Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 maja 2017

O wywoływaniu i doświadczaniu poczucia winy






Często słyszę, że poczucie winy to jakiś przebiegły sposób manipulowania człowiekiem od którego trzeba się po prostu uwolnić, odciąć i się nań zaimpregnować odpowiednią dawką miłości do siebie. Mimo, że miłość do siebie uważam za podstawę, to trudno mi się z tym podejściem zgodzić, bo to tak jakby nawoływać do kochania czegoś bez patrzenia na to lub do kochania siebie z pominięciem tej małej części, która czuje poczucie winy, którą trzeba wyrugować by już nie przeszkadzała nam w dalszym kochaniu siebie ;) Poczucie winy to uczucie i jeśli w danej chwili je czujemy, to jest ono jakąś prawdą o nas i wymaga uwagi byśmy mogli zobaczyć co się za nim kryje i co potrzebuje objęcia przez nas miłością. Poczucie winy to również konstrukt społeczny i poznawczy, dla mnie jednak w tym tekście ważniejsze jest to że stanowi ono często element gry relacyjnej, w której jedna osoba obwinia, druga jest obwiniana i obydwoje z jakichś powodów w tym tkwią i przeżywają silne emocje.

W wywoływaniu poczucia winy zawsze uczestniczą dwie osoby – ten co winą obarcza i ten co winę przyjmuje – inaczej to by nie zadziałało. Przyjmujący musi już mieć w sobie poczucie winy, zazwyczaj pochodzące z wcześniejszych relacji i z dzieciństwa. Obarczający natomiast musi mieć w sobie poczucie bycia ofiarą, domagającą się zadość uczynienia. Obarczenie poczuciem winy ma więc za zadanie uzyskanie / wymuszenie przeprosin, zadośćuczynienia, uznania własnej krzywdy a czasem wręcz zadania kary. Natomiast przyjmujący ma w sobie zazwyczaj mocno zduszoną i nieakceptowaną potrzebę doświadczenia kary. Sam karze siebie wybierając relacje, gdzie wciąż spotyka się z pretensjami. Gdy pretensji nie ma może je prowokować „podpadając”. Z czegoś się nie wywiąże, o czymś zapomni, coś zaniedba… i już znakomity pretekst do wymiany relacyjnej pod tytułem obwinianie. Co ciekawe zazwyczaj obwiniany nie przyjmuje obwinienia, walczy z zarzutami, domaga się np. więcej wolności, zrozumienia, czasem wycofuje się z relacji lub postępuje destrukcyjnie np., sięgając po używki w pozie zbuntowanego nastolatka. Jest to wynik tego, że głęboko ukryta wina z przeszłości jest podobnie odrzucana na poziomie świadomości. Całym swoim jestestwem osoba broni się przed przyjęciem odpowiedzialności za to co się zadziało. Często słusznie – dziecko zazwyczaj nie jest winne temu co się wydarza w świecie dorosłych. Nie zmienia to jednak faktu, że bez doświadczenia poczucia winy jako własnego ciężaru, który niesiemy przez życie i bez przyjrzenia się mu z pełną uczciwością nie wyjdziemy z wzorca przyciągania kolejnych win.





Obwiniający również zazwyczaj nie jest niewinną ofiarą prowokacji obwinianego. Zazwyczaj dobrze wie, gdzie są jego słabości i nieświadomie pomaga zaistnieniu sytuacji, którą później będzie osądzać. Dążenie do bycia przeproszonym często sprawia, że prosi o rzeczy, o których wewnętrznie wie, że ich nie uzyska, powierza zadania trudne do zrealizowania, oczekuje za dużo. Oczywiście na poziomie racjonalnym nie wydaje się to za dużo, ot oczekiwanie od permanentnego spóźnialskiego by się nie spóźniał lub od marzyciela by pamiętał o rachunkach. Jak się jednak przyjrzymy uczciwie jest w tym oczekiwanie niemożliwego i chęć zmiany drugiej osoby, a co za tym idzie brak akceptacji.


Źródło ukrytych tendencji obu stron dramatu jest podobne. Obwiniany wewnętrznie potrzebuje
wybaczenia, od kogoś z przeszłości, od samego siebie i w konsekwencji również od obwiniającego. Obwiniający potrzebuje wybaczyć komuś z przeszłości, sobie samemu, a w konsekwencji również osobie obwinianej. Zazwyczaj robią jednak wszystko co możliwe by tego od partnera tej rozgrywki nie otrzymać: obwiniany unika przyjęcia odpowiedzialności za swoje winy (które istnieją realnie, a nie tylko w głowie obwiniającego, np., poważniejsze spóźnienie), nie przeprasza, domaga się uznania, że nic się nie stało i że żadnej jego winy w tym nie było. Obwiniający zamiast wybaczyć nakręca się rozwijając interpretacje pojedynczego wydarzenia (spóźnił się bo nie jestem dla niego ważna, bo jest ktoś ważniejszy, bo chciał mi sprawić przykrość), wypomina wszystkie podobne sytuacje z przeszłości i te całkiem niepodobne, ale znakomicie nadające się do zwiększenia rozmiaru winy. W konsekwencji obydwoje są o lata świetlne odlegli od oczyszczającego wybaczenia, także tego o które naprawdę im chodzi. Utwierdzają się w swoich rolach Zranionej Niewinności i Stróża Sprawiedliwości, które nie pozwalają im na zobaczenie emocji, które leżą pod spodem. A pod spodem najczęściej leży wstyd i zranienie.





Nasza kultura i wiara katolicka z powtarzanym co niedzielę „moja wina!” nie ułatwiają nam uzdrowienia tych historii. Wszyscy jesteśmy obciążeni obwinianiem kulturowym: ci którzy chodzą lub chodzili do kościoła, kobiety za to, że są nie dość „czyste”, mężczyźni za to, że są nie dość zaradni, wszyscy którzy z jakichś powodów nie spełniają społecznych norm. Wiele naszych dziecięcych wstydów i win, wypływa z tego, że łamaliśmy te normy, choć z pewnością nie wszystkie. Czasem mamy na sumieniu zranienie kogoś lub zrobienie czegoś ze złą intencją. Powrót do tych historii to jedyna ścieżka by się od tego uwolnić. Więcej o tym pisałam tutaj


Istnieje też wina w relacjach kobiet i mężczyzn. Nieprzypadkowo opisywany wyżej wzorzec najczęściej w związkach wygląda w ten sposób, że to kobieta obwinia a mężczyzna jest obwiniany. Bywa oczywiście odwrotnie, czasem też obwiniany w ramach obrony siebie przed rzeczywistymi lub wyimaginowanymi zarzutami wchodzi w obwinianie: Ty też nie jesteś taka idealna! Faktem jest jednak, że to u kobiet częstsza jest potrzeba bycia przeproszoną, która prowadzi do szukania win, a u mężczyzn poczucie winy za grzechy swoje i innych mężczyzn, które prowadzi do różnych reakcji obronnych. Mamy w naszej historii między-płciowej dużo zranień, dużo win, które nie doczekały się przeprosin, dużo bólu i odwetów. One również wpływają na nasze tu i teraz, sprawiają, że wciąż odnawiamy ten schemat. Natarczywe obwinianie i szukanie dziury w całym spotyka się wciąż z agresywnymi i bierno-agresywnymi reakcjami. Jedyne co możemy zrobić to zobaczyć to i przeprosić siebie wzajemnie. Przeprosić za to co nasze i za to co nie nasze. Poprosić o wybaczenie za winy kobiet wobec mężczyzn i mężczyzn wobec kobiet. Uznanie tego co było, uznanie gniewu, żalu, bólu i lęku przed konfrontacją z tymi tematami. I na koniec, gdy już wszystkie emocje zostaną przeżyte, zdjęcie z siebie nawzajem tych wszystkich projekcji z przeszłości, w których się nawzajem uwikłaliśmy. I zobaczenie się na nowo.





Powiązane teksty:

  • O poczuciu winy i wstydzie - dlaczego są nam potrzebne? - klik
  • O przepraszaniu i o tym dlaczego nie chcemy przepraszać - klik
  • O wybaczaniu i otrzymaniu wybaczenia - klik

Inne moje teksty o emocjach i rozwoju poprzez obejmowanie wszystkich aspektów siebie znajdziesz tutaj.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Wenusowy przewodnik relacyjny, czyli Wenus w znakach zodiaku

Wenus w znakach


Astrologia potrafi być niezwykle pomocna nie tylko w samopoznaniu i rozwoju osobistym, ale też w naszych relacjach i związkach. „Potrafi być”, a nie „jest”, bo niestety najczęściej używa się astrologii do sprawdzania kto do nas pasuje, a kto nie i do analizy naszego związku, która tak naprawdę częściej mu szkodzi niż pomaga, o czym pisałam tutaj. Na szczęście i w tej dziedzinie można podejść do sprawy rozwojowo i konstruktywnie :) Chociażby patrząc na taki drobiazg jak pozycja Wenus w horoskopie naszym i naszego partnera. Znak zodiaku, w którym przebywa Wenus mówi m.in. o tym w jaki sposób okazujemy miłość, a także jak byśmy chcieli by nam miłość okazywano. Innymi słowy: co jest dla nas oznaką, że kocha :) I tu dwanaście znaków zodiaku daje całkiem sporą galerię możliwych podejść do tematu, choć jest to podejście uproszczone, bo dodatkowe znaczenie wnoszą aspekty innych planet do Wenus.


By znaleźć odpowiedź na powyższe pytania najpierw trzeba sprawdzić pozycję Wenus w znaku w naszych horoskopach. Pod tym linkiem znajdziecie kalkulator astrologiczny portalu astrotheme. Wpisujecie dane urodzeniowe i uzyskujecie Wasz horoskop urodzeniowy, czyli rozkład planet w momencie urodzenia. Szukacie na nim znaczka Wenus (popularny symbol płci żeńskiej :) ) i patrzycie na linię prowadzącą od niej do jednego ze znaków zodiaku. Jeśli nie znacie symboli znaków, to możecie najechać myszką na symbol Wenus i zobaczycie na górze informację o pozycji Wenus, z tym, że nazwa znaku będzie podana po angielsku. No cóż odrobinę wysiłku w wiedzę trzeba włożyć ;) (Uwaga – lojalnie uprzedzam, że ja na wiadomości z zapytaniem, gdzie mam Wenus odpowiadać nie będę).

Jeśli nie znacie godziny urodzenia, to w tym akurat przypadku nic nie szkodzi, możecie wpisać dowolną, np. 12:00. Wyjątkiem są sytuacje, gdy Wenus akurat jest dokładnie na granicy dwóch znaków, wtedy do precyzyjnego określenia potrzebna będzie godzina, ale zazwyczaj i tak często możecie czuć wpływ obu znaków jednocześnie.

Opis jest krótki i żartobliwy. Skupiam się głównie na sposobie okazywania uczuć i na tym jakich przejawów miłości potrzebujemy, mimo że pozycja Wenus w znakach mówi nam dużo więcej: m.in. jak kochamy, jak uwodzimy, jak przyciągamy do czego pragniemy, jak dbamy o relacje, jak wyrażamy swoją kobiecość lub – w przypadku mężczyzn – jakie kobiety nas pociągają etc... a także jaki mamy stosunek do pieniędzy i jaki one do nas ;) Głębiej temat poruszałam i będę pewnie jeszcze poruszać na zajęciach poświęconych Wenus. Tutaj tylko zajawka, nieco upraszczająca i podkolorowująca sprawę. Poza znakiem Wenus w horoskopie jest jeszcze masa innych czynników wpływających na nasze relacje, które mogą nawet znacząco zmodyfikować to co poniżej :) Przykładowo pozycja Księżyca pokazuje nasze potrzeby emocjonalne, które zaspokajamy często poprzez bliskie relacje i często to bardziej on niż Wenus pokazuje on kogo w rzeczywistości wybieramy na towarzysza życia, czy w jakie relacje wchodzimy. Poniższe opisy Wenus dotyczą obu płci, u mężczyzn tak samo jak u kobiet odpowiada ona za sposób okazywania uczuć i potrzeby w związkach, choć zdarza się, że u nich wyraża się mniej wprost.


Ok, ad rem :)

Jak okazujemy miłość i jak pragniemy by nam ją okazywano?

Wenus w Baranie – bez ognia i namiętności nie ma miłości! Patrzy na relacje zero-jedynkowo, albo jest albo nie ma – żadnych stanów pośrednich, niepewnych, „próbnych”, uczucia muszą być na full! Miłość najchętniej okazuje bezpośrednio, otwartym tekstem, czy niedwuznacznym gestem, pokazując swoje zainteresowanie seksualne, a gdy z jakichś powodów jest to trudne, to radzi sobie poprzez prowokowanie, różnej formy ataki, utarczki, zgodnie z zasadą kto się lubi ten się czubi ;). Tutaj sprawdza się zasada, zobacz z kim Wenus w Baranie najczęściej się kłóci, a zobaczysz na kim jej (jemu) najbardziej zależy ;) W drugą stronę też to działa, więc jeśli partner nie okazuje Wenus w Baranie pożądania w sposób wystarczająco dobitny, a do tego na przytyki reaguje obojętnością i unika konfrontacji to widać kocha nie dość gorąco... Ważne by wszystko działo się na bieżąco, na gorąco, by uczucia nie wygasły i Wenus w Baranie nie znudziła się czekaniem. Znudzona
Wenus w Baranie, albo szuka dymu prowokując awanturę, albo zmienia obiekt na ciekawszy ;) Ważne by partner wykazywał inicjatywę, odwagę, bezpośredniość, bo owijanie w bawełnę i podchody to dla Wenus w Baranie coś kompletnie nieinteresującego i zazwyczaj nawet takich ruchów nie zauważa.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

O przepraszaniu i o tym dlaczego nie lubimy przepraszać




Jak to jest, że tak wielu ludzi nie potrafi przepraszać? Wydawało by się to takie proste, wystarczy wypowiedzieć jedno słowo. Tak samo jednak moglibyśmy się zapytać: jak to się dzieje, że tak wielu ludzi umie przepraszać? Bo przecież tak rzadko ktoś nas tego tak naprawdę uczy… Uczenie dziecka przeprosin zazwyczaj przyjmuje formę: „idź i przeproś ciocię, że stłukłeś jej wazon!”, „masz natychmiast pójść przeprosić kuzyna! I nie chcę słyszeć, że to on zaczął!”. Przepraszanie w ten sposób staje się formą upokorzenia. Zwłaszcza kiedy wiemy, że wazon tak naprawdę spadł nie z naszej winy, a kuzyn specjalnie nas prowokował i nazywał nas w bardzo brzydki sposób, gdy nikt nie słyszał… nikt nas jednak nie słucha, trzeba przeprosić i tyle. W ten sposób przepraszanie kojarzy się z czymś narzuconym z zewnątrz, niesprawiedliwym, odbierającym godność. Z czymś co robimy tylko wtedy gdy jesteśmy przyciśnięci do muru, gdy ktoś stoi nad nami i nam coś karze, a my musimy. Gdy dorastamy i coraz mniej ludzi może nam coś kazać przepraszania unikamy jak ognia. Takie ukorzenie wydaje nam się w relacjach partnerskich wręcz nie na miejscu, co najwyżej przed szefem możemy to zrobić, ale przed przyjacielem, partnerką? Lepiej już iść w zaparte i upierać się, że mieliśmy pełne prawo postąpić tak jak postąpiliśmy, niż wejść znowu w tą poniżającą rolę małego dziecka, które bąka pod nosem przeprosiny całe czerwone z upokorzenia. Przepraszanie odbierane jest więc jak wejście w rolę podległą względem kogoś, jak dziecko względem dorosłego. Niesłusznie – niewiele rzeczy świadczy o naszej dojrzałości tak dobrze, jak umiejętność przepraszania. Nie chodzi tu bowiem o poniżenie się, symboliczne klęknięcie przed kimś, a o zejście z pozycji urażonego ego, poczucia naszej wyższości i dumy do równego poziomu, gdzie oboje jesteśmy ludźmi i możemy popełniać błędy. 

foto: Alena Beljakova


Jakby to pięknie było gdyby rodzice na prawdę uczyli dzieci przepraszania, pokazując jak to się robi. „Przepraszam, że wczoraj na Ciebie nakrzyczałam, byłam zdenerwowana i zmęczona”, „Przepraszam, że nazwałem Cię pokraką, powiedziałem to w nerwach, ale tak naprawdę tak nie myślę. Wiem że się starasz i widzę, że coraz lepiej ci idzie.” Dziecko widziało by, że to co zostało popsute w relacji można naprawić, że wystarczy tylko trochę autorefleksji i to „magiczne” słowo, które sprawia, że nagle złość przechodzi i łatwiej jest wybaczyć. Że nie trzeba zawsze walczyć o

poniedziałek, 3 października 2016

Dlaczego dawanie i przyjmowanie to to samo?

photo Misha Taylor


W prawdziwej wymianie trudno oddzielić dającego od obdarowanego. Obydwoje promienieją szczęściem i wdzięcznością. W wymianie pozornej między dającym a obdarowanym jest wyraźna granica. To znak, że ani dający nie daje naprawdę, ani przyjmujący rzeczywiście nie przyjmuje. Dawanie daje radość, przyjmowanie również. Kiedy daję naprawdę sama czuję się obdarowana. Kiedy przyjmuję naprawdę wdzięczność płynie z serca obdarowując dającego po wielokroć. Wszystkie te chwile, gdy daję nie czując radości lub gdy przyjmuję bez wdzięczności to nadużycia. Daję bo powinnam, bo nie umiem odmówić, bo czuję poczucie winy czy poczucie zobowiązania, bo chcę dostać coś w zamian… przyjmuję bez docenienia, bo tak naprawdę tego nie chcę, nie potrzebuję, bo czuję w darze ukryte zobowiązanie, ustawienie mnie na pozycji osoby zależnej lub coś winnej, albo też traktuję to jako wyrównanie za to co ja wcześniej oferowałam bez radości. Kiedy tak się dzieje to dawanie staje się zobowiązywaniem a nie wymianą. Nawet jeśli dający ma czyste intencje, ja mogę czuć się zobowiązana by jakoś się odwzajemnić. Nawet kiedy dającemu wydaje się, że ma czyste intencje, potem może oczekiwać lojalności, której złamanie wzbudzi uczucie żalu czy bycia wykorzystanym. Wymiana jest wtedy kiedy dając czuję, że jednocześnie tyle samo otrzymuję. Wymiana daje obu stronom wolność. 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Zaproszenie


Gdziekolwiek jesteś, czekam na Ciebie. Kimkolwiek byłeś, cokolwiek przeszedłeś. Ważne, że już jesteś gotowy, tak jak ja jestem gotowa. Gotowy na bliskość, na bycie sobą bez gier, na otworzenie serca przed kobietą. Gotowy na zobaczenie mnie taką jaka jestem, bez zasłon i iluzji, bez lęku przed moją siłą czy przed moją delikatnością. I na przyjęcie mojego otwartego serca z szacunkiem i uważnością. Na złożenie swojego w moje czułe dłonie.

Ja jestem silna mocą którą w sobie odnalazłam, miłością, którą objęłam siebie, mądrością, która przeze mnie płynie, pewnością, że wiem po co tu jestem i że Świat mnie poprowadzi do celu. Ty jesteś silny darami, które zdobyłeś w swojej podróży. Każda Twoja rana wypełniła się złotem. Znasz swoją drogę i swoją moc. Znasz także swoje słabości i umiesz spotkać się ze swoim Cieniem. Ja też to umiem, dlatego tak dobrze się rozumiemy.

Czasem, tak jak ja, masz wątpliwości. Czasem przeżywasz gorsze chwile, przepływa przez Ciebie smutek, ból czy gniew. Pozwalasz sobie na to, bo wiesz, że wszystkie emocje są dobre. Nie zamykasz serca, gdy cierpi, tak jak nie zamykasz oczu, gdy wkoło dzieje się krzywda.

Każde z nas jest Pełnią. Nie potrzebujemy nikogo by wypełnił naszą pustkę. Nie czujemy przymusu, napięcia, głodu. Życie jest cudowne takie jakie jest i będzie cudowne kiedy się spotkamy. Coś się jednak zmieni. Dwie serca się odnajdą i zaczną bić wspólny rytm. Dwa ciała się odnajdą i zacznie się taniec. Dwie dusze się odnajdą.


~ Moonset

wtorek, 27 maja 2014

Taniec Słońca i Księżyca





Fazy Księżyca tylko pozornie dotyczą samego Księżyca. W rzeczywistości pokazują interakcję Księżyca i Słońca, które w czasie nowiu spotykają się ze sobą i stapiają w blasku słonecznym. Potem Księżyc zaczyna się oddalać o Słońca - a im bardziej się oddala tym więcej jego światła odbija, aż do pełni kiedy Słońce i Księżyc ustawiają się po przeciwnych stronach Ziemi, a my możemy podziwiać jak cały Księżyc rozświetla się światłem, niczym lustro, które ustawiliśmy na przeciwko reflektora.

Odwieczny taniec Słońca i Księżyca pełen zbliżeń i oddaleń, to nic innego jak taniec męskiego i kobiecego pierwiastka we wszechświecie. Polaryzacja, która przechodzi w zjednoczenie i zjednoczenie, które zmienia się w polaryzację… To właśnie ten taniec wyznaczał od zawsze ludzki czas mierzony rosnącą i malejącą tarczą Księżyca. Z czasem ludzie zaczęli coraz bardziej skupiać się na drodze Słońca dzieląc je na równe części bez uwzględnienia pozycji jego Partnerki. Równolegle to co słoneczne zaczęło być coraz bardziej wywyższane nad to, co księżycowe: stałość została wywyższona nad zmienność, jasne światło nad półmrok, umysł nad ciało, aktywność nad czucie.

W astrologii Słońce jest rdzeniem osobowości. Tym miejscem, w które zagłębiamy się w medytacji by odkryć cud świadomości: „Ja jestem”. Księżyc uzupełnia to doświadczenie odkryciem „Ja żyję” lub też bardziej szczegółowo „Ja doświadczam”. Doświadczam i zmieniam się wraz z tym doświadczeniem: czuję dotyk świata, który w każdej chwili się zmienia; odbieram dźwięki, obrazy, zapachy, smaki i staję się nimi na chwilę. Czuję moje ciało, które dostarcza mi coraz to innych wrażeń: od bólu do ekstatycznych dreszczy. Czuję smutek, radość, miłość, ból… Napełniają mnie coraz to nowe wrażenia i podążając za nimi wciąż umieram i rodzę się na nowo. Słońce daje nam niezmienną tożsamość, to poczucie, że wciąż jesteśmy tą samą osobą, a może nawet świadomość poza granicami naszego obecnego życia. Słońce to świadomość poza czasem. Księżyc zakotwicza nas w tu i teraz. Słońce to iskra, która daje życie. Księżyc to samo życie – jego wszystkie smaki.
Pięknym porównaniem jest obraz świecy, w której całe „ciało” – wosk i knot – to Księżyc, a Słońce to sam płomień. Płomień można przenieść do nowej świecy i w ten sposób sprawić by był nieśmiertelny, tak jak my ludzie zyskujemy nieśmiertelność przekazując iskrę życia naszym dzieciom. To jednak właśnie płodność i macierzyństwo stanowią istotę znaczenia Księżyca. Przyjmowanie iskry życia, rodzenie i wspieranie tego co żywe to zadanie księżycowej strony życia.


I tak jest również w naszym życiu. Słońce staje się podstawą naszej tożsamości, wiemy kim jesteśmy i jak pragniemy się wyrażać. W horoskopie urodzeniowym to właśnie Słońce jest źródłem pewności siebie lub jej braku. Księżyc natomiast mówi o potrzebach, emocjach, o sposobie w jaki doświadczamy świata. Jego znaczenie jest jednak dużo szersze, bo pokazuje zarówno postać Matki jak i Dziecka w nas. Opisuje nasze relacje z matką, to jakiej opieki doświadczyliśmy, jakiej potrzebujemy doświadczyć i jak sami opiekujemy się bliskimi. Księżyc w horoskopie to nasze Wewnętrzne Dziecko, które wymaga naszej uwagi i miłości. A jednocześnie, które uczy nas jak żyć by czerpać radość z każdej chwili, by czuć, doświadczać, kochać.

Bez Słońca rozpadlibyśmy się na kawałki lub stali się niczym woda, która z każdą chwilą zmienia formę. Bez Księżyca nie wiedzielibyśmy, że żyjemy i nie czulibyśmy smaku życia. Pięknie ujął to w słowa Joseph Campbell: „ Mówią, że to, czego wszyscy szukamy, to sens życia. Myślę, że tak nie jest. Myślę, że to, czego szukamy to doświadczenie bycia żywym, wtedy gdy nasze doświadczenie życia, czysto fizyczne, odbija się w środku naszego bytu i naszej najbardziej intymnej rzeczywistości, gdy naprawdę czujemy cud bycia żywym





Iskra życia i cud bycia żywym, Ogień i Woda, aktywność i receptywność, wyrażanie siebie i doświadczanie siebie w świecie… Taniec Słońca i Księżyca trwa dzięki boskiej równowadze jaka połączyła te dwa „ciała”, ucieleśniające Boga i Boginię. Równowadze, której przejawem jest fakt, że z naszej ziemskiej perspektywy te dwa tak różnej wielkości ciała wydają się niemal identycznej wielkości. Ktoś może powie, że Słońce jest dużo ważniejsze niż Księżyc, bo większe, bo centralne, do daje ciepło i życie, podczas, gdy Księżyc jedynie odbija światło. Pomijając informacje o tym jak ogromne jest znaczenie ziemskiego satelity dla stabilności życia na Ziemi (dowiesz się o tym z tego świetnego filmu), można powiedzieć: tak, Księżyc „jedynie” odbija. Księżyc bowiem jest zwierciadłem, w którym odbija się nasza Matka Ziemia. Wszystkie cechy przypisywane astrologicznie i mitologicznie Księżycowi, to jej atrybuty: płodność, opiekuńczość, cykliczność, cielesność, receptywność, umieranie i odradzanie się… Paradoksalnie więc patrząc w niebo i śledząc cykle Księżyca przypominamy sobie o Ziemi, o naturze i o tym co sprawia, że jesteśmy żywi. 


Zapraszam również do przeczytania artykułu Znaczenie cykli Księżyca

Jeżeli chcesz przekopiować powyższy tekst o Pełni na swoją stronę, blog lub fanpage zapoznaj się z zasadami korzystania z moich tekstów tutaj