Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Czerwony Kapturek - powrót do dzikości i do połączenia

grafika: Piotr Jör Grabowski



Czerwony Kapturek – o tej baśni napisano już bardzo dużo i porywali się na nią najznakomitsi psychoanalitycy. Dużo więc było o seksie ;) Ważny wątek czerwieni jako dziewczęcej menstruacji też już został opisany w tę i nazad. Chciałabym opisać to co nam się odsłoniło, gdy wraz z Piotrem Jör Grabowskim pochylaliśmy się nad tym tematem. Owszem będzie o seksie, ale jeszcze więcej o traumach rodzinnych i patriarchacie. 

Na poziomie uzgodnionej rzeczywistości Wilk reprezentuje dziką męską stronę, a Czerwony Kapturek niewinną kobiecą, dziewczęcą. Oczywiście to nie jest tak, że dzikość przynależy tylko do męskości, a niewinność do kobiecości i w moim odczycie ta bajka ukazuje drogę do integracji elementów przypisanych stereotypowo przeciwnej płci.

Można na nią patrzeć z dwóch kluczowych perspektyw: z perspektywy kobiecości, reprezentowanej przez Kapturka i z perspektywy męskości, reprezentowanej przez Wilka. Są to wtedy dwie całkiem różne, choć splecione ze sobą opowieści. 

Opowieść kobieca jest o tym jak niewinna dziewczęca kobiecość spotyka swoją dziką i seksualną stronę w postaci „groźnego” Wilka – istoty wyraźnie spoza naszej cywilizacji i norm. Jednocześnie Wilk reprezentuje tutaj również Kochanka, tego który jest jednocześnie pożądany i niebezpieczny (bo nie wiadomo co z tego wyniknie... wchodzimy przecież na nieznane terytorium). Stąd dziewczę pozwala sobie na flirt, daje na siebie namiary, ale też zachowuje pozory. Wilk jako mężczyzna i jako własna kobieca seksualność został zobaczony, ale nie został przyjęty – najpierw musi iść do Babci. Dlaczego do Babci? Kryje się w tym dla mnie clue tej opowieści. Kobieta zanim spotka się z mężczyzną musi odwiedzić swoją Babcię, czyli spotkać się z kobietami z rodu. Po co? Gdy Czerwony Kapturek przychodzi do Babci zauważa w niej coś niepokojącego. Niby wygląda jak Babcia, ale coś jest nie tak – Babcia została pożarta i zastąpiona przez Wilka. Wilk i tutaj reprezentuje dziką i niebezpieczną męskość, ale tą która w przeszłości zagrażała i raniła kobiety. „Zjedzona” Babcia to te kobiety z naszego rodu, które doświadczyły prawdziwych traum w relacjach z mężczyznami, które doświadczyły destrukcyjnej strony ich dzikiej mocy. Babcia więc nie jest sobą, bo mówi przez nią historia zranienia, przemocy i lęku (wielkie oczy, wielkie zęby...). To jest ta historia, którą dziewczyna dorastając do związku z mężczyzną musi najpierw zobaczyć, rozpoznać, a potem zintegrować. Spotkać się z demonami – wilkami naszych przodkiń, oraz z tym co powoduje, że one i własną seksualność mogły zamknąć w klatce i przestrzegać przed nią kolejne młode kobiety, jak matka CK przestrzegała ją przed Wilkiem.

Zostawmy tą stronę historii w dramatycznym momencie, gdy rozpoznany Wilk rzuca się na Kapturka by go pożreć, lub też (w naszej wersji historii) sam Kapturek pozwala się pożreć by zintegrować w sobie historię i spotkać z prawdziwą Babcią w jaskini ciemności ;) i spójrzmy na męską stronę opowieści.

Mężczyzna – Wilk, pragnący spotkania z kobietą również udaje się do Babci. Na poziomie baśni nigdy nie było to bardzo jasne: jeśli i tak chce się rzucić na niewinną CK, to czemu nie od razu przy pierwszym spotkaniu? Lub czemu nie idzie za nią i nie atakuje jej gdzieś w krzakach znienacka? Po co ta cała maskarada z Babcią? Moja odpowiedź jest taka, że on wcale nie udaje się do babci dziewczynki... a do swojej własnej. Tak jak młoda kobieta przed połączeniem z mężczyzną potrzebuje spotkać się z traumami swoich przodkiń związanymi z mężczyznami, tak i mężczyzna przed połączeniem z kobietą potrzebuje spotkać się z doświadczeniami swoich przodkiń... tych, które często padały ofiarami męskich wilków. Zjedzenie Babci i przebranie za nią ma więc tu wymiar niezwykle symboliczny... Wilk dosłownie zakładając babcine okulary przyjmuje jej perspektywę. Jest to zgoda na to by przyjąć doświadczenie kobiet, zobaczyć to co one widziały, dostrzec tą często wypieraną „kobiecą” stronę historii by móc połączyć się z kobietą już nie z miejsca oprawcy, nie jako aktor odgrywający wciąż tą samą rolę przekazywaną z pokolenia na pokolenie, a jako mężczyzna zintegrowany z własną kobieca stroną i z przekazem swoich babek.

I tutaj następuje w baśni spotkanie „oświeconego” Wilka z „oświeconym” Czerwonym Kapturkiem. Ona go dostrzega zrzucając z niego maski swoich przodków, a on wychodzi do niej spod warstw przeszłości, w której tkwił tak długo, jak długo nie chciał jej przyjąć. I następuje to na co wszyscy czytelnicy czekali, czyli konsumpcja seksualna ;) Ale nie taka tam, że on ją zniewala, a ona się poddaje... oboje uwalniają swą dzikość, seksualność i niewinność jednocześnie. W tym spotkaniu, kiedy ona jego rozpoznaje, a on poddaje się jej rozpoznaniu oboje stali się równymi partnerami, tak samo świadomymi i równymi zarówno w pożądliwości, jak i w odpowiedzialności za swoje czyny... i byłby happy end, wszyscy zintegrowani ze swoją przeszłością i ze sobą... gdyby nie... no właśnie wkroczenie Myśliwego! 

Myśliwy bezpardonowo wkracza w tą sytuację, reprezentuje bowiem prawo, zasady, które mówią kto, kiedy, z kim i jak... innymi słowy reprezentuje patriarchat. Wilk ze swoją nieokiełznaną dzikością i pożądliwością jest tu persona non grata podobnie jak kobieta będąca mu partnerką a nie ofiarą. Nóż Myśliwego rozcina więc tą unię, tworząc za jednym cięciem cały trójkąt dramatyczny – kata, ofiarę, oraz siebie jako ratownika. Jest to układ, który będzie hołubiony przez patriarchat do dziś w niezliczonych książkach, filmach, a nawet reklamach. Ona bezwolna ofiara i ich dwóch – ten zły i ten dobry, który ją od złego ratuje. A ratując rozdziela. Nie tylko oddziela kobietę od jej własnej mocy i możliwości samostanowienia, oraz od jej dzikiej seksualności, ale też rozdziela ją z jej Babcią, siłą wyciąga z tej jaskini cienia, w której mogły się porozumieć i wzajemnie uzdrowić. Odtąd kobiety mają milczeć o swoich krzywdach i bólu do swoich córek i wnuczek, które wysyłać będą „na żonę” do zwycięskich Myśliwych udając, że to najlepsze co może je spotkać. Myśliwy też oddziela Wilka – reprezentującego współczesnych mężczyzn - zarówno od swojej dzikości, czyniąc z niego poddanego swojej mocy, ale też od połączenia z jego własnymi przodkiniami. Odtąd ich ból i zranienia ze strony mężczyzn mają być dla niego niewidoczne, a zakładanie kobiecych okularów i inne takie „przebieranki” śmieszne. Kobiecość zostaje oddzielona od męskości tak jakby nie było nic co łączy. To co męskie w kobiecie i to co kobiece w mężczyźnie zostaje zakazane. Myśliwy jest tutaj figurą władzy, który jak będzie chciał to weźmie sobie Czerwonego Kapturka za żonę, która z tego powodu będzie musiała być uszczęśliwiona. I pewnie jako żona już nie będzie mogła chodzić po lesie sama w czerwonym płaszczu niczym wielkiej jaskrawej płachcie na wilki ;) 

Końcówka wydaje się być smutna, ratuje nas jednak to, że opowieści żyją i zmieniają się wraz ze świadomością ludzi. Możliwe, że kiedyś ta bajka kończyła się „pożarciem”, a Myśliwy pojawił się w niej później by zaprowadzić (nowy) porządek. Być może możemy mu teraz podziękować za troskę, zwłaszcza jeśli pojednamy się z naszą dziką stroną, z seksualnością i zobaczymy, że nie potrzebujemy tu nikogo, kto by nas strzegł. A może dopiszemy dalsze rozdziały, np o tym jak Myśliwy porzuca rolę Ratownika i rusza w podróż by spotkać się ze swoją Babcią, a może i Dziadkiem? Ratownicy ratując, często tak naprawdę nie wprost wołają o miłość, na którą próbują swoimi bohaterskimi czynami „zasłużyć”. Może Myśliwy spotykając Dziadka, odkryłby w nim (i w sobie) tego chłopca co kochał i pragnął miłości, zanim z lęku czy konieczności sięgnął po broń, zbroję odcinającą od ciała i uczuć. Może odkryłby, że to co ma go chronić i utwierdzać jego pozycję, tak naprawdę go obciąża i więzi. Może też zrozumiałby, że Wilk, którego zdusił w sobie, stał się jego Demonem, agresją i uprzedmiotawiającą seksualnością i że może wrócić do źródeł swej męskiej siły tylko poprzez ponowne spotkanie z Wilkiem w sobie. Tym, który wyje do Księżyca z głębi swoich trzewi, który zna drogę przez ciemny las i drogę do serca kobiety, która wiedzie przez własne otwarte serce.


 
Tekst ten nie powstałby, gdyby nie rozmowa z prawdziwie zintegrowanym Wilkiem ;) Piotr, który  pracuje z mężczyznami i z męską seksualnością, między innymi prowadząc Wspólnotę Mężczyzn i warsztaty Mężczyzna Ekstatyczny (zainteresowani znajdą info tutaj), eksplorował na wiele sposobów ten temat już wcześniej, muzycznie wyraził go chwilę przed naszą rozmową poprzez utwór Running Wolf co było bezpośrednią inspiracją, zaś słowami po części w tym tekście
 


poniedziałek, 25 listopada 2019

Kopciuszek i gałązka leszczyny, czyli jak przejść przez Ciemność





W poprzednich dwóch częściach mojej opowieści o Kopciuszku dotknęłam dwóch głównych symboli tej baśni: popiołu i pantofelka. W tej części chciałabym się przyjrzeć kolejnemu niezwykłemu symbolowi, pominiętemu w filmowych wersjach baśni – gałązce leszczyny.

Gdy przyglądam się baśniom największą uwagę przykładam do tego co najbardziej niezrozumiałe, bo często to właśnie tam jest coś do odkrycia. Niezrozumiały był popiół (po co zagrzebywać się w popiele? Jak zimno to chyba lepiej rozpalić nowy ogień i przy nim się położyć, a mało prawdopodobne by w domu, w którym nosi się drogie klejnoty nie było drewna na opał…), dziwaczny był szklany pantofelek i fakt, że książę szukał ukochanej po rozmiarze stopy zamiast po twarzy, zaskakująca jest też gałązka leszczyny o którą poprosiła bohaterka ojca zamiast sukien i klejnotów. Wreszcie dziwna jest sama postawa ojca dziewczyny, jego nieokreślony stosunek do niej i rola w jej poniżeniu i transformacji. Tutaj również wiele zależy od wersji opowieści, są takie, gdzie ojciec również umiera, dzięki czemu sytuacja staje się bardziej zrozumiała: dziewczyna stała się sierotą zależną od właściwie obcych kobiet, łatwo więc zrozumieć jej degradację. Ciekawe są jednak te wersje, gdzie ojciec dziewczyny żyje i nie reaguje na poniżanie swej córki.

U Grimmów Kopciuszek nazywana jest sierotką mimo że ma ojca, który jednak w żaden sposób nie reaguje na to jak jego córka jest traktowana, akceptuje to, że chodzi ona w łachmanach, zapracowuje się, nie ma własnego łóżka, a nawet sam zwraca się do niej pogardliwym mianem Kopciuszka. W tej wersji wręcz zaprzecza, że ma jeszcze jedną córkę mówiąc do sługi księcia: „został tylko jeszcze mały, zabiedzony Kopciuszek, córka mojej żony nieboszczki”. Zdanie to można odczytywać wprost jako wyparcie się swojej córki, ale też jest ono spójne z interpretacjami tej baśni w duchu obrzędów przejścia, kiedy to osoba przechodząca inicjację zostaje pozbawiona wszystkich objawów swojego dawnego statusu, swoich ubrań i innych własności, a nawet swojego imienia (prawdziwe imię bohaterki jest nam nieznane), a będąc w fazie przejścia, czyli nie należąc do żadnego ze stanów traktowana jest trochę tak jak nieistniejąca. Patrzenie na baśń jako na opis rytuału przejścia (rites de passage), dość rozwleczonego w czasie procesu przechodzenia z roli dziewczynki, do roli kobiety dużo może wyjaśniać, zwłaszcza pewną niewidoczność bohaterki, jej wykluczenie, a nawet nierozpoznawanie jej przez księcia. Wyjaśniać też może jej oddzielenie od własnego ojca, który jest reprezentantem jej najbliższej rodziny i zdanie na łaskę i nie łaskę praktycznie obcych sobie kobiet. Opis baśni jako procesu inicjacji jest bardzo atrakcyjną, choć już wielokrotnie eksplorowaną perspektywą, choć wydaje się, że tego typu ciężkie i rozbudowane rytuały jako inicjacja w kobiecość pojawiały się sporadycznie i raczej miały formę parodniową i bardziej symboliczną – chociażby dlatego, że nie były potrzebne dodatkowe próby, kiedy o wejściu dziewczynki w kobiecość dobitnie świadczyła pierwsza menstruacja do której w tej baśni nie ma bezpośrednich odniesień (jak np. w Czerwonym Kapturku - tekst o nim już wkrótce! :) ) skąd moja wątpliwość co do tej interpretacji. Opis ciężkiej próby jakiej została poddana bohaterka bardziej niż z procesem wchodzenia w kobiecość kojarzy mi się z procesem przechodzenia przez żałobę, traumę, czy przez depresję. W tym sensie faktycznie można traktować tą baśń jako przewodnik oraz jako rytuał przejścia, do czego jeszcze niżej wrócę :)



Wracając jednak do ojca i przyjmując, że to nie jakieś rytualne wymogi nakazały mu takie a nie inne traktowanie córki, warto spojrzeć na to co faktycznie wiemy o jego stosunku do niej. Trudno wnioskować, że ojciec przestał ją kochać, tak naprawdę nic o tym nie wiemy, to co jednak jasne to to, że dawał on swojej córce bardzo mało uwagi i troski. Poza bardzo ważną historią z gałązką leszczyny, do której zaraz wrócę, ojciec wydaje się być dla swojej córki nieobecny, nie angażować się w jej los i to jak jest ona traktowana przez innych domowników. Jest on więc baśniowym odpowiednikiem znanego nam dobrze z psychologii syndromu nieobecnego ojca, którego nieobecność dotyczy właśnie przede wszystkim uwagi i troski, co musi wywierać wpływ na naszą bohaterkę, choć nie ma informacji, by akurat na to się ona uskarżała. Brak uwagi ze strony ojca może mieć również wpływ na jej brak zainteresowania strojami i względnie późniejsze dojrzewanie jako kobieta. Kopciuszek jest zwrócony do wewnątrz, zakopany w popiołach przeszłości i brak wspierającego, czy chociaż dostrzegającego jej przeżycia ojca, jest ważnym elementem jej odcięcia od świata. Można powiedzieć, że gdyby ojciec wspierał córkę, to nie została by ona Kopciuszkiem i nie przeszła tej całej drogi przemiany, którą każdy musi przejść w samotności. Jeśli potraktujemy sytuację domową Kopciuszka mniej dosłownie, a bardziej metaforycznie i uznamy, że obdarte ubrania czy brak łóżka to symbole trudności, z którymi mierzyła się bohaterka wewnątrz swojej psychiki, bardziej wyraz jej poczucia odrzucenia, dyskryminacji, czy poniżania przez macochę i siostry, niż obiektywne doświadczenie, to nieobecność ojca sprowadzała by się do niedostrzegania przez niego depresji córki, czy też innych trudności przez które ona przechodziła zarówno w związku z żałobą po matce, jak i z trudnymi relacjami z kobietami, oraz z tematem porównywania się czy czucia się tą gorszą.


 

Jakkolwiek źle byśmy nie myśleli o ojcu bohaterki scena z pytaniem wszystkich dziewcząt o to co chcą by im przywiózł z targu pokazuje, że ojciec wcale jakoś szczególnie nie dyskryminował swojej córki. Znamienne jest to, że pyta o jej potrzeby na końcu, ale prawdopodobnie nie odmówiłby jej, gdyby podobnie jak siostry zażyczyła sobie wykwintnych darów. To ona sama rezygnuje z podobnych roszczeń i wypowiada życzenie tak zaskakujące: „Ułam mi, ojczulku, pierwszą gałązkę, która cię trąci w kapelusz, kiedy będziesz powracać”. Gałązka ta zasadzona na grobie matki i podlewana hojnie kopciuszkowymi łzami szybko wyrasta na magiczne drzewo, które potem odgrywa kluczową rolę w transformacji kocmołucha w księżniczkę. Paradoksalnie więc to ten „nieobecny” ojciec stał się bramą do późniejszej przemiany bohaterki, dał jej zarówno jej samotność w mierzeniu się z trudnym losem, ale też nasienie, z którego wykiełkowała jej moc. W jakimś sensie w tym magicznym drzewie wyrosłym na grobie matki obecni są jednocześnie oboje jej tak czy inaczej nieobecni rodzice. Połączenie z naturą, jest tutaj jednocześnie połączeniem z rodzicami, z tym co od nich najlepsze. Być może prośba Kopciuszka do ojca, który z tego co wiemy sam nie chodził na grób żony, była też podszyta chęcią by w jakiś sposób ich ponownie połączyć. Myśląc jednak o tym bardziej symbolicznie, dar od ojca zasadzony na grobie matki, to powtórzenie aktu zapłodnienia, z którego powstała nasza bohaterka, ma więc w sobie symbolikę ponownych narodzin, czy też odrodzenia. Tej perspektywy magiczne drzewo jest więc alter ego Kopciuszka.

Drzewo to, leszczyna wspomagana przez przynależnego do niej niejako białego ptaszka ma moc spełniania życzeń Kopciuszka, podobnie jak przedtem ojciec mógł spełnić jej życzenie. Gdy odłożymy na bok perspektywę dosłowną, która jest jednocześnie perspektywą magiczną, tzn. z drzewa spadają gotowe suknie i trzewiki, a skupimy się na psychologicznej to możemy uznać, że w kontakcie z leszczyną dziewczyna „magicznie” się zmienia z tej niegodnej, na tą która może zostać królową balu, czyli mówiąc banalnie odnajduje wiarę w siebie ;) Łachmany rozumiane bardziej metaforycznie, to poczucie braku własnej wartości, bycia nie dość dobrą, gorszą od sióstr. Magiczne drzewko pomaga więc Kopciuszkowi zrzucić łachmany żałoby czy depresji i odkryć wewnętrzny blask. Dla wszystkich, którzy w tym miejscu prychają, że jest to bardzo naiwny pomysł na leczenie człowieka z depresji, coś w stylu „ubierz się jak królowa”, „uwierz w siebie”, „stań się najlepszą wersją siebie” i inne tego typu rady mało pomocne przy prawdziwej chorobie, przypomnę, że to drzewko wyrosło dzięki prawdziwym morzom łez wylewanym przez bohaterkę trzy razy dziennie w pełnych rozpaczy wizytach – żadna tam lekka i słodka magia ;) Można by nawet doszukiwać się w tym metafory regularnych wizyt u terapeuty ;) Nawet jednak jeśli trudno sobie wyobrazić by bajkopisarze mieli tu na myśli psychoanalizę, to z pewnością jest w tym zawarte zalecenie przeżywania smutku w pełni, poddawania mu się i dawania przestrzeni na oczyszczające łzy, tak długo jak to potrzebne by wyrosło nasze nowe ja, obdarzone mocą jakiej byśmy nawet nie przeczuwali. 



Tutaj możemy wrócić do interpretacji, że Kopciuszek opisuje rytuał przejścia bohaterki. Rytuały przejścia są opisywane jako składające się z trzech etapów: faza wyłączenia, w której tracimy to co mieliśmy, faza marginalna, w której przechodzimy przez próby i jesteśmy niejako „poza światem”, oraz fazę włączenia, kiedy otrzymujemy nowy status. Schemat ten powstał na podstawie obserwacji zwyczajów różnych kultur, ale można go też przełożyć na perspektywę psychologiczną, pokazuje bowiem coś bardzo wartościowego: że pomiędzy końcem starego a początkiem nowego musi upłynąć czas! W przypadku Kopciuszka między beztroskim dzieciństwem u boku matki, a „żyli długo i szczęśliwie” u boku księcia ma miejsce najważniejszy etap baśni: czas prób i żałoby. Kopciuszek utracił matkę, świat w którym czuł się bezpiecznie, swoją pozycję, a nawet imię, nie otrzymując nic w zamian. Doświadczył straty, po której potrzebny jest czas żałoby i baśń pokazuje nam jak można przez ten czas przejść i nie utknąć w nim. Można wręcz na przykładzie Kopciuszka pokazać kilka pułapek, które trzeba na tej drodze ominąć by dojść do takiego czy innego happy endu ;) Kluczowym elementem jak już wyżej napisałam jest to, że bohaterka pozwala łzom płynąć i poddaje się doświadczaniu smutku i żalu. Unika w ten sposób zamrożenia emocji i zatrzymywania ich w ten sposób w sobie. Jak zauważyła Ania Rogowska (patrz nasza rozmowa poniżej) jej serce pozostaje otwarte mimo bólu i cierpienia. To pewnie najważniejsza lekcja jaką możemy przyjąć od Kopciuszka. I jest to też klucz do serca księcia, bo dzięki temu, że pozwalała sobie czuć, mogła też doświadczyć miłości i odpowiedzieć na nią. Ważne jest też to, że w ten sposób uniknęła innych pułapek, które stoją na drodze ludzi przechodzących przez własny „czas popiołu”: nie stała się sfrustrowana, nie znienawidziła sióstr, które miały lepiej, nie zazdrościła, ani nie szukała winnych swej sytuacji. Otwarte serce pozostało otwarte także dla jej „prześladowców”, co brzmi jak chrześcijańskie moralizowanie o „drugim policzku”, ale ma też ogromne znaczenie w toku tej opowieści, bo dzięki temu nie stała się sama taka jak siostry. Jej otwarte serce było tym co w rzeczywistości ją wyróżniało na tle innych, stanowiło o jej wyjątkowym pięknie, a studiując baśń możemy odkryć, że nie tyle była to cnota jej z góry dana, ale efekt tego, że nie zatrzymywała swoich łez i pozwoliła sobie zakopać się w popiele i zanurzyć w swoim smutku tak dalece, że nie pozostało już nic niewyrażonego, co mogłoby się przerodzić we frustrację czy nienawiść. 



Kolejna przeszkodą, którą omija bohaterka jest pułapka wstydu. To ważny wątek w tej opowieści, w której kobiety są porównywane i zawstydzane. Kopciuszek jest notorycznie ośmieszana, traktowana jak brzydka i niewarta tego by pójść na wielki bal. Podobnie osoby doświadczające depresji, czy borykające się z traumą, często są zawstydzane, że czują się tak jak się czują, zamiast „wziąć się w garść”. Wstyd jest potężnym czynnikiem zatrzymującym ludzi na drodze do transformacji, odrzucanie samych siebie za to jak się czujemy, czego nie robimy, jak wyglądamy, jak wolno następują zmiany czy że czasem wydaje się, że się cofamy… Wstyd mógłby skuteczniej powstrzymać Kopciuszka przed pójściem na bal niż złośliwe siostry czy despotyczna macocha. A jednak na niego idzie. Gdzieś znajduje w sobie tą siłę i pewność siebie potrzebną do tego by zatańczyć na balu z samym księciem. Będę strzelać: czyżby w tym swoim popiele? ;) Popiół jest nie tylko symbolem zanurzenia się w smutku, ale też przede wszystkim zanurzeniem się w sobie. Kopciuszek dużo czasu spędza sama ze sobą, w kontakcie ze swoimi emocjami, zwrócona do wnętrza. Być może dzięki temu jest mniej wrażliwa na oceny płynące z zewnątrz, gdyż poznała siebie i wie kim jest? Można by to nazwać pochwałą introwertyzmu, choć myślę, że to coś więcej: w tym popiele jest zarówno gotowość do spotkania z własnym cieniem, zgoda na przepływ emocji, a nawet cicha lecz głęboka medytacja i spotkanie z wewnętrznym ogniem (patrz odcinek o Kopciuszku jako Hestii).

Ostatnią przeszkodą, którą Kopciuszek z wdziękiem omija jest rezygnacja. Niezwykle ważnym elementem jej drogi jest przyjęcie tego co jest, akceptacja swojej sytuacji życiowej, zgoda na ten popiół, na tą żałobę, na emocje i na poniżenie – nie twierdzę że to postawa towarzysząca jej od początku, w różnych wersjach opowieści jest różnie, ale generalnie podkreśla się, że dziewczyna przyjmowała swoją sytuację z pokorą i nie złorzeczyła na swój los. Kopciuszek więc godzi się z tym co jest, ale jednocześnie korzysta z okazji kiedy tylko się ona pojawia! Jak wiele znamy osób postępujących zupełnie odwrotnie? Narzekających gęsto na swoje życie, ale nie podejmujących żadnych prób zmiany lub odrzucających pojawiające się okazje, bo „przecież to nie ma sensu”? Tak długo jak jesteśmy zanurzeni w naszym popiele faktycznie nie mamy siły na zmiany, ale gdy proces się dopełnia, wszystkie łzy już wylane i magiczne drzewko pięknie na nich urosło, czas na schwytanie okazji gdy tylko się pojawia! Przekonanie, że skoro tak wygląda moje życie i nic mi się dotąd nie udało, to nie warto nawet próbować równie skutecznie mogło by zatrzymać naszą bohaterkę w domu, co wstyd. A jednak ona walczyła jak lwica, podejmowała się niemożliwych do wykonania zadań, a w końcu wymodliła sobie cud. I znów czuję, że to jest ta moc, która płynie z głębokiego spotkania ze sobą, ze swoim cieniem, z najtrudniejszymi nawet emocjami, z tego zanurzenia się w popiele po końcówki włosów… to tam w tej mrocznej krainie rodzi się prawdziwa siła, nie na wykładach mówców motywacyjnych! ;) Myślę, że najważniejszą nauką płynącą z tej opowieści jest to, że kiedy przemierzmy nasza własną fazę marginalną, nie przynależymy już ani do przeszłości, ani do przyszłości, spotykamy się z cierpieniem, żałobą, traumą czy depresją to dajmy sobie na to tyle czasu ile potrzeba, zanurzmy się w tym popiele z odwagą jak Kopciuszek, opłaczmy nasze groby podlewając nasze magiczne drzewka, wierząc że im głębiej się zanurzymy tym większe cuda czekają nas po drugiej stronie :)



Na koniec jeszcze trochę o samej gałązce leszczyny, która była dla mnie inspiracją do tego tekstu jako brama do magii i przewodniczka przez krainę mroku i popiołu. Leszczyna była dla wielu kultur magiczną rośliną, do dziś zachował się zwyczaj robienia z niej magicznych różdżek i różdżek stosowanych w radiestezji. U Słowian miała ona chronić przed piorunami i była rośliną stosowaną do ochrony domu. Co jednak szczególnie mnie zaciekawiło to informacja jakoby "zgodnie z ludowymi wierzeniami, za pomocą leszczyny rozpalono pierwszy ogień na świecie. Jako taka służyła również do rozpalania nowego, oczyszczającego ognia." (za: Encyklopedia Fantastyki). 



W ten sposób piękną klamrą wracam do wątku poruszonego w pierwszej części opowieści o Kopciuszku, w której pisałam o niej jako o strażniczce wygasłego ognia dawnych wierzeń i tej która strzeże mocy wewnętrznego ognia dla nas. Połączenie popiołu z leszczyną w jednej niezwykle transformującej opowieści, to jak ukazanie pełnej drogi życia - śmierci - odrodzenia, a Kopciuszek jako Kapłanka jako wierna swemu wewnętrznemu ogniowi i wierna Matce jest tą, która może rozpalić nowy ogień w tym przedwiecznym palenisku. Alchemiczne połączenie tego co od Matki i tego co od Ojca poza sensem uzdrawiania duszy i docierania do swojej mocy może więc mieć też głęboko duchowy przekaz o tym jak ten ogień na nowo rozpalić? I jak go strzec by znów nam się nie wymknął spod kontroli? Nie przypadkowo różdżki z leszczyny prowadzą nas również do równoważącej żywioł ognia wody :)

Niech więc tytułowa leszczyna będzie nam przewodnikiem przez czasy popiołu, przez krainy emocji i prowadzi nas do źródła w nas i do nowego ognia! :) 



Więcej o tych i innych wątkach w mojej rozmowie z Anią Rogowską o Kopciuszku właśnie – zapraszam do posłuchania o tym jak nasze perspektywy się wzajemnie inspirowały i co z tego wynikło ;)


Zachęcam też do przeczytania dwóch pierwszych części moich podróży po świecie Kopciuszka:

sobota, 19 października 2019

Pantofelek Kopciuszka



Baśń o Kopciuszku jest bogata w symbolikę i wątki, że można na nią patrzeć z wielu różnych stron i wciąż coś nowego odkrywać :) W poprzednim artykule opisałam jak baśń ta ukazuje odrzucenie czczonych wcześniej kapłanek świętego ognia i boginek domowego ogniska. W opowieści o Kopciuszku możemy odczytywać ślady dawniejszych wierzeń , odrzucenia i powrotu świętej kobiecości  lecz wątki te są opakowane w gęstą powłokę patriarchalnych wartości, sportretowanych w sposób tak jaskrawy, że wielokrotnie przyciągał uwagę feministycznych analityczek. Obie te warstwy są w fascynujący sposób spolaryzowane, dlatego pewnie moja poprzednia analiza może być zadziwiająca dla kogoś kto przywykł do patrzenia na tą baśń jako na dosadne przedstawienie patriarchalnej opresji. Tak mamy tutaj biedne acz piękne dziewczę uratowane przez księcia, a fabułę napędza motyw zazdrości sióstr, skupienia na urodzie i fatałaszkach, oraz rywalizacji o mężczyznę. Nawet uwzględniając głębsze dno ukryte pod tym banałem nie można zapomnieć o tym, że to właśnie ten wątek sprawia, że w patriarchalnej kulturze ta baśń jest tak popularna. Która dziewczyna czująca się pominięta, niedoceniona i z takiego czy innego powodu nieszczęśliwa nie chciałaby przejść magiczną metamorfozę, pójść na najwspanialszy z balów i tam oczarować najprzystojniejszego księcia? Popularność wszystkich programów telewizyjnych opartych na pomyśle metamorfozy (zewnętrznej) tylko to potwierdza. Co więcej w społeczeństwie zawsze jest dużo osób marzących o magicznej odmianie życia, która pozwoli im porzucić znienawidzoną pracę i zamieszkać w wymarzonym pałacu. To marzenie o bezwysiłkowej zmianie przychodzącej z zewnątrz dotyczy obu płci, jednak mężczyźni mogą tu koncentrować swoje nadzieje głównie na czymś w stylu wygranej w lotto, podczas gdy kobietom wciąż pozostało także wspierane przez masową kulturę marzenie, że kiedyś do ich podłego miejsca pracy zawita przystojny i bogaty klient, który oczarowany ich osobą wyrwie je do innego życia. Kopciuszek jest więc opowieścią o marzeniu, które wyzwala od szarej codzienności, choć jednocześnie ukazuje świat w którym kobieta jest zredukowana do swej urody i zależna od mężczyzny, co trudno nazwać prawdziwą wolnością ;) .

W tym tekście skupię się na drugim obok popiołu najważniejszym symbolu w tej baśni; symbolu tak ważnym, że  gdyby ta bajka miała logo, niewątpliwie by się na nim znalazł ;) Czyli na szklanym pantofelku :)


Fabuła się kręci wokół tego przedmiotu, magicznie wyczarowanego, zgubionego w ucieczce, a później pełniącego rolę dowodu na bycie „tą wybraną” i trudnej próby dla kobiet, testu inicjującego w bycie żoną samca alfa :) Szklany pantofelek Kopciuszka, w który tak trudno się wcisnąć,  jest nierealnym wzorcem, do którego kobiety starają się dopasować, oraz jednocześnie wzorcem nierealnego ideału, który poszukują mężczyźni. To od niego zależy los kobiet, nie od nich samych i w niewielkim stopniu od ich cech osobistych. Numer buta jako wyznacznik kobiecej wartości może bawić, tak długo jak nie uświadamiamy sobie, że u modelek takim surowym wyznacznikiem jest liczba centymetrów w biodrach, a u „zwykłych” kobiet nierzadko rozmiar ubrania. Siostry Kopciuszka obcinające sobie palce i pięty by tylko zmieścić się w idealistycznych oczekiwaniach są bardzo bliskie kobietom chorym na anoreksję i bulimię, dokonującym operacji plastycznych, odsysającym sobie tłuszcz, czy obsesyjnie walczącym na siłowni z każdym „nadmiarowym” centymetrem. Kluczem tu jest nie tylko brak akceptacji dla ciała, ale co jeszcze gorsze – brak szacunku dla niego, traktowanie go jak przedmiot, który ma spełnić określone wymagania i który można sobie po prostu odciąć. W baśni zastanawiać by mógł brak perspektywicznego myślenia u samookaleczających się kobiet, których braki w anatomii prędzej czy później będą musiały zostać odkryte przez męża, a może nawet doprowadzić do poważnych komplikacji zdrowotnych. Tak na prawdę jednak doprowadzenie do ślubu z Księciem jest tak ogromną wartością w tym świecie, że nie liczą się ani koszty, ani konsekwencje, wszystkie środki, które prowadzą do celu są dobre. W opowieściach z męskimi bohaterami niełatwo znaleźć cel aż tak bezwzględnie realizowany i nie podlegający żadnej dyskusji.



Książę spotykając Kopciuszka na balu „zapomina” wszystko to co było jej indywidualnymi cechami (twarz, tembr głosu, mimika zdradzająca osobowość), a pozostaje z jedynym śladem, którym  jest na dobrą sprawę rozmiar buta. Konkretniej rozmiar magicznego buta, który sam w sobie jest zjawiskiem nierealnym i tak właściwie to powinien zniknąć razem z resztą magicznego odzienia. Po czym rozpoczyna poszukiwania nie tyle tej konkretnej ukochanej, a po prostu kobiety, która w ten idealny rozmiar umiałaby się wcisnąć. Dodajmy z brutalnym realizmem, że po przetańczonym w szklanych szpilkach balu pewnie sam Kopciuszek miałby trudność by się w ten but zmieścić, a to za sprawą prozaicznego opuchnięcia tudzież ordynarnych odcisków ;)

Symbol szklanego pantofelka zaskakuje nie tylko jako piękna metafora nierealistycznych wzorców, w jakie kobiety usiłują się wciskać, ale też poprzez swoją nietypowość. Dlaczego szklany? Jak już wyżej dyskretnie zasugerowałam, raczej wygodą takie obuwie nie grzeszyło, więc czym? Elegancja, zbytek? To czemu nie złoty, srebrny, wysadzany diamentami? Właściwie to przez pomyłkę :) We wcześniejszych wersjach bajki pantofelek bywał skórzany, jedwabny, złoty... w wersji Perraulta początkowo był z popielicy (zwierzątka, które jak pisałam w poprzednim tekście powiązane było z popiołem), ale przez pomyłkę w druku skórkę zastąpiło szkło. I tak już zostało, szklany pantofelek wyparł w naszej świadomości wszystkie inne i stał się najbardziej znanym atrybutem bohaterki, ważniejszym w powszechnym odbiorze niż tak podkreślany przeze mnie wcześniej popiół i to pomimo – a może właśnie dzięki – swej dziwaczności. Stawiam tezę, że szklany pantofelek przyjął się także dlatego, że coś ważnego do tej baśni dodawał, podkreślał jej nierealność, fantazyjność, a co za tym idzie znakomicie pasował do ery szklanego nomen omen ekranu i jego krainy porywających iluzji.


Szklaność mocno podkreśla również kruchość pantofelka i brak uziemienia (nogi wiszą nad ziemią na czymś przeźroczystym). Kopciuszek w szklanych pantofelkach buja w świecie fantazji, daleko od swej ziemskiej codzienności. Być może ten symbol sugeruje, że mamy tu bardziej do czynienia z obszarem śnienia i marzeń, niż z rzeczywistością, co by tłumaczyło dlaczego Książę nie zapamiętał twarzy kobiety, którą obdarzył uczuciem – czyżby spotkali się we śnie? Kruchość szkła też pokazuje jak nietrwała jest ta wizja, w świecie realnym łatwo tutaj byłoby o wypadek, czy uszkodzenie, w idealnym świecie baśni idealna para sunie przez parkiet lekko niczym mgiełka. Szkło potrafi też zranić, wywołać nieprzyjemny dźwięk, gdy jeden pantofelek otrze się o drugi, zbić się raniąc stopy i potencjalnie jest dość niebezpiecznym narzędziem. Sugeruje to towarzyszące młodej parze niebezpieczeństwo. Bujanie w obłokach podpiera się tu na mocno kruchej podstawie, a to co umożliwia wspólny taniec w każdej chwili może zmienić bajkę w krwisty horror – co pewnie wielu porwanych niegdyś romantycznym uczuciem Kopciuszków potwierdzi.



Na koniec szkło ma jeszcze jedną właściwość – oddziela od siebie dwie przestrzenie w sposób tworzący iluzję, że tego oddzielenia nie ma. Kopciuszek na balu niby jest tą samą kobietą, co przy szorowaniu podłogi... a jednak pomiędzy tymi światami jest bariera, którą nie łatwo będzie obejść. Tańcząca piękna para to  ulotna fantazja, która niczym sama bohaterka pozostawiając po sobie jedynie szklany pantofelek.

Kopciuszek jest też baśnią o porównywaniu się między kobietami (oraz o porównywaniu kobiet przez mężczyzn). Szklany pantofelek jako nieosiągalny ideał skupia jak w soczewce całą dynamikę relacji sióstr i macochy z bohaterką, opartą o pogląd, że nie jest ona dość dobra by doświadczać tego co przeznaczone jest dla nich. Fabuła odwraca sytuację i dowiadujemy się, że to jednak one nie są tak dobre jak Kopciuszek, że to one nie pasują do ideału więc zostają odrzucone, a ona zostaje wywyższona. Na poziomie esencji jednak nic się nie zmieniło, mamy targ próżności, rywalizację o urodę, piękne suknie i mężczyzn. Szklany pantofelek jest jak drzazga wbita między kobiety, symbol nie tylko dążenia do piękna za wszelką cenę, obcinania sobie palców by osiągnąć ideał i przypodobać się mężczyźnie, walki o to by się wyróżnić i wywyższyć nad inne. To również opowieść o tym, że to co poniżone będzie wywyższone, a to co wywyższone będzie poniżone... tak to można ująć biblijnie, jednak znajomość takich mechanizmów nie pozwala nam uwierzyć, że odwrócenie polaryzacji doprowadzi do happy endu... rywalizacja nigdy się nie zakończy a Książę szukający kobiety o wybitnie małej stopie może potem być rozczarowany nieidealnością żywej ukochanej i rzucić się w kolejne poszukiwania ideału. Porównywanie jest zawsze mieczem obosiecznym.


Dwa ważne symbole w bajce o Kopciuszku – popiół i pantofelek ciekawie oddają warstwowość tej opowieści. Popiół jest kluczowy dla tożsamości i wewnętrznej metamorfozy Kopciuszka, ale raczej przez czytelników i interpretatorów pomijany. Pantofelek gra pierwsze skrzypce i wokół niego tworzy się akcja, choć wydaje się być symbolem dość przypadkowym. Nie jest jednak tutaj przypadkiem, gdyż w wielu kulturach wkładanie wybrance bucika na nogę miało znaczenie zbliżone do zaręczyn, można też mówić o symbolice butów i ich zmianie jako zmianie etapu w życiu i zmianie statusu. Nie wgłębiając się już jednak w całą tą bogactwa znaczeń chciałabym zestawić pantofelek i popiół jako symbole dwóch warstw tej baśni. Popiół odnosi się do tego co stare i związane z dawną kulturą przedpatriarchalną. Zanurzanie się w popiele ani na poziomie dosłownym, ani na symbolicznym (żałoba, smutek, śmierć) nie należy do czynności zalecanych kobietom przez patriarchat. W istocie zanurzenie w popiele obniża wartość kobiety jako brudaski czy smutaski. Pantofelek tymczasem jest symbolem nowszej warstwy, opowieści o kobiecym sukcesie w patriarchalnym świecie, o byciu odnalezioną i wybraną przez Księcia, o wspaniałych balach i słodkiej zemście na rywalkach. Te dwie warstwy są od siebie tak odległe, że aż dziw jak pomieściły się w jednej opowieści ;) Pokazuje nam to jak uniwersalną potrzebą jest doświadczenie przemiany i że pod zewnętrznymi metamorfozami mogą się kryć również potrzeby głębokiej wewnętrznej transformacji, a także że wewnętrzna przemiana może się wyrażać również poprzez to co zewnętrzne :)

Jest jeszcze trzeci ważny symbol w tej pięknej baśni, niemal całkiem już zapomniany, a w pierwotnej wersji kluczowy, a jest nim gałązka leszczyny :) Więcej o niej i o ukrytych za nią dawnych warstwach znaczeń piszę w trzeciej już części Trylogii o Kopciuszku, którą znajdziesz tutaj :)

Natomiast pierwszą część o Kopciuszku, jako o zapomnianej kapłance domowego ogniska znajdziesz tutaj :)

Jako bonus jest także nagranie z mojej rozmowy z Anią Rogowską o Kopciuszku, w której rozwijamy wszystkie te wątki i odkrywamy wspólnie nowe perspektywy - znajdziesz je tutaj :) 

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Kopciuszek jako opiekunka świętego ogniska




Kluczem do baśni o Kopciuszku jest popiół. Jej życie kręci się wokół niego: zajmuje się ogniskiem, gotowaniem, rozdziela soczewicę od popiołu, ale też w czasie wolnym lubi siedzieć w kominie i śpi zakopana w popiół. Co więcej również jej imię pochodzi od popiołu (po polsku jest to może mniej oczywiste, ale baśń wyraźnie podkreśla skąd wzięło się to przezwisko). Co więcej drugi kluczowy atrybut baśni - pantofelek (o którym więcej napisze w kolejnym tekście) w pierwotnej wersji Perraulta był nie szklany, a z popielicy, gryzonia, który z popiołem jest powiązany nie tylko nazwą (w języku polskim), ale i barwą. Popiół wiązany jest ze śmiercią, żałobą, pokutą, co w baśni jest jasnym sygnałem tego jak mocno Kopciuszek jest zanurzona w żałobie po matce. Jest on też symbolem oczyszczenia duchowego i odrodzenia, co można potraktować jako zapowiedź przyszłych wydarzeń. Brudzący popiół, będący powodem pogardliwych żartów ze strony sióstr, jest esencją Cienia, zanurzenia w mroku, w trudnych emocjach, doświadczania przemijania i śmierci, które to tematy są Kopciuszkowi tak bliskie, jak próżnym siostrom bliskie są suknie i klejnoty. 




Popiół jednak ma jeszcze jedno znaczenie – to pozostałość po ogniu, który płonął i prawdopodobnie zgasł. I tu możemy popatrzeć na Kopciuszka, który z jednej strony zajmuje się rozpalaniem i podtrzymywaniem ognia, a z drugiej zanurzaniem się w popiele, jako na reminiscencję opiekunek domowego ogniska, na kapłankę ognia, a może nawet na wcielenie pogańskich bogiń takich jak grecka Hestia, rzymska Westa – opiekunki domowego ogniska (polecam też ten artykuł o Weście i Hestii), czy litewska Gabija, która strzegła domowego paleniska. O tej drugiej zachowało się powiedzenie, że chowanie żaru pod popiołem to "szykowanie łóżka dla Gabiji" (za Mariją Gimbutas), która identycznie jak Kopciuszek w palenisku miała swoją sypialnię... :) Kopciuszek przypomina też grecką Hestię tym, że wybiera życie wewnętrzne, wycofuje się z rywalizacji bogów i bogiń, skupia na dbaniu o ogień – ten wewnętrzny czy ten domowy. W starożytności opiekunki domowego ogniska były niezwykle istotnymi boginiami dbającymi o spokój domowego ogniska, o dobro rodziny. Były czczone jako fundament rodziny, miasta, społeczności, a poświęcony im święty ogień był tym co zamieniało budynek w dom. Podobnie Kopciuszek jest fundamentem życia rodziny, pomijanym i wyśmiewanym, lecz niezbędnym – tą która karmi, sprząta, dba o palenisko. Poświęcona jednocześnie sprawom doczesnym i duchowym jest uosobieniem cech Hestii, która według Jean Sinody Bolen ukazuje drogę duchową, której esencją jest cicha służba dla innych, prace domowe taktowane jak medytacja i niezwykle silne skupienie na wnętrzu i na świętym Ogniu. 


Niezależnie od tego czy uznamy Kopciuszka za wcielenie samej Hestii lub Gabiji (pamiętajmy, że prawdziwego imienia Kopciuszka nie znamy, mogło więc ono brzmieć Gabija... ;) ) czy też za wspomnienie po ważnej niegdyś roli kapłanki świętego ognia baśń ta pokazuje proces porzucenia tego kultu, poniżenie bogini i uznanie opieki nad ogniem za coś niegodnego, czegoś co brudzi i co jest poniżej godności. Ogień i jego strażniczki z miejsca centralnego domu i społeczności zostały zepchnięte na margines, podobnie jak cała „kobieca” służba dla domu i rodziny, a wyniesione zostały wartości patriarchatu, które od kobiet wymagają przede wszystkim podobania się mężczyznom i zabiegania o dobre zamążpójście. Utrata statusu przez bohaterkę nie polega więc na tym, że została zmuszona do podrzędnych prac, a na tym, że jej rola – tożsama z rolą bogiń ogniska domowego została obdarta z szacunku i czci. Kopciuszek dalej spełnia swoją rolę, choć staje się ona dla rodziny / kobiet / świata niewidoczna, a jednocześnie pielęgnuje swą żałobę po matce, której odejście doprowadziło do jej degradacji, a którą patrząc z tej perspektywy możemy utożsamić albo z samą Hestią / Gabiją i jej Świętym Ogniem, który zgasł pozostawiając po sobie popioły, albo nawet z Wielką Boginią Matką zepchniętą na margines przez patriarchalnych bogów i ich wiernych. 




Dalszą opowieść i przemianę bohaterki można rozumieć dwojako. Po pierwsze jako przeistoczenie się Hestii w Herę – dużo bardziej kompatybilną z patriarchatem wersję Bogini, dla której najwyższą wartością jest związek i to nie z byle kim – ze swym boskim odpowiednikiem, władcą, przywódcą. Co ciekawe to przeistoczenie zadziewa się dzięki pomocy duchów przyrody, świętego drzewa, zmarłej matki, czy też bardziej disneyowsko – magii. Związek Hestii z naturą i z przodkami wydaje się jasny, zresztą na wcześniejszym etapie baśni Kopciuszek jako prezent wybiera gałązkę drzewa, zamiast drogich klejnotów i sukien, które zażyczyły sobie siostry. Był to moment wyboru roli Hestii i odrzucenia patriarchatu na rzecz wartości duchowych, związanych z kultem natury, przodków i Wielkiej Bogini (tu występującej pod postacią zmarłej matki czy też u Disneya – Matki Chrzestnej). Niełatwo zrozumieć dlaczego w dalszym etapie baśni ten wybór się odwraca i Kopciuszek zdaje się pragnąć dostosować się do patriarchalnych reguł, czyli odstawić się i pójść na bal by wyrwać najlepszą partię ;) Prostsze interpretacje mogłyby dotyczyć jej dojrzewania płciowego, czy też dopełnienia się okresu żałoby po matce, kiedy jednak mówimy o zdegradowanej Bogini powinno tu chodzić o coś więcej. Tutaj możemy zaproponować drugą interpretację przemiany bohaterki, która z odrzuconej i zapomnianej bogini staje się boginią odrodzoną. Dary otrzymane od świętego drzewa czy też Matki Chrzestnej, są owocami jej duchowej drogi, poświęcenia, ukochania dla Matki – Bogini i można je rozumieć nie tylko jako atrybuty próżności i patriarchalnej rywalizacji kobiet, ale jako przywrócenie jej godności Królowej – Wielkiej Bogini, czyli jedynej, która naprawdę może olśnić Księcia, będącego tu reprezentacją najwyższego męskiego bóstwa. Jej wkroczenie na bal jest więc w tym ujęciu powrotem Bogini... ale tylko na chwilę. Co znamienne oczarowawszy Księcia bohaterka ucieka, w jednej z wersji baśni nawet trzykrotnie. Wytłumaczeniem jest to, że nie chce by zobaczył ją w postaci obdartej z godności kiedy magia pryska. Można też to jednak interpretować jako niedostępność kobiety-bogini i to, że bohater by ją poślubić musi ją najpierw odnaleźć i rozpoznać odkrywając także jej ukrytą naturę. Zgodnie z opisem Sinody Bolen Hestia jest boginią skupioną na swoim wnętrzu, oddaną pielęgnacji wewnętrznego ognia. Być może ucieczki Kopciuszka były więc jej powrotami do siebie, wyrazem wierności samej sobie i dbania o własny ogień nawet w obliczu zachwycającego mężczyzny? W efekcie to on musi ją odnaleźć, dotrzeć do miejsca gdzie płonie jej ogień, rozpoznać jej prawdziwą naturę. 



W dalszej części opowieści Kopciuszek jest więc już bierny, czekający na Księcia. To mężczyzna poszukuje (swojej) bogini, a siostry usiłują się pod nią podszywać, jednocześnie ukrywając tą prawdziwą i odmawiając jej wartości. To opowieść o kobietach, które się wyparły swoich bogiń, kiedy dążenie do wyższego statusu wymagało uklęknięcia przed męskimi bogami, a nawet odcinania części siebie (palce, pięty – masakryczny przykład dostosowywania się do systemu rozwinięty przeze mnie w kolejnym artykule o Kopciuszku). W tej opowieści jednak Książę nie daje się zwieść, zresztą przy wsparciu mocy natury (ptaki podpowiadające, że na buciku jest krew) i wytrwale szuka tej Prawdziwej, aż wydobywa ją z mroku, klęka przed nią z pantofelkiem mimo jej upokarzającego wyglądu i dalej wiadomo – zabiera do zamku i żyli długo i szczęśliwie ;) 



O tym jak bardzo patriarchalna jest ta opowieść z biednym Kopciuszkiem i ratującym ją z niedoli Księciem pisało już wiele feministycznych autorek, dlatego pozwolę sobie na pominięcie tych oczywistości i zinterpretowanie tego jako dwóch etapów powrotu Bogini do zamku, gdzie staje się ona Królową i partnerką Boga. Pierwsza część jak już opisałam wymagała od niej pracy duchowej i wierności swym duchowym korzeniom, czyli powrót kobiet do swojej boskiej kobiecości. Druga część to odkrycie przez Księcia (mężczyzn) owej boskiej kobiecości i docenienie jej, oraz wytrwałe podążanie za wizją związku nie z podporządkowaną jemu samookaleczającą się kobiecością, a z taką która jest wierna sobie i równa mu w boskości. Zresztą to wcale nie muszą być następujące po sobie etapy – lubię patrzeć na baśni jako na splot dwóch lub więcej opowieści, a Kopciuszka można opowiedzieć albo z perspektywy kobiety, która odzyskuje właściwe sobie miejsce i godność, albo z perspektywy Księcia, który szuka żony i który wybiera tą, którą inni wykluczyli. Można powiedzieć, że w tej historii obydwoje, każde na swój sposób, wydobywają boską kobiecość z popiołu, którego symbolika jest tutaj niezwykle trafna jako z jednej strony zgliszcza po dawnych wierzeniach i związku z naturą, a z drugiej jako ten popiół z którego odradza się Feniks.



Wspominana już parokrotnie Jean Sinoda Bolen pisze w swej książce „Bogini w każdej kobiecie”: „(...) dziś Hestia jako archetyp została zdewaluowana i zapomniana. Nikt już nie dba o święty ogień, a to czego była symbolem, przestało być przedmiotem szacunku. Gdy kobiece wartości Hestii są wykluczane, zmniejsza się znaczenie „wewnętrznej świątyni” - tych momentów i okresów w życiu, kiedy spogląda się w głąb siebie, by odnaleźć poczucie najgłębszego sensu. Znika też znaczenie rodziny jako świątyni i źródła ciepła. Co więcej, ginie potrzeba więzi duchowej między mieszkańcami miast, państw i całej Ziemi.”. Od siebie dodam, że „podziękowanie” za usługi strażniczki ognia, przyniosło nam eskalację ognia niestrzeżonego, nieświętego i destrukcyjnego. Począwszy od wypalania ziemi pod uprawę po dzisiejsze masowe spalanie paliw kopalnych i związaną z tym destrukcję całej planety, ten ogień już dawno przestał być tym co nas jednoczy i kieruje ku świętości. Być może potrzebujemy powrotu strażniczek i kapłanek ognia, ale bynajmniej nie po to by tego ognia palić więcej – a by znów go uświęcić i przywrócić mu dobrą dla nas i dla Ziemi miarę. Baśń o Kopciuszku, poniżanej opiekunce ognia przypomina jak ważnym elementem wewnętrznej przemiany jest ogień, ale też że prawdziwa przemiana dzieje się poza zewnętrznym światem, w naszej wewnętrznej świątyni, gdzie spotykamy się czasem z tym co trudne i dokonujemy alchemicznej przemiany popiołu w złoto. Przywołanie świętego ognia to więc nie rozpalenie wielkiego ogniska, a podtrzymywanie wewnętrznego płomienia i wierność sobie, oraz dbanie o to co jest świątynią dla naszej duszy.



Ten artykuł jest częścią pierwszą tzw. szumnie Trylogii o Kopciuszku :) 

Pozostałe dwie części opisują baśń z perspektywy kolejnych dwóch kluczowych symboli: 

Poza tym nagrałyśmy wraz z Anią Rogowską rozmowę o Kopciuszku rozwijającą te wątki i łączącą nasze różne perspektywy, którą to rozmowę możecie obejrzeć tutaj. :)


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Baśń o życiu - perspektywa astrologii pełni





Na znaczenie Słońca, Księżyca i planet w astrologii można patrzeć z różnych perspektyw. Oznaczają one funkcje życiowe człowieka ( i innych istot), podstawowe rodzaje energii jakimi dysponujemy, a także archetypy pochodzące z nieświadomości zbiorowej. Przykładowo Wenus reprezentuje m.in. potrzebę wchodzenia w bliskie relacje, umiejętności interpersonalne, a także zdolność do przyciągania tego co pragniemy: miłości, obfitości czy przyjemności. Odpowiada archetypowi Bogini Miłości – Afrodyty, zmysłowej uwodzicielki lub pięknego obiektu pożądania, a także naszemu osobistemu wzorcowi Wewnętrznej Kobiety, czy Animy u mężczyzn. W artykule „Teatr Wewnętrznych Postaci" oraz podczas zajęć z cyklu Astrologiczne Opowieści mówię dużo o planetach jako naszych wewnętrznych postaciach, subosobowościach prowadzących dialog. W tym artykule będę chciała pokazać jeszcze inną perspektywę patrzenia na te postaci – perspektywę baśni, którą jest nasze życie i nasza droga do samych siebie. Kiedy traktujemy planetarne wewnętrzne postaci jako bohaterów w baśni naszego życia, okazują się one istotami i wyzwaniami jakie spotyka nasze „Ja” w drodze do pełni, a metafora baśni pozwala ukazać wewnętrzne procesy w sposób bardziej interesujący niż psychologiczny wywód ;)

Tak więc jak to w baśni, za górami za lasami przychodzi na świat cudowne dziecko – Ty sam/a :) Jak każdy z nas dostaje ono w darze od kosmosu (czy też dobrych wróżek) naręcze darów, talentów, błogosławieństw, oraz pakiet wyzwań specjalnie dla niego, misję do wykonania, zadanie, które może wykonać tylko ono na całym świecie.  Dziecko jest wyczekiwanie przez Wszechświat z niecierpliwością, bo tylko ono może swoją wyjątkowością wypełnić to miejsce, które na niego czeka. Tylko ono z tym niezwykłym kompletem darów i możliwości, których odbicie widzimy w kosmogramie urodzeniowym, a które często są postrzegane jako błogosławieństwa i przekleństwa może zrealizować plan jaki kosmos zaplanował. Jak pisze Osho:

„Nie jesteś tutaj przypadkiem. Egzystencja cię potrzebuje. Bez ciebie Egzystencji będzie czegoś brakować i nikt nie będzie w stanie wypełnić tej luki. (…) Gwiazdy, słońce i księżyc, drzewa, ptaki i zmienia – wszystko w całym Wszechświecie czułoby pustkę w tym miejscu, którego nikt prócz ciebie nie może wypełnić.”





Przychodzi więc Dziecko na świat, hojnie obdarzone przez kosmos, wzrasta i gdy jest już gotowe wyrusza w podróż. Nasza podróż zawsze zaczyna się w domu. Wielu z nas nigdy z tego domu nie wychodzi, wciąż tkwimy w emocjonalnym splątaniu z rodzicami, w zależności od nich lub przeciwnie, w gniewie i żalu do nich. Wciąż z nimi dyskutujemy w głowie lub też na poziomie duszy. By wyjść z domu w drogę naszego życia potrzebujemy przyjąć ich do serca takimi jacy są i przyjąć ich błogosławieństwo z poziomu duszy, jako rzecze Hellinger ;). Bez tego nawet jeżeli wyruszamy w drogę to wciąż ich spotykamy na swojej drodze, wiążemy się z partnerami, którzy nam ich

wtorek, 27 maja 2014

Taniec Słońca i Księżyca





Fazy Księżyca tylko pozornie dotyczą samego Księżyca. W rzeczywistości pokazują interakcję Księżyca i Słońca, które w czasie nowiu spotykają się ze sobą i stapiają w blasku słonecznym. Potem Księżyc zaczyna się oddalać o Słońca - a im bardziej się oddala tym więcej jego światła odbija, aż do pełni kiedy Słońce i Księżyc ustawiają się po przeciwnych stronach Ziemi, a my możemy podziwiać jak cały Księżyc rozświetla się światłem, niczym lustro, które ustawiliśmy na przeciwko reflektora.

Odwieczny taniec Słońca i Księżyca pełen zbliżeń i oddaleń, to nic innego jak taniec męskiego i kobiecego pierwiastka we wszechświecie. Polaryzacja, która przechodzi w zjednoczenie i zjednoczenie, które zmienia się w polaryzację… To właśnie ten taniec wyznaczał od zawsze ludzki czas mierzony rosnącą i malejącą tarczą Księżyca. Z czasem ludzie zaczęli coraz bardziej skupiać się na drodze Słońca dzieląc je na równe części bez uwzględnienia pozycji jego Partnerki. Równolegle to co słoneczne zaczęło być coraz bardziej wywyższane nad to, co księżycowe: stałość została wywyższona nad zmienność, jasne światło nad półmrok, umysł nad ciało, aktywność nad czucie.

W astrologii Słońce jest rdzeniem osobowości. Tym miejscem, w które zagłębiamy się w medytacji by odkryć cud świadomości: „Ja jestem”. Księżyc uzupełnia to doświadczenie odkryciem „Ja żyję” lub też bardziej szczegółowo „Ja doświadczam”. Doświadczam i zmieniam się wraz z tym doświadczeniem: czuję dotyk świata, który w każdej chwili się zmienia; odbieram dźwięki, obrazy, zapachy, smaki i staję się nimi na chwilę. Czuję moje ciało, które dostarcza mi coraz to innych wrażeń: od bólu do ekstatycznych dreszczy. Czuję smutek, radość, miłość, ból… Napełniają mnie coraz to nowe wrażenia i podążając za nimi wciąż umieram i rodzę się na nowo. Słońce daje nam niezmienną tożsamość, to poczucie, że wciąż jesteśmy tą samą osobą, a może nawet świadomość poza granicami naszego obecnego życia. Słońce to świadomość poza czasem. Księżyc zakotwicza nas w tu i teraz. Słońce to iskra, która daje życie. Księżyc to samo życie – jego wszystkie smaki.
Pięknym porównaniem jest obraz świecy, w której całe „ciało” – wosk i knot – to Księżyc, a Słońce to sam płomień. Płomień można przenieść do nowej świecy i w ten sposób sprawić by był nieśmiertelny, tak jak my ludzie zyskujemy nieśmiertelność przekazując iskrę życia naszym dzieciom. To jednak właśnie płodność i macierzyństwo stanowią istotę znaczenia Księżyca. Przyjmowanie iskry życia, rodzenie i wspieranie tego co żywe to zadanie księżycowej strony życia.


I tak jest również w naszym życiu. Słońce staje się podstawą naszej tożsamości, wiemy kim jesteśmy i jak pragniemy się wyrażać. W horoskopie urodzeniowym to właśnie Słońce jest źródłem pewności siebie lub jej braku. Księżyc natomiast mówi o potrzebach, emocjach, o sposobie w jaki doświadczamy świata. Jego znaczenie jest jednak dużo szersze, bo pokazuje zarówno postać Matki jak i Dziecka w nas. Opisuje nasze relacje z matką, to jakiej opieki doświadczyliśmy, jakiej potrzebujemy doświadczyć i jak sami opiekujemy się bliskimi. Księżyc w horoskopie to nasze Wewnętrzne Dziecko, które wymaga naszej uwagi i miłości. A jednocześnie, które uczy nas jak żyć by czerpać radość z każdej chwili, by czuć, doświadczać, kochać.

Bez Słońca rozpadlibyśmy się na kawałki lub stali się niczym woda, która z każdą chwilą zmienia formę. Bez Księżyca nie wiedzielibyśmy, że żyjemy i nie czulibyśmy smaku życia. Pięknie ujął to w słowa Joseph Campbell: „ Mówią, że to, czego wszyscy szukamy, to sens życia. Myślę, że tak nie jest. Myślę, że to, czego szukamy to doświadczenie bycia żywym, wtedy gdy nasze doświadczenie życia, czysto fizyczne, odbija się w środku naszego bytu i naszej najbardziej intymnej rzeczywistości, gdy naprawdę czujemy cud bycia żywym





Iskra życia i cud bycia żywym, Ogień i Woda, aktywność i receptywność, wyrażanie siebie i doświadczanie siebie w świecie… Taniec Słońca i Księżyca trwa dzięki boskiej równowadze jaka połączyła te dwa „ciała”, ucieleśniające Boga i Boginię. Równowadze, której przejawem jest fakt, że z naszej ziemskiej perspektywy te dwa tak różnej wielkości ciała wydają się niemal identycznej wielkości. Ktoś może powie, że Słońce jest dużo ważniejsze niż Księżyc, bo większe, bo centralne, do daje ciepło i życie, podczas, gdy Księżyc jedynie odbija światło. Pomijając informacje o tym jak ogromne jest znaczenie ziemskiego satelity dla stabilności życia na Ziemi (dowiesz się o tym z tego świetnego filmu), można powiedzieć: tak, Księżyc „jedynie” odbija. Księżyc bowiem jest zwierciadłem, w którym odbija się nasza Matka Ziemia. Wszystkie cechy przypisywane astrologicznie i mitologicznie Księżycowi, to jej atrybuty: płodność, opiekuńczość, cykliczność, cielesność, receptywność, umieranie i odradzanie się… Paradoksalnie więc patrząc w niebo i śledząc cykle Księżyca przypominamy sobie o Ziemi, o naturze i o tym co sprawia, że jesteśmy żywi. 


Zapraszam również do przeczytania artykułu Znaczenie cykli Księżyca

Jeżeli chcesz przekopiować powyższy tekst o Pełni na swoją stronę, blog lub fanpage zapoznaj się z zasadami korzystania z moich tekstów tutaj