środa, 31 października 2018

Z historii badań nad astrologią







Wyobraźmy sobie, że w szeroko zakrojonym badaniu wychodzi związek między czynnikiem X a cechami osobowości. Związek ten nie jest bardzo silny, ale jego istnienie powtarza się w kolejnych badaniach, a także w metaanalizie. Dodajmy do tego, że autorem pierwotnych badań jest bardzo znany psycholog, autor jednej z najbardziej znanych typologii osobowości, więc wydawałoby się, że jego odkrycia zostaną potraktowane poważnie i że świat o nich usłyszy. Albo, że chociaż będą kontynuowane na tyle intensywnie by w pełni zrozumieć na czym polega efekt czynnika X. Rzecz w tym, że prawdopodobnie nawet on sam ich nie traktował do końca poważnie… czynnikiem X bowiem była astrologia.

Opisywane badanie miało miejsce w 1978 roku, czyli mija 40 lat. Nadal badań na ten temat jest bardzo niewiele, a wyjaśnień tego zjawiska jeszcze mniej – właściwie to tylko jedno, które łatwo obalić, co z przyjemnością uczynię poniżej ;) Dyskusja ten temat była nieznaczna i nie wyszła poza wąskie środowisko badaczy. Tak bardzo nie wyszła, że dziś mało kto o tych badaniach wie i obecnie najczęściej w pytaniu o astrologię zacni naukowcy odpowiadają z przekonaniem, że to zabobon obalony triumfalnie przez naukę. W jaki sposób obalony? Zazwyczaj tutaj nie ma odpowiedzi. Zdarzało mi się również „dyskutować” z osobami twierdzącymi, że astrologia to wiara i w związku z tym nie da się jej badać, nie słuchającymi moich zapewnień, że owszem się da i że już to robiono. Nie, nie da się.

Nauka tworzy swoje mity, podobnie jak różne formy „pseudonauki”. Mniej jest to widoczne na poziomie naukowych publikacji, gdzie autorzy zazwyczaj starają się możliwie rzetelnie przedstawiać fakty, unikać nadinterpretacji i sprawdzać informacje w źródłach. Natomiast już w artykułach popularnonaukowych zdarza się wolnoamerykanka i przykładem jest tu opis wspomnianych wyżej badań Eysencka. Jeśli zaufamy artykułom z internetu, często podpisywanym przez osoby z tytułami naukowymi historia ta jest następująca: Eysenck przeprowadził badania swoim testem osobowości na 2000 osobach i wyniki wyszły zgodne z oczekiwaniami astrologów, ale… badanymi byli studenci astrologii. Potem powtórzono te badania na osobach nie znających astrologii i istotnych związków już nie stwierdzono. Znaczy astrologia działa tylko wtedy gdy się w nią uwierzy. Koniec opowieści, stos uszczypliwości i złośliwy rechot.

W rzeczywistości ta historia wyglądała trochę inaczej.


Najpierw były badania Michela Gauquelina z lat 50-tych, psychologa i statystyka, który stwierdził, że u osób które odniosły sukces w badanych przez siebie dziedzinach niektóre planety mają wyraźną tendencję do przebywania w określonych sektorach nieba w momencie urodzenia. W związku z tym, że grupy badane były bardzo duże (od 866 do nawet 3647 osób w podgrupach, czyli w sumie ponad 16 tysięcy osób badanych!), poziom istotności bardzo solidny (p<0,0001), a procedura wykluczająca wpływ autosugestii, badań tych nie dało się w żaden sposób podważyć. To te badania przyciągnęły uwagę znakomitości w świecie psychologii jaką bezsprzecznie był Eysenck. Wraz z Gauqulinem i jego żoną François zaangażował się w badania nad związkiem między pozycjami planet a osobowością na podstawie biografii osób znanych. Pozytywne wyniki tych badań zostały po latach zakwestionowane, niemniej nie obalone: stwierdzono, że mógł tu odgrywać rolę wybór kategorii przez badaczy sugerujących się astrologicznymi typami. Do tych zarzutów nie odniosę się poważniej, bo póki co do źródłowych analiz nie dotarłam, choć zastanawia mnie dlaczego „astrologiczny” dobór kategorii miałby przekreślać wyniki badań nad astrologią. Tym bardziej, że niezależnie od tego co poddajemy badaniu – czy cechy osobowości według Eysencka, czy też według swojego widzimisię, to powiązanie ich z czynnikami astrologicznymi nadal jest interesującym wynikiem. Gdybym projektowała tego typu badanie również pewnie tak dobrałabym analizowane cechy osobowości by łatwo dawało się je przełożyć na język astrologiczny i co za tym idzie, możliwie łatwo sformułować konkretne hipotezy badawcze, zamiast brać konstrukt teoretyczny, który do astrologii słabo pasuje i próbować jakoś go przełożyć na mało przekonujące nawet dla mnie hipotezy. Tym niemniej warto z tego zapamiętać fakt, że badania te przyniosły kolejne pozytywne dla astrologii wyniki, choć pojawiły się również głosy krytyczne. Warto również podkreślić, że zarówno w imponujących skalą badaniach Gauquelinów, jak i w tych we współpracy z Eysenckiem analizie poddawane były materiały źródłowe a nie sami ludzie, co oznacza, że nie mogła tu odgrywać żadnej roli kwestia autosugestii badanych czy sugestii ze strony badacza.

Następnie z dwóch niezależnych kierunków dotarły do Eysencka bardzo podobne doniesienia: astrolog Jeff Mayo pokazał mu wyniki prowadzonych przez siebie badań nad ekstrawersją, która zestawiona ze znakiem zodiaku Słońca u badanych układała się w charakterystyczny wzór zygzaka, a więc była wyższa w tzw. znakach męskich (ognistych i powietrznych) i niższa tzw. znakach żeńskich (wodnych i ziemskich), które występują w zodiaku naprzemiennie. Niezależnie w w zbliżonym czasie podobny zygzag w wynikach dotyczących ekstrawersji uzyskał na studentach swojej uczelni (Bradford University) socjolog Joe Cooper. W efekcie Eysenck nawiązał współpracę badawczą z Mayo, ten model badawczy był kilkunastokrotnie replikowany przez różnych badaczy. Wyniki w większości przypadków były pozytywne, choć związek między ekstrawersją a znakiem zodiaku Słońca zazwyczaj wychodził dość słaby, a "zygzak" się rozmył i nie był już tak ewidentny jak u Mayo (choć np. najwyższa neurotyczność u Ryb się potwierdziła ;) ) . Było to jednym z zarzutów badaczy twierdzących, że brak silnego związku świadczy przeciw astrologii, która rzekomo postuluje silną, być może nawet 100-procentową zależność. Zarzuty te pokazywały jak niewiele wypowiadający się naukowcy wiedzą o astrologii i że prawdopodobnie mylą „astrologię gazetową”, z tą prawdziwą, w której pozycja Słońca w znaku jest jednym z bardzo wielu czynników, w tym jednym z wielu elementów horoskopu, które mogą mieć wpływ na ekstrawersję, więc siłą rzeczy nie mogłaby wyjaśniać 100% wariancji. Zbyt wysoki wynik byłby dla samych astrologów zapewne dość niepokojący oznaczałby bowiem, że mogą już zwinąć manatki, skoro do skutecznego opisu osobowości człowieka wystarczą „horoskopy” gazetowe ;)

Możliwe wyjaśnienia – a właściwie tylko jedno :)


Ciekawostką jest, że mimo powtarzającego się wyniku oraz wcześniejszych dużo mocniejszych w wymowie badań Gauquelina, naukowcy przeszli do porządku dziennego nad pojawiającymi się wynikami opierając się na jednej tezie: te wyniki to efekt autosugestii wynikającej z wiary w astrologię. Twierdzono również, że w badaniach Mayo głównie uczestniczyli jego studenci astrologii, czemu on sam zaprzeczał (no i w sumie mu wierzę, bo jeszcze nie słyszałam o szkołach astrologii skupiających tysiące uczniów, ale może nie znam realiów angielskich ;) )  Wytłumaczenie to długo pozostawało po prostu jedną z możliwych interpretacji, w latach 90-tych „potwierdził” ją jednak holenderski badacz Rooij. Przeprowadził on badanie według tego samego schematu, z tą różnicą, że przed badaniem zapytał uczestników o ich stosunek do astrologii, po czym, zgodnie z odpowiedzią podzielił ich na dwie grupy: tych nastawionych pozytywnie i tych negatywnie. No i co się okazało? Zyzgzak, zwany też „efektem Mayo” wystąpił tylko u tych pierwszych, natomiast u tych drugich ani śladu zygzaka! Alleluja! Wiemy już wszystko – to tylko efekt wiary w horoskopy! :)

Rozwiązanie to wydaje się badaczom jedynym możliwym wyjaśnieniem tego efektu, innego nawet nie próbowali formułować, więc pojedynczy wynik potwierdzający je uznali za dowód koronny. Tymczasem jest to wyjaśnienie zakładające bardzo poważny wpływ sugestii. Ludzie pod wpływem lektury horoskopu gazetowego mieliby modyfikować swoją osobowość! Chyba, że dopuszczamy opcję, że nie osobowość, a jedynie samopostrzeganie, ale w takim razie kwestionariusz Eysencka mierzy nie osobowość, a samopostrzeganie, które do tego jest tak delikatnym konstruktem, że zmienia się pod wpływem lektury rozrywkowych artykułów w prasie. Zważywszy na to, że od wielu lat „horoskopy astrologiczne” nie mają monopolu na taką rozrywkę i czytelnik może się również utożsamić z „horoskopem” chińskim, majowskim, azteckim, indiańskim czy jakimkolwiek innym płodem czyjejś wyobraźni, to aż strach sobie wyobrazić co za chaos może to wprowadzać do badań kwestionariuszowych ;)

Zaproponuję tezę odwrotną, wydaje mi się że logiczniejszą. Związek między wiarą w astrologię a siłą opisywanego efektu może być efektem tego, że osoby, którym opis astrologiczny się zgadza mają tendencję by w astrologię wierzyć, a ci którym się nie zgadza by w nią nie wierzyć. A potem gdy dochodzi do podziału na grupy przez Rooija, to tym pierwszym wychodzi związek między osobowością a znakiem słonecznym, a tym drugim nie. Ot i cała tajemnica :D

Wyjaśnię teraz dlaczego astrologa w żaden sposób nie mierzi fakt, że jednym opis ich znaku się zgadza a innym nie. Tak się bowiem składa, że traktują to oni jako pewną oczywistość. Chodzi o to, że - jak już wspomniałam wyżej - Słońce jest tylko jednym z wielu czynników wpływających według astrologii na osobowość. Czynników tych jest naprawdę dużo, dla uproszczenia posłużę się jednak przykładem osoby, która ma Słońce w Baranie oraz Księżyc, Merkurego, Wenus i Marsa w Rybach. Taka sytuacja zdarza się dość często zwłaszcza jeśli chodzi o Merkurego i Wenus, które mogą być tylko w tym samym znaku co Słońce lub w znakach sąsiednich. Taka osoba prawdopodobnie mało będzie się utożsamiała z opisem Barana i gdyby przedstawić jej opis Ryb prawdopodobnie znalazła by więcej cech wspólnych. Tak naprawdę rzadko zdarzają się osoby, które byłby względnie jednolite pod względem znaku, zazwyczaj mamy do czynienia ze skomplikowanymi „mieszankami”, co pociąga za sobą bardzo różny poziom utożsamienia z tym co ktoś napisał o „naszym znaku” w gazecie.



Polskie badania wprowadzają zamęt, którego nikt nie zauważa ;) 


Wracając do tezy o wpływie wiary w astrologię na „sun-sign effect” zwany też efektem Mayo. Poza moim zdroworozsądkowym wyjaśnieniem tego wpływu jest też inny argument przeciwko takiemu wyjaśnieniu zależności między osobowością a „czynnikami kosmicznymi”, a dostarczyli go nasi rodzimi badacze! I nawet tego nie zauważając! ;) Bogdan Zawadzki (profesor na wydziale Psychologii UW, na którego zajęcia swego czasu uczęszczałam ;) ) w artykule w Charakterach pisze ze swadą, o wyżej opisanym badaniu Rooij, które jego zdaniem wyjaśnia mechanizm efektu Mayo. Jednocześnie parę akapitów wyżej opisując niezwykle skrótowo wyniki własnych badań i odkrytych zależności (niezwykła skromność u badacza!) podaje, że w badaniu uwzględnione były pozycje zodiakalne nie tylko Słońca, ale też Księżyca, Merkurego, Wenus, Marsa, Jowisza i Saturna, a istotne zależności odkryto dla: Słońca, Saturna, Jowisza, Merkurego i Księżyca. Jak silny by nie był efekt wiary w astrologię to raczej pewnym jest, że niewiele osób w społeczeństwie jest świadoma tego w jakim znaku ma Saturna i co to oznacza. Zazwyczaj ten Saturn będzie w innym znaku niż Słońce więc może nawet zaprzeczać cechom o którym dana osoba wyczyta w popularnych horoskopach i co wtedy? Jak wyjaśnić taki związek? Interpretacja dotycząca wpływu sugestii może być brana pod uwagę tylko przy związku znaku słonecznego czyli popularnego „znaku zodiaku” z osobowością, ale w przypadku innych astrologicznych czynników nie ma już sensu, chyba żebyśmy badali jedynie społeczność astrologów ;) (wtedy też nie szczególnie ma sens, ale z tym już mniejsza). 

Konkludując – wyniki polskich badań niechcący obaliły podstawową linię interpretacji tzw. efektu Mayo. Szkoda tylko, że nikt tego nie zauważył.... ;) A tak bardziej serio wiem, że mimo że zarówno Bogdan Zawadzki, jak i jego uczelnia ma znaczącą renomę i prawdopodobnie ich badania są solidne metodologicznie (liczba osób badanych 1471 – też nie jakoś mało :) ), to by potwierdzić istnienie efektów Saturna, oraz innych planet potrzebne byłby kolejne badania. I na nie czekam! :) A o badaniach Zawadzkiego nad związkiem „czynników kosmicznych) i cech z kwestionariusza Eysencka, czyli z neurotycznością, psychotycznością i ekstrawersją być może jeszcze napiszę więcej, bo dla astrologa są one bardzo ciekawe, choć niestety z dostępnych w artykule danych i bardzo nieczytelnych wykresów niewiele można wyczytać, a jeszcze mniej wywnioskować w sposób naukowo uzasadniony. Co najwyżej mogę mówić, że kropeczka przy znaku Panny jest dużo wyżej niż kropeczka przy znaku Raka co naukowo jest mało wiarygodne ;) Szkoda, że badacze tak niewielką wagę przywiązali do prezentacji swoich, jakby nie było istotnych statystycznie wyników i że z ich publikacji możemy się dowiedzieć, że owszem jest związek, ale konkretnie on wygląda to już nie.

Podsumowanie


Bardzo często, żeby nie powiedzieć, że zazwyczaj, krytyka astrologii polega na obalaniu tez, których ona wcale nie stawia :) Mało to honorowe, a jeszcze mniej naukowe. Przykładem niech będzie badanie o związku znaku zodiaku (oczywiście tego słonecznego jak się domyślamy z opisu) z częstością śmierci samobójczej. Nigdy jakoś nie spotkałam się z tym by jakiś astrolog stawiał tezy na ten temat, raczej jak już samobójstwa wiązano by z aspektami. Mimo, że jest to ciekawy temat do analiz, to z pewnością nie ma tu jakiejś tezy powszechnie podzielanej przez astrologów, ani tym bardziej wynikającej bezpośrednio z wiedzy astrologicznej. Sprawdzić niby zawsze można, ale nie traktujmy tego jak jakiś test astrologii. Podobnie rzecz się ma z ciekawymi skądinąd analizami horoskopów seryjnych morderców - dużo ciekawych zależności tutaj powychodziło, więc o "obalaniu" astrologii nikt nie mówi, ale no cóż... o samym badaniu również jakoś nikt nie mówi ;) 

Poza dyskursem naukowym jest nie lepiej, najczęściej wypowiadają się ludzie, którzy nie znają nawet podstaw tematu. Szczególnie widać to w wykonaniu tych publicystów, czy zwykłych "mądrych wujków", którzy są przekonani, że astrologia polega ona na wróżeniu z gwiazd i generalnie mylą wiedzę o korzeniach w starożytności, którą studiowali i/lub praktykowali Kepler, Kopernik czy Newton, z rozrywką z ostatnich stron magazynów kobiecych. W rzeczywistości gwiazdy mają w astrologii marginalne znaczenie i można się spokojnie bez nich obyć, ale by to widzieć trzeba by się choć minimalnie zainteresować tematem zanim się nań wypowie :)  W przypadku opisywanych wyżej badań autorzy o tyle się w temat zgłębili, że chociaż nic nie mówią gwiazdach czy wróżeniu i faktycznie biorą na warsztat czynniki mające w astrologii znaczenie, czyli pozycję Słońca, Księżyca i planet w znakach. Do tego się jednak ograniczają, co samo w sobie nie było by zarzutem, bo trudno byłoby objąć badaniem wszystkie astrologiczne czynniki (tym bardziej, że ich lista jeśli będziemy dodawać różne wynalazki przeszłości i teraźniejszości rzadziej lub nawet sporadycznie używane, może dążyć do nieskończoności ;) ) Fajnie kiedy wyjmujemy jakiś konkretny czynnik i badamy jego związek z czymś z czym teoretycznie może mieć związek, tak jak w tym przypadku z cechami osobowości wg Eysencka. Dodam tylko na marginesie, że astrologia nie została stworzona do badania tych konkretnie cech i nawet gdyby nie było żadnego związku między tymi konkretnymi narzędziami, a tym co mierzy ten kwestionariusz to znaczyłoby tylko tyle, że astrologia (dokładniej te wybrane jej elementy) nie nadaje się do diagnozy psychotyczności, neurotyczności i ekstrawersji, a nie że nie nadaje się do niczego. To tak jak porównywanie dwóch różnych testów mierzących różne cechy – jeśli nie ma między nimi korelacji to jeszcze nie znaczy, że któryś z nich jest do bani, po prostu mierzą różne rzeczy :) W tym przypadku jednak zależności się wyraźnie pokazały, zarzut natomiast jest inny – że są one zbyt słabe i że zdaniem autorów astrologia postuluje silniejsze związki. Nie czytałam nigdy o tym by „astrologia” jako dziedzina postulowała silniejsze związki jakichś "czynników kosmicznych" z psychopatycznością czy neurotycznością, ale co ja tam wiem ;)




Podsumowując – warto rzecz badać. Warto szukać odpowiedzi na pojawiające się pytania i wyniki, nawet jeśli wymagają one wyjścia poza dotychczasowe rozumienie świata. Dla mnie jako astrologa też jest bardzo ciekawe, gdy nie które tezy ukute na bazie astrologii nie znajdują potwierdzenia. Dzięki połączeniu sił z badaczami możemy odkrywać zupełnie nowe mechanizmy rzeczywistości, a chociażby kwestionować te istniejące. Czy może być coś bardziej fascynującego? :)

Nie specjalizuję się w statystyce, miałam z nią trochę do czynienia na studiach, ale to było już dawno temu, więc mogłam popełnić jakieś błędy. Jeśli mi uprzejmie zwrócisz na nie uwagę będę wdzięczna :) Nie mam też wiedzy by głębiej wgryźć się w tematykę tych badań, więc coś mogłam pominąć lub nie zrozumieć. Dlatego jeśli znasz się na tym i chcesz nawiązać ze mną współpracę chociażby nad pisaniem bardziej fachowych artykułów, albo nawet nad planowaniem podobnych badań - będę zachwycona! :)




Bibliografia:

Dean, G. A., Nias, D. K. B. i French, C. C. - „Graphology, astrology, and parapsychology” w: Nybrg, H. (red.), „The scentific study of human nature. Tribute to Hans J. Eysenck (str. 511-542) London: Elsevier Science Ltd., 1997.

Gauquelin, M., - „Planety a osobowość człowieka”, Wydawnictwo Warsztat Specjalny, Milanówek 1994.

Zawadzki, B., Sobolewska, E., Jameson, J. - „Cechy osobowości PEN, a czynniki genetyczne i kosmiczne” w: „Psychologia – Etologia – Genetyka” t.2., 2000.

Zawadzki, B., - „Spełnione proroctwo astrologów”, w: Charaktery 6/2002.

poniedziałek, 22 października 2018

Pełnia w Byku - 24 października 2018



Nadchodząca pełnia będzie z tych mocarniejszych i to nie tylko dlatego, że Słońce chwilę wcześniej wejdzie do Skorpiona ;) Spina ona parę dziejących się w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach procesów, podbijając je a może nawet doprowadzając do przełomowych wydarzeń. Przede wszystkim Księżyc w czasie pełni będzie „w objęciach” Urana na samym początku Byka, a Uran jak pisałam już dawno w tym tekście mu poświęconym, jest w tym roku w okresie przejściowym pomiędzy znakami Barana i Byka, a takie okresy transgresji wolniejszych planet są mocno odczuwalne jako że widzimy jak na naszych oczach zmienia się epoka (choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, lepiej to będzie widać z perspektywy czasu :) ) i jak stare ściera się z nowym. W maju Uran przeszedł do Byka wprowadzając nas w przedsionek Nowego, w sierpniu zatrzymał się i zaczął cofać (wszedł w retrogradację), a teraz jest już coraz bliżej powrotu do Barana (gdzie był przez wcześniejsze 7 lat z okładem), gdzie wejdzie na początku listopada… słowem coraz mocniej możemy czuć ścieranie się tych dwóch epok, czasu walki i ognia vs. czasu uziemienia i praktyczności (w duuużym uproszczeniu, patrz tekst ;) ) Przez to, że energia tej pełni zasili procesy uraniczne możemy się spodziewać, że te dni poczujemy oddech rewolucji, czy to w życiu prywatnym, czy społecznym. Możemy mieć potrzebę zrywów, zerwań, tworzenia manifestów, wyrażania swoich wartości, uwalniania napięć z ciała, wprowadzania praktycznych zmian w życie etc etc…. :) Do tego Uran jest teraz w kwadraturze do tzw. Węzłów Księżycowych, które mają dużo wspólnego z tym co karmiczne, co w powiązaniu z retrogradującą Wenus, może nam zaowocować wysypem relacji i tematów relacyjnych z przeszłości, procesów uwalniania się od dawnych zobowiązań czy postanowień, oraz wyborem nowej ścieżki, ale nie tak z intelektu – a z wołania duszy, tego co nas prowadzi, nawet jeśli nie rozumiemy tego dlaczego i po co ;) To mocny czas zrzucania starej skóry, w którym bardzo może nam pomóc praca z ciałem i dawanie uwagi temu co się w nas wydarza na poziomie fizycznym. Wspomniana retrogradująca Wenus również będzie podłączona do konstelacji tej pełni, więc dużo zmian możemy też poczuć w temacie naszej kobiecości (u mężczyzn relacji z kobietami lub swoją kobiecą stroną), seksualności, siły przyciągania tego co pragniemy i konsekwencji jakie to za sobą niesie. Można więc powiedzieć, że czas tej pełni uaktywnia procesy na wielu poziomach równocześnie i uziemienie jest jedną z ważniejszych wskazówek na ten czas ;)

Każda pełnia to czas kiedy z jednaj strony możemy zobaczyć owoce tego co zasialiśmy dwa tygodnie temu podczas nowiu, a z drugiej kiedy rosną napięcia związane z manifestacją naszych celów. Czasem okazuje się, że jest trudniej niż się początkowo wydawało lub że odpowiedź ze świata wymaga od nas uwzględnienia innych perspektyw. Pojawiające się napięcia pokazują nam więc miejsca domagające się naszej uwagi, poszerzenia perspektywy, uwzględniania pomijanych dotąd potrzeb swoich lub partnera. Pełnia w Byku podkreśla temat potrzeby bezpieczeństwa, stabilności finansowej i relacyjnej. Otwiera także przed nami nowe perspektywy w tych sferach, więc jeżeli damy sobie czas na to by przyjrzeć się temu tam się dzieje, jakie są nasze potrzeby i dążenia oraz jakie informacje dostajemy od świata w tych dziedzinach i co one oznaczają – to damy sobie szansę na zobaczenie czegoś więcej i na znalezienie wewnętrznego balansu, który będzie znakomitą podstawą do skorzystania z magii tej pełni.

Pełnia Księżyca w znaku Byka to idealny czas na wszystko to co łączy się z przyjemnością, cielesnością i seksualnością. Byk i Skorpion (w którym przebywa Słońce) to znaki, które uczą nas w pełni odczuwać przyjemności cielesne i odkrywać transformującą energię seksualną, która jest źródłem nie tylko przyjemności, ale też mocy. Pułapką tych dwóch znaków jest branie tego wszystkiego dla siebie, przyciąganie za pomocą energii i działań więcej niż naprawdę potrzebujemy, co w efekcie powoduje rosnące poczucie zagrożenia przed światem, który wydaje się, że chce nam zabrać do co zgromadziliśmy. Dlatego każda czarna magia przynosi smutek i poczucie oddzielenia od świata. Istotą obfitości jest zaufanie, że Wszechświat o nas zadba, że wszystkiego nam wystarczy i że możemy się rozluźnić w przyjmowaniu tego co dostajemy, zamiast próbować kontrolować to co i kiedy dostajemy ;) Miarą tego zaufania jest łatwość z jaką przychodzi nam dzielenie się z innymi, to na ile pragniemy dawać bez gwarancji otrzymania czegokolwiek w zamian. Zapraszając i otwierając się na obfitość, radość i przyjemność wizualizujmy jak tryska z nas fontanna obfitości, która nasyca nas, a także wszystkich wokół. Stańmy się obfitością!

Ta pełnia przypomina nam, że to nasze ciało jest bramą do raju. Sprawiajmy sobie przyjemności zmysłowe, karmy ciała i pielęgnujmy je, nasycajmy się smakami, dotykiem, muzyką. Zmysłowa kąpiel, masowanie swojego ciała samemu lub z parterem, cieszenie się własną seksualnością – to wszystko możemy sobie dać w dniu pełni jako przedsmak przyjemności i obfitości, która jest przed nami. Żeby brać od świata całymi garściami musimy otworzyć się na przyjmowanie, dlatego daj sobie w tym czasie to czego pragniesz, nawet jeżeli możesz to zrobić tylko symbolicznie. Pragniesz miłości? Daj sobie samej tyle miłości ile zdołasz! Pragniesz dobrobytu materialnego? Nakarm się tym co uważasz za najlepsze lub kup sobie piękny drobiazg ucieleśniający Twoją intencję.


Dobrego czasu celebracji wewnętrznej i zewnętrznej obfitości Wam życzę! :)

Jak co pełnię i co nów zapraszam Was serdecznie do udziału w grupowej medytacji na odległość dokładnie w momencie do-pełnienia pełni, czyli tym razem o 18:45 w środę. Więcej o Medytacjach Księżycowych dowiesz się tutaj

Powiązane teksty i tematy:


  • O tym jak zrozumieć wpływ Wenus na nasze relacje - link

  • O tym jak otwierać się na obfitość - link

  • W temacie pracy z ciałem, odczuwania siebie coraz pełniej, kontaktu z przyjemnością, seksualnością i wszystkimi innymi przejawami naszego istnienia polecam warsztaty Alchemia Czucia Piotra Jör Grabowskiego - tutaj spis najbliższych wydarzeń w Warszawie, Gdańsku i Łodzi

Chcesz dostawać informację o tym co aktualnie na niebie? Zapisz się do darmowego cotygodniowego newslettera!

Zapisy pod tym linkiem

poniedziałek, 15 października 2018

Swoje NIE to Ty szanuj! ;)




Kiedy coś od siebie odpycham nie mogę w tym samym czasie czegoś innego przyjmować. Przyjmowanie nie może być wybiórcze, tak samo jak czucie. Gdy jestem w ruchu odpychania, w reakcji na NIE, obejmuje to różne sfery, także te, których intencjonalnie „nie mamy na myśli”. Bycie na NIE rozlewa nam się po wszystkim i jesteśmy jak zmęczone małe dziecko, które staje się marudne. Nic nas nie cieszy, drażnią nas drobiazgi, nic się nie chce…. Czasem to tak samo jak u dzieci reakcja na zmęczenie i wystarczy kopsnąć się do łóżka by świat odzyskał barwy ;) Odpuścić sobie na chwilę i poczekać aż siły nam „same” się zregenerują. Inaczej nasze NIE rośnie, pęcznieje i nadyma się… :) Czasem odpoczynek nie wystarczy lub nie jest możliwy w takim wymiarze jak potrzebujemy. Czasem chodzi o coś innego – nasze NIE pojawiło się w reakcji na konkretną sytuację, zachowanie jakiejś osoby, nasze własne decyzje, koncepcje czy obowiązki. Co wtedy?

Po pierwsze przyjąć to, że to NIE w nas jest. Odłożyć na bok wszystkie przekonania, że tego NIE z jakiegoś powodu nie powinno tu być. Wszystkie pokusy by je jakąś magiczną techniką zamienić na TAK. Odpuścić sobie całe to siłowanie się z naszym NIE, bo kiedy próbujemy NIE zamienić na TAK to tym samym sami naruszamy własne granice i zapraszamy również innych do tego. Chodzi tylko o to by mieć świadomość tego co się w nas dzieje, by pozwolić sobie to poczuć i zobaczyć skąd to NIE wypływa.

Kiedy ostatnio byłeś ze swoim NIE? Kiedy przyjęłaś je w pełni? Pozwoliłeś je sobie czuć? Pozwoliłaś sobie być „Tą na NIE”? Na NIE w sprawie pracy, obowiązków, spotkania z lubianą lub mniej lubianą osobą? Oczywiście, często bywamy na NIE, ale jak często pozwalamy sobie to poczuć w ciele? Zazwyczaj albo z tym walczymy próbując nie zamienić na TAK, albo tkwimy w ocenianiu siebie z tego powodu i myśleniu o tym jak być powinno...w odrzucaniu siebie za to NIE…. Czasem natomiast wykrzykujemy to NIE światu, szybko stawiamy granicę i odchodzimy w swoją stronę… nadal czując NIE w ciele, ale uciekając przed nim, wciąż tak naprawdę nie przyjmując go do końca. I nadal się złościmy: nas tych coby chcieli byśmy byli na TAK, na to jak jak ten świat wygląda, jacy są ludzie i na siebie, że znów się znaleźliśmy w takiej sytuacji i że może nie zareagowaliśmy do końca tak jakbyśmy chcieli…

To co pomaga to zatrzymanie się na chwilę i pobycie z tymi uczuciami, z odczuciami w ciele, które towarzyszą temu naszemu NIE, może z krzykiem, a może z tupnięciem, ale potem znów w ciszy swego serca, w odczuwaniu co tak naprawdę się dzieje, o czym nam mówi nasze ciało, co tak naprawdę nas zatrzymuje czy odpycha…. Słuchamy spokojnie i bez ocen, jak opowieści dziecka, które czegoś przykrego doświadczyło na podwórku, ale trudno mu to nam przekazać… słuchamy, jesteśmy z nim w tym z akceptacją. Decyzję podejmiemy później, na razie czas na to by wysłuchać naszego własnego NIE i przyjąć informacje, które z tego dla nas płyną. Wysłuchiwane NIE przystaje się tak rozlewać po wszystkim i powoli odkrywamy, że to może nie jest tak, że mamy dość absolutnie wszystkiego ;) Zaczynamy łapać co wywołuje naszą reakcję, zwłaszcza jeśli uczymy się obserwować siebie i widzieć kiedy mamy w sobie otwartość, a kiedy się zamykamy czy wycofujemy. Gdy godzimy się na własne NIE, łatwiej nam je wypowiedzieć w przytomny sposób światu, łatwiej też nam przyjąć czyjeś NIE na nasze NIE ;) A na koniec łatwiej nam poczuć z powrotem TAK na świat i życie… kiedy mamy TAK także na swoje NIE :) 


poniedziałek, 8 października 2018

Nów w Wadze - 9 października 2018




Nadchodzący nów w Wadze będzie mocnym akcentem otwierającym w nas proces uzdrawiania tematów związanych z relacjami, partnerstwem i miłością. Związki to temat kluczowy dla znaku Wagi, a dodatkowo nów będzie miał miejsce krótko po wejściu władczyni tego znaku Wenus w retrogradację (od piątku). To połączenie sprawia, że możemy ten czas czuć szczególnie intensywnie, choć raczej do środka, lub wracając do historii relacyjnych z przeszłości. Wenus zmierza jednocześnie w tym czasie do kwadratury z Marsem (kolejnej, poprzednia miała miejsce 8 września), co może również przynieść nieco napięć i konfliktów, ale też podwyższone libido, większą podatność na zakochanie i chęć do podejmowania impulsywnych decyzji ;) Innymi słowy temat relacji i równowagi w życiu teraz mocno się domaga uwagi, a nadchodzący nów otwiera cykl, w którym te tematy będą dominować.

Jesienne nowie mają w sobie szczególną melancholię. Nawet pogoda zdaje nam się przypominać o konieczności cyklicznego umierania, żegnania tego co już spełniło swoją rolę, zrzucania żółtych liści by przygotować się na kolejny etap życia. Jesienny nów w znaku Wagi przypomina nam o tym co mamy do pożegnania i przetransformowania w sferze bliskich relacji. Odbijamy się w lustrach jakimi są bliscy ludzie, z wdzięcznością przyjmujemy od nich lekcje, odkrywamy to co nas oddziela od szczęścia w relacjach, kiedy siebie zdradzamy, pomijamy, a kiedy nasze oczekiwania niszczą to co piękne. Wenus w retrogradacji pomaga nam zajrzeć głębiej pod powierzchnię tego co się wydarza, wrócić do historii z przeszłości i do ważnych potrzeb jakie stoją za naszymi zachowaniami i wyborami.

Nadchodzący czas sprzyja przyglądaniu się tematowi równowagi w naszych relacjach, balansu pomiędzy braniem i dawaniem ( a raczej autentyczności zarówno brania, jak i dawania – patrz polecane poniżej teksty), uważności na drugą osobę i uważności na własne potrzeby, szukania złotego środka – konsensusu, który łączy obie strony. Miesiąc kiedy Słońce jest w Wadze dobrze służy renegocjowaniu dotychczasowych ustaleń, rozmawianiu o tym co dotychczas było niedookreślone i szukaniu rozwiązań. Łatwiej nam teraz zrozumieć drugą osobę, zobaczyć inne perspektywy, objąć cudze pragnienia i racje. Czas nowiu jest pięknym momentem na to by przyjrzeć się temu co jest dla mnie w moich relacjach ważne, czego potrzebuję, co doceniam, a co chcę zmienić.

Podobnie z tym czego nam brakuje w relacjach – zapytajmy się siebie czy sami jesteśmy gotowi sobie dać to czego potrzebujemy, czy wierzymy, że na to zasługujemy, czy umiemy przyjmować od innych to czego pragniemy? Nasi partnerzy są naszymi lustrami w tym sensie, że pokazują nam pięknie to, czego sami sobie nie dajemy. Brakuje Ci uwagi partnera – czy sama ją sobie dajesz? Brakuje Ci akceptacji – czy sam siebie nie odrzucasz? Inni się z Tobą nie liczą – a czy Ty uwzględniasz własne potrzeby? Odkrywając, że to czego najbardziej potrzebujemy, to czego sami sobie odmawiamy przestajemy obwiniać innych i poszukiwać na zewnątrz i powoli zaczynamy odkrywać jak to jest być dla samych siebie najlepszym partnerem, przyjacielem i rodzicem :)

Czas Nowiu w Wadze jest też idealny na rytuały w intencji miłości! Pamiętajmy jednak, że nów wzmocniony przez retrogradację Wenus, służy w pierwszej kolejności żegnaniu się z tym co już nam nie służy, dobrze więc skupić się na tym by uwolnić się od tego co nas oddziela od miłości i szczęścia w związku. To mogą być m.in. poprzednie relacje, nasze przekonania, wzorce zachowań wyniesione z przeszłości, nadmierne oczekiwania… a przede wszystkim wszystko to co nas oddziela od bezwarunkowej miłości do samych siebie. Uwalniając się od przeszłości otwieramy się Nowe. Wszystkie te procesy domykające stare dobrze zakończyć do godziny Nowiu, czyli do poniedziałku a we wtorek już – po kulminacji o 5:47 będzie dobry czas na zapraszanie Nowego i na rytuały w intencji miłości, harmonijnych relacji.

Pięknego czasu Odnowy i zasiewania Nowego Wam życzę! :)




Polecane moje teksty na tematy tego nowiu (i na retrogradację Wenus) :)

 o dawaniu i przyjmowaniu, czyli o prawdziwej i udawanej wymianie - klik

 o miłości i jak ją odróżnić od potrzeby miłości - klik

 wiersz o odrzucaniu siebie i partnera - klik

O samej retrogradacji Wenus więcej piszę tutaj

Jak co pełnię i co nów zapraszam Was serdecznie do udziału w grupowej medytacji na odległość dokładnie w momencie kulminacji nowiu, czyli o 05:47 we wtorek rano (znów godzina dla hardcorów ;) )! Więcej o Medytacjach Księżycowych dowiesz się tutaj

Chcesz dostawać informację o tym co aktualnie na niebie? Zapisz się do darmowego cotygodniowego newslettera!

Zapisy pod tym linkiem

Wenus w retrogradacji w Skorpionie i Wadze: 5 października - 16 listopada 2018






Rok 2018 jest pod względem retrogradacji szczególny. Poza „zwyczajowymi" trzema retrogradacjami Merkurego mamy nieco rzadziej występujące retrogradacje Marsa (raz na ok 2 lata – już za nami) i Wenus (raz na ok 1,5 roku – właśnie się zaczyna). Wenus i Mars reprezentują na nieboskłonie kobiecość i męskość w ich najbardziej fizycznym i seksualnym wymiarze. To kosmiczni Kochankowie, zmysłowa Uwodzicielka Afrodyta i zdobywca serc i ciał wojownik Ares. Ona przyciąga niczym magnes to czego pragnie, on niczym naładowana energią cząstka dąży do swoich celów. To z ich połączenia powstaje iskra, chemia, wybuch… czy jak to pragniemy sobie wyobrazić ;) Każdy z nas niezależnie od płci ma w sobie zarówno jeden jak i drugi aspekt. Możemy wchodzić w interakcje ze światem raz na sposób Marsa – walcząc, dążąc, zdobywając, raz na sposób Wenus – przyciągając, budując relacje, uwodząc, tworząc piękno. Na poziomie uniwersalnym jakości tych planet reprezentują „kobiecość” i „męskość” oraz interakcje między nimi pamiętajmy jednak, że oba te aspekty mamy w sobie i że to przede wszystkim w nas odbywa się ten taniec :)

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ tegoroczne retrogradacje Marsa i Wenus są ze sobą dość mocno splecione, mimo tego, że następują po sobie. Początek retrogradacji Marsa miał miejsce chwilę po tym jak ustawił się on naprzeciwko swojej partnerki (w aspekcie opozycji). Było to 21 czerwca tego roku, on był w Wodniku, a ona w Lwie – polaryzację tę najprościej można określić jako Miłość vs Wolność. Potem on się cofał,a ona szła dalej – mieliśmy ponad dwa miesiące transformacji wzorców związanych z „męskością”, z tematami agresji, gniewu, działania, asertywności… Męskość zeszła do jaskini i w niej się odradzała, zaś kobiecość parła do przodu dając nam większą łatwość w kontaktach, w miłości, wpierające relacje w przechodzeniu przez trudy transformacji naszego „męskiego” aspektu. Teraz role się odwracają. Mars właśnie wraca do punktu wyjścia, do miejsca w którym zaczął się cofać w czerwcu – i jednocześnie do tego miejsca, gdzie wtedy spotkał swoją Kochankę (nawet jeśli było to spotkanie pełne napięć, jak to przy opozycji ;) ). Ona jest już dużo dalej, ale właśnie zatrzymuje się na niebie i sama wycofuje do jaskini…. I w tym momencie po raz kolejny się spotkają tworząc znów pełen napięć aspekt kwadratury. To trochę tak jakby on przekazywał jej pałeczkę, albo też rzucał wyzwanie: teraz Twoja kolej! ;)Teraz więc przed nami ok 40 dni transformowania naszego „kobiecego” aspektu, naszych relacji, sposobu w jaki przyciągamy to czego chcemy, w jaki uwodzimy, w jaki się dzielimy tym co w nas piękne, jak dajemy i przyjmujemy od innych.

To połączenie retrogradacji oznacza, że transformujemy coś więcej niż te wybrane aspekty naszego funkcjonowania – że na wyższym poziomie zmieniamy rzeczywistość relacji między kobietami i mężczyznami. Po uwalnianiu gniewu i piętnowaniu nadużyć i przemocy jakie miały miejsce w tych relacjach, czyli po oczyszczeniu przestrzeni z tego co związane z dysfunkcyjnym funkcjonowaniem naszej „marsowej” strony osobowości (i rzeczywistości), teraz będziemy obnażać mechanizmy manipulacji, „kupowania sobie” lojalności, przywiązywania do siebie innych i pętających nas norm społecznych i obowiązku „bycia miłym”. To są dwie strony tej samej rany: odpowiedzą na czyjąś dominację i przemoc jest manipulacja, ale też manipulacja budzi agresję i przemoc… zaklęte koło teraz możemy „wykolejać” obserwując te mechanizmy i rezygnując z nawykowych reakcji. Retrogradacja to czas kiedy przede wszystkim wraca do nas przeszłość, a dokładniej te jej elementy, które wciąż na nas wpływają, nawet jeśli na co dzień niepamiętane. Często nawykowe reakcje w relacjach są odpowiedzią nie na „tu i teraz”, ale na „tam i wtedy” i im bardziej się teraz zagłębimy w źródła naszych zranień i zachowań tym więcej odzyskamy mocy i tym więcej uwolnimy przestrzeni na miłość.


Zaczynająca się właśnie retrogradacja Wenus będzie miała miejsce w większości w znaku Skorpiona, co znacząco pogłębi opisywane procesy ;) Będzie to mocny czas uzdrawiania traum seksualnych, wzorców kata i ofiary, nadużyć władzy i mocy i wydobywania na powierzchnię najmroczniejszych sekretów… :) Wenus retrogradując w Skorpionie pyta nas o to w jaki sposób korzystamy z naszej energii seksualnej, jak używamy naszej mocy w kontaktach z innymi, czym jest dla nas władza, kontrola, przywiązywanie w relacjach zarówno intymnych jak i tych bardziej zawodowych. Może też zapytać nas o kwestię długów, zobowiązań finansowych i niematerialnych, wspólnot majątkowych, które domagają się podziału i powiązań materialnych, które więcej nam zabierają niż ofiarują. To ważny czas kiedy z jednej strony mogą do nas wracać z przeszłości ważne, często karmiczne relacje, po to by coś zakończyć. Rozplątujemy stare supły, przecinamy dawne zobowiązania, uwalniamy się od karmicznych kontraktów…. Ale nic nie dzieje się samo ;) Skorpion to znak emocjonalnego przytrzymywania: zarówno ludzi, jak i emocji. Najpierw więc będziemy musieli przejść przez proces puszczania, godzenia się ze stratą, końcem czegoś, śmiercią czegoś w nas… oraz ze wszystkimi tymi emocjami, które kiedyś przytrzymaliśmy i które wciąż gdzieś w nas buzują mniej lub bardziej skrycie ;) Bogini miłości przechodzi przez swoją strefę ciemności, zanurza się w oczyszczających promieniach Słońca - Świadomości, spala się w nich i odradza jak Feniks.

Kulminacja tego procesu, czyli połączenie Wenus ze Słońcem, oraz samej retrogradacji będzie miała miejsce 26 października. Przyjmuje się, że jest to początek nowego cyklu Wenus: świadomość wypala nagromadzone w ostatnim 1,5 letnim okresie napięcia i zaszłości i rodzi się młoda Bogini, gotowa na nowe doświadczenia. Tak czy inaczej czas retrogradacji się w tym momencie nie kończy i czeka nas jeszcze parę wyzwań, tym bardziej, że 31 października Wenus wróci do Wagi otwierając nieco inne wątki w naszym życiu. Po głębokich wglądach i transformujących procesach wewnętrznych przyjdzie więc czas na renegocjację umów, komunikowanie swoich potrzeb, wniesienie naszej nowej perspektywy do najważniejszych relacji. To w tym okresie, czyli w pierwszej połowie listopada, ważnym szczególnie ważnym wątkiem będzie rezygnacja z przymusu „bycia miłym”, uważne przyglądaniu się niepisanym umowom funkcjonującym w naszym otoczeniu i nazywaniu wprost tego co widzimy. To czas kiedy możemy skutecznie przeformułować takie zasady i odkryć zupełnie nowe sposoby bycia razem. A wszystko zaczyna się od wzajemnego słuchania :)

Okresy Wenus w retrogradacji to czas intensywnego wzrostu wewnętrznego w temacie naszych relacji, choć często wydaje się nam, że jest wręcz przeciwnie, że sprawy się komplikują, spowalniają, że stoimy w miejscu. W rzeczywistości jest to czas wewnętrznych przygotować do nowego etapu, sprzątania przed zaproszeniem do domu nowych gości i nowych jakości w relacjach. Poza relacjami podobne procesy mogą dotyczyć spraw związanych ze sztuką, estetyką (niezbyt dobry czas na zmianę wystroju domu, czy poważniejsze zabiegi estetyczne), dyplomacją czy mediacjami. Praca z ludźmi również może być trudniejsza, choć z drugiej strony łatwiej może wchodzić na głębsze poziomy i być bardziej transformująca (dla obu stron ;) ). W sprawach finansowych również możemy odczuwać zastój, ale raczej nie tego kalibru co przy retrogradacjach Merkurego ;) Jest to czas kiedy jednym z ważnych tematów może być temat obfitości i przyjmowania, więc warto się przyjrzeć temu co nas w tym blokuje, a ewentualne trudności możemy potraktować jako jasne wskazówki w tym temacie :) Jeśli ten temat nie jest aktualnie dla nas wyzwaniem, to retrogradacja Wenus wcale nie musi się odbijać na naszych finansach, a nawet wręcz przeciwnie może nam pomóc zwolnić i zacząć się cieszyć tym co mamy :)

Pięknego czasu wzrostu wewnętrznego i niech Bogini w Was odradza się i rozkwita! :)

Chcesz dostawać informację o księżycu w znakach, o pełniach i nowiach z wyprzedzeniem? Zapisz się do darmowego cotygodniowego newslettera!

Zapisy na pod tym linkiem

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...