Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seksualność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seksualność. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Czerwony Kapturek - powrót do dzikości i do połączenia

grafika: Piotr Jör Grabowski



Czerwony Kapturek – o tej baśni napisano już bardzo dużo i porywali się na nią najznakomitsi psychoanalitycy. Dużo więc było o seksie ;) Ważny wątek czerwieni jako dziewczęcej menstruacji też już został opisany w tę i nazad. Chciałabym opisać to co nam się odsłoniło, gdy wraz z Piotrem Jör Grabowskim pochylaliśmy się nad tym tematem. Owszem będzie o seksie, ale jeszcze więcej o traumach rodzinnych i patriarchacie. 

Na poziomie uzgodnionej rzeczywistości Wilk reprezentuje dziką męską stronę, a Czerwony Kapturek niewinną kobiecą, dziewczęcą. Oczywiście to nie jest tak, że dzikość przynależy tylko do męskości, a niewinność do kobiecości i w moim odczycie ta bajka ukazuje drogę do integracji elementów przypisanych stereotypowo przeciwnej płci.

Można na nią patrzeć z dwóch kluczowych perspektyw: z perspektywy kobiecości, reprezentowanej przez Kapturka i z perspektywy męskości, reprezentowanej przez Wilka. Są to wtedy dwie całkiem różne, choć splecione ze sobą opowieści. 

Opowieść kobieca jest o tym jak niewinna dziewczęca kobiecość spotyka swoją dziką i seksualną stronę w postaci „groźnego” Wilka – istoty wyraźnie spoza naszej cywilizacji i norm. Jednocześnie Wilk reprezentuje tutaj również Kochanka, tego który jest jednocześnie pożądany i niebezpieczny (bo nie wiadomo co z tego wyniknie... wchodzimy przecież na nieznane terytorium). Stąd dziewczę pozwala sobie na flirt, daje na siebie namiary, ale też zachowuje pozory. Wilk jako mężczyzna i jako własna kobieca seksualność został zobaczony, ale nie został przyjęty – najpierw musi iść do Babci. Dlaczego do Babci? Kryje się w tym dla mnie clue tej opowieści. Kobieta zanim spotka się z mężczyzną musi odwiedzić swoją Babcię, czyli spotkać się z kobietami z rodu. Po co? Gdy Czerwony Kapturek przychodzi do Babci zauważa w niej coś niepokojącego. Niby wygląda jak Babcia, ale coś jest nie tak – Babcia została pożarta i zastąpiona przez Wilka. Wilk i tutaj reprezentuje dziką i niebezpieczną męskość, ale tą która w przeszłości zagrażała i raniła kobiety. „Zjedzona” Babcia to te kobiety z naszego rodu, które doświadczyły prawdziwych traum w relacjach z mężczyznami, które doświadczyły destrukcyjnej strony ich dzikiej mocy. Babcia więc nie jest sobą, bo mówi przez nią historia zranienia, przemocy i lęku (wielkie oczy, wielkie zęby...). To jest ta historia, którą dziewczyna dorastając do związku z mężczyzną musi najpierw zobaczyć, rozpoznać, a potem zintegrować. Spotkać się z demonami – wilkami naszych przodkiń, oraz z tym co powoduje, że one i własną seksualność mogły zamknąć w klatce i przestrzegać przed nią kolejne młode kobiety, jak matka CK przestrzegała ją przed Wilkiem.

Zostawmy tą stronę historii w dramatycznym momencie, gdy rozpoznany Wilk rzuca się na Kapturka by go pożreć, lub też (w naszej wersji historii) sam Kapturek pozwala się pożreć by zintegrować w sobie historię i spotkać z prawdziwą Babcią w jaskini ciemności ;) i spójrzmy na męską stronę opowieści.

Mężczyzna – Wilk, pragnący spotkania z kobietą również udaje się do Babci. Na poziomie baśni nigdy nie było to bardzo jasne: jeśli i tak chce się rzucić na niewinną CK, to czemu nie od razu przy pierwszym spotkaniu? Lub czemu nie idzie za nią i nie atakuje jej gdzieś w krzakach znienacka? Po co ta cała maskarada z Babcią? Moja odpowiedź jest taka, że on wcale nie udaje się do babci dziewczynki... a do swojej własnej. Tak jak młoda kobieta przed połączeniem z mężczyzną potrzebuje spotkać się z traumami swoich przodkiń związanymi z mężczyznami, tak i mężczyzna przed połączeniem z kobietą potrzebuje spotkać się z doświadczeniami swoich przodkiń... tych, które często padały ofiarami męskich wilków. Zjedzenie Babci i przebranie za nią ma więc tu wymiar niezwykle symboliczny... Wilk dosłownie zakładając babcine okulary przyjmuje jej perspektywę. Jest to zgoda na to by przyjąć doświadczenie kobiet, zobaczyć to co one widziały, dostrzec tą często wypieraną „kobiecą” stronę historii by móc połączyć się z kobietą już nie z miejsca oprawcy, nie jako aktor odgrywający wciąż tą samą rolę przekazywaną z pokolenia na pokolenie, a jako mężczyzna zintegrowany z własną kobieca stroną i z przekazem swoich babek.

I tutaj następuje w baśni spotkanie „oświeconego” Wilka z „oświeconym” Czerwonym Kapturkiem. Ona go dostrzega zrzucając z niego maski swoich przodków, a on wychodzi do niej spod warstw przeszłości, w której tkwił tak długo, jak długo nie chciał jej przyjąć. I następuje to na co wszyscy czytelnicy czekali, czyli konsumpcja seksualna ;) Ale nie taka tam, że on ją zniewala, a ona się poddaje... oboje uwalniają swą dzikość, seksualność i niewinność jednocześnie. W tym spotkaniu, kiedy ona jego rozpoznaje, a on poddaje się jej rozpoznaniu oboje stali się równymi partnerami, tak samo świadomymi i równymi zarówno w pożądliwości, jak i w odpowiedzialności za swoje czyny... i byłby happy end, wszyscy zintegrowani ze swoją przeszłością i ze sobą... gdyby nie... no właśnie wkroczenie Myśliwego! 

Myśliwy bezpardonowo wkracza w tą sytuację, reprezentuje bowiem prawo, zasady, które mówią kto, kiedy, z kim i jak... innymi słowy reprezentuje patriarchat. Wilk ze swoją nieokiełznaną dzikością i pożądliwością jest tu persona non grata podobnie jak kobieta będąca mu partnerką a nie ofiarą. Nóż Myśliwego rozcina więc tą unię, tworząc za jednym cięciem cały trójkąt dramatyczny – kata, ofiarę, oraz siebie jako ratownika. Jest to układ, który będzie hołubiony przez patriarchat do dziś w niezliczonych książkach, filmach, a nawet reklamach. Ona bezwolna ofiara i ich dwóch – ten zły i ten dobry, który ją od złego ratuje. A ratując rozdziela. Nie tylko oddziela kobietę od jej własnej mocy i możliwości samostanowienia, oraz od jej dzikiej seksualności, ale też rozdziela ją z jej Babcią, siłą wyciąga z tej jaskini cienia, w której mogły się porozumieć i wzajemnie uzdrowić. Odtąd kobiety mają milczeć o swoich krzywdach i bólu do swoich córek i wnuczek, które wysyłać będą „na żonę” do zwycięskich Myśliwych udając, że to najlepsze co może je spotkać. Myśliwy też oddziela Wilka – reprezentującego współczesnych mężczyzn - zarówno od swojej dzikości, czyniąc z niego poddanego swojej mocy, ale też od połączenia z jego własnymi przodkiniami. Odtąd ich ból i zranienia ze strony mężczyzn mają być dla niego niewidoczne, a zakładanie kobiecych okularów i inne takie „przebieranki” śmieszne. Kobiecość zostaje oddzielona od męskości tak jakby nie było nic co łączy. To co męskie w kobiecie i to co kobiece w mężczyźnie zostaje zakazane. Myśliwy jest tutaj figurą władzy, który jak będzie chciał to weźmie sobie Czerwonego Kapturka za żonę, która z tego powodu będzie musiała być uszczęśliwiona. I pewnie jako żona już nie będzie mogła chodzić po lesie sama w czerwonym płaszczu niczym wielkiej jaskrawej płachcie na wilki ;) 

Końcówka wydaje się być smutna, ratuje nas jednak to, że opowieści żyją i zmieniają się wraz ze świadomością ludzi. Możliwe, że kiedyś ta bajka kończyła się „pożarciem”, a Myśliwy pojawił się w niej później by zaprowadzić (nowy) porządek. Być może możemy mu teraz podziękować za troskę, zwłaszcza jeśli pojednamy się z naszą dziką stroną, z seksualnością i zobaczymy, że nie potrzebujemy tu nikogo, kto by nas strzegł. A może dopiszemy dalsze rozdziały, np o tym jak Myśliwy porzuca rolę Ratownika i rusza w podróż by spotkać się ze swoją Babcią, a może i Dziadkiem? Ratownicy ratując, często tak naprawdę nie wprost wołają o miłość, na którą próbują swoimi bohaterskimi czynami „zasłużyć”. Może Myśliwy spotykając Dziadka, odkryłby w nim (i w sobie) tego chłopca co kochał i pragnął miłości, zanim z lęku czy konieczności sięgnął po broń, zbroję odcinającą od ciała i uczuć. Może odkryłby, że to co ma go chronić i utwierdzać jego pozycję, tak naprawdę go obciąża i więzi. Może też zrozumiałby, że Wilk, którego zdusił w sobie, stał się jego Demonem, agresją i uprzedmiotawiającą seksualnością i że może wrócić do źródeł swej męskiej siły tylko poprzez ponowne spotkanie z Wilkiem w sobie. Tym, który wyje do Księżyca z głębi swoich trzewi, który zna drogę przez ciemny las i drogę do serca kobiety, która wiedzie przez własne otwarte serce.


 
Tekst ten nie powstałby, gdyby nie rozmowa z prawdziwie zintegrowanym Wilkiem ;) Piotr, który  pracuje z mężczyznami i z męską seksualnością, między innymi prowadząc Wspólnotę Mężczyzn i warsztaty Mężczyzna Ekstatyczny (zainteresowani znajdą info tutaj), eksplorował na wiele sposobów ten temat już wcześniej, muzycznie wyraził go chwilę przed naszą rozmową poprzez utwór Running Wolf co było bezpośrednią inspiracją, zaś słowami po części w tym tekście
 


poniedziałek, 4 maja 2015

Kobiece ciało - czemu bycie w ciele jest trudne?



Dlaczego "bycie w ciele" często jest dla nas trudne? Po pierwsze dlatego, że to wydaje się być banał – przecież jestem w ciele, bo niby gdzie??? Działanie może być trudne, czucie to coś oczywistego. Umiejętność odczuwania swego ciała wydaje się nam czymś tak prostym jak oddychanie (również zwodnicza prostota ;) ). A wystarczy prosta medytacja z prowadzeniem uwagi czuciowej wzdłuż kręgosłupa i z czuciem kolejnym części ciała po kolei, a odkrywamy że to wcale nie takie łatwe. Że łatwiej nam sobie coś wyobrazić niż poczuć, a jak mamy trudność z wyobrażeniem, to nagle czucie tam nie sięga. Że często „czujemy” oczami i głową, zamiast ciałem.

Ten mechanizm jest jednak częścią dużo poważniejszego zjawiska, które na własny użytek nazwałam zewnętrzną perspektywą wobec własnego ciała. Jesteśmy obserwatorami wobec samych siebie i to obserwatorami mocno oceniającymi. U mężczyzn w dużym stopniu zawęża się to do patrzenia na swoje ciało jak na przedmiot, który ma dobrze działać i nie przejawiać żadnych wad i słabości (typu uczucia). Ta postawa jest zresztą drugim ważnym powodem dla którego trudno nam być w ciele, bo traktujemy ciało jak mechanizm i nauczyliśmy się, że emocje to nic dobrego, a od bólu najlepiej uciec w leki lub wizualizacje i udawać, że go nie ma.  To dotyczy tak samo kobiet, jak i mężczyzn, choć wiadomo wciąż gdzieniegdzie pokutuje hasło, że „chłopaki nie płaczą”, a kobiety jednak bardziej „mogą” sobie na to pozwolić. U kobiet pojawia się jednak inna głęboko destrukcyjna postawa, która jest tak powszechna, że aż kompletnie niedostrzegana. Patrzenie na swoje ciało z zewnątrz jako na coś co nie tyle ma być sprawne, co dobrze wyglądać. Wiem, dużo się mówi o ograniczających wzorcach kobiecego piękna, o chorobach takich jak anoreksja czy bulimia, o kompleksach, operacjach plastycznych, kulcie młodego i perfekcyjnego ciała…. Zawsze jednak jest to tylko dyskusja o tym, według jakich kryteriów oceniać nasze ciało i próby uznania piękna także poza sztywnymi kanonami. Ciągle jednak patrzymy z zewnątrz. Skupiamy się na tym by dobrze wyglądać, a nie by się dobrze czuć. Dbamy o ciało traktując je z zewnątrz różnymi preparatami i zabiegami, często całkowicie ignorując to co ono do nas mówi. Skąd to się bierze? Dlaczego traktujemy swoje ciało, jakby było ono czymś od nas odrębnym? To proste – nauczyliśmy się tego. Młoda kobieta dowiaduje się zazwyczaj dość szybko co to znaczy „ładnie siedzieć” i że to na pewno nie oznacza „siedzieć wygodnie”. Dowiaduje się, że jej ciało, sposób poruszania, mimika, zachowania są oceniane wg kryteriów estetycznych i uczy się sama tak oceniać siebie. Dochodzi do tego, że różne fizyczne „braki” lub „nadmiary” stają się przyczyną wielkich dramatów. Uwaga skupia się na tym jak moje ciało odbierają inni, a nie na tym jak ja sama je odbieram – czyli jak je czuję.



Mocnym przykładem tego do czego to prowadzi, była opowieść jednej z instruktorek edukacji
seksualnej o nastolatce, która zadzwoniła do młodzieżowego telefonu zaufania z pytaniem o to jaka pozycję przyjąć podczas pierwszego razu, tak by nie były widoczne jej fałdy na brzuchu. Nic innego nie było ważne, tylko ta konkretna informacja. Ciało widziane z zewnątrz, przez partnera, ważniejsze niż własne odczucia podczas seksu, czy emocje związane z tym ważnym wydarzeniem. Brzuch jako fałdy, a nie jako przestrzeń gdzie rodzi się pożądanie, przyjemność, a czasem lęk lub ból....



Czym jest ta perspektywa zewnętrzna dowiedziałam się i poczułam wyraźnie podczas pewnych warsztatów tantrycznych. To co się często wydarza na takich zajęciach to powrót do ciała i uczenie się podążania za jego impulsami. Ziewamy kiedy mamy ochotę, wzdychamy, płaczemy, wyjemy, skaczemy, zwijamy się… ciało zostaje uwolnione od nakazów i zakazów, które w tzw. „normalnym świecie” je krępują. Nie – to nie oznacza orgii seksualnej, osaczania innych swoją ekspresją! Wręcz przeciwnie: okazuje się, że ciało jest niewinne i często bardziej spragnione czułego dotyku niż dzikich orgii, a warunki gdzie wszyscy mogą być autentyczni pozwalają nam na uczenie się stawiania granic. Tak więc właśnie było – weszłam w mocny kontakt z moim ciałem, poruszałam nim w zgodzie z tym co czuję, pozwalałam sobie na bycie w pełni autentyczną i spontaniczną… aż do momentu kiedy jeden z mężczyzn opacznie zinterpretował moje radosne przeciągnięcie się i złapał mnie za talię.  Ten pozornie drobny gest dla mnie w tamtym momencie był szokującym przekroczeniem moich granic, ale też bolesną konfrontacją. Uderzyła mnie nagle świadomość, że moje zachowanie może być interpretowane jako: prowokowanie, uwodzenie, mizdrzenie się, kokietowanie… i jeszcze parę brutalniejszych określeń do wyboru. Z miejsca pełnego bycia w ciele i robienia tylko tego na co ono ma ochotę, nagłe przerzucenie do perspektywy zewnętrznej, kiedy patrzę na siebie oczami jakiegoś mężczyzny, było niezwykle raniące. A więc to to robimy sobie my kobiety! Rezygnujemy z czucia ciała i z autentyczności na rzecz tego co wyobrażamy sobie, że widzą inni! I z tej perspektywy każdy gest jest po coś. Poprawiam włosy, bo uwodzę, siadam tak a tak by wydać się taka a nie inna, przyjmuję odpowiedni wyraz twarzy, a gdy boję się molestowania rezygnuję ze wszystkiego co mogłoby być odebrane jako „prowokacja”. Jeżeli macham nogą to nie robię tego dla  własnej przyjemności, ale po to by zwrócić na siebie uwagę. Jeżeli westchnę to nie po to by uwolnić nagromadzone napięcia, ale po to by pobudzić czyjąś wyobraźnię erotyczną.  Jeżeli się przeciągnę, to na pewno nie dla tego, że mam na to ochotę, ale po to by zaprezentować światu swoje ciało i zachęcić jakiegoś macho do złapania mnie za talię!



Tak, łatwo tutaj zrzucić winę na mężczyzn. To oni oceniają nasze ciała, gesty i miny, a też niejednokrotnie mają skłonność do ich nadinterpretowania projektując na nas własne pożądanie. Pokutuje tu patriarchalny mit myśliwego goniącego piękną łanię. Myśliwego nie interesują intymne przeżycia zwierzyny, a jedynie to czy ucieknie, czy też da się złapać. Prawda jest jednak taka, że często to my same – kobiety – widzimy swoje ciało jako przedmiot i patrzymy na nie z perspektywy owego „łowcy”. A to jest to co możemy zmienić i co jest konieczne byśmy nie wchodziły w nadużywające sytuacje - a bycie "łanią" upolowaną przez mężczyznę, nawet jeśli pociągające jest też otwartą drogą do zostania potraktowaną przedmiotowo. A tym co nas informuje, że właśnie może dojść czy doszło do takiego czy innego nadużycia jest właśnie ciało i słuchanie go (a nie tylko prezentowanie światu) jest kluczowe w odkrywaniu tego czego na prawdę chcę, a czego nie. Nasze ciało wie czy coś jest dla nas dobre czy nie, czy przy kimś się czujemy bezpiecznie, czy mamy ochotę na bycie w kontakcie czy nie. Informacjami są: napięcie w ciele, podwyższony głos, tendencja do rozglądania się na boki, czy do odsuwania się od partnera. Gdybyśmy słuchali tych sygnałów, jak tylko zaczynają się pojawiać oszczędziłybyśmy sobie wielu przykrych sytuacji. Ale niestety częściej skupiamy się na tym jakie wrażenie robimy i jak „powinnyśmy” się zachowywać, tak jakby to miało większe znaczenie niż nasze dobro.



Oczywiście nie ma niczego złego w chęci podobania się, w dbaniu o wygląd czy w uwodzicielskich ruchach. To cudownie, gdy kobieta czuje się w swoim ciele dobrze i kobieco, ciesząc się każdym ruchem i tym jakie wrażenie robi na innych. Problem zaczyna się wtedy gdy perspektywa zewnętrzna jest jedyną nam dostępną, gdy to jak wyglądam jest ważniejsze od tego co czuję, a fałdy na brzuchu istotniejsze niż doświadczanie przyjemności. Żeby poczuć czym jest nasze ciało, czego potrzebuje, jak pragnie się poruszać potrzebujemy zmienić perspektywę i wejść w odczuwanie ciała zamiast bycia jedynie widzem. Tańczyć, jakby nikt nie patrzył, poruszać się tak by nam samym to sprawiało przyjemność, wyrażać swoją zmysłową naturę nie dla kogoś, ale dla własnej przyjemności… Praca z ciałem i z seksualnością tak naprawdę do tego celu prowadzi – byśmy odzyskały nasze ciała, prawo do czucia się w nich jak w domu, do czucia przyjemności bez poczucia winy i wstydu, byśmy słuchały co nasze ciała mają nam do powiedzenia i szanowały je.


Jako inspirację polecam piękne video „Why I Dance” i towarzyszący mu przekaz: ""Because the expression of my sexuality does not negate my integrity ,intelligence or autonomy "






P.S. W tym tekście skupiłam się na kulturowych i społecznych przyczynach odcięcia od czucia ciała. Pominęłam natomiast przyczyny indywidualne, traumy, doświadczenie przekroczenia granic, bólu, molestowania, trudne uczucia, które wiążą się z czuciem i które uaktywniają się np. przy dotyku... To temat na osobny artykuł, choć częściowo poruszyłam go już w tym artykule.


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Piotr Jör Grabowski - Orgazm energetyczny, czym jest i jak można go doświadczyć?



orgazm energetyczny photo by Bruno Dayan



Orgazm energetyczny, zwany też ekstazą, to wyraźnie odczuwalny, mocny ruch w ciele, doświadczenie fizyczne ogromnej przyjemności, czasem połączonej z bólem, które dla większości ludzi dostępne jest na krótką chwilę w sytuacji seksu i orgazmu fizycznego. Zazwyczaj orgazm fizjologiczny jest jedynie mikro zapowiedzią tego, co może wydarzyć się podczas orgazmu energetycznego. Z reguły jest to doświadczenie, które wychodzi z okolicy miednicy, ze sfery genitalnej i przechodzi przez całe ciało w górę doprowadzając do charakterystycznych ruchów, które niektórzy mogą znać właśnie z orgazmu fizycznego. Często manifestuje się to szarpnięciem ciała, mimowolnym odrzuceniem głowy w tył i wydawaniem różnych niecodziennych dźwięków. Czasami jednak ta fala ekstatyczna płynie z innego miejsca, na przykład z serca i rozprasza się po całym ciele. O ile sam ruch tej energii jest z reguły z dołu do góry, to istotnym doświadczeniem ekstatycznym jest napełnianie się, rozgaszczanie się w tym doświadczeniu całym ciałem. Czyli niestymulacyjne odczuwanie przyjemności w każdym zakamarku ciała. Z tej perspektywy tak naprawdę gdziekolwiek skierujemy swoją uwagę i zaczniemy pracować nad otwieraniem przyjemności a potem ekstazy w ciele, jesteśmy w stanie poczuć ją tam gdzie chcemy. I tak, doświadczenie ekstatyczne uzależnione jest niemal wyłącznie od naszej otwartości, od zgody na to by przepuścić przez swoje ciało bez wstydu i zahamowań energię seksualną, a w drugiej kolejności od umiejętności otwierania się na to
doświadczenie, czyli prostych sposobów na rozbudzenie energii seksualnej w ciele i zanurzenie się w odczuwaniu jej.

czwartek, 17 października 2013

Dzikość - źródło mocy



grafika by Boobik


Dzikość to źródło pierwotnej siły, pierwotnej w tym sensie, że wcześniejszej niż wszelkie oceny, konwencje i normy. To ta część nas, która instynktownie wie co dla nas dobre, a kiedy nadużywamy siebie. To ta część nas, która robi to na co ma ochotę, jak dziecko przed wdrożeniem w kierat "cywilizacji". Im bardziej nadużywamy siebie, tym bardziej nasza dzika część się burzy. Zazwyczaj nie dajemy jej zareagować instynktownie, powiedzieć komuś co o nim myślimy, wyjść z miejsca, które nam się nie podoba, odmówić komuś bez tłumaczenia i ściemniania. Zazwyczaj nawet nie zauważamy tego co się dzieje, aż do momentu kiedy wszystko nas zacznie złościć, kiedy zaczniemy się kłócić o drobiazgi i przyciągać do siebie agresywne osoby.

 Dzikość wypływa z głębi naszej istoty, z naszych trzewi, nierozerwalnie spleciona z energią seksualną, która jest źródłem życia i wszelkiej kreacji. Ekspresja dzikości wnosi również aspekt walki o siebie, obrony swego prawdziwego ja przed presją otoczenia, wyrażania emocji zarówno dzikiej radości jak i dzikiej wściekłości. Słowem jest bardzo potrzebna do zdrowego funkcjonowania.


by Birte Person

Tak długo jak myślimy, że nasze zwierzęce korzenie i impulsy są czymś z czym musimy walczyć, odcinać się i kontrolować, tak długo odcinamy się od własnej siły. Zamykamy dzikość w klatce i w ten sposób pozwalamy na to by inni nam wchodzili na głowę. Tygrys zamknięty w klatce nie może bronić naszych granic, nie może nas wspierać swoją siłą, ale jednocześnie klatka nie jest w stanie oddzielić nas od jego wściekłości i poczucia frustracji. Prowokujemy innych by wyrażali za nas te emocje, które tłumimy. Czasem wybuchamy, czasem wycofujemy się ze świata by możliwie ograniczyć to co nas drażni, czasem z furią atakujemy najbliższych lub nawet samego siebie. Innym razem złość wyraża się poprzez chorobę. To wszystko co robimy by nie dopuścić do siebie swojej dzikiej strony wypływa z braku zaufania do tego, że to będzie dla nas bezpieczne. Tak naprawdę jednak niebezpieczne jest blokowanie dzikości i zaprzeczanie swoim emocjom. W rzeczywistości ten dziki zamknięty kot chce bronić prawdy o nas i przypominać nam kim naprawdę jesteśmy. Pamiętanie o tym może jest niebezpieczne dla tych co chcieli byśmy byli potulni i spełniali ich oczekiwania, ale dla nas jest gwarancją że nie zrobimy nic wbrew sobie.



Polecam również pokrewne teksty o Pewności siebie, o Tyranii odkładania gratyfikacji i o Depresji ! :)

Piotr Jör Grabowski fot. Adam Pluciński


 Przeczytaj  tekst o zasadach kopiowania, zanim wykorzystasz ten materiał.