poniedziałek, 16 stycznia 2017

O wybaczaniu i otrzymaniu wybaczenia - krótka osobista historia


photo: Tyler Shields



Poczucie winy i brak wybaczenia to więzy, którymi trzymamy siebie i drugą osobę w potrzasku. Potrafią połączyć dwie osoby na całe życie, zabrać energię i zamknąć serce na miłość, nawet jeżeli przyczyny były względnie błahe. Krzywdy, które otrzymałam od innych, to coś z czym mogę sobie poradzić, mogę zrozumieć jak do nich doszło, przyjąć jako lekcje, mogę wybaczyć i w ten sposób uwolnić siebie od przeżywania żalu czy złości (więcej o tym jak to zrobić przeczytasz chociażby tutaj). Krzywdy, które ja sprawiłam innym, to już zupełnie inna historia. To również są rany, choć zazwyczaj ukryte. Jeśli ktoś wciąż mi czegoś nie wybaczył, to nie tylko siebie tym pęta, ale także i mnie, nawet jeśli nie mamy kontaktu. To trochę tak, jakbym sprawiając komuś cierpienie zaciągała u tej osoby energetyczny dług, który mnie wiąże i tylko ta osoba może swoim wybaczeniem umorzyć. Im więcej mam takich zranień na sumieniu, tym więcej mojej energii jest uwięzionej, czasem także po to by temu zaprzeczać i to wypierać. Dlatego warto choć raz na dekadę zrobić w tym temacie generalne porządki ;) Także po to by potem łatwiej przebaczać innym :)




U mnie taka potrzeba pojawiła się 5 lat temu, w postaci wizji by zrobić sama ze sobą rozliczenie wszystkich moich zaciągniętych „długów”, czyli sytuacji gdy komuś sprawiłam cierpienie, przykrość czy zawód. Nie było tych sytuacji dużo, pewnie większość nie byłaby warta wzmianki czy pamiętania, ale podeszłam do sprawy bardzo uczciwie i przeanalizowałam wszystkie okresy mojego życia pod kątem sytuacji, gdy moje intencje nie były w pełni czyste, uczciwe, gdy w czymś zawiodłam, zachowałam się bez wyczucia itp. Z pewnością nie wyłapałam wszystkiego, to pewnie by nie było możliwe ;) Ale ufam, że to co ważne i trzymające mnie w jakiś sposób wtedy się ujawniło. W paru sytuacjach możliwe było oczyszczenie sytuacji, powiedzenie magicznego słowa przepraszam, które rozpuszcza żal i pomaga wybaczyć lub zadośćuczynienie w jakiś sposób. W innych połączyłam się z moimi „wierzycielami” w medytacji (czy też konkretniej z ich duszami), przeprosiłam za to co zrobiłam, poprosiłam o przebaczenie i zapytałam się też jak mogę wyrównać ten dług. Pojawiły się konkretne działania do wykonania, poczułam przebaczenie i uwolnienie, w każdym razie na tyle na ile było to wtedy możliwe. 

Z perspektywy czasu widzę jak od tamtego czasu w moim życiu zaczęły się dziać cuda! :) Trudno powiedzieć czy to wyłącznie z tego powodu (jest to wątpliwe, bo był to czas paru ważnych rytuałów, doświadczeń i decyzji), ale dzisiaj dziele swoje życie na czas przed tym okresem i po, a poziom wewnętrznej wolności i miłości do siebie wciąż tylko rośnie :)

Do przejścia takiego procesu polecam także rytuał i pieśń Ho'oponopono. Można zmieniać melodię, najważniejsze są 4 pierwsze wersy śpiewane z zapętleniu jak mantra do wszystkich tych, którym jesteśmy coś zawiniliśmy i do tych z którymi mamy powikłane relacje, pełne wzajemnych zranień, z rodzicami na czele

Powiązane teksty:

  • o przepraszaniu, szczególnie polecany wszystkim tym, którzy na samą myśl o przeczytaniu go czują gwałtowny opór ;) - znajdziesz tutaj 
  • o wewnętrznej ranie i jej uzdrawianiu - tutaj

Kiedy pełnia księżyca, kiedy nów, kiedy zaćmienie? Kalendarz księżycowy na rok 2022



pełnie księżyca 2022 nowie zaćmienia słońca i księżyca


Aktualną listę pełni i nowiów w 2023 roku znajdziesz tutaj.


Poniżej znajdziecie tabelę z datami, godzinami, krótkimi opisami, a także stopniem zodiaku, w którym będą miały miejsce nadchodzące pełni i nowie Księżyca w roku 2022. Pomoże Wam ona przygotować się z wyprzedzeniem do każdego z tych wydarzeń i wykorzystać ich potencjał do osobistego rozwoju. Bardziej szczegółowe opisy każdego nowiu i pełni, wraz z propozycjami praktyk, będę umieszczać jak zwykle na blogu parę dni wcześniej (zazwyczaj w poprzedzający poniedziałek), a także będę o nich informować w cotygodniowym newsletterze. Zapraszam również serdecznie do dołączenia do wspaniałej społeczności osób z całego kraju i ze świata, które medytują co nów i co pełnię wspierając intencje osobistej i globalnej przemiany w obszarach wskazywanych przez dany nów lub pełnię. Po więcej informacji zapraszam na stronę Medytacji Księżycowych gdzie dzielimy się naszymi doświadczeniami. 

W tabeli znajdziecie również informacje o zbliżających się zaćmieniach. Przypominam, że zaćmienia Słońca mają miejsce podczas nowiu, kiedy droga Księżyca bardzo zbliża się do drogi Słońca (dwa razy w ciągu roku), a zaćmienia Księżyca w analogicznej sytuacji podczas pełni. 


poniedziałek, 19 grudnia 2016

Mars w Rybach: 19 grudnia 2016 - 28 stycznia 2017



photo: Andreas Franke



Dzisiaj rano Mars przeszedł z Wodnika do Ryb. Zanim opiszę co to oznacza dla każdego z nas mała retrospekcja :)

Kiedy ostatnio Mars przechodził z Wodnika do Ryb, w styczniu 2015 pisałam:
„Czas pobytu Marsa w Wodniku zakończył się mocnym akcentem – wielkim pochodem w Paryżu w obronie wodnikowych wartości: Wolności, Równości i Braterstwa, w tym szczególnie wolności słowa. Wydarzenia ostatnich dni [zamach na Charlie Hebdo] też można wpisać w działanie Marsa w Wodniku, który w swej destrukcyjnej stronie może oznaczać radykalizm w walce o swoje idee. Był to też wyraźny pierwszy akord działania Saturna w Strzelcu [który dalej nam towarzyszy wygrywając kolejne akordy], który jak pisałam w poświęconym mu artykule, może zaostrzać temat fundamentalizmów i tolerancji. Dziś jednak Mars już przeszedł do znaku Ryb, co może przynieść mniejszą klarowność w działaniach i podziałach, z jednej strony osłabnięcie nastrojów buntowniczych i wolnościowych, ale z drugiej więcej emocji i nieprzemyślanych działań wśród tych, którzy czują się ofiarami.”

Opis ten bardzo pasuje również do aktualnych wydarzeń i można również teraz spodziewać się podobnego jak wtedy rozprężenia, choć najbliższe dwa tygodnie będzie mocno podgrzewać rewolucyjna opozycja Jowisza z Uranem.

Wróćmy jednak do tego co oznacza czas Marsa w Rybach dla każdego z nas :)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

O przepraszaniu i o tym dlaczego nie lubimy przepraszać




Jak to jest, że tak wielu ludzi nie potrafi przepraszać? Wydawało by się to takie proste, wystarczy wypowiedzieć jedno słowo. Tak samo jednak moglibyśmy się zapytać: jak to się dzieje, że tak wielu ludzi umie przepraszać? Bo przecież tak rzadko ktoś nas tego tak naprawdę uczy… Uczenie dziecka przeprosin zazwyczaj przyjmuje formę: „idź i przeproś ciocię, że stłukłeś jej wazon!”, „masz natychmiast pójść przeprosić kuzyna! I nie chcę słyszeć, że to on zaczął!”. Przepraszanie w ten sposób staje się formą upokorzenia. Zwłaszcza kiedy wiemy, że wazon tak naprawdę spadł nie z naszej winy, a kuzyn specjalnie nas prowokował i nazywał nas w bardzo brzydki sposób, gdy nikt nie słyszał… nikt nas jednak nie słucha, trzeba przeprosić i tyle. W ten sposób przepraszanie kojarzy się z czymś narzuconym z zewnątrz, niesprawiedliwym, odbierającym godność. Z czymś co robimy tylko wtedy gdy jesteśmy przyciśnięci do muru, gdy ktoś stoi nad nami i nam coś karze, a my musimy. Gdy dorastamy i coraz mniej ludzi może nam coś kazać przepraszania unikamy jak ognia. Takie ukorzenie wydaje nam się w relacjach partnerskich wręcz nie na miejscu, co najwyżej przed szefem możemy to zrobić, ale przed przyjacielem, partnerką? Lepiej już iść w zaparte i upierać się, że mieliśmy pełne prawo postąpić tak jak postąpiliśmy, niż wejść znowu w tą poniżającą rolę małego dziecka, które bąka pod nosem przeprosiny całe czerwone z upokorzenia. Przepraszanie odbierane jest więc jak wejście w rolę podległą względem kogoś, jak dziecko względem dorosłego. Niesłusznie – niewiele rzeczy świadczy o naszej dojrzałości tak dobrze, jak umiejętność przepraszania. Nie chodzi tu bowiem o poniżenie się, symboliczne klęknięcie przed kimś, a o zejście z pozycji urażonego ego, poczucia naszej wyższości i dumy do równego poziomu, gdzie oboje jesteśmy ludźmi i możemy popełniać błędy. 

foto: Alena Beljakova


Jakby to pięknie było gdyby rodzice na prawdę uczyli dzieci przepraszania, pokazując jak to się robi. „Przepraszam, że wczoraj na Ciebie nakrzyczałam, byłam zdenerwowana i zmęczona”, „Przepraszam, że nazwałem Cię pokraką, powiedziałem to w nerwach, ale tak naprawdę tak nie myślę. Wiem że się starasz i widzę, że coraz lepiej ci idzie.” Dziecko widziało by, że to co zostało popsute w relacji można naprawić, że wystarczy tylko trochę autorefleksji i to „magiczne” słowo, które sprawia, że nagle złość przechodzi i łatwiej jest wybaczyć. Że nie trzeba zawsze walczyć o

poniedziałek, 3 października 2016

Dlaczego dawanie i przyjmowanie to to samo?

photo Misha Taylor


W prawdziwej wymianie trudno oddzielić dającego od obdarowanego. Obydwoje promienieją szczęściem i wdzięcznością. W wymianie pozornej między dającym a obdarowanym jest wyraźna granica. To znak, że ani dający nie daje naprawdę, ani przyjmujący rzeczywiście nie przyjmuje. Dawanie daje radość, przyjmowanie również. Kiedy daję naprawdę sama czuję się obdarowana. Kiedy przyjmuję naprawdę wdzięczność płynie z serca obdarowując dającego po wielokroć. Wszystkie te chwile, gdy daję nie czując radości lub gdy przyjmuję bez wdzięczności to nadużycia. Daję bo powinnam, bo nie umiem odmówić, bo czuję poczucie winy czy poczucie zobowiązania, bo chcę dostać coś w zamian… przyjmuję bez docenienia, bo tak naprawdę tego nie chcę, nie potrzebuję, bo czuję w darze ukryte zobowiązanie, ustawienie mnie na pozycji osoby zależnej lub coś winnej, albo też traktuję to jako wyrównanie za to co ja wcześniej oferowałam bez radości. Kiedy tak się dzieje to dawanie staje się zobowiązywaniem a nie wymianą. Nawet jeśli dający ma czyste intencje, ja mogę czuć się zobowiązana by jakoś się odwzajemnić. Nawet kiedy dającemu wydaje się, że ma czyste intencje, potem może oczekiwać lojalności, której złamanie wzbudzi uczucie żalu czy bycia wykorzystanym. Wymiana jest wtedy kiedy dając czuję, że jednocześnie tyle samo otrzymuję. Wymiana daje obu stronom wolność. 

środa, 28 września 2016

Mars w Koziorożcu: 27 września - 9 listopada 2016




Wczoraj Mars wyszedł z nieco szalonego i rozproszonego Strzelca i wkroczył do zorganizowanego Koziorożca, gdzie będzie przebywał do 9 listopada. To ważny moment, bo w Strzelcu Bóg Wojny

poniedziałek, 19 września 2016

O znakach zodiaku, gwiazdozbiorach i mącącym Wężowniku




Wężownik versus znaki zodiaku


Mylne przekonanie, że w astrologii chodzi o „wpływ gwiazd”, jest tak powszechne, że nawet kiedy astrologowie próbują tłumaczyć, że wcale nie, to nikt im nie wierzy ;) Najpiękniej to widać przy okazji co rusz przez kogoś podnoszonego tematu różnicy pomiędzy znakami zodiaku a gwiazdozbiorami, czy nieśmiertelnym temacie Wężownika. Dla astrologów gwiazdozbiory i ich ilość nie mają większego znaczenia, a ich przesuwanie względem zodiaku (czy może raczej przesuwanie zodiaku względem gwiazdozbiorów) czyli zjawisko precesji znane było już starożytnym twórcom tej królewskiej wiedzy. Tymczasem wciąż ktoś teraz próbuje przekonać, że astrologowie powinni przesunąć zodiak tak by pasował do gwiazdozbiorów. Ma to tyle sensu, co przerobienie laptopa na podstawkę do kawy – jasne można, tylko cały sens dla którego laptop został stworzony zostanie wyrzucony do śmieci. Rzecz w tym, że w astrologii to nie gwiazdozbiory są tym co działa (znaczenie mają niektóre gwiazdy, ale jest to znaczenie poboczne – można uprawiać astrologię w ogóle bez uwzględniania gwiazd). Ważna jest pozycja planet, w starożytności określanych jako gwiazdy błądzące – stąd nazwa astrologia - na tle rocznej drogi Słońca (ekliptyki) podzielonej na 12 równych odcinków, czyli zodiaku. Gwiazdy określane były jako stałe, bo nie zmieniały miejsca swego pobytu na niebie. Astrologowie jak wiadomo śledzą ruch gwiazd, ale tylko tych które wykazują jakieś skłonności do ruchu czyli planet ;) 

Gwiazdozbiory mimo tego, że uświęcone tradycją, są dosyć arbitralnym pomysłem na to jak podzielić niebo na części. Dzisiejsi astronomowie niebo podzielili podobnie do tego jak podzielone są USA na Stany - linie proste oddzielają wszystkie gwiazdozbiory tworząc wielokąty gwiezdnych „Stanów”. W wyniku tej gwiezdnej polityki gwiazdozbiór Wężownika otrzymał kawał "terytoriów" na ekliptyce kosztem Skorpiona, któremu został się tylko ogryzek jego włości i to pomimo tego, że kształty samych gwiazdozbiorów nic się nie zmieniły. Oczywiście można by to było zrobić inaczej, poprzesuwać granice, czy nawet je pozaokrąglać ;) Siatka wielokątów nałożona na bezmiar nieba, to sposób w jaki człowiek próbuje poukładać sobie to co nieskończone w swoich pojęciach i owszem, spełnia dobrze swoją rolę. Można by jednak wyobrazić sobie, że niebo zostałoby podzielone inaczej, czy że gwiazdozbiory miały by nieco inne kształty – wystarczyło by tą gwiazdę dołączyć, tamtą odjąć, inaczej połączyć kropki ;) Nie postuluję tego, bo czuję i wiem, że gwiazdozbiory i ich kształt i nazwy ustalone przez starożytnych mają głębokie znaczenie, chcę tylko pokazać, że kreski, które stawia człowiek na niebie, a zwłaszcza kreski ustalane przez astronomów jako granice gwiazdozbiorów, nie mogą być ostateczną wytyczną w poznawaniu tego jak działa kosmos :)

Zodiak, czyli okrąg, który dzielimy na dwanaście równych odcinków zwanych znakami zodiaku oparty jest na istotniejszych z naszej ziemskiej perspektywy fundamentach niż podział kropek – na cyklu pór roku, wyznaczanym przez przesilenia i równonoce, czyli przez zwrotne punktu w cyklu słonecznym. Baran – pierwszy znak zodiaku, ognisty, inicjujący zaczyna się zawsze w momencie równonocy wiosennej, czyli wtedy kiedy nadchodzi wiosna. Astronomowie określają ten moment jako przejście Słońca przez punkt Barana. Tak samo było 2000 lat temu, gdy Słońce przesuwało się wtedy na tle gwiazdozbioru Barana, tak jest i teraz gdy przesuwa się na tle gwiazdozbioru Ryb (stąd mówimy, że jesteśmy wciąż jeszcze w erze Ryb) i tak będzie za ok 150 lat gdy tłem będzie gwiazdozbiór Wodnika (sorry dla tych co uwierzyli, że era Wodnika tuż za rogiem ;) ). Podobnie jest z pozostałymi zwrotnymi punktami na rocznej drodze Słońca – pozycja Słońca w momencie przejścia każdego z nich wyznacza początki znaków Raka, Wagi i Koziorożca. Pozostałe znaki to efekt podziału każdej z pór roku na 3: znak rozpoczynający (kardynalny), rozwijający (stały) i kończący (zmienny). Gdyby rok kalendarzowy zaczynał się tak samo jak wegetacyjny 21 marca (zazwyczaj), to 12 miesięcy odpowiadało by (niemal) dokładnie 12 znakom zodiaku. Gdyby tak było znaki zodiaku można by nazwać od nazw miesięcy, co pomagałoby też w zrozumieniu ich znaczenia, bo przykładowo urodzenie się w kwietniu ma od razu inną wymowę symboliczną i emocjonalną niż urodzenie się w listopadzie. Znaki zodiaku i ich kolejność odpowiadają więc cyklowi wegetacyjnemu w przyrodzie: pierwszy znak Baran to pierwszy impuls do życia, drugi Byk to uziemianie, stabilny wzrost, trzeci Bliźnięta – to kontakty międzygatunkowe zwane zapylaniem itd. ;) Cykl wegetacyjny natomiast mimo wszystkich zmian klimatycznych „krąży” wokół punktów przesileń i równonocy, a nie wokół gwiazdozbiorów, które w ciągu tysiącleci przesuwają się towarzysząc Słońcu w coraz to innych porach roku.


Jak wyglądałaby astrologia po "dodaniu" Wężownika i zrównaniu zodiaku z gwiazdozbiorami?


Gwiezdne tło przesuwa się zgodnie ze swoją naturą, a cykl słoneczny, w którym dzień „walczy” z nocą, a zima z latem, wciąż jest taki sam. Zodiak i oparta na nim astrologia pozwala lepiej zrozumieć ten rytm i pokazuje go jako uniwersalną ścieżkę rozwoju, którą przemierzamy raz po raz w kolejnych cyklach życia. Jedyne co mogłoby ten cykl zmienić to zmiana orbity po jakiej Ziemia okrąża Słońce lub zmiana osi nachylenia Ziemi – obie najpewniej zabójcze dla życia. Ani zmiany pogodowe, ani tym bardziej zmiany w podziale mapy nieba na takie czy inne wielokąty tego nie zmienią :)
 
Podsumowując, gwiazdozbiory to nie znaki zodiaku. Gwiazdozbiorów na ekliptyce mogłoby być 10 czy 66, a znaków zodiaku nadal byłoby 12. Cała astrologia opiera się na podziale koła na 12, podobnie jak nasza rachuba czasu opiera się na 24 godzinnej dobie i podziale roku na 12 miesięcy. Niby można teoretyzować o dodaniu 25 godziny, ale w praktyce cała nasza rachuba czasu by się rozjechała i nadawałaby się do wyrzucenia. W astrologii nawet fantazjować o dodaniu 13 znaku zodiaku się nie da, bo zwyczajnie nie ma na niego miejsca w tym precyzyjnie działającym mechanizmie. Przesuwanie się zodiaku względem gwiazdozbiorów też astrologii nie wadzi, bo gwiazdozbiory w astrologii zachodniej nie mają prawie żadnego znaczenia. Zodiak będący odbiciem rocznego cyklu słonecznego is the King! :)


P.S. Po więcej informacji zapraszam do źródeł, chociażby do kultowej od dekad książki L.Weresa i R.T.Prinke „Mandala życia” i do innych podręczników, gdzie cały astronomiczny background astrologii jest ładnie opisany i pokazany na ilustracjach. Bez włożenia wysiłku w zrozumienie tych podstaw wszelkie dyskusje są bezowocne, tak jak nie ma co dyskutować o fizyce kwantowej jak nie zna się znaczenia podstawowych pojęć i praw.