mówią kto, kiedy, z kim i jak... innymi słowy reprezentuje patriarchat. Wilk ze swoją nieokiełznaną dzikością i pożądliwością jest tu persona non grata podobnie jak kobieta będąca mu partnerką a nie ofiarą. Nóż Myśliwego rozcina więc tą unię, tworząc za jednym cięciem cały trójkąt dramatyczny – kata, ofiarę, oraz siebie jako ratownika. Jest to układ, który będzie hołubiony przez patriarchat do dziś w niezliczonych książkach, filmach, a nawet reklamach. Ona bezwolna ofiara i ich dwóch – ten zły i ten dobry, który ją od złego ratuje. A ratując rozdziela. Nie tylko oddziela kobietę od jej własnej mocy i możliwości samostanowienia, oraz od jej dzikiej seksualności, ale też rozdziela ją z jej Babcią, siłą wyciąga z tej jaskini cienia, w której mogły się porozumieć i wzajemnie uzdrowić. Odtąd kobiety mają milczeć o swoich krzywdach i bólu do swoich córek i wnuczek, które wysyłać będą „na żonę” do zwycięskich Myśliwych udając, że to najlepsze co może je spotkać. Myśliwy też oddziela Wilka – reprezentującego współczesnych mężczyzn - zarówno od swojej dzikości, czyniąc z niego poddanego swojej mocy, ale też od połączenia z jego własnymi przodkiniami. Odtąd ich ból i zranienia ze strony mężczyzn mają być dla niego niewidoczne, a zakładanie kobiecych okularów i inne takie „przebieranki” śmieszne. Kobiecość zostaje oddzielona od męskości tak jakby nie było nic co łączy. To co męskie w kobiecie i to co kobiece w mężczyźnie zostaje zakazane. Myśliwy jest tutaj figurą władzy, który jak będzie chciał to weźmie sobie Czerwonego Kapturka za żonę, która z tego powodu będzie musiała być uszczęśliwiona. I pewnie jako żona już nie będzie mogła chodzić po lesie sama w czerwonym płaszczu niczym wielkiej jaskrawej płachcie na wilki ;) 

Końcówka wydaje się być smutna, ratuje nas jednak to, że opowieści żyją i zmieniają się wraz ze świadomością ludzi. Możliwe, że kiedyś ta bajka kończyła się „pożarciem”, a Myśliwy pojawił się w niej później by zaprowadzić (nowy) porządek. Być może możemy mu teraz podziękować za troskę, zwłaszcza jeśli pojednamy się z naszą dziką stroną, z seksualnością i zobaczymy, że nie potrzebujemy tu nikogo, kto by nas strzegł. A może dopiszemy dalsze rozdziały, np o tym jak Myśliwy porzuca rolę Ratownika i rusza w podróż by spotkać się ze swoją Babcią, a może i Dziadkiem? Ratownicy ratując, często tak naprawdę nie wprost wołają o miłość, na którą próbują swoimi bohaterskimi czynami „zasłużyć”. Może Myśliwy spotykając Dziadka, odkryłby w nim (i w sobie) tego chłopca co kochał i pragnął miłości, zanim z lęku czy konieczności sięgnął po broń, zbroję odcinającą od ciała i uczuć. Może odkryłby, że to co ma go chronić i utwierdzać jego pozycję, tak naprawdę go obciąża i więzi. Może też zrozumiałby, że Wilk, którego zdusił w sobie, stał się jego Demonem, agresją i uprzedmiotawiającą seksualnością i że może wrócić do źródeł swej męskiej siły tylko poprzez ponowne spotkanie z Wilkiem w sobie. Tym, który wyje do Księżyca z głębi swoich trzewi, który zna drogę przez ciemny las i drogę do serca kobiety, która wiedzie przez własne otwarte serce.


 
Tekst ten nie powstałby, gdyby nie rozmowa z prawdziwie zintegrowanym Wilkiem ;) Piotr, który  pracuje z mężczyznami i z męską seksualnością, między innymi prowadząc Wspólnotę Mężczyzn i warsztaty Mężczyzna Ekstatyczny (zainteresowani znajdą info tutaj), eksplorował na wiele sposobów ten temat już wcześniej, muzycznie wyraził go chwilę przed naszą rozmową poprzez utwór Running Wolf co było bezpośrednią inspiracją, zaś słowami po części w tym tekście
 


poniedziałek, 29 czerwca 2020

Mars w Baranie




Moment kiedy Mars wypływa z sennych Ryb i przechodzi do zdecydowanego Barana zazwyczaj jest wyraźnie odczuwalny! Jakby nagle niespodziewanie zaczęło nam się coś chcieć, a działania czasem nawet wyprzedzają myśl, akcja rusza z uśpienia. W tym znaku Mars jest bardzo silny, może nawet za bardzo ;) Mars w Baranie sprzyja konfrontacji z tym wszystkim co nam dotąd stało na drodze, przedzieraniu się przez dżunglę wyzwań i wszystkiemu co wymaga odwagi, siły przebicia. Jest to czas kiedy mamy więcej energii do ruchu i do działania, dużo spraw możemy popchnąć do przodu, więcej zacznie się dziać, także jeśli chodzi o ścieranie się z innymi osobami manifestujących marsową energię ;) Mars dodaje nam bowiem mocy, chęci walki o swoje, asertywności, ale także rywalizacyjności i agresywności. Czyli z jednej strony dobrze, bo ja się przestanę patyczkować i zacznę w końcu aktywnie działać i walczyć o swoje, z drugiej źle, bo inni też to zaczną robić i możliwe, że pojawią się konflikty interesów ;) Wszystkim będzie się bardziej śpieszyć, możemy działać zbyt pochopnie, bez zastanowienia. Ogień w nas będzie domagał się wyrażenia w działaniu i nie koniecznie musi być to działanie o głębokim sensie. Warto dać sobie możliwość wyrażenia tej energii, jak nie w sprawach zawodowych, czy w realizacji swoich marzeń i pasji, to w sporcie. Energia stłumiona pod kocem rutyny i nudnych powinności będzie buzować i wybuchać kłótliwością i drażliwością. To jest czas kiedy ciężko nam będzie dostosować się do innych, słuchać poleceń i działać zespołowo. Jesteśmy teraz samotnymi Wojownikami i Wojowniczkami nakierowanymi na jeden cel i lepiej by nam nikt nie przeszkadzał, bo może oberwać ;) O ile tylko dany naszym wewnętrznym wojownikom godne ich zadania, oraz będziemy szanować innych wojowników na drodze, czas ten będzie bardzo efektowny i pozwoli nam pokonać niejedną bestię i zdobyć niejedno złote runo :)

Niestety na arenie międzynarodowej Mars w Baranie może przyczynić się do zaostrzenia konfliktów i działań wojennych. Także w nas samych będzie to czas wzmożonej pracy z tematem własnej agresji, tego kiedy przekraczamy granice innych i jak być autentycznie asertywnym. Pracując z wewnętrznymi konfliktami i będąc uważni na to gdy sami tłumimy swoją energię i jak to się przekłada na tendencje agresywne wobec innych i wnosząc świadomość w te tematy możemy dołożyć swój kawałek do pokoju na świecie.

Oczywiście nie na każdego Mars w Baranie działa tak samo i ma to związek po pierwsze z naszym horoskopem urodzeniowym, a po drugie z tym jak zintegrowaną mamy energię Marsa w życiu. Każdy z nas ma Marsa w jednym z 12 znaków zodiaku i tylko część z nas żyje z wojowniczą i bezpośrednią energią Marsa w Baranie na co dzień - dla reszty ta energia wyraża się przez pryzmat innego znaku zodiaku wskazując sposób w jaki dążymy do tego co chcemy, działamy, walczymy o swoje i bronimy tego co dla nas ważne. Niezależnie jednak od tego jaki jest nas indywidualny sposób wyrażania marsowej energii możemy być z nią bardziej zaprzyjaźnieni lub mniej, możemy ją tłumić (bo nie wolno być "egoistycznym", "agresywnym", "kłótliwym" etc.), wyrażać nieświadomie w postaci impulsywnych wybuchów, albo się z nią zaprzyjaźnić i czerpać z niej kiedy potrzebujemy. Jeśli mamy pod górkę z naszą energią Marsa, to czas gdy jest on tak silny na niebie może być dla nas trudniejszy - ludzie mogą nas bardziej drażnić, konflikty przychodzić z zewnątrz, a jednocześnie możemy nie czuć wtedy pozytywnej strony tego okresu, bo blokujemy własną ekspresję i aktywność, a także złość, która często jest zarówno efektem takiego zablokowania jak i drogą wyjścia z impasu, odkorkowania naszej mocy. Ważne jest też to jaki obszar życia (dom w horoskopie urodzeniowym) Mars w Baranie u nas aktywuje. Niezależnie od tego jak bardzo sami czujemy jakości Marsa i Barana w sobie, jest taki obszar życia, gdzie szczególnie potrzebujemy rozwijać jakości Barana takie jak asertywność, odwaga, bezpośredniość w dążeniu do celu, czy umiejętność przecierania nowych szlaków i bycia liderem. Jeśli znasz swój horoskop urodzeniowy możesz sprawdzić w którym domu (domach) wypada znak Barana, a jeśli masz Osobisty Astrokalendarz możesz przeczytać, w którym domu jest u Ciebie Mars teraz i co to oznacza. Jednak nawet jeśli nie masz takiej wiedzy to wskazówką będzie to w jakim obszarze życia szczególnie zaczyna się dziać, gdy Mars wchodzi do Barana :)

Mars w Baranie wymaga dużo świadomości, bo łatwo możemy przeszarżować. Ważne by dawać mu przestrzeń, by nie hamować energii, która w nas buzuje, ale by świadomie wybierać dla niej ujścia. Dlatego na początku tego okresu warto sobie wyznaczyć jeden lub parę ambitnych celów, oraz pomyśleć o jakichś wyzwaniach sportowych :) Po okresie rybiego zawieszenia Mars w Baranie może dać przypływ optymizmu i witalności, oraz wiarę w to, że wszystko jest możliwe. Wielu pięknych zwycięstw życzę wszystkim Wojowniczkom i Wojownikom i niech moc będzie z Wami! :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

O różnych obliczach lęku



Lęk ma różne oblicza. Jest ten odczuwany w ciele i ten wypierany, projektowany, poprzebierany w iluzje. Jest lęk wysłuchany, który jest przewodnikiem i ten niechciany, który chowa się w naszym cieniu.

Lęk doświadczany w ciele to często drżenie, wibrowanie, ciało chwiejące się jakby brakowało mu stabilnej podstawy. Kiedy za tym szłam w spotkaniu z lękiem przed wysokością, lęk poprowadził mnie na ziemię, w doświadczenie głębszego ukorzenienia, w mocniejszego osadzenia w sobie. Lęk w ciele to dla mnie silne odczucie bycia żywym i jednocześnie poczucie tego jak to życie jest cenne. Życie i śmierć przestają być konceptami mentalnymi, czujesz ich połączenie w sobie, tą kruchą granicę i w tym momencie Twoje ciało mówi Ci wyraźnie co wybierasz. Lęk mówi, że wybierasz życie.

Lęk zatrzymany w ciele, niechętnie widziany ze względu na jego niewygodę czy „obciachowość”, albo też po prostu zbyt wielki by go unieść – staje się zamrożeniem. Odcięciem od czucia, działaniem automatycznym. Czasem działaniem kompulsywnym. Czasem zawieszeniem, zablokowaniem, nawet wycofaniem z życia. Nie chcemy być tam, gdzie jest lęk, więc coraz mniej nas w sobie.

Lęk odrzucany, jest też odrzucaniem tych co się boją. Jest lękiem przed lękiem i przed wszystkim co może być jako lęk odczytane. Świat staje się dwuwymiarowy: jest tylko to co z lęku i to co z jego przeciwieństwa – miłości, spokoju, siły, czy jakkolwiek tego na swoje potrzeby nie nazwiemy. Pojawia się poczucie zagrożenia naszych wartości, tego, że ktoś, jakieś idee czy emocje na nie czyhają. Wtedy lęk staje się walką. W sumie nie jest istotne kto jest w tej walce przeciwnikiem, historia zna wiele kozłów ofiarnych, a teorie spiskowe wiele koncepcji naszych "oprawców". Ważne jest to, że walcząc czujemy rozładowanie naszego napięcia. Drżenie lęku stłumione w naszych ciałach może się wydostać jako oburzenie, obelga, czy nawet rękoczyn. Z jakiegoś powodu jest to przez naszą kulturę lepiej widziane niż lęk.

Lęk jest wołaniem o uziemienie. Wezwaniem do zadbania o siebie i o podstawowe potrzeby. Siłą służącą do przetrwania w trudnych warunkach i przypomnieniem gdy podejmujemy niepotrzebne ryzyko. Jest potrzebny tak jak każda emocja i tak jak one szybko przemija, gdy tylko da mu się uwagę i przestrzeń. Przypomina o tym jak cennym darem jest nasze życie, bezpieczeństwo, obecność bliskich. Wszystko to co kojarzy nam się z negatywnymi konsekwencjami lęku: ataki paniki, zamrożenie, zablokowanie, ksenofobia etc. to efekty lęku, którego nikt nie chciał zbyt długo. Który nie mógł po prostu przepłynąć i zostać wysłuchany. Na który nie było miejsca w iluzji naszej niezniszczalności, siły, dzielności. Lęk przypomina, że nie jesteśmy maszynami, że nasze życie jest cenne, że czasem trzeba zadbać o bezpieczeństwo. I dzięki mu za to <3