piątek, 28 lutego 2020
Konsumpcjonizm w naszych głowach
Plastikowe siatki, podobnie jak słomki stały się pewnym eko-fetyszem. Czymś względnie prostym do redukcji, a jednocześnie bardzo widocznym, za co możemy łoić naszych nie tak bardzo "eko" znajomych (a częściej nie-znajomych na fb czy insta ;) ). Jasne śmieci jest za dużo i ograniczanie zużycia plastiku jest bardzo ważne, ale nie wystarczające. Pomijając ogrom rzeczy, które trzeba zrobić na poziomie rządowym (czytaj: wybory!) oraz globalnym, do nas należy zmiana dużo poważniejsza niż tylko ograniczenie foliówek, czy nawet zmiana diety (skądinąd bardzo potrzebna). Chodzi o zmianę świadomości i o odrzucenie myślenia konsumpcyjnego. Dla tych co lubią życie w świecie spisków i „Onych”: tak mówię o tym co złe korporacje pracowicie nam wbijają do głowy by zwiększyć własne zyski. Dla tych, którzy wolą dostrzegać własną odpowiedzialność za swoje zachowanie i nie potrzebują żadnych złowieszczych „Onych”, na których można zwalić winę: czas przestać być rozkapryszonym dzieciakiem w supermarkecie świata, który ciągle tylko wymyśla czego jeszcze chce i nie liczy się z kosztami.
Tak właśnie działamy. Przeglądając fejsa wpadamy na reklamę jakiegoś ciucha, który nam się podoba – ja chcę! Reklama fajnego samochodu – ja chcę! Wyjazd w ciekawe miejsce – ja chcę! Promocja na jakieś zabawne gadżety – ja chcę! Wydaje nam się, że jesteśmy dorośli, bo sami płacimy swoje rachunki, więc jeżeli nas stać na te kolejne ciuchy, kosmetyki, zabaweczki, rozrywki to ok. Jak nie to polujemy na promocje i łapiemy się na przyjemność „polowania” kupując to co tanie choć nawet nie budzi w nas samo w sobie większego „ja chcę!”. W każdym razie kupujemy coś nieustająco, rzeczy drobne, rzeczy przecenione, rzeczy luksusowe, rzeczy częściowo potrzebne i rzeczy całkiem niepotrzebne. Korporacje oczywiście korzystają z naszej niedojrzałości podsuwając nam niezliczone ilości „okazji” i sprawnie wywołując w nas kolejne „ja chcę!”. Istotą jest jednak to, że tak naprawdę nie potrzebujemy zdecydowanej większości tych rzeczy. I tak zazwyczaj chodzimy w paru ciuchach na krzyż, używamy tylko tych paru kosmetyków, które lubimy, jesteśmy w stanie zjeść tylko określoną ilość pożywienia (a jak nie – to mamy problem) etc. Reszta się zwyczajnie marnuje, w towarzystwie tych wszystkich kompletnie zbędnych i zazwyczaj chińskich gadżetów, które kupiliśmy pod wpływem chwili i tylko nam miejsce zabierają, aż do chwili gdy wylądują na rosnących wysypiskach.
Moim zdaniem najważniejszym krokiem dla nas, tzw. konsumentów jest wyjście z myślenia, że skoro pojawia się coś czego chcę i stać mnie na to, to kupuję. Takie dziecinne myślenie doprowadziło nas do miejsca, gdzie nie tylko toniemy jako ludzkość w śmieciach, ale też marnujemy ogromne ilości zasobów na produkcję i transport rzeczy, typu zabawna figurka czy gadżeciarski kubek, sukieneczka, którą założę raz, coraz to nowy model telewizora lub samochodu podczas gdy poprzedni wciąż jest na chodzie, czy też tony przecenionego żarcia, którego nie damy rady zjeść. Musimy w końcu dorosnąć, zobaczyć, że koszty są nie tylko po naszej stronie i zacząć zadawać sobie pytanie o to czy faktycznie potrzebujemy każdej kolejnej rzeczy. A także nauczyć się jak cieszyć się życiem bez „nagradzania się” kolejnymi zakupami, przyjemnostkami za pieniądze. Odrzucić slogany, że kupuję bo „jestem tego warta”, bo „stać mnie”, bo „zasłużyłam sobie”, czy bo „muszę się jakoś pocieszyć”. Dawno już stwierdzono, że zakupy jako gratyfikacja czy pociecha działają wręcz absurdalnie krótko, jeśli w ogóle, na nasze poczucie szczęścia (szybki zastrzyk dopaminy, który się kończy, gdy już mamy rzecz w kieszeni). Zazwyczaj jest to po prostu kolejne uzależnienie, takie które zazwyczaj nie grozi nam degradacją społeczną, o ile kupujemy rzeczy w miarę w granicach naszych możliwości, nie zadłużając się przesadnie. Ale jednocześnie grozi degradacją całej planety jak żadne inne nasze ludzkie uzależnienie. Dlatego nie wystarczy, że będziemy kontynuować nasze zakupowe haule i drobne „przyjemnostki” pamiętając by kupować w miarę możliwości rzeczy z napisem „eko” oraz pakować je do wielorazowych siatek. Potrzebujemy przestać kupować to wszystko czego nie potrzebujemy. Potrzebujemy wypracować sobie obojętność na otaczające nas pokusy i zobaczyć czego naprawdę potrzebujemy do szczęścia a co jest tylko ersatzem. Potrzebujemy nauczyć się cieszyć się życiem bez kupowania czegokolwiek. Codziennością, obecnością bliskich, pięknem przyrody (póki jest!), pięknem muzyki itp.. Potrzebujemy dorosnąć, wyjść z roli dzieciaka w supermarkecie pełnym rzeczy do kupienia i znaleźć inny styl życia, w którym ważniejsze jest cieszenie się tym co mamy niż pomnażanie posiadania, czy kupowanie nowych wrażeń. A może wystarczy po prostu odkryć go na nowo?
czwartek, 27 lutego 2020
Dla tych co w depresji...
Co mogę powiedzieć jako astrolożka osobom w depresji?
Bardzo bym chciała móc dać jakieś proste recepty, remedia, wytłumaczenia… wiem jednak, że to tak nie działa, że każdy ma swoją drogę…
Spróbuję jednak pokazać co perspektywa astrologiczna może dać, co może być oparciem, pomocą w tej drodze.
🖤 Planety wciąż krążą po swoich orbitach w swoim rytmie, nic osobistego po prostu tak mają ;) Co jakiś czas któraś z nich przechodzi przez jakiś wrażliwy punkt w Twoim horoskopie urodzeniowym, uaktywnia go czasem poprzez „przyjazne klepnięcie”, czasem poprzez ostrego kopniaka, nazywanego czule wyzwaniem… To co z tego wynika, to to, że takie okresy przychodzą i odchodzą, taka jest ich natura. Dlatego nie służy nam oczekiwanie, że jakiś temat już nam nie powinien wrócić, czy fałszywe przekonanie że jeśli „znów” przez coś przechodzimy, to coś jest z nami nie tak. Podobnie fałszywe jest przekonanie, że skoro teraz czuję się tak jak się czuję, to tak już będzie zawsze… planety krążą, jedne szybciej, drugie wolniej, czasem nawet wchodzą w retrogradację i wtedy przechodzimy jakiś etap głębiej i parokrotnie, ale zawsze w końcu to wyzwanie się dopełnia, idą dalej, a my wraz z nimi.
🖤 Wiem, że dla osoby w depresji ten typ myślenia bywa wkurzający, ale no trudno napiszę to, bo jako astrolożka widzę to bardzo wyraźnie… w tym wszystkim zawsze chodzi o coś! Te „kopniaki” ze strony przelatujących w pobliżu naszych wrażliwych obszarów planet nigdy nie są tak z czystej złośliwości… to zawsze jest wezwanie do takiej czy innej zmiany w życiu i w nas. W głowie możemy mieć wniesione gigantyczne barykady przeciw tym zmianom, „nie da się”, „nie mogę”, „nie nadaję się do tego”, „taka jestem i taki mój beznadziejny los”… przekonania o tym, że coś już takie musi być: nielubiana praca, toksyczny związek, obciążające relacje z rodziną, męczący znajomi, dostosowywanie się do potrzeb innych, nie zaspokojone własne potrzeby, udawanie kogoś kim nie jesteśmy… cokolwiek… a planety tym mocniej „kopią” im bardziej przeciwko tym zmianom walczymy, rozwalają nasze barykady, ale często odbieramy to jako coś wymierzonego w nas, albo co gorsza jako coś negatywnego o nas… To wszystko dotyczy wszystkich trudniejszych okresów, ale w przypadku depresji mam poczucie szczególnie mocny jest temat z jednej strony ogromnej potrzeby zmiany obecnego życia, a z drugiej totalnego poczucia beznadziei, przekonania, że nic się nie da, nie można etc. Tak jakbyśmy próbowali się za wszelką cenę utrzymać status quo… tyle, że tą ceną jest nasze zdrowie i życie… nie wiem czy cokolwiek jest warte tej ceny… <3
🖤 Różnimy się. To chyba najważniejsze co można zrozumieć dzięki astrologii. Świat nam serwuje różne recepty, schematy tego jak powinno wyglądać zdrowe i szczęśliwe życie, ale recepta jednego człowieka nie musi mieć nic wspólnego z tym czego potrzebuje drugi. Mamy bardzo różne potrzeby, owszem gdzieś jest ten poziom, na którym te potrzeby są wspólne: pożywienie, bezpieczne schronienie, wspierające relacje… ale gdy wchodzimy w szczegóły to okazuje się, że dla każdego z nas to trochę inaczej wygląda, co innego nam daje poczucie komfortu, co innego potrzebujemy by czuć się dobrze, co innego sprawia, że czujemy się spełnieni, co innego daje nam poczucie bycia kochanym, co innego wytrąca nas z równowagi, gdzie indziej mamy trudności, blokady i rany itd. Czasem nasze potrzeby idą całkiem pod prąd popularnym wzorcom, np. niektórzy z nas (zwłaszcza ci z silną obsadą Skorpiona) by czuć się spełnieni potrzebują trochę „dramatu”, a mówiąc mniej oceniająco: potrzebują od czasu do czasu zerwać z siebie starą skórę, przejść przez proces umierania i odradzania, porzucić starą tożsamość, co wygląda jak coś dalekiego od stanu wymarzonego i często tez wiąże się z trudnymi emocjami, ale na jakimś poziomie spełnia - i to też jest ważna potrzeba! To tylko jeden z wielu przykładów, nasze potrzeby często bywają mało „poprawne” społecznie i tak długo jak nie przyjmujemy ich do wiadomości lub blokujemy ich realizację starając się wcisnąć w niepasujące do nas wzorce społeczne, tak długo cierpimy. I to wielokrotnie: z powodu niezaspokojonych bardzo ważnych potrzeb, z powodu odrzucania siebie za posiadanie takich potrzeb, z powodu realizowania tych potrzeb w sposób destrukcyjny (np. gdy potrzebę odpoczynku czy odcięcia od ludzi realizujemy poprzez chorobę), z powodu odrzucania siebie za te destrukcyjne ruchy i tak dalej…
Bardzo ważne na koniec. Jeśli doświadczasz depresji NIE idź do astrologa. Idź do lekarza lub psychoterapeuty. Idź do kogoś kto ma kompetencje do pracy z depresją. Unikaj tych co mają na wszystko proste rozwiązania. Idź tam gdzie będziesz mógł/mogła powiedzieć wszystko, pokazać wszystko, a dzięki temu również zobaczyć i emocjonalnie przeżyć wszystko co potrzebujesz zobaczyć i przeżyć.
Astrologia może być dodatkiem, nową perspektywą, nie zastąpi jednak terapii. Jeśli pociąga cię ten temat, to w moim odczuciu najlepszą drogą jest poznawanie astrologii na własną rękę, bo każdy astrolog – także ja – widzi poprzez siebie, poprzez to czego sam doświadczył. A dla mnie w depresji ważne jest poszukiwanie siebie poza cudzymi projekcjami, oczekiwaniami, pomysłami społeczeństwa na nas. Powodzenia na tej drodze! <3
Teksty, w których poruszałam temat depresji, już nie astrologiczne. Często z osobistej perspektywy, bo też tam byłam <3
🖤 krótki, ale mocny wiersz o przechodzeniu przez czas ciemności - tutaj
🖤 stary lecz ważny dla mnie i osobisty tekst o tym czym jest dla mnie depresja - tutaj
🖤 o tym jak baśń o Kopciuszku może być przewodnikiem dla tych co idą przez ciemność - tutaj
środa, 8 stycznia 2020
Więcej o koniunkcji Saturn - Pluton 2020
Sporo już pisałam o dziejącej się właśnie teraz koniunkcji Saturn – Pluton, ale w związku z pytaniami postanowiłam to jeszcze doprecyzować. Żeby zrozumieć o co chodzi w tym planetarnym spotkaniu, które było już odczuwalne w 2019, ale właśnie teraz 12 stycznia 2020 dojdzie do kulminacji, a potem będzie nam towarzyszyć przez resztę tego roku (już w towarzystwie Jowisza). By to objaśnić opowiem najpierw trochę o o naszych planetarnych bohaterach.
Saturn reprezentuje porządek świata, strukturę która organizuje poszczególne jego części. W ciele człowieka Saturn reprezentuje nasze kości, a szczególnie kręgosłup, na którym wszystko się opiera. Mniej oczywistym, ale również sensownym jest porównanie Saturna do naszego DNA, które jest kodem organizującym budowę naszego ciała i nie tylko. W świecie saturnowe są prawa fizyki (zwłaszcza tej klasycznej, ale nie tylko), prawa przyczyny i skutku, a także z innej strony – prawo karmy, prawo odpowiedzialności za nasze wybory – czyli mówiąc potocznie „jak sobie pościelisz…" ;) Na poziomie społecznym Saturn reprezentuje prawa organizujące organizmy państwowe, ustroje, zasady organizacji życia publicznego, porządku publicznego i w sumie wszystko to co zazwyczaj niezbyt miło nam się kojarzy albo z jakimiś dyktatorami czy innymi napęczniałymi swoją władzą politykami, albo z nieprzyjemnymi paniami Halinkami w urzędzie, ale jednocześnie co jest niezbędne by nasze ulice były oświetlone, w kranach płynęła woda, a na ulicy dało się bezpiecznie przejść czy przejechać z punktu A do B. Upraszczając chodzi więc o istniejący ład społeczny, z jego wadami i zaletami.
Pluton natomiast ma moc wydobywania na powierzchnię tego co było tłumione i wypierane, odsłaniania naszej niezbyt pięknej strony często w mało przyjemny sposób, ale jednocześnie dający możliwość transformacji, głębokiego oczyszczenia, czy odrodzenia. Spotykając się z Saturnem w jego znaku – Koziorożcu działa więc jak wielki demaskator niedziałających struktur, zasad, odkrywający miejsca gdzie porządek który był dla nas oczywistością stał się destrukcyjny i przemocowy. Wydobywa te sytuacje, gdzie grzeszyliśmy przeciwko prawu przyczyny i skutku, gdzie sobie „nagrabiliśmy” nie licząc się z konsekwencjami, gdzie coś co miało służyć porządkowi zaczęło służyć przemocy.
Kiedy piszę te słowa płonie Australia i dzieje się to na zacieśniającej się koniunkcji Saturn-Pluton. Pluton widowiskowo i bardzo dramatycznie, tak jak to on potrafi, wydobywa nasze zaniedbania, nieliczenie się z konsekwencjami, pazerność przekraczającą miarę. Pokazuje konsekwencje, ale też ukazuje struktury (ekonomiczne, polityczne, ale też światopoglądowe), które już nie działają i które trzeba zmienić. Pluton to głęboka transformacja, a więc gdy dotyka Saturna (i znaku Koziorożca) oznacza konieczność transformacji struktur organizujących rzeczywistość. Tylko najpierw musimy sobie uświadomić jakie są to struktury. Od ekonomicznych i politycznych, poprzez kulturowe, po filozoficzne i mityczne. Wszystko to co uważamy za oczywiste, „naturalne”, czy konieczne to jakieś struktury, które nadają formę naszemu funkcjonowaniu, ale jednocześnie ograniczają nasz widzenie. I spora część w tych „oczywistości” stoi za obecnym kryzysem ekologicznym – co widać coraz jaśniej.
Na poziomie globalnym spotkanie Saturna i Plutona jest jak zebranie na szczytach władzy, gdyż obie te planety mają z systemami władzy dużo wspólnego, a do tego spotykają się z jednym z najbardziej na władzę nastawionym znaku. Z jednej strony może to oznaczać duże przetasowania w gronie „osób trzymających władzę”, z drugiej kierunek na konfrontację, starcie potęg, oraz przemoc. Saturn i Pluton są jak władcy tego świata, którzy zebrali się by debatować o przyszłych jego losach i o tym co będzie ważne w kolejnej politycznej epoce (do 2053). Co ciekawe do tego spotkania dołączyła planetoida Ceres tworząc wraz z tymi planetami bardzo rzadko się objawiającą ścisłą potrójną koniunkcję, a także Słońce i Merkury. Ceres – Demeter reprezentuje Matkę Naturę, mówi o tym jak karmimy siebie i innych (a więc też konsumpcjonizm jako coś co ma zaspokajać wewnętrzny głód), a także w jaki sposób korzystamy z obfitości (a więc też z ziemskich zasobów). To połączenie brzmi jak wielkie sprawdzam w tych tematach. Wygląda to tak jakby nie dało się już dziś prowadzić rozmów na szczycie i rozgrywek politycznych bez uwzględnienia Pani Ceres – i dobrze!
Na poziomie globalnym spotkanie Saturna i Plutona jest jak zebranie na szczytach władzy, gdyż obie te planety mają z systemami władzy dużo wspólnego, a do tego spotykają się z jednym z najbardziej na władzę nastawionym znaku. Z jednej strony może to oznaczać duże przetasowania w gronie „osób trzymających władzę”, z drugiej kierunek na konfrontację, starcie potęg, oraz przemoc. Saturn i Pluton są jak władcy tego świata, którzy zebrali się by debatować o przyszłych jego losach i o tym co będzie ważne w kolejnej politycznej epoce (do 2053). Co ciekawe do tego spotkania dołączyła planetoida Ceres tworząc wraz z tymi planetami bardzo rzadko się objawiającą ścisłą potrójną koniunkcję, a także Słońce i Merkury. Ceres – Demeter reprezentuje Matkę Naturę, mówi o tym jak karmimy siebie i innych (a więc też konsumpcjonizm jako coś co ma zaspokajać wewnętrzny głód), a także w jaki sposób korzystamy z obfitości (a więc też z ziemskich zasobów). To połączenie brzmi jak wielkie sprawdzam w tych tematach. Wygląda to tak jakby nie dało się już dziś prowadzić rozmów na szczycie i rozgrywek politycznych bez uwzględnienia Pani Ceres – i dobrze!
Na poziomie indywidualnym spotkanie Saturna z Plutonem może nam pokazać, gdzie budowaliśmy nasze życie na piasku, gdzie pomijaliśmy wymagania rzeczywistości, wymigiwaliśmy się od odpowiedzialności za swoje życie i wybory. Innym scenariuszem może być natomiast zbyt mocne przywiązanie do czegoś, oprzeć nasze poczucie bezpieczeństwa i stabilności w życiu na jednym filarze, który kiedy zaczyna się chybotać uprzytamnia nam, że to poczucie bezpieczeństwa było iluzją. W obu przypadkach potrzebne jest przebudowanie naszych fundamentów, tego co nam daje oparcie w życiu w taki sposób by mniej zależało już ono od wahnięć w świecie zewnętrznym i by jednocześnie było mocno zakotwiczone w rzeczywistym.
Podsumowując spotkanie Saturna z Plutonem jest jak trzęsienie ziemi – ukazuje, które budynki były zbudowane dobrze, które nędznie, ale też czasem przeformułowuje naszą definicję tego co oznacza budować dobrze, bo np. okazuje się że trzęsienie ziemi nie koniecznie przetrwają drogie, czy supermasywne budowle, ale te które mają elastyczność wpisaną w swoją strukturę.
Elastyczność jest niestety jakością niezwykle deficytową w czasach tejże koniunkcji, wśród globalnych i indywidualnych wyzwań możemy mieć tendencję do usztywniania naszej postawy, zaostrzania stanowiska, zaciętości, a nawet do przemocy. Ten czas odsłania w nas te miejsca gdzie wcale nie jesteśmy mistrzami zen ;) To ok, lecz lepiej gdy jesteśmy tego świadomi – bo właśnie za pomocą świadomości, którą w tej kosmicznej układance reprezentują Słońce i Merkury możemy wyjść poza ograniczające wzorce i struktur myślenia, które stoją u podstaw naszych problemów, oraz jasno zobaczyć jaka zmiana zadziewa się na świecie i w nas i jak ją mądrze wspierać.
Podsumowując spotkanie Saturna z Plutonem jest jak trzęsienie ziemi – ukazuje, które budynki były zbudowane dobrze, które nędznie, ale też czasem przeformułowuje naszą definicję tego co oznacza budować dobrze, bo np. okazuje się że trzęsienie ziemi nie koniecznie przetrwają drogie, czy supermasywne budowle, ale te które mają elastyczność wpisaną w swoją strukturę.
Elastyczność jest niestety jakością niezwykle deficytową w czasach tejże koniunkcji, wśród globalnych i indywidualnych wyzwań możemy mieć tendencję do usztywniania naszej postawy, zaostrzania stanowiska, zaciętości, a nawet do przemocy. Ten czas odsłania w nas te miejsca gdzie wcale nie jesteśmy mistrzami zen ;) To ok, lecz lepiej gdy jesteśmy tego świadomi – bo właśnie za pomocą świadomości, którą w tej kosmicznej układance reprezentują Słońce i Merkury możemy wyjść poza ograniczające wzorce i struktur myślenia, które stoją u podstaw naszych problemów, oraz jasno zobaczyć jaka zmiana zadziewa się na świecie i w nas i jak ją mądrze wspierać.
Możemy więc zapytać się samych siebie: gdzie w moim życiu jest zbyt duża sztywność, kontrola, potrzeba dominacji? Jakie to części mnie pokazuje, jakie potrzeby i emocje? Gdzie i dlaczego boję się puścić? Co potrzebuję zbudować na nowo – a więc też co musi najpierw runąć? Jeśli walczę – to o co? Jeśli przeciw czemu – to przeciw czemu we mnie? Gdzie nie biorę za moje życie odpowiedzialności, gdzie oczekuję, że ktoś zaspokoi moje potrzeby, odgadnie je? Czy czasem ustawiam się w roli ofiary nieprzychylnych okoliczności i innych ludzi rezygnując z mojej sprawczości i siły? Jakie uchybienia moim zobowiązaniom mogą mnie teraz (w tym roku) ugryźć w pupę i jak mogę temu zaradzić? ;) Jak mogę w zdrowy sposób wziąć na siebie moją odpowiedzialność za przemiany w świecie, pozwolić sobie na czucie emocji z nimi związanych, a jednocześnie nie wejść w bezradność czy przeciążenie? Jak mogę o siebie zadbać w tym czasie? Jaka jest moja rola w świecie, co ważnego do niego wnoszę i jak mogę to robić w obecnych czasach dla najwyższego dobra wszystkich istot?
W tych procesach pomagać nam w tym będzie również Księżyc w pełni w Raku, wnosząc temat naszej wrażliwości, emocjonalności i czułości w ten surowy świat. A także znaczenie żywiołu Wody do tego rozgrzanego Ognień i zdominowanego przez materialną perspektywę Koziorożca procesu. Dajmy w tym czasie uwagę, miłość i czułość Wodzie - tej w świecie i tej w nas! <3
To tyle na ten moment, możliwe że te artykuł będzie uzupełniany, bo piłka jest w grze, zmiany się dzieją i głębsze zrozumienie może się w każdej chwili pojawić :)
W tych procesach pomagać nam w tym będzie również Księżyc w pełni w Raku, wnosząc temat naszej wrażliwości, emocjonalności i czułości w ten surowy świat. A także znaczenie żywiołu Wody do tego rozgrzanego Ognień i zdominowanego przez materialną perspektywę Koziorożca procesu. Dajmy w tym czasie uwagę, miłość i czułość Wodzie - tej w świecie i tej w nas! <3
To tyle na ten moment, możliwe że te artykuł będzie uzupełniany, bo piłka jest w grze, zmiany się dzieją i głębsze zrozumienie może się w każdej chwili pojawić :)
Niechaj ten czas Wam przyniesie najpotrzebniejsze dla Waszego rozwoju zmiany w możliwie najłagodniejszej formie! :) <3
poniedziałek, 16 grudnia 2019
Zimowe Przesilenie - 22 grudnia 2019
Przesilenia są jak ogry – mają wiele warstw ;)
W sumie to wszystko jest jak ogry, a Zimowe Przesilenia, czyli czas najintensywniejszej ciemności, to moment kiedy te najgłębiej ukryte warstwy w nas i w świecie się odsłaniają. Zamykamy oczy zwracając się do wnętrza, zaczynamy głębiej czuć, wyczuwać delikatne prądy w rzeczywistości, bolesne miejsca w nas samych, skarby ukryte w kokonie Cienia. Zdejmujemy warstwę po warstwie, schodzimy głębiej i głębiej, wtedy kiedy zaufamy ciemności i pozwolimy jej się otoczyć, nakarmić, odrodzić w niej. Do tego jednak potrzebna jest duża odwaga i uczciwość wobec samych siebie, bo w ciemności ukryliśmy wiele takich naszych warstw, których nie chcemy oglądać. Zanim więc zanurzymy się w ciemności, zostawmy na brzegu wszystkie nasze oceny, zwłaszcza wobec siebie i tego co i jak przeżywamy. To głównie one powodują cierpienie, nie nasz Cień sam w sobie. Weźmy ze sobą tylko gotowość do objęcia miłością wszystkiego co tam napotkamy. Miłością, zrozumieniem, zgodą na to, że Cień jest jaki jest. Wkroczmy w krainę Ciemności niosąc pokój a nie wojnę, a ona nas przyjmie z otwartymi i czułymi ramionami i obdaruje nas pięknymi darami :)
Wracając jednak do przesileń, które mają warstwy… :)
Najprościej ujmując jest to czas najdłuższej nocy w roku i najkrótszego dnia. Do tego dnia światła jest coraz mniej, ciemności coraz więcej, po przesileniu nadal ciemno, ale ten trend się odwraca i z dnia na dzień dnia jest odrobinę więcej.
Jednocześnie jest to moment początku astronomicznej zimy. To bardzo ciekawe, że w naszych wyobrażeniach kulturowych zima jest owszem zimniejszą, ale jednocześnie jaśniejszą porą roku niż jesień. Sprzyja temu nie tylko coraz dłuższy dzień, ale również śnieg niegdyś obowiązkowo towarzyszący każdej zimie, który odbija światło i rozjaśnia nam dni.
Przesilenie jest to więc zwrotny czas w cyklu słonecznym, który połączony jest nierozerwalnie z cyklem ziemskiej wegetacji i naszym naturalnym cyklem życia. To czas kiedy natura nam mówi zwolnij, uczy nas jak umierać i odradzać się wraz ze Słońcem. Więcej piszę o tym w tym tekście (jednym z najbardziej lubianych moich tekstów na blogu :) )
Astrologicznie jest to czas, kiedy Słońce wchodzi do znaku Koziorożca. Wchodzimy w miesiąc podsumowań, planowania i wytyczania nowych celów. To okres kiedy wytyczamy kierunek na nowy rok, podejmujemy ważne decyzje dotyczące tego dokąd zmierzamy i co jest dla nas najważniejsze, określamy nasze miejsce w świecie i odkrywamy do jakiego miejsca chcemy dążyć. Słowem zaczyna się miesiąc zasiewania intencji na nowy rok i podejmowania bardzo konkretnych działań w celu ich zamanifestowania.
Do tego jest to czas, kiedy Słońce przechodzi przez punkt na niebie, w którym jak ustalono znajduje się Centrum naszej Galaktyki! O tym jak to się dzieje i dlaczego taka sytuacja jest absolutnie wyjątkowym okresem w dziejach życia na Ziemi piszę tutaj. Jeśli zastanawiasz się jak się łączy Centrum Galaktyki i temat Ciemności, to przypominam, że najprawdopodobniej w tymże Centrum znajduje się supermasywna Czarna Dziura… Ciemność wokół której to wszystko się obraca mówi do nas w tym czasie poprzez moc Słońca, która jest mocą świadomości.
Na te wszystkie warstwy nakłada się również ta najbardziej „zewnętrzna” czyli związana z aktualnym układem planet na niebie nadającym każdemu przesileniu nieco inny charakter.
W tym roku (2019) Przesilenie Zimowe, którego moment kulminacyjny będzie miał miejsce w niedzielę o 5:20 rano, będzie wręcz hiper-typowe, bo jego podstawowe znaczenia zostaną wzmocnione przez rozmiłowany w tematach Cienia Księżyc w Skorpionie. Do tego symbolikę związaną ze znakiem Koziorożca wzmacnia grupa wolno poruszających się planet, która „zaplanowała sobie” w tym roku spotkać się w tym znaku, co będzie bardzo rzadkim i ważnym wydarzeniem na skalę globalną o czym pisałam chociażby tutaj. Zaczynający się w tym dniu miesiąc Koziorożca będzie więc naprawdę mocnym czasem, a to co się dzieje w momencie jego inicjacji, czyli w czasie Przesilenia, wyznaczy kierunki zmian, które będą się działy. To dobry moment by poprosić o wizje na ten czas, o wskazówki jak najlepiej skorzystać z jego transformacyjnej mocy i jak na mocy potężnych układów planetarnych pchnąć energię w realizację naszych marzeń i celów. Do tego cztery dni po Przesileniu Słońce spotka się z Jowiszem niemal dokładnie w czasie nowiu w Koziorożcu, co będzie kolejną odsłoną naszej podróży i drugą już w ciągu paru dni kulminacją spotkania z Ciemnością – tym razem w cyklu księżycowym – ale o tym już w kolejnym tekście :)
Tych, którzy chcieliby razem z nami wejść głębiej w tematy wypływające z ciemności zapraszamy serdecznie do przesileniowego kręgu inicjującego nowy cykl zajęć "Spotkania z Cieniem", gdzie będziemy eksplorować czułe obejmowanie w sobie tego co przynosi ciemność <3
Fragment opisu wydarzenia:
Krąg i przestrzeń na dzielenie się będą dopełniane przez praktyki integrowania tego co się z naszych spotkań wyłoni. Będzie więc bezpieczna przestrzeń na spotkanie z emocjami, z tym co się pojawia w naszym ciele i na przyjęcie siebie wraz z tą „ciemną” stroną, ukochanie siebie w tym czego doświadczamy i rozpuszczanie napięć, które mogą się pojawić. Nasze spotkanie z Cieniem nie ma być walką czy przekraczaniem siebie, przeciwnie – cenimy sobie pracę w dużym rozluźnieniu, w poczucie bezpieczeństwa, w otwartości na przyjemność, która może się pojawiać nawet przy najtrudniejszych tematach, w wykraczaniu poza znane z ciekawością i ekscytacją. Chcemy Cię zaprosić do spotkań z Cieniem, które będą namiętne i czułe. Do ekstazy, która towarzyszy uwalnianiu napięcia, kiedy puszczamy coś co trzymaliśmy zbyt długo. Do inspirującego przeglądaniu się w sobie nawzajem i odkrywania jak różne mogą być perspektywy na do to jest a co nie jest Cieniem. Do robienia w sobie miejsca na tak różne doświadczenia i drogi i patrzenia jak to otwieranie na innych otwiera nas na samych siebie. Oraz do odkrywania jak bycie wysłuchanym i przyjętym pomaga przyjąć samego siebie i uwolnić się od ciężaru tajemnicy, który nieśliśmy. Obejmując nasz Cień stajemy się pełniejsi, a tworząc krąg osób obejmujących wzajemnie swoje Cienie tworzymy nową jakość współbycia i budujemy nową rzeczywistość.
Więcej informacji na stronie wydarzenia - tutaj
Chcesz dostawać informację o wszystkich astro-wydarzeniach? Zapisz się do darmowego cotygodniowego newslettera!
Zapisy na tej stronie
niedziela, 8 grudnia 2019
Jowisz w Koziorożcu: 2 grudnia 2019 - 19 grudnia 2020
W poniedziałek Jowisz zakończył swój w przybliżeniu roczny pobyt w znaku Strzelca i wkroczył do Koziorożca. Jowisz jest planetą wyznaczającą społeczne trendy, nowe narracje, nowe idee, a na poziomie indywidualnym pokazuje nam nowe obszary do rozwoju, do poszerzania naszych horyzontów i nowe ideały, z którymi chcemy podążać. Zanim jednak skupię się na tym co nam przyniesie czas Jowisza w Koziorożcu, omówię krótko to co na przyniósł rok z Jowiszem w Strzelcu - na płaszczyźnie globalnej i społecznej, bo jeśli chodzi o zmiany na poziomie indywidualnym to każdy może sobie odpowiedzieć sam ;) (tekst o tym czemu ten rok sprzyjał znajdziesz tutaj).
Podsumowanie roku z Jowiszem w Strzelcu (fragment dłuższego opisu z facebooka).
"Był to rok ognisty! Ciekawe, że temat ognia już kolejny jowiszowy rok tak mocno się wybija, poprzedni z Jowiszem w Skorpionie zaczął się samospaleniem i symbolicznie zakończył się (tym razem filmowym) samospaleniem. W upływającym roku żywioł ognia hulał już w dużo większym wymiarze. Jowisz to planeta, która wyolbrzymia to czego dotknie, a Strzelec to znak żywiołu ognia, więc feniksowa iskra rozpalona w poprzednim roku rozpaliła wielkie ognisko. Zaczęło się od Notre Dame. Potem rozpaliło się oburzenie jednych na to co porusza innych ;) Dla mnie to wydarzenie było głęboko symboliczne, a to przeczucie potwierdziły dalsze wydarzenia, w których ogień w sposób bezprecedensowy palił lasy na całym świecie. Notre Dame to Nasza Pani, nawiązuje do wcześniejszej Bogini Matki, którą utożsamiamy również z Matką Ziemią. Najpierw spłonął symbol, potem płonęły lasy. A jednocześnie te płomienie obudziły nas z letargu, poruszyły serca i były częścią zmiany, która wydarza się w naszej globalnej świadomości. 20 sierpnia 2018 wielkie pożary w Szwecji były impulsem dla młodziutkiej Grety Thunberg by rozpocząć początkowo samotne protesty dla klimatu. To co zainicjowała jedna dziewczynka, rozniosło się po świecie niczym wielki pożar i dziś wszyscy już słyszeliśmy o Strajkach dla Klimatu, w których biorą udział młodzi ludzie (i nie tylko) na całym świecie. Jowisz w Strzelcu to czas nowych idei i nowych wielkich zrywów i to co się zadziało wokół tematu kryzysu klimatycznego i czego liderką stała się Greta to niezwykły przykład tego jak potężna to siła. Jowisz reprezentuje zmiany w naszej świadomości, a przechodząc przez znak Strzelca, który jest jego znakiem, uruchomił nowy 12-letni cykl rozwoju globalnej świadomości i po tym roku już wiemy jakie będą jego główne tematy."
Co natomiast przyniesie nam rok z Jowiszem w Koziorożcu? Ogień ideałów zostanie mocno „uziemiony”, to co działa w „realu”, jest praktyczne i efektowne to będzie kontynuowane, a to wszystko co było tylko rozdętą wizją bez przełożenia na praktykę zostanie odrzucone. Konkret będzie rządził, choć jednocześnie mogą nam się pojawiać bardzo ambitne cele i plany. Można powiedzieć, że grozi nam przerost ambicji zwłaszcza w tematach kariery, ale to wszystko mogą być bardzo konkretne pomysły, których nierealistyczność będzie wynikać bardziej z tego, że nie da się robić na raz wszystkiego lub że zbyt mocno teraz chcemy zostać „kimś”, a to często koniec końców okazuje się nam szkodzić. Nasze ambicje mogą nas z jednej strony zasilać, motywując do działania, z drugiej jednak blokować, bo jeśli od razu oczekujemy od siebie zbyt dużo i już mamy w głowie nasze planowane mistrzostwo, to ciężej jest wrócić do tego co jest i pogodzić się z tym, że jeszcze niewiele zrobiliśmy lub niewiele umiemy. Saturn w tym samym znaku będzie jednocześnie tłumił nasz hurraoptymizm, co może się realizować jak zmaganie między tą częścią nas, która dąży do wielkich celów („thinking BIG!”), a tą która jest mocno krytyczna, realistyczna i rozliczająca nas z dotychczasowych działań. Tak czy inaczej temat kariery, sprawy materii oraz wszystko to co powiązane z organizacją, różnymi trwałymi strukturami w życiu, czy z władzą będą teraz na planie pierwszym.
Jowisz w Koziorożcu daje konkret, chęć rozwoju zawodowego, oraz społecznego, w rozumieniu stawania się znaczącą osobą w naszej społeczności, zdobywania społecznego uznania za to co robimy, wypracowywania sobie pozycji, autorytetu, czy możliwości wpływania na rzeczywistość wokół nas. Sporo osób może się zaangażować w politykę, czy w inną formę aktywności społecznej, w ruchy działające na rzecz jakichś zmian lub przeciwstawiające się nim. To już było odczuwalne w poprzednim roku z Jowiszem w Strzelcu, wtedy jednak były to ruchy motywowane czysto ideologiczne i często mające charakter słomianego zapału, teraz zaś przyjdzie czas na konkrety, zaangażowanie się w różnych strukturach, przyjęcie na siebie konkretnych zobowiązań.
Generalnie jest to dobry rok na podejmowanie się ambitnych lecz realistycznych zadań, rozwijanie naszego biznesu, poprawianie sytuacji zawodowej, wyznaczanie nowych celów. Jednak w związku z tym, że w Koziorożcu poza Jowiszem przebywają już Saturn i Pluton, które dodają wyzwań w opisywanych tematach, warto zwrócić szczególną uwagę na umacnianie tego co już zbudowaliśmy, wprowadzanie poprawek, zabezpieczanie się przed ryzykiem, „uziemianie” naszej działalności i budowanie rozwiązań typu „plan b”. Jest więc to czas na rozwój, ale bardziej na umacnianie naszych korzeni i pnia, niż na wypuszczanie nowych gałązek, jeśli nasza podstawa nie jest wystarczająco mocna. Wszystkie te nowe plany których się więc w tym roku możemy podjąć warto rozważyć bardzo realistycznie, ugruntować i wystrzegać się działań na zasadzie „jakoś to będzie ;)”
Budujemy teraz stabilną konstrukcję naszego przyszłego rozwoju zawodowego, system który nie musi być już teraz efektowny, ale to na nim będą się opierać nasz przyszłe sukcesy.
To będzie też rok dużego testu dla naszej konkretności, zaradności, wymagając od nas zdecydowania i konsekwencji. Ci co zdecydują się podjąć jakiegoś wyzwania i wytrwają w tym postanowieniu mogą zdobyć bardzo wiele, ale ci którzy będą co rusz zmieniać cele i wycofywać się z podjętych zobowiązań mogą sporo stracić. Będziemy uczeni i jednocześnie rozliczani z naszej odpowiedzialności, siły charakteru, uziemienia. A jednocześnie to właśnie podejmowanie się zadań rozwijających w nas te cechy to najlepszy sposób by w pełni wykorzystać korzyści jakie niesie ten czas. Jasne, nie każdy odnajdzie w sobie takie typowe dla Koziorożców flow, nie każdy poczuje przypływ ambicji i być może będą też tacy co uznają, że są „ponad to” (co zazwyczaj łączy się z ambicją bycia ponad to ;) ), może się to jednak wyrażać na bardziej subtelne sposoby. Po prostu jest to czas kiedy bardziej pragniemy się rozwijać, stawać coraz lepsi, zdobywać konkretne umiejętności i zaliczać nowe bazy w grze zwanym naszą karierą – cokolwiek nią jest ;) Czasem też może się pojawiać temat porównywania się, aspirowania do pozycji, której realnie nie mamy, chęci wynoszenia się ponad innych lub nadmierna chęć kontroli naszej rzeczywistości. Jeśli takie wątki się pojawiają to sygnał, że nie realizujemy zbytnio naszych potrzeb rozwoju i budzi w nas to szczególne frustracje. Dlatego bardzo ważne jest by w tym czasie planować bardzo konkretne i realne zadania i realizować je jedno po drugim, co da nam poczucie satysfakcji i dobrze wykorzystanego czasu. Na rebelie zaś przyjdzie lepszy czas już w kolejnym roku jowiszowym, czyli w roku Wodnika ;)
Jak już wspomniałam wyżej w Koziorożcu poza Jowiszem przebywają już od pewnego czasu Saturn i Pluton, a przed nami seria ważnych spotkań na szczycie pomiędzy tymi trzeba planetami, o której już pisałam w tym artykule. Tak silne zaznaczenie znaku Koziorożca przez wolniejsze planety poza wymienionymi wyżej wątkami, może przynieść wielu osobom wstrząsy w życiu zawodowym i w budowanych przez nas dotąd strukturach. To jest zdecydowanie czas zmian w tym obszarze, czasem zmian wybranych przez nas, czas narzuconych przez okoliczności, o czym więcej pisałam we wspomnianym tekście. Z drugiej strony silna koncentracja na tematach związanych ze znakiem Koziorożca może się odbić negatywnie na obszarach związanych z ustawionym po przeciwnej stronie Rakiem, czyli na naszych emocjach, czy życiu rodzinnym jeśli zbyt mocno będziemy parli do przodu odcinając się od naszych potrzeb emocjonalnych, od tego co czujemy i zaniedbując życie rodzinne. Pamiętajmy więc o równowadze, o tym by czasem sobie odpuścić, zadbać o siebie i najbliższych i w ten sposób regenerować nasze zasoby energii.
Na poziomie społecznym, politycznym i globalnych będzie to również czas dużego przetasowania w strukturach władzy, w procedurach funkcjonowania i organizacji społeczeństw, czas mierzenia się wyzwaniami takimi jak globalne ocieplenie, czy postępująca automatyzacja zawodów poprzez mozolne wypracowywanie konkretnych rozwiązań prawnych i organizacyjnych. Dziedziny szczególnie w tym roku podatne na owe przetasowania, ale też wypływające z nich szanse rozwoju to poza polityką i administracją, budownictwo, materiałoznawstwo, księgowość, stomatologia i wszystko co związane z kośćmi i kręgosłupem, zarządzanie. Wydaje się, że zmiany bardziej będą dotyczyć korpo-świata, bankowości, czy rynku mieszkaniowego, oraz generalnie wielkich inwestycji, ale to są obszary, które jak wiemy razem z polityką i administracją mają większy lub mniejszy wpływ na nas wszystkich. Tutaj napiszę coś czego wolałabym nie pisać, ale niestety czasem astrolog musi też dźwigać rolę Kasandry ;) Spotkanie trzech planet w Koziorożcu może oznaczać różne wydarzenia, które wymuszą na naszych rządzących zmiany, a także i nas zmotywują do zmian stylu życia, większej ostrożności i oszczędności. Tutaj szczególnie możliwy wydaje mi się kryzys finansowy, który wróży na ten rok również część ekonomistów. Dlatego tym bardziej warto być realistą, działać w sposób przemyślany i bezpieczny, brać pod uwagę różne scenariusze i myślę też bardziej zachowawczo inwestować pieniądze. Jeśli żaden kryzys nie nastąpi to i tak zyskacie na tej strategii, bo układy na niebie w tym roku zdecydowanie wspierają tych co twardo chodzą po ziemi, ostrożnie analizują możliwe ryzyko i nie próbują chodzić na skróty ;)
Wracając jednak tego co dla każdego z nas osobiście może oznaczać nadchodząca konfiguracja, warto ją analizować przez pryzmat naszego horoskopu urodzeniowego. Jak to ze wszystkimi ogólnymi trendami w astrologii, to na ile jakaś konstelacja wpłynie na nas osobiści zależy od tego, czy aktywuje jakieś ważne punkty w naszym horoskopie, a to jakiego obszaru życia będzie dotyczyć to ważne kosmiczne przetasowanie i gdzie spodziewać się zmian dowiemy się z pozycji wspomnianych planet w domu naszego horoskopu. Najkrócej mówiąc, domy horoskopowe odzwierciedlają konkretne obszary w naszych życiu a planety przemieszczając się przez nie po kolei je aktywizując wnosząc charakterystyczne dla siebie możliwości i wyzwania. O tych cyklach traktuje mój Osobisty Astrokalendarz :) Wyzwaniem tego czasu jakie stało przede mną przy robieniu aktualnych Astrokalendarzy jest to, że teraz w jednym obszarze życia spotyka się zarówno obdarowujący nowymi możliwościami i pomagające wzrastać Jowisz, jak i egzaminujący i domagający się racjonalnego samoograniczenia Saturn. Ich działanie z zasady jest przeciwstawne, choć obie planet na swój sposób służą naszemu rozwojowi społecznemu i określaniu naszych celów. W Astrokalendarzu opisałam tą sytuację tak:
"Jowisz i Saturn działają nieco przeciwstawnie, ten pierwszy daje szanse, możliwości, pomaga nam wzrastać, podczas, gdy ten drugi redukuje to co nam nie służy, każde wybierać, weryfikuje. W uproszczeniu można powiedzieć, że Jowisz daje nam w danym obszarze więcej, a Saturn nam zabiera to co już nam nie służy. No i teraz przed nami taki czas, kiedy oba te procesy będą dotyczyły jednocześnie tego samego obszaru! Z jednej strony może to być tak, że ich działanie trochę się będzie „znosić”, czyli ani „dary” od Jowisza nie będą takie „wow”, ani saturnowe wyzwania nie będą tak ciężkie, skoro nas dodatkowo w nich wspiera Jowisz. Z drugiej, myślę, że istotniejszej: oznacza to, że zmiana będzie silniejsza, że jednocześnie będą się zamykać stare i otwierać nowe możliwości, że doświadczymy dużego przetasowania objętych tym procesem obszarów życia, które będą łączyć zarówno to co opisałam w tekście o Saturnie, jak i to co jest w tekście o Jowiszu."
Jeśli chcesz wiedzieć, jakie to obszary życia będą w Twoim przypadku, dowiesz się tego zamawiając Osobisty Astrokalendarz 2020.
Jeśli natomiast masz odpowiednią wiedzę astrologiczną by samemu sprawdzić jakie miejsca Twojego horoskopu będą uruchomione przez te aspekty, to zwróć szczególną uwagę na 22–25 stopień Koziorożca, które będą aktywizowane zarówno przez koniunkcję Saturna z Plutonem 20 stycznia 2020, która prawdopodobnie będzie najmocniejszym akordem tej planetarnej symfonii, jak i przez trzy koniunkcje Jowisza i Plutona, (w kwietniu, w czerwcu i w listopadzie), oraz na 0-1 stopień Wodnika, w którym nastąpi koniunkcja Jowisza i Saturna w grudniu 2020 roku.
Dla osób niezaznajomionych z astrologią: to nie jest tak, że jeśli jesteś Koziorożcem, czy Rakiem to musisz jakoś szczególnie mocno odczuć wpływ zmian jakie niesie ta potrójna koniunkcja, choć to możliwe, zwłaszcza u osób z końcówki znaku. Z drugiej strony z pewnością w którymś momencie tego Jowiszowego roku doświadczysz osobistych dobrodziejstw ze strony Jowisza, czasem trwających ledwie parę tygodni, czasem parę miesięcy – znów w zależności od horoskopu urodzeniowego. Wiatr zmian jednych z nas muśnie, innych mocniej popchnie, innych całkiem przewieje, ale to od nas zależy na ile będziemy potrafili ustawić tak żagle by podążać za zmianą, która chce się wydarzyć, zamiast walczyć o status quo. Wtedy, obierając po koziorożcowemu konkretny kurs możemy dopłynąć naprawdę daleko i osiągnąć to co dziś wydaje się poza naszym horyzontem :)
I tego na ten czas Wam życzę! :)
poniedziałek, 25 listopada 2019
Kopciuszek i gałązka leszczyny, czyli jak przejść przez Ciemność
W poprzednich dwóch częściach mojej opowieści o Kopciuszku dotknęłam dwóch głównych symboli tej baśni: popiołu i pantofelka. W tej części chciałabym się przyjrzeć kolejnemu niezwykłemu symbolowi, pominiętemu w filmowych wersjach baśni – gałązce leszczyny.
Gdy przyglądam się baśniom największą uwagę przykładam do tego co najbardziej niezrozumiałe, bo często to właśnie tam jest coś do odkrycia. Niezrozumiały był popiół (po co zagrzebywać się w popiele? Jak zimno to chyba lepiej rozpalić nowy ogień i przy nim się położyć, a mało prawdopodobne by w domu, w którym nosi się drogie klejnoty nie było drewna na opał…), dziwaczny był szklany pantofelek i fakt, że książę szukał ukochanej po rozmiarze stopy zamiast po twarzy, zaskakująca jest też gałązka leszczyny o którą poprosiła bohaterka ojca zamiast sukien i klejnotów. Wreszcie dziwna jest sama postawa ojca dziewczyny, jego nieokreślony stosunek do niej i rola w jej poniżeniu i transformacji. Tutaj również wiele zależy od wersji opowieści, są takie, gdzie ojciec również umiera, dzięki czemu sytuacja staje się bardziej zrozumiała: dziewczyna stała się sierotą zależną od właściwie obcych kobiet, łatwo więc zrozumieć jej degradację. Ciekawe są jednak te wersje, gdzie ojciec dziewczyny żyje i nie reaguje na poniżanie swej córki.
U Grimmów Kopciuszek nazywana jest sierotką mimo że ma ojca, który jednak w żaden sposób nie reaguje na to jak jego córka jest traktowana, akceptuje to, że chodzi ona w łachmanach, zapracowuje się, nie ma własnego łóżka, a nawet sam zwraca się do niej pogardliwym mianem Kopciuszka. W tej wersji wręcz zaprzecza, że ma jeszcze jedną córkę mówiąc do sługi księcia: „został tylko jeszcze mały, zabiedzony Kopciuszek, córka mojej żony nieboszczki”. Zdanie to można odczytywać wprost jako wyparcie się swojej córki, ale też jest ono spójne z interpretacjami tej baśni w duchu obrzędów przejścia, kiedy to osoba przechodząca inicjację zostaje pozbawiona wszystkich objawów swojego dawnego statusu, swoich ubrań i innych własności, a nawet swojego imienia (prawdziwe imię bohaterki jest nam nieznane), a będąc w fazie przejścia, czyli nie należąc do żadnego ze stanów traktowana jest trochę tak jak nieistniejąca. Patrzenie na baśń jako na opis rytuału przejścia (rites de passage), dość rozwleczonego w czasie procesu przechodzenia z roli dziewczynki, do roli kobiety dużo może wyjaśniać, zwłaszcza pewną niewidoczność bohaterki, jej wykluczenie, a nawet nierozpoznawanie jej przez księcia. Wyjaśniać też może jej oddzielenie od własnego ojca, który jest reprezentantem jej najbliższej rodziny i zdanie na łaskę i nie łaskę praktycznie obcych sobie kobiet. Opis baśni jako procesu inicjacji jest bardzo atrakcyjną, choć już wielokrotnie eksplorowaną perspektywą, choć wydaje się, że tego typu ciężkie i rozbudowane rytuały jako inicjacja w kobiecość pojawiały się sporadycznie i raczej miały formę parodniową i bardziej symboliczną – chociażby dlatego, że nie były potrzebne dodatkowe próby, kiedy o wejściu dziewczynki w kobiecość dobitnie świadczyła pierwsza menstruacja do której w tej baśni nie ma bezpośrednich odniesień (jak np. w Czerwonym Kapturku - tekst o nim już wkrótce! :) ) skąd moja wątpliwość co do tej interpretacji. Opis ciężkiej próby jakiej została poddana bohaterka bardziej niż z procesem wchodzenia w kobiecość kojarzy mi się z procesem przechodzenia przez żałobę, traumę, czy przez depresję. W tym sensie faktycznie można traktować tą baśń jako przewodnik oraz jako rytuał przejścia, do czego jeszcze niżej wrócę :)
Wracając jednak do ojca i przyjmując, że to nie jakieś rytualne wymogi nakazały mu takie a nie inne traktowanie córki, warto spojrzeć na to co faktycznie wiemy o jego stosunku do niej. Trudno wnioskować, że ojciec przestał ją kochać, tak naprawdę nic o tym nie wiemy, to co jednak jasne to to, że dawał on swojej córce bardzo mało uwagi i troski. Poza bardzo ważną historią z gałązką leszczyny, do której zaraz wrócę, ojciec wydaje się być dla swojej córki nieobecny, nie angażować się w jej los i to jak jest ona traktowana przez innych domowników. Jest on więc baśniowym odpowiednikiem znanego nam dobrze z psychologii syndromu nieobecnego ojca, którego nieobecność dotyczy właśnie przede wszystkim uwagi i troski, co musi wywierać wpływ na naszą bohaterkę, choć nie ma informacji, by akurat na to się ona uskarżała. Brak uwagi ze strony ojca może mieć również wpływ na jej brak zainteresowania strojami i względnie późniejsze dojrzewanie jako kobieta. Kopciuszek jest zwrócony do wewnątrz, zakopany w popiołach przeszłości i brak wspierającego, czy chociaż dostrzegającego jej przeżycia ojca, jest ważnym elementem jej odcięcia od świata. Można powiedzieć, że gdyby ojciec wspierał córkę, to nie została by ona Kopciuszkiem i nie przeszła tej całej drogi przemiany, którą każdy musi przejść w samotności. Jeśli potraktujemy sytuację domową Kopciuszka mniej dosłownie, a bardziej metaforycznie i uznamy, że obdarte ubrania czy brak łóżka to symbole trudności, z którymi mierzyła się bohaterka wewnątrz swojej psychiki, bardziej wyraz jej poczucia odrzucenia, dyskryminacji, czy poniżania przez macochę i siostry, niż obiektywne doświadczenie, to nieobecność ojca sprowadzała by się do niedostrzegania przez niego depresji córki, czy też innych trudności przez które ona przechodziła zarówno w związku z żałobą po matce, jak i z trudnymi relacjami z kobietami, oraz z tematem porównywania się czy czucia się tą gorszą.
Jakkolwiek źle byśmy nie myśleli o ojcu bohaterki scena z pytaniem wszystkich dziewcząt o to co chcą by im przywiózł z targu pokazuje, że ojciec wcale jakoś szczególnie nie dyskryminował swojej córki. Znamienne jest to, że pyta o jej potrzeby na końcu, ale prawdopodobnie nie odmówiłby jej, gdyby podobnie jak siostry zażyczyła sobie wykwintnych darów. To ona sama rezygnuje z podobnych roszczeń i wypowiada życzenie tak zaskakujące: „Ułam mi, ojczulku, pierwszą gałązkę, która cię trąci w kapelusz, kiedy będziesz powracać”. Gałązka ta zasadzona na grobie matki i podlewana hojnie kopciuszkowymi łzami szybko wyrasta na magiczne drzewo, które potem odgrywa kluczową rolę w transformacji kocmołucha w księżniczkę. Paradoksalnie więc to ten „nieobecny” ojciec stał się bramą do późniejszej przemiany bohaterki, dał jej zarówno jej samotność w mierzeniu się z trudnym losem, ale też nasienie, z którego wykiełkowała jej moc. W jakimś sensie w tym magicznym drzewie wyrosłym na grobie matki obecni są jednocześnie oboje jej tak czy inaczej nieobecni rodzice. Połączenie z naturą, jest tutaj jednocześnie połączeniem z rodzicami, z tym co od nich najlepsze. Być może prośba Kopciuszka do ojca, który z tego co wiemy sam nie chodził na grób żony, była też podszyta chęcią by w jakiś sposób ich ponownie połączyć. Myśląc jednak o tym bardziej symbolicznie, dar od ojca zasadzony na grobie matki, to powtórzenie aktu zapłodnienia, z którego powstała nasza bohaterka, ma więc w sobie symbolikę ponownych narodzin, czy też odrodzenia. Tej perspektywy magiczne drzewo jest więc alter ego Kopciuszka.
Drzewo to, leszczyna wspomagana przez przynależnego do niej niejako białego ptaszka ma moc spełniania życzeń Kopciuszka, podobnie jak przedtem ojciec mógł spełnić jej życzenie. Gdy odłożymy na bok perspektywę dosłowną, która jest jednocześnie perspektywą magiczną, tzn. z drzewa spadają gotowe suknie i trzewiki, a skupimy się na psychologicznej to możemy uznać, że w kontakcie z leszczyną dziewczyna „magicznie” się zmienia z tej niegodnej, na tą która może zostać królową balu, czyli mówiąc banalnie odnajduje wiarę w siebie ;) Łachmany rozumiane bardziej metaforycznie, to poczucie braku własnej wartości, bycia nie dość dobrą, gorszą od sióstr. Magiczne drzewko pomaga więc Kopciuszkowi zrzucić łachmany żałoby czy depresji i odkryć wewnętrzny blask. Dla wszystkich, którzy w tym miejscu prychają, że jest to bardzo naiwny pomysł na leczenie człowieka z depresji, coś w stylu „ubierz się jak królowa”, „uwierz w siebie”, „stań się najlepszą wersją siebie” i inne tego typu rady mało pomocne przy prawdziwej chorobie, przypomnę, że to drzewko wyrosło dzięki prawdziwym morzom łez wylewanym przez bohaterkę trzy razy dziennie w pełnych rozpaczy wizytach – żadna tam lekka i słodka magia ;) Można by nawet doszukiwać się w tym metafory regularnych wizyt u terapeuty ;) Nawet jednak jeśli trudno sobie wyobrazić by bajkopisarze mieli tu na myśli psychoanalizę, to z pewnością jest w tym zawarte zalecenie przeżywania smutku w pełni, poddawania mu się i dawania przestrzeni na oczyszczające łzy, tak długo jak to potrzebne by wyrosło nasze nowe ja, obdarzone mocą jakiej byśmy nawet nie przeczuwali.
Tutaj możemy wrócić do interpretacji, że Kopciuszek opisuje rytuał przejścia bohaterki. Rytuały przejścia są opisywane jako składające się z trzech etapów: faza wyłączenia, w której tracimy to co mieliśmy, faza marginalna, w której przechodzimy przez próby i jesteśmy niejako „poza światem”, oraz fazę włączenia, kiedy otrzymujemy nowy status. Schemat ten powstał na podstawie obserwacji zwyczajów różnych kultur, ale można go też przełożyć na perspektywę psychologiczną, pokazuje bowiem coś bardzo wartościowego: że pomiędzy końcem starego a początkiem nowego musi upłynąć czas! W przypadku Kopciuszka między beztroskim dzieciństwem u boku matki, a „żyli długo i szczęśliwie” u boku księcia ma miejsce najważniejszy etap baśni: czas prób i żałoby. Kopciuszek utracił matkę, świat w którym czuł się bezpiecznie, swoją pozycję, a nawet imię, nie otrzymując nic w zamian. Doświadczył straty, po której potrzebny jest czas żałoby i baśń pokazuje nam jak można przez ten czas przejść i nie utknąć w nim. Można wręcz na przykładzie Kopciuszka pokazać kilka pułapek, które trzeba na tej drodze ominąć by dojść do takiego czy innego happy endu ;) Kluczowym elementem jak już wyżej napisałam jest to, że bohaterka pozwala łzom płynąć i poddaje się doświadczaniu smutku i żalu. Unika w ten sposób zamrożenia emocji i zatrzymywania ich w ten sposób w sobie. Jak zauważyła Ania Rogowska (patrz nasza rozmowa poniżej) jej serce pozostaje otwarte mimo bólu i cierpienia. To pewnie najważniejsza lekcja jaką możemy przyjąć od Kopciuszka. I jest to też klucz do serca księcia, bo dzięki temu, że pozwalała sobie czuć, mogła też doświadczyć miłości i odpowiedzieć na nią. Ważne jest też to, że w ten sposób uniknęła innych pułapek, które stoją na drodze ludzi przechodzących przez własny „czas popiołu”: nie stała się sfrustrowana, nie znienawidziła sióstr, które miały lepiej, nie zazdrościła, ani nie szukała winnych swej sytuacji. Otwarte serce pozostało otwarte także dla jej „prześladowców”, co brzmi jak chrześcijańskie moralizowanie o „drugim policzku”, ale ma też ogromne znaczenie w toku tej opowieści, bo dzięki temu nie stała się sama taka jak siostry. Jej otwarte serce było tym co w rzeczywistości ją wyróżniało na tle innych, stanowiło o jej wyjątkowym pięknie, a studiując baśń możemy odkryć, że nie tyle była to cnota jej z góry dana, ale efekt tego, że nie zatrzymywała swoich łez i pozwoliła sobie zakopać się w popiele i zanurzyć w swoim smutku tak dalece, że nie pozostało już nic niewyrażonego, co mogłoby się przerodzić we frustrację czy nienawiść.
Kolejna przeszkodą, którą omija bohaterka jest pułapka wstydu. To ważny wątek w tej opowieści, w której kobiety są porównywane i zawstydzane. Kopciuszek jest notorycznie ośmieszana, traktowana jak brzydka i niewarta tego by pójść na wielki bal. Podobnie osoby doświadczające depresji, czy borykające się z traumą, często są zawstydzane, że czują się tak jak się czują, zamiast „wziąć się w garść”. Wstyd jest potężnym czynnikiem zatrzymującym ludzi na drodze do transformacji, odrzucanie samych siebie za to jak się czujemy, czego nie robimy, jak wyglądamy, jak wolno następują zmiany czy że czasem wydaje się, że się cofamy… Wstyd mógłby skuteczniej powstrzymać Kopciuszka przed pójściem na bal niż złośliwe siostry czy despotyczna macocha. A jednak na niego idzie. Gdzieś znajduje w sobie tą siłę i pewność siebie potrzebną do tego by zatańczyć na balu z samym księciem. Będę strzelać: czyżby w tym swoim popiele? ;) Popiół jest nie tylko symbolem zanurzenia się w smutku, ale też przede wszystkim zanurzeniem się w sobie. Kopciuszek dużo czasu spędza sama ze sobą, w kontakcie ze swoimi emocjami, zwrócona do wnętrza. Być może dzięki temu jest mniej wrażliwa na oceny płynące z zewnątrz, gdyż poznała siebie i wie kim jest? Można by to nazwać pochwałą introwertyzmu, choć myślę, że to coś więcej: w tym popiele jest zarówno gotowość do spotkania z własnym cieniem, zgoda na przepływ emocji, a nawet cicha lecz głęboka medytacja i spotkanie z wewnętrznym ogniem (patrz odcinek o Kopciuszku jako Hestii).
Ostatnią przeszkodą, którą Kopciuszek z wdziękiem omija jest rezygnacja. Niezwykle ważnym elementem jej drogi jest przyjęcie tego co jest, akceptacja swojej sytuacji życiowej, zgoda na ten popiół, na tą żałobę, na emocje i na poniżenie – nie twierdzę że to postawa towarzysząca jej od początku, w różnych wersjach opowieści jest różnie, ale generalnie podkreśla się, że dziewczyna przyjmowała swoją sytuację z pokorą i nie złorzeczyła na swój los. Kopciuszek więc godzi się z tym co jest, ale jednocześnie korzysta z okazji kiedy tylko się ona pojawia! Jak wiele znamy osób postępujących zupełnie odwrotnie? Narzekających gęsto na swoje życie, ale nie podejmujących żadnych prób zmiany lub odrzucających pojawiające się okazje, bo „przecież to nie ma sensu”? Tak długo jak jesteśmy zanurzeni w naszym popiele faktycznie nie mamy siły na zmiany, ale gdy proces się dopełnia, wszystkie łzy już wylane i magiczne drzewko pięknie na nich urosło, czas na schwytanie okazji gdy tylko się pojawia! Przekonanie, że skoro tak wygląda moje życie i nic mi się dotąd nie udało, to nie warto nawet próbować równie skutecznie mogło by zatrzymać naszą bohaterkę w domu, co wstyd. A jednak ona walczyła jak lwica, podejmowała się niemożliwych do wykonania zadań, a w końcu wymodliła sobie cud. I znów czuję, że to jest ta moc, która płynie z głębokiego spotkania ze sobą, ze swoim cieniem, z najtrudniejszymi nawet emocjami, z tego zanurzenia się w popiele po końcówki włosów… to tam w tej mrocznej krainie rodzi się prawdziwa siła, nie na wykładach mówców motywacyjnych! ;) Myślę, że najważniejszą nauką płynącą z tej opowieści jest to, że kiedy przemierzmy nasza własną fazę marginalną, nie przynależymy już ani do przeszłości, ani do przyszłości, spotykamy się z cierpieniem, żałobą, traumą czy depresją to dajmy sobie na to tyle czasu ile potrzeba, zanurzmy się w tym popiele z odwagą jak Kopciuszek, opłaczmy nasze groby podlewając nasze magiczne drzewka, wierząc że im głębiej się zanurzymy tym większe cuda czekają nas po drugiej stronie :)
Na koniec jeszcze trochę o samej gałązce leszczyny, która była dla mnie inspiracją do tego tekstu jako brama do magii i przewodniczka przez krainę mroku i popiołu. Leszczyna była dla wielu kultur magiczną rośliną, do dziś zachował się zwyczaj robienia z niej magicznych różdżek i różdżek stosowanych w radiestezji. U Słowian miała ona chronić przed piorunami i była rośliną stosowaną do ochrony domu. Co jednak szczególnie mnie zaciekawiło to informacja jakoby "zgodnie z ludowymi wierzeniami, za pomocą leszczyny rozpalono pierwszy ogień na świecie. Jako taka służyła również do rozpalania nowego, oczyszczającego ognia." (za: Encyklopedia Fantastyki).
W ten sposób piękną klamrą wracam do wątku poruszonego w pierwszej części opowieści o Kopciuszku, w której pisałam o niej jako o strażniczce wygasłego ognia dawnych wierzeń i tej która strzeże mocy wewnętrznego ognia dla nas. Połączenie popiołu z leszczyną w jednej niezwykle transformującej opowieści, to jak ukazanie pełnej drogi życia - śmierci - odrodzenia, a Kopciuszek jako Kapłanka jako wierna swemu wewnętrznemu ogniowi i wierna Matce jest tą, która może rozpalić nowy ogień w tym przedwiecznym palenisku. Alchemiczne połączenie tego co od Matki i tego co od Ojca poza sensem uzdrawiania duszy i docierania do swojej mocy może więc mieć też głęboko duchowy przekaz o tym jak ten ogień na nowo rozpalić? I jak go strzec by znów nam się nie wymknął spod kontroli? Nie przypadkowo różdżki z leszczyny prowadzą nas również do równoważącej żywioł ognia wody :)
Więcej o tych i innych wątkach w mojej rozmowie z Anią Rogowską o Kopciuszku właśnie – zapraszam do posłuchania o tym jak nasze perspektywy się wzajemnie inspirowały i co z tego wynikło ;)
Niech więc tytułowa leszczyna będzie nam przewodnikiem przez czasy popiołu, przez krainy emocji i prowadzi nas do źródła w nas i do nowego ognia! :)
Więcej o tych i innych wątkach w mojej rozmowie z Anią Rogowską o Kopciuszku właśnie – zapraszam do posłuchania o tym jak nasze perspektywy się wzajemnie inspirowały i co z tego wynikło ;)
Zachęcam też do przeczytania dwóch pierwszych części moich podróży po świecie Kopciuszka:
A także do przeczytania mojego tekstu o Czerwonym Kapturku! :)
środa, 20 listopada 2019
Mars w Skorpionie: 19 listopada 2019 - 3 stycznia 2020
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















