piątek, 28 lutego 2020

Konsumpcjonizm w naszych głowach



Plastikowe siatki, podobnie jak słomki stały się pewnym eko-fetyszem. Czymś względnie prostym do redukcji, a jednocześnie bardzo widocznym, za co możemy łoić naszych nie tak bardzo "eko" znajomych (a częściej nie-znajomych na fb czy insta ;) ). Jasne śmieci jest za dużo i ograniczanie zużycia plastiku jest bardzo ważne, ale nie wystarczające. Pomijając ogrom rzeczy, które trzeba zrobić na poziomie rządowym (czytaj: wybory!) oraz globalnym, do nas należy zmiana dużo poważniejsza niż tylko ograniczenie foliówek, czy nawet zmiana diety (skądinąd bardzo potrzebna). Chodzi o zmianę świadomości i o odrzucenie myślenia konsumpcyjnego. Dla tych co lubią życie w świecie spisków i „Onych”: tak mówię o tym co złe korporacje pracowicie nam wbijają do głowy by zwiększyć własne zyski. Dla tych, którzy wolą dostrzegać własną odpowiedzialność za swoje zachowanie i nie potrzebują żadnych złowieszczych „Onych”, na których można zwalić winę: czas przestać być rozkapryszonym dzieciakiem w supermarkecie świata, który ciągle tylko wymyśla czego jeszcze chce i nie liczy się z kosztami.


Tak właśnie działamy. Przeglądając fejsa wpadamy na reklamę jakiegoś ciucha, który nam się podoba – ja chcę! Reklama fajnego samochodu – ja chcę! Wyjazd w ciekawe miejsce – ja chcę! Promocja na jakieś zabawne gadżety – ja chcę! Wydaje nam się, że jesteśmy dorośli, bo sami płacimy swoje rachunki, więc jeżeli nas stać na te kolejne ciuchy, kosmetyki, zabaweczki, rozrywki to ok. Jak nie to polujemy na promocje i łapiemy się na przyjemność „polowania” kupując to co tanie choć nawet nie budzi w nas samo w sobie większego „ja chcę!”. W każdym razie kupujemy coś nieustająco, rzeczy drobne, rzeczy przecenione, rzeczy luksusowe, rzeczy częściowo potrzebne i rzeczy całkiem niepotrzebne. Korporacje oczywiście korzystają z naszej niedojrzałości podsuwając nam niezliczone ilości „okazji” i sprawnie wywołując w nas kolejne „ja chcę!”. Istotą jest jednak to, że tak naprawdę nie potrzebujemy zdecydowanej większości tych rzeczy. I tak zazwyczaj chodzimy w paru ciuchach na krzyż, używamy tylko tych paru kosmetyków, które lubimy, jesteśmy w stanie zjeść tylko określoną ilość pożywienia (a jak nie – to mamy problem) etc. Reszta się zwyczajnie marnuje, w towarzystwie tych wszystkich kompletnie zbędnych i zazwyczaj chińskich gadżetów, które kupiliśmy pod wpływem chwili i tylko nam miejsce zabierają, aż do chwili gdy wylądują na rosnących wysypiskach.


Moim zdaniem najważniejszym krokiem dla nas, tzw. konsumentów jest wyjście z myślenia, że skoro pojawia się coś czego chcę i stać mnie na to, to kupuję. Takie dziecinne myślenie doprowadziło nas do miejsca, gdzie nie tylko toniemy jako ludzkość w śmieciach, ale też marnujemy ogromne ilości zasobów na produkcję i transport rzeczy, typu zabawna figurka czy gadżeciarski kubek, sukieneczka, którą założę raz, coraz to nowy model telewizora czy samochodu podczas gdy poprzedni wciąż jest na chodzie, czy też tony przecenionego żarcia, którego nie damy rady zjeść. Musimy w końcu dorosnąć, zobaczyć, że koszty są nie tylko po naszej stronie i zacząć zadawać sobie pytanie o to czy faktycznie potrzebujemy każdej kolejnej rzeczy. A także nauczyć się jak cieszyć się życiem bez „nagradzania się” kolejnymi zakupami, przyjemnostkami za pieniądze. Odrzucić slogany, że kupuję bo „jestem tego warta”, bo „stać mnie”, bo „zasłużyłam sobie”, czy bo „muszę się jakoś pocieszyć”. Dawno już stwierdzono, że zakupy jako gratyfikacja czy pociecha działają wręcz absurdalnie krótko, jeśli w ogóle, na nasze poczucie szczęścia (szybki zastrzyk dopaminy, który się kończy, gdy już mamy rzecz w kieszeni). Zazwyczaj jest to po prostu kolejne uzależnienie, takie które zazwyczaj nie grozi nam degradacją społeczną, o ile kupujemy rzeczy w miarę w granicach naszych możliwości, nie zadłużając się przesadnie. Ale jednocześnie grozi degradacją całej planety jak żadne inne nasze ludzkie uzależnienie. Dlatego nie wystarczy, że będziemy kontynuować nasze zakupowe haule i drobne „przyjemnostki” pamiętając by kupować w miarę możliwości rzeczy z napisem „eko” oraz pakować je do wielorazowych siatek. Potrzebujemy przestać kupować to wszystko czego nie potrzebujemy. Potrzebujemy wypracować sobie obojętność na otaczające nas pokusy i zobaczyć czego naprawdę potrzebujemy do szczęścia a co jest tylko ersatzem. Potrzebujemy nauczyć się cieszyć się życiem bez kupowania czegokolwiek. Codziennością, obecnością bliskich, pięknem przyrody (póki jest!), pięknem muzyki itp.. Potrzebujemy dorosnąć, wyjść z roli dzieciaka w supermarkecie pełnym rzeczy do kupienia i znaleźć inny styl życia, w którym ważniejsze jest cieszenie się tym co mamy niż pomnażanie posiadania, czy kupowanie nowych wrażeń. A może wystarczy po prostu odkryć go na nowo?

czwartek, 27 lutego 2020

Dla tych co w depresji...



Co mogę powiedzieć jako astrolożka osobom w depresji?

Bardzo bym chciała móc dać jakieś proste recepty, remedia, wytłumaczenia… wiem jednak, że to tak nie działa, że każdy ma swoją drogę…

Spróbuję jednak pokazać co perspektywa astrologiczna może dać, co może być oparciem, pomocą w tej drodze.

🖤 Planety wciąż krążą po swoich orbitach w swoim rytmie, nic osobistego po prostu tak mają ;) Co jakiś czas któraś z nich przechodzi przez jakiś wrażliwy punkt w Twoim horoskopie urodzeniowym, uaktywnia go czasem poprzez „przyjazne klepnięcie”, czasem poprzez ostrego kopniaka, nazywanego czule wyzwaniem… To co z tego wynika, to to, że takie okresy przychodzą i odchodzą, taka jest ich natura. Dlatego nie służy nam oczekiwanie, że jakiś temat już nam nie powinien wrócić, czy fałszywe przekonanie że jeśli „znów” przez coś przechodzimy, to coś jest z nami nie tak. Podobnie fałszywe jest przekonanie, że skoro teraz czuję się tak jak się czuję, to tak już będzie zawsze… planety krążą, jedne szybciej, drugie wolniej, czasem nawet wchodzą w retrogradację i wtedy przechodzimy jakiś etap głębiej i parokrotnie, ale zawsze w końcu to wyzwanie się dopełnia, idą dalej, a my wraz z nimi.

🖤 Wiem, że dla osoby w depresji ten typ myślenia bywa wkurzający, ale no trudno napiszę to, bo jako astrolożka widzę to bardzo wyraźnie… w tym wszystkim zawsze chodzi o coś! Te „kopniaki” ze strony przelatujących w pobliżu naszych wrażliwych obszarów planet nigdy nie są tak z czystej złośliwości… to zawsze jest wezwanie do takiej czy innej zmiany w życiu i w nas. W głowie możemy mieć wniesione gigantyczne barykady przeciw tym zmianom, „nie da się”, „nie mogę”, „nie nadaję się do tego”, „taka jestem i taki mój beznadziejny los”… przekonania o tym, że coś już takie musi być: nielubiana praca, toksyczny związek, obciążające relacje z rodziną, męczący znajomi, dostosowywanie się do potrzeb innych, nie zaspokojone własne potrzeby, udawanie kogoś kim nie jesteśmy… cokolwiek… a planety tym mocniej „kopią” im bardziej przeciwko tym zmianom walczymy, rozwalają nasze barykady, ale często odbieramy to jako coś wymierzonego w nas, albo co gorsza jako coś negatywnego o nas… To wszystko dotyczy wszystkich trudniejszych okresów, ale w przypadku depresji mam poczucie szczególnie mocny jest temat z jednej strony ogromnej potrzeby zmiany obecnego życia, a z drugiej totalnego poczucia beznadziei, przekonania, że nic się nie da, nie można etc. Tak jakbyśmy próbowali się za wszelką cenę utrzymać status quo… tyle, że tą ceną jest nasze zdrowie i życie… nie wiem czy cokolwiek jest warte tej ceny… <3

🖤 Różnimy się. To chyba najważniejsze co można zrozumieć dzięki astrologii. Świat nam serwuje różne recepty, schematy tego jak powinno wyglądać zdrowe i szczęśliwe życie, ale recepta jednego człowieka nie musi mieć nic wspólnego z tym czego potrzebuje drugi. Mamy bardzo różne potrzeby, owszem gdzieś jest ten poziom, na którym te potrzeby są wspólne: pożywienie, bezpieczne schronienie, wspierające relacje… ale gdy wchodzimy w szczegóły to okazuje się, że dla każdego z nas to trochę inaczej wygląda, co innego nam daje poczucie komfortu, co innego potrzebujemy by czuć się dobrze, co innego sprawia, że czujemy się spełnieni, co innego daje nam poczucie bycia kochanym, co innego wytrąca nas z równowagi, gdzie indziej mamy trudności, blokady i rany itd. Czasem nasze potrzeby idą całkiem pod prąd popularnym wzorcom, np. niektórzy z nas (zwłaszcza ci z silną obsadą Skorpiona) by czuć się spełnieni potrzebują trochę „dramatu”, a mówiąc mniej oceniająco: potrzebują od czasu do czasu zerwać z siebie starą skórę, przejść przez proces umierania i odradzania, porzucić starą tożsamość, co wygląda jak coś dalekiego od stanu wymarzonego i często tez wiąże się z trudnymi emocjami, ale na jakimś poziomie spełnia - i to też jest ważna potrzeba! To tylko jeden z wielu przykładów, nasze potrzeby często bywają mało „poprawne” społecznie i tak długo jak nie przyjmujemy ich do wiadomości lub blokujemy ich realizację starając się wcisnąć w niepasujące do nas wzorce społeczne, tak długo cierpimy. I to wielokrotnie: z powodu niezaspokojonych bardzo ważnych potrzeb, z powodu odrzucania siebie za posiadanie takich potrzeb, z powodu realizowania tych potrzeb w sposób destrukcyjny (np. gdy potrzebę odpoczynku czy odcięcia od ludzi realizujemy poprzez chorobę), z powodu odrzucania siebie za te destrukcyjne ruchy i tak dalej…

Bardzo ważne na koniec. Jeśli doświadczasz depresji NIE idź do astrologa. Idź do lekarza lub psychoterapeuty. Idź do kogoś kto ma kompetencje do pracy z depresją. Unikaj tych co mają na wszystko proste rozwiązania. Idź tam gdzie będziesz mógł/mogła powiedzieć wszystko, pokazać wszystko, a dzięki temu również zobaczyć i emocjonalnie przeżyć wszystko co potrzebujesz zobaczyć i przeżyć.

Astrologia może być dodatkiem, nową perspektywą, nie zastąpi jednak terapii. Jeśli pociąga cię ten temat, to w moim odczuciu najlepszą drogą jest poznawanie astrologii na własną rękę, bo każdy astrolog – także ja – widzi poprzez siebie, poprzez to czego sam doświadczył. A dla mnie w depresji ważne jest poszukiwanie siebie poza cudzymi projekcjami, oczekiwaniami, pomysłami społeczeństwa na nas. Powodzenia na tej drodze! <3


Teksty, w których poruszałam temat depresji, już nie astrologiczne. Często z osobistej perspektywy, bo też tam byłam <3

🖤 krótki, ale mocny wiersz o przechodzeniu przez czas ciemności - tutaj

🖤 stary lecz ważny dla mnie i osobisty tekst o tym czym jest dla mnie depresja - tutaj

🖤 o tym jak baśń o Kopciuszku może być przewodnikiem dla tych co idą przez ciemność - tutaj

poniedziałek, 17 lutego 2020

Nów w Rybach - 23 lutego 2020



Ostatni zimowy nów w Rybach bywa męczący i senny, ale też szczególnie magiczny i wizyjny. Często oznacza też zanurzenie w emocjach, w dziwnych stanach i odczuciach, przebłyskach intuicji… a to wszystko prowadzi nas w głąb siebie, tam gdzie możemy usłyszeć głos duszy. W tym roku to wszystko będzie wzmacniane przez retrogradację Merkurego również w Rybach. To połączenie to zdecydowanie czas na odpuszczenie sobie pogoni za celami jakimi kusi nas świat, zmagań jakie odciągają naszą uwagę od siebie i na zanurzenie się w sobie, w świecie naszych odczuć, wizji, marzeń i szczególnie – snów. To czas kiedy odsuwamy zasłonę iluzji, odkrywając to co się kryje pod kuszącą zmiennością świata. Śnienie, które tworzy to co widzimy jako rzeczywiste, mity i baśni, które opowiadają nasze życie i opisują nasz świat, oraz nowe sny, które się właśnie teraz rodzą w nas i poprzez nas – dla świata. To piękny czas kiedy zanurzając się w sobie, pozwalając sobie na podążanie za tym co niezrozumiałe co poza słowami i poza logiką powoli snujemy nową opowieść, odkrywamy co chce się poprzez nas wyśnić, łączymy wątki w nową historię i być może również wyrażamy ją w twórczy sposób. Dlatego szczególnie w czasie tego nowiu szanujmy wszystkie znaki, pojawiające się symbole, wizje, sny, odczucia w ciele i być może niezrozumiałe emocje, bo są one częścią tej opowieści.

Nów w Rybach jest to najbardziej magiczny ze wszystkich nowiów, choć niekoniecznie łatwy do nawigacji ;) . Jak co miesiąc, w czasie gdy zbliża się nów, jesteśmy senni i wycofujemy się ze świata, tym razem jednak ten trend może się znacząco nasilić i objawić się głęboką apatią lub też śnieniem na jawie. Co jednak ważne w tym śnieniu znajdują się odpowiedzi na wszystkie nasze pytania i skarby jakich nie odkryjemy przy jasnym świetle dnia. Tak jak w „zwykłym” śnie to co się wydarza może się wydawać nielogiczne i dziwaczne, niemniej gdy przyjrzymy się temu odkryjemy ukryte znaczenia i sensy. Jeżeli pozwolimy sobie na podążanie niczym Alicja za iluzorycznym królikiem, to doprowadzi on nas na drugą stronę – czyli do głębokich pokładów podświadomości lub też do jasnych krain nadświadomości :)

Co to oznacza w praktyce? To, że czas tego nowiu jest idealny na wszelkiego typu praktyki duchowe, w szczególności te gdzie puszczasz kontrolę nad tym co się dzieje. Dobry czas na medytacje, wizualizacje, puszczenie wodzy fantazji i uwolnienie twórczych potencjałów. Jest to czas kiedy zagłębiając się w siebie możemy złapać złotą rybkę i wypowiedzieć życzenie :) Artyści mogą doświadczyć napływu weny, a wszyscy śmiertelnicy inspiracji dotyczącej dalszej drogi życia. Wystarczy poprosić w tę noc o prowadzenie, o wgląd dotyczący naszego powołania czy tego co jest aktualne dla nas ważne. To co istotne to otworzenie się na każdą możliwą odpowiedź i powstrzymanie się przed próbą zapanowania nad tym gdzie niosą nas fale tego nowiu. Jeżeli porwie nas senność, pozwólmy na to – widać sen jest tym czego najbardziej teraz potrzebujemy. Jeżeli coś nas przyciągnie, nie opierajmy się. Zapisujmy sny, wizje, przemyślenie i pomysły po to by móc je wcielić w życie podczas nadchodzącego cyklu księżycowego. To również idealny czas na pogłębianie samoświadomości. Ważne jest to by uwolnić się od natrętnych myśli o tym co niedoskonałe, o błędach i o chaotyczności innych i w ten sposób zgodzić się również na własną niedoskonałość i błędy. Dopiero z tego miejsca, z miejsca zgody na wszystko co się pojawia, możemy odkryć jak pozorny chaos i niedoskonałość układają się w wyższy porządek i prowadzą nas ku naszemu najwyższemu dobru.

To również czas kiedy mogą nas porwać wielkie i często niezrozumiałe emocje. Pozwól sobie na nie i nie staraj się znaleźć uzasadnień. Nie każdy smutek jest depresją, nie każdy niezrozumiały stan jest przejawem szaleństwa. Często nasze próby nazwania tego co się z nami dzieje i wytłumaczenia sobie dlaczego tak się czujemy tworzą cierpienie, którego nie było. Po prostu pozwól sobie uwolnić to co czujesz bez nazywania i bez przywiązywania się do tego – to co czujesz teraz przeminie. W ten sposób robisz miejsce na nowe doznania. Uwalniając ból, otwierasz się na przyjemność, uwalniając złość i żal otwierasz się na miłość. Tak jak w przypadku każdego nowiu najważniejsze jest pożegnanie starego, po to by w oczyszczonej glebie zasiać nowe ziarno. I czekając na wiosnę podlewać je miłością lub jak Kopciuszek uwalniającymi łzami – tym co akurat bardziej mamy pod ręką ;) A wtedy nasze magiczne drzewko rośnie, a i cuda mogą się zdarzyć :) 


Powiązane teksty: 

  • o retrogradacji Merkurego w Rybach - tutaj
  • pierwszy odcinek serii o Kopciuszku, baśni która uczy jak przechodzić przez żałobę i głęboki smutek z otwartym sercem - tutaj, a ostatni, do którego nawiązuję wyżej pisząc o podlewaniu magicznego drzewka - tutaj
  • o smutku i czym on różni się od żalu - tutaj
  • o Śnieniu poetycko i z czucia - tutaj


Jak co pełnię i co nów zapraszam Was serdecznie do udziału w grupowej medytacji na odległość dokładnie w momencie kulminacji nowiu, czyli o 16:32 w niedzielę. Więcej o Medytacjach Księżycowych dowiesz się tutaj

Chcesz dostawać informację o tym co aktualnie na niebie? Zapisz się do darmowego cotygodniowego newslettera!

Zapisy na tej stronie

Retrogradacja Merkurego w Rybach i Wodniku: 17 luty - 10 marca 2020


Witaj po drugiej stronie lustra! ;)

Czas gdy Słońce jest w znaku Ryb (zacznie się w środę) to okres zazwyczaj mało lubianego przedwiośnia. Pogoda jest nieprzewidywalna, już niby jaśniej, ale wciąż jeszcze czekamy na wiosnę… czas zawieszenia, poszukiwań wewnętrznych, trawienia emocji i odpływania w inne światy… a do tego w tym roku dołącza retrogradacja Merkurego w tym znaku! :) Po drodze tej nieprzewidywalnej podróży Odyseusza czekają na nas wiry i Syreny nowiu w Rybach (w niedzielę), a na koniec Merkury wróci na niecały tydzień do znaku Wodnika, gdzie będziemy mogli poukładać sobie intelektualnie te wszystkie baśniowe przygody – a więc w drogę! :)



Retrogradacja Merkurego w Rybach, to trochę jak dwie retrogradacje ;) Ten znak ma dużo podobieństw do działania retrogradacji, planety przechodząc przez Ryby zazwyczaj działają trochę jak zagubione we mgle, dużo jest zawieszenia, pogubienia, pomyłek, ale też cudowności, kiedy dajemy się poprowadzić prowadzeniu. Retrogradacja Merkurego w tym znaku wzmacnia to wszystko, możemy się więc spodziewać tego co najmniej spodziewane ;) Odczuwanie tego czasu będzie mocno zależeć od tego jak bardzo jesteśmy przywiązani do intelektualnej kontroli rzeczywistości, do realizowania tego co zaplanowane i do tego by wszystko szło jak tego chcemy. Jeśli bardzo, to możemy doświadczać wielu sytuacji podnoszących ciśnienie… Będzie to dla nas czas na ćwiczenie postawy duchowego mistrza ;) wewnętrznego spokoju, pozycji obserwatora, oraz zaufania do tego, że wszystko zadziewa się po coś, a świat nas prowadzi do najważniejszego z celów naszej duszy, nawet jeśli krętymi ścieżkami i kompletnie pod prąd naszych chciejstw ;) Będzie to czas wypełniony po brzegi znakami, zbiegami okoliczności, informacjami od wszechświata w najdziwaczniejszej formie, mistycznymi wglądami i wizjami, oraz nierzadko pewnie – odlotami :) Idealnie byłoby gdybyśmy mogli poświęcić te trzy tygodnie na duchowość, sztukę, czy odpoczynek i restart systemu. Jest to czas w którym możemy się czuć jak w głębokim śnie i z jednej strony mało „panować” nad naszymi mocami intelektualnymi i uwagą, ale z drugiej doświadczać niezwykłego śnienia – we śnie i na jawie, oraz niezwykle potrzebnego nam oczyszczenia umysłu, tak jak to się dzieje w czasie snu. Jeśli jednak nie możemy sobie pozwolić na odpoczynek i stoją przed nami kolejne wyzwania, warto przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość i spokój. Sprawy będą płynąć swoim rytmem, nasza uwaga będzie lawirować, mogą pojawiać się typowe dla retrogradacji pomyłki, nieporozumienia czy inne zamieszania i tylko spokój i zaufanie, że wszystko ostatecznie się ułoży nas uratują ;) To trochę tak jak wyjazd do dalekiego kraju, gdzie tubylcy mają w głębokim poważaniu zachodnie zasady typu punktualność i traktują nasze „bardzo ważne sprawy” na lekko i bez większej pieczołowitości, z czego wynika cała masa nieporozumień. W takiej sytuacji możemy się skupić na jedynej rzeczy, nad którą mamy kontrolę – czyli na naszych reakcjach na tą inną rzeczywistość. Jedni skupią się na ciśnięciu i nakręcaniu stresu, prawdopodobnie bez większych efektów, inni rozluźnią się i wezmą od tubylców parę ważnych lekcji o życiu :) Nadchodzący czas będzie dla nas ogromną okazją do duchowego wzrostu i rozwoju umiejętności puszczania kontroli i ufania życiu, nastawmy się więc na to tak jak na podróż do innego świata i bądźmy uważni na to co się wokół nas dzieje, a zbierzemy w tej podróży moc skarbów :)


Ten czas będzie jak wskoczenie do nory królika przez Alicję w Krainie Czarów :) W tej baśni znajdziemy wielu przewodników na ten czas, a także inspirację jak w tej dziwacznej krainie dobrze się bawić ;) To co ważne to to, że ta królicza nora prowadzi nas często będzie do krain naszej przeszłości zaklętych w naszej podświadomości. Opowieści z tych krain nie muszą być jasne, czytelne czy chociażby logiczne, będzie w nich jednak coś bardzo wyzwalającego i wzbogacającego. Podróżując przez emocje, wspomnienia, wizje możemy odkryć coś co dotąd było zapomniane czy odrzucone, możemy odkryć kawałek siebie, który dotąd wypieraliśmy. To czas na to by te historie wyśnić do końca, przeżyć uwięzione emocje, wziąć z tego co się dzieje inspirację do twórczości i doświadczenia, które poprowadzą nas w nowe życie.

Ważnym wątkiem na ten czas będą też dla części z nas opowieści o „kobiecych” ranach, o zranieniach w relacji między kobietami i mężczyznami, o przywracaniu szacunku do naszych korzeni i do tego co w nas prawdziwe i żywe. Te wątki będą się pojawiać w polu za sprawą długo trwającej koniunkcji Lilith i Chirona – uzdrowiciela naszych zranień. Będę pewnie o tym wątku jeszcze pisać, tutaj tylko zaznaczam by być otwartym na to co przez nas, naszą twórczość, nasze emocje, oraz nasze sny będzie w tym czasie płynęło, bo może jesteśmy częścią uzdrowienia na poziomie kolektywnym i warto się tym dzielić dla wspólnego dobra? :)

4 marca Merkury wróci do znaku Wodnika i główny akcent przesunie się z czucia i intuicji na intelekt i nowe wizje rzeczywistości. Być może czas „rybi” przygotuje nas na to by na tym ostatnim etapie retrogradacji wprowadzić ważne zmiany w tym co uważamy za naszą życiową misję, tym co chcemy robić dla świata, we wspólnocie, w niezgodzie na stare czy w zafascynowaniu nowymi perspektywami… będziemy mogli do tego wrócić już po uzdrowieniu emocji i zranień, które powodowały, że nasze intencje nie były tak szczere i niewinne jak myśleliśmy. Kiedy pozwoliliśmy sobie czuć, nasze widzenie świata i naszej w nim roli mogło się trochę zmienić, a ten ostatni tydzień jest po to by przemyśleć sobie trochę te sprawy na nowo i wprowadzić poprawki tam gdzie to potrzebne zanim ruszymy w nowy rejs :) 


Uwaga! Oto klasyczne rady dotyczące Merkurego w retrogradacji, które szczególnie warto wdrażać w tym rybim czasie: nie podejmować ważniejszych decyzji, nie podpisywać umów, nie robić poważniejszych zakupów, zrobić natomiast kopie zapasowe na komputerze i zabezpieczyć się przed ewentualnymi awariami, wychodzić z wyprzedzeniem na ważne spotkania i sprawdzać przedtem czy aby wszystko mamy ze sobą ;) Jeżeli już coś musimy podpisać, to najpierw trzy razy przeczytajmy i nic nie zostawiajmy w niedopowiedzeniu, czy "na gębę". W tym czasie generalnie lepiej może nam służyć komunikowanie swoich myśli za pośrednictwem pisma, co pozwoli uniknąć nieporozumień, a także może sprzyjać wszelkiej maści pisarzom :). Posiadacze Osobistego Astrokalendarza na ten rok mogą sprawdzić jakie sfery życia (domy) aktywizuje retrogradujący Merkury, czyli gdzie będą odkrywać się ukryte wątki i obszary do zintegrowania, gdzie potrzebne będą poprawki i szczególna uważność.



Pięknego czasu duchowych wglądów Wam życzę! :)

poniedziałek, 3 lutego 2020

Pełnia w Lwie - 9 lutego 2020



Po ostatnim gęstym i przyciężkawym czasie pełnia w Lwie wnosi inną, dużo bardziej radosną i kreatywną energię. Przesunięcia płyt tektonicznych w globalnych strukturach cały czas gdzieś tam w nas i w świecie wciąż się dzieją, ale tymczasem możemy zająć się lżejszymi tematami ;) A głównym tematem pełni w Lwie jest miłość, kreatywność, wyrażanie siebie w świecie, a także umiejętność spontanicznej zabawy i cieszenia się życiem. Jednocześnie Wenus na początku znaku Barana w połączeniu z Lilith i nieco później z Chironem może wprowadzić sporo ognia, ale też zamieszania w nasze relacje. Sprowadzę ten układ do takiej porady: uważaj na to czego sobie życzysz i co pragniesz przyciągnąć! ;) Może zadziałać nadspodziewanie skutecznie, ale potem okaże się nasze życzenia mają nieprzewidziane konsekwencje zwłaszcza jeśli nasze intencje nie były czyste. Mogą też poodsłaniać się różne formy kobiecej lub też relacyjnej rany, oraz szanse by ją uzdrowić jeśli z uczciwością przyjrzymy się temu co sami robimy w relacjach. Te „cięższe” wątki jednak nie będą dotyczyć wszystkich, a tylko tych co mają tutaj coś do zobaczenia, wróćmy więc do głównego tematu tej pełni – wyrażania siebie i wyrażania miłości (do innych, do siebie i poprzez siebie :) )

Pełnia w ognistym Lwie to czas spontanicznego działania, zabawy, szaleństw i odważnej samoekspresji. Rodzi się w nas potrzeba ryku i tylko od nas zależy na ile świadomie ją wyrazimy. Ryk Lwa oznacza potrzebę zamanifestowania swojej obecności, wywarcia odpowiedniego wrażenia i ukazania innym swej mocy. Kiedy jednak „ryczymy” bez wiary w siebie i bez kontaktu z samym sobą – ten manifest nikogo nie przekona. Prawdziwy ryk Lwa, to to co płynie prosto z serca, bez dbania o to co pomyślą inni. Czas pełni w Lwie jest więc czasem odkrywania tego co w nas najprawdziwsze i wyrażania tego. Znak Lwa włada sercem i to tutaj kryje się źródło naszej mocy. Nie przypadkowo powstały powiedzenia typu „on wydaje się oschły, jednak w głębi serca jest bardzo uczuciowy”. W tym czasie najważniejsze jest właśnie wydobycie tego co mamy w głębi serca!

Pełnia w Lwie uczy nas miłości do samego siebie, która jest kluczem do przeżywania miłości z drugim człowiekiem, a także do własnej kreatywności, radości życia i spontaniczności. Tym co odcina nas od czucia miłości są osądy. Osądzając innych trudno jednocześnie kochać samych siebie, trudno też jednocześnie czuć miłość do kogoś – przestawienie się z oceniania na kochanie to pewien wysiłek, a im więcej energii tracimy na porównywanie siebie czy innych tym ten powrót do trybu bezwarunkowej miłości jest trudniejszy. W każdej chwili jednak można zacząć – a najlepiej zacząć od siebie, bo gdy obejmujemy siebie miłością coraz łatwiej nam podobnie przyjmować innych. Rozbudzanie miłości do samego siebie to długotrwały proces, tym trudniejszy im bardziej zabrakło nam miłości w dzieciństwie… ale w każdej chwili możemy zacząć! Najważniejsze to odkryć, że to tylko od nas zależy czy decydujemy się na krytykowanie siebie czy na docenianie. Często to w jaki sposób mówimy o sobie do innych i we własnych myślach jest gorsze od najzłośliwszej krytyki z zewnątrz. Przyjrzyj się temu jak mówisz i myślisz o sobie. Jak czuje się ktoś kto słyszy takie słowa? Poszukaj tych najgorszych słów, które sam/a sobie serwowałeś/aś przez lata i poczuj jak zgromadziły się one w Twoim ciele. A teraz poszukaj słów innych, dobrych, wspierających i doceniających. I mów je do siebie – łagodnie, jak do dziecka, które kochasz. Mów je tak by czuć, że Twoje ciało je przyjmuje, powoli, bez pośpiechu i bez przesady…. Nawet jeżeli początkowo jest Ci trudno to przyjąć zobacz jak powoli staje się to coraz łatwiejsze. Nie śpiesz się i nie popędzaj siebie, to nie może być kolejne zadanie jakie dajesz swojemu wewnętrznemu dziecku, ono musi Ci zaufać i uwierzyć a po tylu złych słowach to nie przychodzi szybko. Tylko nie przestawaj! Mów do siebie dobrze jadąc autobusem, czekając w kolejce, stojąc przed lustrem. Ilekroć zaczynasz powtarzać stare złe przekonania o sobie zatrzymuj to. Przeproś siebie za to wszystko co sobie dotąd mówiłeś/aś i nie pozwalaj by to się powtarzało. Mów sobie, że kochasz siebie nawet gdyby Cię to początkowo żenowało. Bądź wyrozumiały/a dla siebie. Dawaj sobie to co pragniesz dostać od innych: docenienie, uwagę, zaopiekowanie, czułość i miłość. A wtedy Twoja miłość do samego siebie odrodzi się i rozkwitnie.

Pełnia w Lwie jest czasem celebracji miłości! Jest czasem kiedy możemy rozpuścić wszystko to co nas od niej oddziela i zaufać. Z miejsca miłości wykwita cała nasza kreatywność, spontaniczność, pragnienie zabawy i dzielenia się radością. Teraz możemy wyrazić siebie w pełni, bez krytyki i ograniczeń: tańczmy więc, śpiewajmy, malujmy, piszmy…. Róbmy to co zawsze chcieliśmy zrobić, choć brakowało nam odwagi! To idealny czas na rytuały miłosne, na świętowanie i dawanie sobie tego co wyjątkowe. Jeżeli szukasz partnera możesz teraz zaprosić go do swojego życia. Jeżeli już jest z Tobą – możecie celebrować Waszą miłość. Już niedługo Walentynki, a ta pełnia z jednej strony może w nas rozbudzić mocną potrzebę świętowania ich z wybrańcem serca, a z drugiej dać odwagę do śmiałych ruchów i wyznań miłości :)


*

Nie wiadomo jakie tematy tzw. Cienia ta pełnia przed nami odsłoni, być może będzie to coś związanego ze wspomnianą wyżej koniunkcją Wenus, Lilith i Chirona, a więc ranami związanymi z relacjami i kobiecością, może coś o lęku przed odrzuceniem, może o osądzaniu, które zamyka nas na miłość... a może coś jeszcze zupełnie innego będzie potrzebowało uwagi? :) Z wątków, które się objawią w tym czasie wybierzemy (z Waszą pomocą - będzie ankieta na wydarzeniu i pytanie w liście mailingowej) ten, któremu poświęcimy kolejne Spotkanie z Cieniem blisko tydzień po pełni, 15-ego lutego w Warszawie - wszystkie informacje znajdziesz tutaj. Zapraszamy! :)

Chcesz dostawać informację o wszystkich astro-wydarzeniach? Zapisz się do darmowego cotygodniowego newslettera!

Zapisy na tej stronie