Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koziorożec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koziorożec. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 maja 2017

Święte błędy, czyli dlaczego trudno nam się uczyć na błędach gdy nie kochamy siebie






Każdy z nas popełnia błędy – te duże i te małe, te banalne i te brzemienne w skutki. To naturalne, dzięki temu możemy się uczyć sprawniej poruszać po świecie, tak jak dziecko upadając uczy się trudnej sztuki chodzenia. Ważne jest to by każdy taki błąd traktować jako cenną informację i wyciągać z niego wnioski. Rzecz w tym, że często już w dzieciństwie nauczyliśmy się negatywnie oceniać nasze potknięcia i jak tylko się pojawiają mamy gotowy repertuar interpretacji, ocen i reakcji. Tak więc możemy popaść w samokrytykę uważając błąd za dowód tego, że jesteśmy beznadziejni. A jeśli jesteśmy beznadziejni to przecież oczywiste jest, że nic nie możemy z tym zrobić – błąd jest tylko objawem naszej beznadziejności, potwierdzeniem naszej niskiej samooceny i wymówką by zarzucić działania. Druga skrajność to wypieranie faktu, że ów błąd się nam przytrafił. Przyczyna jest taka sama jak poprzednio – niekochanie siebie. Zbudowaliśmy sobie jednak twierdzę iluzji o swojej fantastyczności/nieomylności/szlachetności etc. która chroni nas przed popadnięciem w zwątpienie w siebie i której musimy bronić wszelkimi siłami tłumacząc sobie, że to nie my popełniliśmy błąd, to ktoś inny, to okoliczności, to niesprawiedliwość, a tak w ogóle to inni się nas niesłusznie czepiają, pewnie mają jakiś problem ;) Albo wchodzimy w obtłumaczanie: nie mogłem inaczej, trzeba było, czułam silną potrzebę by to zrobić... itd. itp... Tutaj również błąd nie staje się wsparciem w rozwoju, bo zamiast refleksji inspiruje nas do samoobrony. Zamiast prostego: ok to nie było dla mnie dobre, następnym razem zrobię inaczej. Tylko kochając siebie można zobaczyć błąd jako informację, a nie jako źródło oceny nas samych. Wtedy uznanie, że się pomyliliśmy lub coś zrobiliśmy nieuważnie w niczym nam nie ujmuje. Możemy dostrzec, że błędy są częścią drogi pokazującymi, że wychodzimy poza znany nam już obszar i uczymy się czegoś nowego. No chyba, że zlekceważymy informację jaką niesie ze sobą błąd, wtedy będziemy w nieskończoność powtarzać ten sam niedziałający schemat.


Zadaj więc sobie pytanie jaki ostatnio popełniłeś/aś błąd i zobacz jakie emocje wzbudza w Tobie myślenie o nim. Czy potrafisz siebie kochać mimo to? Czy potrafisz uznać, że błąd jest ok i że masz prawo wciąż się różnych rzeczy uczyć? Czy wyciągnąłeś/aś wnioski z tego błędu? Czy podjąłeś/aś wysiłek by go naprawić (jeśli to możliwe) czy też zarzuciłeś/aś temat? Jeśli nie, to czy to również możesz w sobie objąć bez oceny i z miłością? :)


Poza informacjami o tym jak lepiej poruszać się w świecie błędy dają nam jeszcze jeden prezent – pokazują nam na ile rzeczywiście potrafimy kochać siebie i co tak naprawdę o sobie myślimy poza chwilami oświeconego samozachwytu ;) Pokazują na ile obejmujemy siebie ze wszystkimi naszymi niedoskonałościami, które składają się na nasze doskonałe istnienie :)


Jesteśmy doskonałymi istotami, które czasem popełniają błędy i to w żaden sposób nie umniejsza naszej doskonałości ;) Przed nami jeszcze tyle do poznania, doświadczenia, nauczenia i nie ma sensu byśmy zatrzymywali się z powodu jakiegoś błędu, z lęku przed błędem lub z niechęci do uznania błędu walili głową w ścianę :)


Inne moje teksty o emocjach i rozwoju poprzez obejmowanie wszystkich aspektów siebie znajdziesz tutaj.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

O przesileniu i o cyklu Słońca opowieść



Artykuł z 2015 roku aktualizowany w 2024 - wszystkie daty i godziny aktualne. 

Często piszę o cyklu księżycowym i widzę jak mocno rezonuje on z ludźmi. Dzisiaj jednak, poniekąd dla równowagi chciałabym napisać trochę o cyklu słonecznym :) Mimo, że nie ma on tak widocznego przejawu jak rosnąca i malejąca tarcza księżyca, to i tak całkiem łatwo zauważyć jego fazy – nazywamy je porami roku. Dawniej ludzie uważniej obserwowali ten cykl i mierzyli punkty wschodu i zachodu słońca licząc kiedy dzień zaczyna się wydłużać, a kiedy skracać oraz kiedy Słońce wspina się na niebie wyżej a kiedy niżej (po szczegóły odsyłam do fascynującej książki Ludwika Stommy - "Słońce rodzi się 13 grudnia"). Ważne święta wypadały i wypadają nadal w okolicy momentów przełomowych tego cyklu czyli podczas przesileń i równonocy. 

Przesilenie zimowe 21 grudnia 2024


Czas zimowego przesilenia, kiedy Słońce ledwie, ledwie się wznosi nad horyzont i szybko zachodzi – to czas odpowiadający księżycowemu nowiowi. I tak samo jak nów jest to czas śmierci i odrodzenia. Ciemność zwycięża, ale też wraz z przesileniową nocą jej pasmo zwycięstw się kończy i Słońce odrodzone w zimowych ciemnościach znów zaczyna nabierać siły. Liczne wierzenia i rytuały były związane z tym magicznym czasem. Wierzono, że Słońce w tym trudnym czasie trzeba wspierać by mogło się odrodzić. Dla ludzi, których życie dyktowały wschody i zachody Słońca to również był czas najmniejszej aktywności. W przysypanych przez śnieg chatach ludzie opowiadali sobie historie trzymając się blisko pieca i szykowali się na święta. Był to zdecydowanie czas rodzinny, czas zwrócenia się do wnętrza, czas wydawałoby się bardzo raczy ;) I nie jest to zaskoczeniem, bo w tym czasie gdy Słońce przemierza znak Koziorożca pełnia Księżyca wypada w przeciwległym znaku Raka poruszając rodzinne emocje i potrzeby (w tym cyklu pełnia w Raku wypadnie 13 stycznia 2025). Dodatkowo Słońce w znaku surowego Koziorożca pokazywało, że przetrwać ten trudny czas może tylko ten, kto się do niego dobrze przygotował. Życie było trudniejsze, bo wszystkim domowym czynnościom towarzyszył ziąb, a z drugiej strony brak regularnej pracy w polu i konieczności chronienia się przed zimnem dla wielu mógł być trudny do przetrwania. Czas trzeba było czymś zapełnić, pojawiało się więcej przestrzeni na działania nieco ambitniejsze, na czytanie książek przy świecach, wymyślanie opowieści, rzeźbienie, wyszywanie, stolarkę… Ciekawe jest popatrzyć na to dawne życie z dzisiejszej perspektywy, kiedy wiele z tych zajęć wyrosło w osobne zawody i ewoluowało w kolejne i kolejne, a wszystko to ma źródła w tym zimowym czasie, gdy człowiek miał „wolne” od pracy na polu i zastanawiał się co jeszcze może ciekawego i pożytecznego zrobić. Dlatego tak jak znak Panny towarzyszy zbiorom na polach i symbolizuje codzienną, rutynową pracę, tak znak Koziorożca pokazuje nasze ambicje, to co chcemy osiągnąć ponadprzeciętnego, kim chcemy się stać w naszej społeczności, dokąd zmierzamy. Przełom znaku Strzelca i Koziorożca (nie mylić z gwiazdozbiorami!) to w obecnych czasach również miejsce gdzie astronomowie zlokalizowali Centrum naszej Galaktyki. Być może to właśnie w czasie zimowych miesięcy, gdy Słońce podróżuje przez te znaki możemy otrzymać przekaz z Centrum, inspirację, odkryć nasz cel i połączyć się z tym co nas prowadzi (więcej o tym piszę tutaj)

przesilenie na Centrum Galaktyki


Dziś żyjemy inaczej, świat wymaga od nas zazwyczaj tej samej lub też większej aktywności co w ciągu reszty roku, za wyjątkiem krótkiego czasu międzyświątecznego. Wiele osób może odczuwać, że mają coraz mniej siły i chęci do pracy podczas gdy Słońca na niebie jest coraz mniej. Niestety również czas przesilenia zazwyczaj niknie w przedświątecznym zabieganiu i ten moment kiedy, podobnie jak podczas nowiu, możemy zwrócić się do wnętrza, by wraz ze Słońcem się odrodzić, upływa nam na bieganiu po sklepach i nerwowych przygotowaniach. Słońce gaśnie, a my biegamy dalej. Słońce w astrologii – i nie tylko w astrologii – symbolizuje źródło naszych sił witalnych, oraz centrum naszej świadomości. Łatwo więc wywnioskować, że jeśli przesilenie jest czasem kiedy Słońce jest najsłabsze, kiedy umiera i odradza się, to i my wtedy mamy najmniej siły na zewnętrzne działania i raczej jest to czas dobry na zwrócenie się do wewnątrz i na przeżycie osobistego odrodzenia mocy. 

Dlatego warto o tym pamiętać i nawet jeżeli przedświąteczne obowiązki nie dają nam możliwości spokojnej kontemplacji, to chociaż znajdźmy chwilę na to by zanurzyć się w sobie i poczuć czym to przesilenie jest w nas. Co umiera? Co się odradza? Czym jest moja energia życiowa i ku czemu dążę? Czym jest Słońce we mnie? Gdzie jest moje źródło siły i energii? By to się zadziało potrzebujemy choć chwili na to by zwolnić, zatrzymać się w pędzie i poczuć swoje ciało, poziom energii w ciele, skupić świadomość na tu i teraz i na tym co wieczne. Moment Przesilenia to w tym roku (2024) 21 grudnia o 10:21 rano czasu polskiego. Noc z piątku na sobotę będzie więc najdłuższą nocą w roku, a już od soboty zacznie nam powoli przybywać i dnia i światła :) Jeśli jednak nie uda Ci się skontaktować się ze sobą w tym gorącym przedświątecznym czasie pamiętaj, że nasi przodkowie i ludzie większości kultur świętowali czas przesilenia 25 grudnia, którą to datę przejęło chrześcijaństwo jako czas Bożego Narodzenia. To przesunięcie daty wynikało, ze sposobów obliczeń opierających się na obserwacji wchodów i zachodów Słońca, co nie było metodą tak dokładną jak dzisiejsze astronomiczne wyliczenia. Osobiście traktuję ten czas jako jeden dłuższy okres Przesilenia i przyglądam się procesom we mnie, które w tym szczególnym momencie roku i cyklu słonecznego się zadziewają, a także żegnam stare i zapraszam nowe :) I do tego również Was zachęcam :)




O cyklu słonecznym i o jego podobieństwach i różnicach w zestawieniu z cyklem księżycowym będę jeszcze pisać. Tutaj chciałabym jeszcze tylko dodać, że obok tego co uniwersalne – cyklu czterech pór roku, rozpoczynanych przez przesilenia i równonoce – każdy z nas ma swój własny roczny cykl słoneczny. W zależności od miejsca, daty i godziny urodzenia, u każdego miesiące wyżów i niżów tego cyklu wypadają inaczej, ale z coroczną powtarzalnością. Osobisty czas przesilenia to ten okres roku, kiedy Słońce przechodzi przez tzw. dom XII horoskopu, który zazwyczaj oznacza czas niskiej energii, zagubienia, śnienia na jawie i żegnania tego co już nam nie służy, po którym następuje czas odrodzenia i wzrostu energii, kiedy Słońce przechodzi do domu I. To co ważne zarówno w przypadku cyklu uniwersalnego jak i cyklów osobistych, to to, że każdy etap tych cykli, każdy miesiąc roku są niezbędne i coś ważnego wnoszą do naszego życia. Warto znać te cykle i uwzględniać je podczas planowania nowego roku, dlatego polecam Osobisty Astrokalendarz na rok 2025, czyli formę prognozy astrologicznej skupioną właśnie na cyklach Słońca i planet. Więcej o Astrokalendarzu przeczytasz tutaj.

Ciemne, krótkie dni zachęcają nas do tego by zanurzyć się w Nocy, w ciemności w nas i skupić się na tym co najbliżej serca – naszego wewnętrznego Słońca. Dobrego czasu ciemności i odrodzenia Wam życzę! Niech Sol Invictus – czyli Niezwyciężone Słońce - będzie z Wami i niechaj Wasze wewnętrzne Słońce zawsze wskazuję Wam drogę! :)

poniedziałek, 6 października 2014

Jak być pewnym siebie, a nie tylko odgrywać pewnego siebie?

Wielu ludzi pyta o to jak być pewnym siebie, szuka tej pewności w jakichś technikach, "asertywnych" zachowaniach. Często sprowadza się to do odgrywania roli osoby pewnej siebie. Wydaje nam się, że pewność siebie oznacza odcięcie się od uczuć, które mogą nas prowadzić do chwili słabości i do pokazania kim naprawdę jestem. Tymczasem pewna siebie osoba nigdy nie wstydzi się tego kim jest! A jej siła wypływa właśnie ze świadomości swoich odczuć, która sprawia, że może sobie w pełni zaufać, bo nie zaskoczy jej na przykład ukrywana przed innymi i przed samym sobą słabość.


Nie ma prawdziwej pewności siebie bez samoakceptacji. Jeśli nie akceptujesz i nie kochasz siebie jakim jesteś, jak możesz przekonać innych by to robili? Możesz udawać, że tak jest, ale prędzej czy później wypadniesz z roli. Wystarczy czyjaś dezaprobata, Twoje małe potknięcie, moment śmieszności, obecność kogoś kto widzi Twoją grę… i wszystko obraca się w pył, a Ty lądujesz w miejscu ośmieszenia, wstydu, nienawiści do świata i do samego siebie. Utrzymywanie maski osoby pewnej siebie jest ogromnym wysiłkiem, a im bardziej Twoja pozycja się chwieje, tym więcej musisz walczyć. Pomyśl co mógłbyś zrobić z tą całą energią, gdybyś nie musiał inwestować ją w utrzymanie swojego wizerunku? Ile celów i marzeń mógłbyś zrealizować? Ile radości doświadczać nie martwiąc się o opinię innych?



Nie zamierzam tutaj prawić banałów w stylu „nie martw się o to co inni o Tobie myślą” lub „bądź sobą”, bo wiem, że to tylko tak łatwo powiedzieć ;) Droga do pewności siebie nie prowadzi przez

piątek, 20 czerwca 2014

O depresji, czyli kiedy nieprzeżyte emocje stają się ciężarem

Artykuł z 2014 roku. 




Zawsze miałam poczucie, że we wspieraniu osób z depresją za dużo jest słów, a za mało czucia. Także wtedy, kiedy sama na nią cierpiałam – omówienie tego dlaczego, po co, czy mam rację czy nie w moim czarnym postrzeganiu siebie i świata, wydawało się „pomagającym” ważniejsze niż zrobienie mi miejsca na to, bym czuła to, co czuję. Tak długo, jak społeczeństwo nie będzie robiło miejsca na odczuwanie i wyrażanie tego co czujemy, tak długo będziemy „walczyć z depresją”. 

***
W cyklu „Pochwała receptywności” piszę dużo o znaczeniu odczuwania, które jest nie mniej ważnym źródłem informacji niż analizujący fakty intelekt. Czucie, czyli zarówno nasze emocje, jak informacje czuciowe pochodzące od naszego ciała (receptywność) dają nam wgląd w to, czego umysł nie widzi: w nasze wnętrze. Dzięki nim możemy się dowiedzieć czego potrzebujemy, co jest dla nas dobre, a co nie, jak się czujemy w danym otoczeniu i w kontakcie z konkretnym człowiekiem. Uwzględnienie tych informacji jest kluczowe, jeżeli chcemy czuć się dobrze i podejmować decyzje, które nie będą dla nas nadużyciem. Intelekt zbierając informacje przez najczęściej używane zmysły, czyli wzrok i słuch, i analizując je dodaje informacje ze świata, również ważne, lecz często przeceniane przy podejmowaniu decyzji. Potrzebujemy połączenia, równowagi pomiędzy czuciem a myśleniem, uznania zarówno dla rzeczywistości zewnętrznej, jak i wewnętrznej.

Otworzenie się na pełne odczuwanie oferuje jednak dużo więcej niż dostęp do informacji „z wewnątrz” - daje głębokie poczucie sensu życia i szczęśliwości tu i teraz. Nawet jeżeli po drodze musimy poczuć to co nieprzyjemne, to tylko przeżycie tego co boli uwolni nas od traum i pozwoli odzyskać radość odczuwania. Receptywność jest niewyczerpanym źródłem inspiracji, pomysłów, wizji. Jeżeli czujesz się wypalony/a, nie wiesz co robić w życiu, nie masz na nic ochoty, nie widzisz głębszego sensu… to wszystko najprawdopodobniej oznacza, że niewiele czasu poświęcasz na odczuwanie.

***

Ok, piszę to wszystko, by wyjaśnić moją perspektywę, ale jak to się ma do depresji?? Ci z was, którzy znają osoby depresyjne, mogą pomyśleć, że to co piszę to bzdura, bo te osoby „nic nie robią tylko przeżywają”. Jeżeli sam/a masz doświadczenia depresyjne, również możesz pomyśleć, że lepiej już nic nie czuć. Łatwo jednak pomylić depresyjność z odczuwaniem. Istotą depresyjności nie jest to, że czujesz np. smutek, ale to, że zaczynasz sobie tłumaczyć to, co się z Tobą dzieje i że wpadasz w pętlę negatywnych myśli: „Jestem beznadziejny, nic nie potrafię, zawsze to samo, nigdy nic dobrego mnie nie spotka...” I tak dalej, i tak dalej… Każdy pewnie nie raz doświadczył tego mechanizmu, który zaczyna się od pozornie błahego lecz przykrego dla nas wydarzenia. Pojawiają się związane z nim emocje i natychmiast uruchamia się ciąg negatywnych myśli o sobie i życiu, które skończyć się mogą nawet na pragnieniu śmierci. Osoby z depresją doszły w tym tak daleko, że często już nie pamiętają, gdzie to się zaczęło, poczucie niemocy ogarnia wszystko, nie ma już uczuć a i myśli coraz mniej. To wszystko jednak wypływa z umysłu!

Zajmując się „dokopywaniem sobie” często uciekamy od emocji, które się w nas pojawiły i zamiast je w pełni poczuć zatapiamy się w czarną chmurę beznadziei, która tak naprawdę jest zasłoną dymną. Im bardziej nas boli, tym więcej czarnej chmury beznadziei potrzebujemy by nic nie czuć. I paradoksalnie cali jesteśmy w czuciu beznadziei. Tyle, że ona – jak się jej głębiej przyjrzeć – nie ma treści. Jest emocjonalnie pusta. A jednocześnie wciąga jak ruchome piaski… Dlatego jedyne co można zrobić, by wyjść z tego stanu, to zatrzymać umysł, a przynajmniej przestać się koncentrować na tym, co z siebie wypluwa i wejść w czyste odczuwanie ciała i emocji. Pełne przeżycie tego co nas zraniło jest oczyszczające, łzy i krzyk są oczyszczeniem. 



***
To co napisałam, pochodzi z moich doświadczeń. Wiele lat temu przeszłam przez depresję i w ciągu ostatnich lat niejednokrotnie łapałam się na wchodzeniu w depresyjny wzorzec myślowy, który uruchamiał się przy pierwszym lepszym niepowodzeniu, krytyce czy trudniejszych emocjach. Gdy pojawia mi się to myślenie, przyglądam mu się, ale już w nie nie wierzę. Traktuję je jak część siebie, która próbuje przejąć kontrolę – moje pragnienie śmierci. Wiem, że pragnienie śmierci jest tak naprawdę pragnieniem głębokiej zmiany, które blokujemy tak, że możemy je zobaczyć tylko w skrajnej formie. Czasem łatwiej nam wyobrazić sobie "rozwiązanie ostateczne" niż siebie mówiącego bliskim: nic więcej dla Was nie zrobię, chcę robić swoje! Szamani natomiast widzą w chorobach psychicznych proces narodzin Uzdrowiciela. Nawet jeżeli dotyczy to bardziej tego, co zachodnia kultura nazywa „psychozami”, to każda choroba jest wezwaniem do samouzdrowienia, do przywrócenia równowagi w naszym życiu. Kiedy nie przyjmujemy informacji jakie płyną z naszego ciała, z serca, a czasem z czucia rozszerzonego na to co nas otacza i na cały świat (zwanego czasem intuicją, współodczuwaniem, czasem wizjami lub halucynacjami, czasem jeszcze inaczej) zamykamy się na to, co jest naszym uzdrowieniem.

Mocny i wciągający przykład na to, jak odcięcie od uczuć i popadnięcie w depresję wygląda w życiu, znajdziesz w komiksowej formie tutaj. Poza grozą bycia osobą w depresji wśród „osób, które czują” pokazuje on drogę uzdrowienia poprzez uwolnienie emocji i zresetowanie umysłu, nawet jeżeli pozornie nie ma to żadnego sensu. 

Na koniec - depresja, to stan zamrożenia, w którym zwyczajnie nie mamy dostępu do pełni naszych zasobów, szczególnie tych intelektualnych, do energii, motywacji etc.  Dlatego poradzenie sobie z nią samodzielnie jest często zbyt trudne. Jeśli tak jest to szukanie rozwiązań na własną rękę, zwłaszcza alternatywnych, może okazać się zbyt ryzykowne - zwyczajnie trudno nam zauważyć kiedy nadużywamy siebie i kiedy ktoś inny nas nadużywa.  Dlatego warto skorzystać ze wsparcia profesjonalistów: psychoterapeutów, psychiatrów, osób które mają wiedzę i doświadczenie w tym bardzo delikatnym temacie. Spotkanie z tym co ukrywa się pod "chmurą beznadziei" jest dużo łatwiejsze, gdy ktoś przy nas jest i nas wspiera, dlatego warto poszukać kogoś przy kim czujemy się bezpiecznie i kto nas przez tą drogę poprowadzi.  



Tekst niemal antyczny dla mnie, choć myślę, że nadal wartościowy. Już prawie nie pamiętam jak to było doświadczać tych destrukcyjnych wzorców myślowych, tych pętli samokrytyki, tej nienawiści do siebie... Można z tego wyjść, można o tym zapomnieć, można obejmować siebie z czułością i zrozumieniem niezależnie od tego jak bardzo w czymś daliśmy ciała. Im częściej świadomie zmieniamy samo-odrzucenie we współczucie dla siebie, tym bardziej nam to wchodzi w krew i w pewnym momencie już nawet nie musimy o tym pamiętać. Tego życzę wszystkim co przez to przechodzą <3 



O depresji i powiązanych tematach pisałam też:
  • O autodestrukcji i pragnieniu śmierci - tutaj
  • Co astrologia może zaoferować osobom w depresji? - tutaj
  • wiersz o przechodzeniu przez Ciemność - tutaj
  • O znaczeniu tego, w jaki sposób mówimy do samych siebie, czyli trochę o mojej ścieżce wychodzenia z dokopywania sobie, przeczytacie w tekście "Jak być pewnym siebie i nie zwariować?"


Inne moje teksty o emocjach i rozwoju poprzez obejmowanie wszystkich aspektów siebie znajdziesz tutaj.

 Przeczytaj  tekst o zasadach kopiowania, zanim wykorzystasz ten materiał.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Refleksje inspirowane kartami Osho - Uwarunkowanie








Dziś pojawiła się karta Uwarunkowanie. Lew przebrany za owcę, wychowywany jako owca zapomniał o swej prawdziwej naturze. Stał się potulną owcą. To dobry moment by zapytać siebie na ile realizuję swoją prawdziwą naturę a na ile oczekiwania innych? Kim jestem, kiedy odrzucę wszystkie narzucone definicje mojej osoby? Jaki był i jest wpływ środowiska na to jak siebie postrzegam? Dziś czytałam o tym, że dzieci urodzone pod koniec roku, kiedy idą do szkoły najczęściej są najsłabsze i najmniej rozwinięte z klasy - co naturalne. Przez inne dzieci jednak traktowane jako bardziej gapowate, mniej sprawne i głupsze często przyzwyczajają się do bycia "w ogonie" nawet gdy różnice rozwojowe przestają istnieć. Skóra bycia gorszym, skóra bycia wiecznym czempionem, skóra bycia grzecznym/łobuzem...ile tych skór musimy jeszcze zrzucić by dotrzeć do prawdziwego ja? I co jest prawdziwe a co narzucone?

Nie mogę się powstrzymać: przy tych pytaniach niezastąpiona jest astrologia, choć oczywiście jest masa dróg dochodzenia do swojej prawdy i moje metody pracy są po prostu jednymi z wielu

Koniec reklamy, wracamy do Osho: "Każdy urodził się lwem, ale społeczeństwo cię warunkuje, programuje twój umysł tak, jak umysły owiec. Daje ci osobowość, wygodną osobowość, miłą, bardzo wygodną, bardzo posłuszną. Społeczeństwo potrzebuje niewolników, nie chce ludzi bez reszty oddanych wolności"

Niech rozlegnie się ryk lwa! :)



Przeczytaj  tekst o zasadach kopiowania, zanim wykorzystasz ten materiał.

poniedziałek, 30 września 2013

Tyrania odkładania gratyfikacji, czyli gdy robimy wszystko po coś



Umiejętność odkładania gratyfikacji była ważnym osiągnięciem w naszym rozwoju. Robię coś po to żeby uzyskać coś innego, będę grzeczny to dostanę nagrodę, będę pracować to dostanę pieniądze… Cała nasza kultura zwana „konsumpcyjną” jest oparta na odkładaniu gratyfikacji. Zarówno „praca” jak i „nagroda” stały się rytuałami, w których nie pytamy się o sens. Cokolwiek robię, robię „po coś”. A z drugiej strony, jak już tyle pracuję, to coś z tego muszę mieć! Ciastko, sukienkę, nowy telewizor. Nagrody są też rytualne, a do tego podlane sosem „za to wszystko mi się należy” oraz później „czy naprawdę było warto?”. Radość więc jest umiarkowana. Nie ma to nic wspólnego z dziecięcą radością, nieodkładaną na później i przeżywaną w pełni.

Wszystko robimy po coś, wszystko ma czemuś służyć… nawet odpoczynek jest po to by się zregenerować
przed dalszą pracą, oglądanie telewizji jest po to, by się „odmóżdżyć” a wyjście na piwo – by się odstresować. Szukanie powodów i celów każdej czynności stało się nawykiem. Dlaczego musimy się sami przed sobą tłumaczyć, gdy robimy coś na co mamy ochotę? Dziecko bawi się zupełnie bez powodu. Dziecko biega, choć nie ma to najmniejszego sensu. Dziecko wręcz kipi szczęściem i nie chce zrozumieć gdy mu mówimy „pobawisz się później, teraz trzeba….”. Ono wie, że ta jedyna chwila nie wróci. My tego nie wiemy, odkładamy życie na później, a przyjemność ma być po obowiązkach. Jak mało przewidujący jesteśmy w tym naszym wszechobecnym planowaniu! Przecież zazwyczaj, gdy już uporamy się z obowiązkami, nie mamy ochoty na nic i nawet odpoczynek jest umiarkowaną przyjemnością…. Po prostu nie wiele już czujemy. A zresztą zawsze pojawiają się nowe obowiązki, one nigdy się nie kończą. Myślenie z perspektywy celów ciągle stawia przed nami nowe zadania. Nawet gdy już zarobię na życie i ogarnę dom, to jeszcze powinienem się rozwijać, podnosić kompetencje, obcować ze sztuką, wypoczywać aktywnie…. Dziecko robi to wszystko mimochodem: rozwija się, zachwyca, szaleje. My sobie z tej frajdy robimy kolejne obowiązki. Po co? Stop! To to myślenie nas tu doprowadziło! Z łatwością wynajdziemy szereg powodów i przyczyn. Tylko co jest alternatywą?

Spontaniczność dziecka, nad którymś ktoś czuwa? Słynne bycie „tu i teraz”, które samo staje się celem, nieosiągalnym tak jakbyśmy mówili o „na księżycu w przyszłym tysiącleciu”? Owszem „tu i teraz” jest dobrą odpowiedzią na „kiedyś tam, po studiach, na emeryturze….”, ale tak mocno jesteśmy w planowaniu, że nie bardzo wiadomo jak się do tego zabrać. Gdy przestajemy biegać w kółko za kolejnymi celami, natychmiast pojawia się wyrzut sumienia, że nic „sensownego” nie robię, że „tracę czas”. Tu potrzeba zmiany myślenia, albo nawet zostawienia myślenia na boku i powrotu do ciała, gdzie wszystko jest w naturalny sposób tu i teraz. W ciele, gdzie emocje pojawiają się i mijają, gdzie właśnie w tej chwili doświadczam wrażeń zmysłowych i gdzie w każdej chwili dostępna jest przyjemność. Taka chwila zatrzymania, posłuchania swojego ciała oraz swojego serca (jakby to górnolotnie nie brzmiało serce mówi do nas ciągle, tylko często nie mamy czasu go słuchać...) może sprawić, że przypomnimy sobie kim jesteśmy i o co nam w życiu chodzi. W części I tego cyklu piszę o tym, że kontakt z tym co czujemy jest źródłem kreatywności i poczucia sensu życia, których nie dadzą nam żadne osiągnięcia. Wsłuchanie się w ciało może nam pokazać, co jest dla nas niedobre i z czym musimy skończyć, oraz czego właśnie teraz potrzebujemy i co sprawiłoby nam radość. Tylko zróbmy to wtedy od razu, bo znów się przerodzi w "muszę dziś dokończyć projekt, bo przecież jutro miałam się wyspać". ;)

P.S. Żeby było jasne odkładanie gratyfikacji i planowanie są bardzo potrzebne w życiu, po to by móc samodzielnie przetrwać w świecie, gdzie jedzenie nie spada samo z nieba… Spontaniczne Dziecko musi być wspierane przez rozsądnego Dorosłego. Tekst ten opowiada o sytuacji nierównowagi, gdy na nasze wewnętrzne Dziecko nie mamy miejsca, a pytanie „po co?” zabija każdą przyjemność. Aż do momentu, gdy sytuacja się odwraca i uciskane Dziecko przejmuje kontrolę. 

Inspiracja  Essential Being



Z cyklu "Pochwała receptywności" zobacz także:
Polecam także video Piotra Grabowskiego O receptywności i uwadze czuciowej

 Przeczytaj  tekst o zasadach kopiowania, zanim wykorzystasz ten materiał.