Jakiś czas temu w artykule o możliwości apostazji
przeczytałam taki ustęp:
„Kanonista P. Steczkowski z Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie opublikował w wydawnictwie Annales Canonici (2/2006) artykuł o wystąpieniu z Kościoła aktem formalnym. Stwierdza on, iż sformułowanie "wystąpienie z Kościoła katolickiego aktem formalnym" nie może oznaczać nic innego jak tylko specyficzną formę zerwania przez wiernego pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim. Nie jest bowiem możliwe wyłączenie z Kościoła w sensie obiektywnym, ze względu na nieodwracalne ontologiczne skutki sakramentu chrztu. Ksiądz Steczkowski pisze też, że nawet po wystąpieniu z Kościoła aktem formalnym osoba taka nadal podlega prawu kanonicznemu, gdyż jest związana z Kościołem w sposób niepełny. Stanowisko to zostało potwierdzone wielokrotnie przez innych oficjeli Kościoła.”
To zdanie uderzyło mnie swoją prawdziwością. Bo przecież akt
chrztu jest zdecydowanie czymś więcej niż tylko pokropieniem dziecku głowy
wodą, odebraniem przysięgi od jego rodziców i wpisaniem młodej duszyczki w
poczet członków kościoła. To bardzo silny, wsparty wielowiekową tradycją,
rytuał! I nawet jeżeli na poziomie intelektu, czy nawet na poziomie czucia
jesteś od kościoła daleko, to ten rytuał – pierwsze wielkie święto w Twoim
życiu – wciąż jest w mocy.
![]() |
| by Jay Bray Cabaña |
Rytuały mają moc dalece wykraczającą poza sens pojedynczych
gestów, czy słów. Ich zadaniem jest tworzyć rzeczywistość, a nie ją opisywać.
Słowo funkcjonuje w nich jako ekwiwalent boskiej mocy stwórczej – to za pomocą
słowa ustanawia się nową tożsamość inicjowanego i jego miejsce w społeczności
lub też na poziomie rytuałów bardziej indywidualnych słowo jest wyrazem
podjętej decyzji, intencji, która ma moc sprawczą, a nie tylko życzeniową. To
samo dotyczy rytualnych gestów. Odtwarzają one często najważniejsze wydarzenia
w życiu każdego z nas: proces narodzin i proces umierania. W gruncie rzeczy
każdy rytuał przejścia sprowadza się do śmierci i ponownych narodzin. I to się
właśnie zadziewa: część z nas umiera, odchodzi by zrobić miejsce na nową
tożsamość. Rytuał przejścia jest jak zrzucanie skóry przez węża – to wciąż ten
sam wąż, ale odnowiony i uwolniony z ograniczających dotąd struktur. Wąż jako
symbol transformacji stał się w chrześcijaństwie symbolem grzechu. Może
dlatego, że jego przemiana wypływa z wewnątrz i dzieje





