niedziela, 4 listopada 2018

Poczucie winy i wstyd - "uczucia wyklęte"

photo: Brooke Shaden



Poczucie winy i wstyd to najczęściej nierozumiane i odrzucane uczucia. Jeśli mam myśleć o sobie dobrze, to jak mogę odczuwać poczucie winy? Jeśli mam kochać siebie, to jak mogę jednocześnie czuć wstyd? Są to emocje powiązane mocno z normami społecznymi i dlatego chętnie negowane, no bo przecież to „tylko narzucone nam normy!”, „wmówili nam byśmy się tak czuli!”. Innymi słowy, o ile jeszcze można jakoś dopuścić ideę, że smutek, czy złość są nam po coś potrzebne, to poczucie winy i wstyd są absolutnie na cenzurowanym i każda „rozwijająca się” osoba czym prędzej powinna je z siebie wykorzenić! ;) Tymczasem są to uczucia tak samo jak wszystkie inne domagające się naszej uwagi i miłości. I tak jak każda emocja o czymś ważnym do nas mówią.

Poczucie winy mówi, że w jakiejś sytuacji zadziałaliśmy wbrew własnym wartościom. Często jednocześnie są to wartości danej społeczności lub narzucone nam przez rodzinę, ale nie zawsze. Czasem są to wartości, które są dla nas ważne, choć zdajemy sobie sprawę, że mało kto ich przestrzega. Czasem staramy się „pracować” z poczuciem winy, podważając te wartości intelektualnie, mówiąc, że to społeczeństwo nam to narzuciło ograniczając naszą wolność etc… oczywiście jest masa takich restrykcji, które są nam do niczego nie potrzebne, ale akurat poczucie winy jest nieomylnym znakiem, że gdzieś przekroczyliśmy to co sami uważamy za właściwe. Gdy robimy coś co uważamy za słuszne wbrew ocenie większości, poczucie winy nie pojawia się, nawet w ogniu największej krytyki. Psychopaci, którzy nie podzielają (podobno) większości wartości dotyczących nie ranienia innych ludzi, poczucia winy nie odczuwają. Kiedy próbujemy walczyć z poczuciem winy poprzez negowanie naszych wartości, to tak jakbyśmy chcieli stać się psychopatami, po to by czuć się dobrze. To co tutaj w moim odczuciu lepiej działa, to zobaczenie w jakim miejscu przekroczyliśmy własne granice, jakie wartości złamaliśmy, pozwolenie sobie na czucie wszystkich związanych z tym uczuć i na kochanie siebie ze wszystkim co się zadziało i z całym poczuciem winy jakiego doświadczamy. W ten sposób honorujemy ranę, którą od samych siebie otrzymaliśmy i pozwalamy odejść poczuciu winy, którego jedynym zadaniem było pokazać nam ją i to miejsce, w którym kiedyś sami siebie odrzuciliśmy.

Wstyd jest jeszcze bardziej związany z innymi ludźmi. Wstydzimy się tego co ktoś niepowołany zobaczył lub mógł zobaczyć, ewentualnie tego co wyobrażamy sobie, że by mógł ;) W domu, gdy nikt nie patrzy pozwalamy sobie na całe spektrum swobodnych zachowań, które gdyby przydarzyły się nam publicznie uwolniłyby wielkie pokłady wstydu… tak pokłady, bo wstyd został zgromadzony w naszych ciałach, umysłach i sercu w wielkich ilościach od dzieciństwa, które zazwyczaj obfitowało w sytuacje zawstydzające. Zawstydzanie to jedna z najczęściej podejmowanych form przemocy wobec dziecka, to również jedna z najczęstszych form przemocy między rówieśnikami i rodzeństwem. Efektem jest to, że wstydzimy się tego jacy jesteśmy, wstydzimy się być sobą. I nawet kiedy wydaje się nam, że już zbudowaliśmy pewność siebie, to gdy nas ktoś wyśmiewa lub gdy robimy coś niezręcznego publicznie, nagle dopada nas to uczucie, które nasze ciało tak dobrze zna… Nie tak łatwo pozbyć się tego wzorca, on jest w nas zakorzeniony poprzez powtarzające się doświadczenia i świadomość naszej wartości nie jest tym co nas przed nim uchroni, choć owszem bardzo nam pomoże by w miarę gładko z niego wyjść. I znów – jedyną drogą by uwolnić wstyd, jest przeżyć go świadomie, zrobić mu miejsce, ukochać siebie zawstydzonego. To tym ważniejsze, że zazwyczaj przez całe życie wstydziliśmy się czuć wstyd! Tak jakby udawanie, że się nie wstydzimy pozwalało nam wstydzić się mniej. Generalnie presja społeczna często powodowała, że wstydziliśmy się czuć wszelkie „trudne” emocje, jedne mniej inne bardziej… nawet cieszyć się za bardzo nie było zbyt dobrze, nawet kochanie kogoś bywało uczuciem „wstydliwym”. Gdy czuliśmy coś mocno będąc wśród ludzi czuliśmy wstyd i staraliśmy się szybko odwrócić swoją uwagę od tego co czujemy. Uczucia – wstyd – wstyd, że się wstydzę – ucieczka w intelekt, w działanie, w atakowanie kogoś, w czyjeś ramiona, w używki… tak w skrócie wyglądała nasza droga odwracania się od siebie… Dlatego otworzenie się na spotkanie z własnym wstydem często jest potrzebne do tego by w ogóle móc przyjąć swoje uczucia w całej ich „niereprezentacyjności”, oraz by zobaczyć te części nas, które nadal trudno nam przyjąć i objąć miłością. Wstyd jest nieomylnym znakiem, że dotykamy tego, co najtrudniej nam w sobie pokochać, ba nawet widzieć tego nie chcemy! I tak długo jak będziemy odwracać wzrok, wstyd będzie wracał.


O wywoływaniu poczucia winy jako relacyjnej grze przeczytasz tutaj. Inne moje teksty o emocjach i rozwoju poprzez obejmowanie wszystkich aspektów siebie znajdziesz tutaj.