poniedziałek, 23 września 2019

Równonoc Jesienna




Co roku 22/23 września miejsce moment zrównania dnia z nocą, chwila równowagi w odwiecznym tańcu czerni z bielą, które czasem nazywamy „dobrem” i „złem” lub też „kobiecym” i „męskim”.

Zazwyczaj jest tak, że jednego z tych aspektów mamy więcej, coś nad czymś przeważa, dominuje, a my staramy się albo walczyć o wyrównanie, albo utrzymać korzystne dla nas status quo. Tyle, że tu nic nie jest na zawsze, wkrótce następuje przebiegunowanie – to co było stłumione i represjonowane wychodzi na powierzchnię i zyskuje przewagę; to co dominowało zostaje zepchnięte do ofensywy. Takie odwieczne prawo świata, huśtawka przeciwieństw, teza i antyteza dążące do syntezy, która będzie nową tezą ;) Ten moment przebiegunowania jest teraz. Huśtawka zatrzymała się na chwilę w momencie równowagi. Taniec przeciwieństw będzie trwał dalej, w tym momencie jednak możemy przez chwilę zobaczyć czym jest równowaga między nimi i jak może wyglądać zintegrowanie tych dwóch jakości w nas.

Kiedy wartościujemy biel i czerń, światło i cień, ciepło i zimno czas Równonocy Jesiennej jest dla nas smutnym momentem. Oto zaczyna przeważać to co ciemne, zimne, nocne; oto żegnamy lato i witamy jesień. Kończymy czas zbiorów, przygotowujemy się na długi czas oczekiwania na nową wegetację. Czas kiedy przygotowania są bardziej wewnętrzne, kiedy zanurzamy się w tym co ciemne, dajemy naszej płodnej ziemi odpocząć. Czas Równonocy, szczególnie tej jesiennej uczy nas jak równo – ważyć, a więc także równo – cenić oba te bieguny. By zobaczyć jak cały ten cykl sprzyja naszemu życiu, rozwojowi, dając nam potrzebne zmiany, przeplatając to co zewnętrzne tym co wewnętrzne, pracę odpoczynkiem, radość bycia radością stawania się ;)

Czas Równonocy Jesiennej to moment kiedy Słońce przechodzi do znaku Wagi, który właśnie uczy nas równoważenia perspektyw i balansu w relacjach między ludzkich. To zupełnie inne jakości niż towarzyszący drugiej Równonocy, tej wiosennej, Baran ;) Kiedy przyśpieszamy, chętnie zapominamy o równowadze, ale kiedy następuje zwolnienie… o wtedy nagle się okazuje w jak wielu miejscach zapominaliśmy zadbać o równowagę :D Lato było wspaniałym czasem, sprzyjającym temu by zapomnieć o tym co „z cienia”, czasem o naszym zdrowiu, czasem o tym co trudne w relacjach czy pracy, czasem o innych potrzebach, które zeszły nomen omen w cień kiedy najważniejsze było korzystanie z lata ;) Teraz to wszystko się wyrównuje. Koniec zbiorów, jest więc też czasem bilansów, zobaczenia jakie ponieśliśmy koszty i jak możemy lepiej o siebie zadbać w przyszłości. Waga też mocno przypomina nam, że potrzebujemy siebie nawzajem. Otwiera się więc miesiąc, w którym relacje, związki i temat równowagi w różnych obszarach życia wychodzą na pierwszy plan. A dziś – w dzień Równonocy – możemy doświadczyć esencji tego procesu, oraz zaprosić do naszego życia taki balans i takie jakości w relacjach jakich potrzebujemy <3

Pięknego dnia Równonocy Wam życzę! :)

P.S. Równonoc to nie to samo co przesilenie... a nawet to coś całkiem przeciwnego ;) Warto to podkreślać, bo to zupełnie inna dynamika i warto znać cykl słoneczny, jeśli chce się go celebrować ze zrozumieniem

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Kopciuszek jako opiekunka świętego ogniska




Kluczem do baśni o Kopciuszku jest popiół. Jej życie kręci się wokół niego: zajmuje się ogniskiem, gotowaniem, rozdziela soczewicę od popiołu, ale też w czasie wolnym lubi siedzieć w kominie i śpi zakopana w popiół. Co więcej również jej imię pochodzi od popiołu (po polsku jest to może mniej oczywiste, ale baśń wyraźnie podkreśla skąd wzięło się to przezwisko). Co więcej drugi kluczowy atrybut baśni - pantofelek (o którym więcej napisze w kolejnym tekście) w pierwotnej wersji Perraulta był nie szklany, a z popielicy, gryzonia, który z popiołem jest powiązany nie tylko nazwą (w języku polskim), ale i barwą. Popiół wiązany jest ze śmiercią, żałobą, pokutą, co w baśni jest jasnym sygnałem tego jak mocno Kopciuszek jest zanurzona w żałobie po matce. Jest on też symbolem oczyszczenia duchowego i odrodzenia, co można potraktować jako zapowiedź przyszłych wydarzeń. Brudzący popiół, będący powodem pogardliwych żartów ze strony sióstr, jest esencją Cienia, zanurzenia w mroku, w trudnych emocjach, doświadczania przemijania i śmierci, które to tematy są Kopciuszkowi tak bliskie, jak próżnym siostrom bliskie są suknie i klejnoty. 




Popiół jednak ma jeszcze jedno znaczenie – to pozostałość po ogniu, który płonął i prawdopodobnie zgasł. I tu możemy popatrzeć na Kopciuszka, który z jednej strony zajmuje się rozpalaniem i podtrzymywaniem ognia, a z drugiej zanurzaniem się w popiele, jako na reminiscencję opiekunek domowego ogniska, na kapłankę ognia, a może nawet na wcielenie pogańskich bogiń takich jak grecka Hestia, rzymska Westa – opiekunki domowego ogniska (polecam też ten artykuł o Weście i Hestii), czy litewska Gabija, która strzegła domowego paleniska. O tej drugiej zachowało się powiedzenie, że chowanie żaru pod popiołem to "szykowanie łóżka dla Gabiji" (za Mariją Gimbutas), która identycznie jak Kopciuszek w palenisku miała swoją sypialnię... :) Kopciuszek przypomina też grecką Hestię tym, że wybiera życie wewnętrzne, wycofuje się z rywalizacji bogów i bogiń, skupia na dbaniu o ogień – ten wewnętrzny czy ten domowy. W starożytności opiekunki domowego ogniska były niezwykle istotnymi boginiami dbającymi o spokój domowego ogniska, o dobro rodziny. Były czczone jako fundament rodziny, miasta, społeczności, a poświęcony im święty ogień był tym co zamieniało budynek w dom. Podobnie Kopciuszek jest fundamentem życia rodziny, pomijanym i wyśmiewanym, lecz niezbędnym – tą która karmi, sprząta, dba o palenisko. Poświęcona jednocześnie sprawom doczesnym i duchowym jest uosobieniem cech Hestii, która według Jean Sinody Bolen ukazuje drogę duchową, której esencją jest cicha służba dla innych, prace domowe taktowane jak medytacja i niezwykle silne skupienie na wnętrzu i na świętym Ogniu. 


Niezależnie od tego czy uznamy Kopciuszka za wcielenie samej Hestii lub Gabiji (pamiętajmy, że prawdziwego imienia Kopciuszka nie znamy, mogło więc ono brzmieć Gabija... ;) ) czy też za wspomnienie po ważnej niegdyś roli kapłanki świętego ognia baśń ta pokazuje proces porzucenia tego kultu, poniżenie bogini i uznanie opieki nad ogniem za coś niegodnego, czegoś co brudzi i co jest poniżej godności. Ogień i jego strażniczki z miejsca centralnego domu i społeczności zostały zepchnięte na margines, podobnie jak cała „kobieca” służba dla domu i rodziny, a wyniesione zostały wartości patriarchatu, które od kobiet wymagają przede wszystkim podobania się mężczyznom i zabiegania o dobre zamążpójście. Utrata statusu przez bohaterkę nie polega więc na tym, że została zmuszona do podrzędnych prac, a na tym, że jej rola – tożsama z rolą bogiń ogniska domowego została obdarta z szacunku i czci. Kopciuszek dalej spełnia swoją rolę, choć staje się ona dla rodziny / kobiet / świata niewidoczna, a jednocześnie pielęgnuje swą żałobę po matce, której odejście doprowadziło do jej degradacji, a którą patrząc z tej perspektywy możemy utożsamić albo z samą Hestią / Gabiją i jej Świętym Ogniem, który zgasł pozostawiając po sobie popioły, albo nawet z Wielką Boginią Matką zepchniętą na margines przez patriarchalnych bogów i ich wiernych. 




Dalszą opowieść i przemianę bohaterki można rozumieć dwojako. Po pierwsze jako przeistoczenie się Hestii w Herę – dużo bardziej kompatybilną z patriarchatem wersję Bogini, dla której najwyższą wartością jest związek i to nie z byle kim – ze swym boskim odpowiednikiem, władcą, przywódcą. Co ciekawe to przeistoczenie zadziewa się dzięki pomocy duchów przyrody, świętego drzewa, zmarłej matki, czy też bardziej disneyowsko – magii. Związek Hestii z naturą i z przodkami wydaje się jasny, zresztą na wcześniejszym etapie baśni Kopciuszek jako prezent wybiera gałązkę drzewa, zamiast drogich klejnotów i sukien, które zażyczyły sobie siostry. Był to moment wyboru roli Hestii i odrzucenia patriarchatu na rzecz wartości duchowych, związanych z kultem natury, przodków i Wielkiej Bogini (tu występującej pod postacią zmarłej matki czy też u Disneya – Matki Chrzestnej). Niełatwo zrozumieć dlaczego w dalszym etapie baśni ten wybór się odwraca i Kopciuszek zdaje się pragnąć dostosować się do patriarchalnych reguł, czyli odstawić się i pójść na bal by wyrwać najlepszą partię ;) Prostsze interpretacje mogłyby dotyczyć jej dojrzewania płciowego, czy też dopełnienia się okresu żałoby po matce, kiedy jednak mówimy o zdegradowanej Bogini powinno tu chodzić o coś więcej. Tutaj możemy zaproponować drugą interpretację przemiany bohaterki, która z odrzuconej i zapomnianej bogini staje się boginią odrodzoną. Dary otrzymane od świętego drzewa czy też Matki Chrzestnej, są owocami jej duchowej drogi, poświęcenia, ukochania dla Matki – Bogini i można je rozumieć nie tylko jako atrybuty próżności i patriarchalnej rywalizacji kobiet, ale jako przywrócenie jej godności Królowej – Wielkiej Bogini, czyli jedynej, która naprawdę może olśnić Księcia, będącego tu reprezentacją najwyższego męskiego bóstwa. Jej wkroczenie na bal jest więc w tym ujęciu powrotem Bogini... ale tylko na chwilę. Co znamienne oczarowawszy Księcia bohaterka ucieka, w jednej z wersji baśni nawet trzykrotnie. Wytłumaczeniem jest to, że nie chce by zobaczył ją w postaci obdartej z godności kiedy magia pryska. Można też to jednak interpretować jako niedostępność kobiety-bogini i to, że bohater by ją poślubić musi ją najpierw odnaleźć i rozpoznać odkrywając także jej ukrytą naturę. Zgodnie z opisem Sinody Bolen Hestia jest boginią skupioną na swoim wnętrzu, oddaną pielęgnacji wewnętrznego ognia. Być może ucieczki Kopciuszka były więc jej powrotami do siebie, wyrazem wierności samej sobie i dbania o własny ogień nawet w obliczu zachwycającego mężczyzny? W efekcie to on musi ją odnaleźć, dotrzeć do miejsca gdzie płonie jej ogień, rozpoznać jej prawdziwą naturę. 



W dalszej części opowieści Kopciuszek jest więc już bierny, czekający na Księcia. To mężczyzna poszukuje (swojej) bogini, a siostry usiłują się pod nią podszywać, jednocześnie ukrywając tą prawdziwą i odmawiając jej wartości. To opowieść o kobietach, które się wyparły swoich bogiń, kiedy dążenie do wyższego statusu wymagało uklęknięcia przed męskimi bogami, a nawet odcinania części siebie (palce, pięty – masakryczny przykład dostosowywania się do systemu rozwinięty przeze mnie w kolejnym artykule o Kopciuszku). W tej opowieści jednak Książę nie daje się zwieść, zresztą przy wsparciu mocy natury (ptaki podpowiadające, że na buciku jest krew) i wytrwale szuka tej Prawdziwej, aż wydobywa ją z mroku, klęka przed nią z pantofelkiem mimo jej upokarzającego wyglądu i dalej wiadomo – zabiera do zamku i żyli długo i szczęśliwie ;) 



O tym jak bardzo patriarchalna jest ta opowieść z biednym Kopciuszkiem i ratującym ją z niedoli Księciem pisało już wiele feministycznych autorek, dlatego pozwolę sobie na pominięcie tych oczywistości i zinterpretowanie tego jako dwóch etapów powrotu Bogini do zamku, gdzie staje się ona Królową i partnerką Boga. Pierwsza część jak już opisałam wymagała od niej pracy duchowej i wierności swym duchowym korzeniom, czyli powrót kobiet do swojej boskiej kobiecości. Druga część to odkrycie przez Księcia (mężczyzn) owej boskiej kobiecości i docenienie jej, oraz wytrwałe podążanie za wizją związku nie z podporządkowaną jemu samookaleczającą się kobiecością, a z taką która jest wierna sobie i równa mu w boskości. Zresztą to wcale nie muszą być następujące po sobie etapy – lubię patrzeć na baśni jako na splot dwóch lub więcej opowieści, a Kopciuszka można opowiedzieć albo z perspektywy kobiety, która odzyskuje właściwe sobie miejsce i godność, albo z perspektywy Księcia, który szuka żony i który wybiera tą, którą inni wykluczyli. Można powiedzieć, że w tej historii obydwoje, każde na swój sposób, wydobywają boską kobiecość z popiołu, którego symbolika jest tutaj niezwykle trafna jako z jednej strony zgliszcza po dawnych wierzeniach i związku z naturą, a z drugiej jako ten popiół z którego odradza się Feniks.



Wspominana już parokrotnie Jean Sinoda Bolen pisze w swej książce „Bogini w każdej kobiecie”: „(...) dziś Hestia jako archetyp została zdewaluowana i zapomniana. Nikt już nie dba o święty ogień, a to czego była symbolem, przestało być przedmiotem szacunku. Gdy kobiece wartości Hestii są wykluczane, zmniejsza się znaczenie „wewnętrznej świątyni” - tych momentów i okresów w życiu, kiedy spogląda się w głąb siebie, by odnaleźć poczucie najgłębszego sensu. Znika też znaczenie rodziny jako świątyni i źródła ciepła. Co więcej, ginie potrzeba więzi duchowej między mieszkańcami miast, państw i całej Ziemi.”. Od siebie dodam, że „podziękowanie” za usługi strażniczki ognia, przyniosło nam eskalację ognia niestrzeżonego, nieświętego i destrukcyjnego. Począwszy od wypalania ziemi pod uprawę po dzisiejsze masowe spalanie paliw kopalnych i związaną z tym destrukcję całej planety, ten ogień już dawno przestał być tym co nas jednoczy i kieruje ku świętości. Być może potrzebujemy powrotu strażniczek i kapłanek ognia, ale bynajmniej nie po to by tego ognia palić więcej – a by znów go uświęcić i przywrócić mu dobrą dla nas i dla Ziemi miarę. Baśń o Kopciuszku, poniżanej opiekunce ognia przypomina jak ważnym elementem wewnętrznej przemiany jest ogień, ale też że prawdziwa przemiana dzieje się poza zewnętrznym światem, w naszej wewnętrznej świątyni, gdzie spotykamy się czasem z tym co trudne i dokonujemy alchemicznej przemiany popiołu w złoto. Przywołanie świętego ognia to więc nie rozpalenie wielkiego ogniska, a podtrzymywanie wewnętrznego płomienia i wierność sobie, oraz dbanie o to co jest świątynią dla naszej duszy.



Ten artykuł jest częścią pierwszą tzw. szumnie Trylogii o Kopciuszku :) 

Pozostałe dwie części opisują baśń z perspektywy kolejnych dwóch kluczowych symboli: 

Poza tym nagrałyśmy wraz z Anią Rogowską rozmowę o Kopciuszku rozwijającą te wątki i łączącą nasze różne perspektywy, którą to rozmowę możecie obejrzeć tutaj. :)


Mars w Pannie: 18 sierpnia - 4 października 2019



Wczoraj Mars wyszedł z efekciarskiego znaku Lwa i wkroczył do pracowitej Panny. Oznacza to czas, kiedy wspaniałe idee i kreatywne pomysły z poprzedniego okresu zaczniemy pieczołowicie wprowadzać w życie lub kiedy po okresie zabaw i romansów, wrócimy do naszych obowiązków i zaczniemy nadrabiać zaległości ;) Trend ten się wzmocni od piątku kiedy także Słońce przejdzie do Panny. Będzie to okres korzystny dla spraw zawodowych i dla wszystkich tych działań, które wymagają cierpliwości, systematyczności i skrzętnej dłubaniny przy szczegółach. Czas sprzyja braniu dotychczasowych naszych projektów pod lupę, wyłapywaniu wszelkich błędów, korektom, analizom skuteczności i rentowności oraz innym podobnym działaniom. To również dobry czas na wszelkie naprawy w domu, majsterkowanie, porządkowanie przestrzeni w domu i ogrodzie. Mars w Pannie nie należy do najbardziej spektakularnych Marsów i nie musi dawać nam szalonych wystrzałów entuzjazmu do działania, za to zazwyczaj jest bardzo efektywny, pracuje po cichu, na spokojnie i z dużym zaangażowaniem. Pułapką może być natomiast przesadne rozbieranie wszystkiego na czynniki pierwsze, marudzenie i szukanie dziury w całym. Poszukaj spraw, które warto w tym okresie naprawić czy ulepszyć, ale dbaj też o to by każde Twoje działanie służyło określonym celom, zamiast jedynie niedookreślonemu bóstwu perfekcjonizmu ;) Jeśli tylko nie pozwolimy by wewnętrzny perfekcjonista albo malkontent zabierał nam energię na działanie, to ten czas może przynieść bardzo konkretne owoce :)

 Dobrego czasu Pszczoły Wam życzę! :) 



poniedziałek, 8 lipca 2019

Mars w Lwie: 2 lipca - 18 sierpnia 2019




We wtorek Mars wyszedł z emocjonalnego Raka i wkroczył dumnym krokiem do Lwa! :) Byłaby to super wiadomość dla tych, którzy mają już dość zawirowań emocjonalnych oraz budowania emocjonalnych fundamentów działania i wolą przejść czym prędzej do akcji, ekspresji, a nawet do show… tyle tylko, że jednocześnie Merkury wszedł w retrogradację, co może nam niestety trochę przyciąć rozmach, przynajmniej przez trzy pierwsze tygodnie. Od 1 do 18 sierpnia ten rozmach do nas wróci, a nawet jak to tuż po retrogradacji ze zdwojoną siłą! Tymczasem jednak wygląda na to, że mamy coś do zrobienia w tematach znaku Lwa, w którym przebywa zarówno retrogradujący Merkury jak i Mars by przygotować się do nadchodzących sukcesów i splendorów ;)

Z grubsza można powiedzieć, że eksplorować będziemy to wszystko co utrudnia nam w życiu doświadczanie tego splendoru, błyszczenie własnym światłem na arenie życia, dzielenie się naszą nieskrępowaną kreatywnością i ogólniej mówiąc wyrażanie siebie. Do tego na tapet dochodzą tematy związane z miłością, tą do siebie, tą wyrażaną innym. Pisałam o tym więcej w tekście o Merkurym więc tutaj już nie będę się powtarzać, tym bardziej, że Mars szczególnie jest od akcji. Mars w Lwie w czasie tej retrogradacji może więc nam dodać dużo odwagi w wyrażaniu tych wszystkich tematów, które nam leżały na sercu, a które ta retrogradacja wydobędzie. Będziemy twórczy, bardziej bezpośredni, chętni do zabawy i kontaktów towarzyskich. To czas szczególnie sprzyjający wydobywaniu naszych ukrytych przez lata talentów, powrotowi do spraw poruszających nasze serce, do tego co sprawia, że chce nam się żyć, nawet jeśli przez jakiś czas o tym zapomnieliśmy. Pierwszą część tego okresu odkopujemy więc te ukryte w nas skarby, łączymy się z naszym sercem, z tym co w nas prawdziwe, natomiast w sierpniu będzie już dobry czas na to by z tym wyjść do ludzi. Ten czas przygotowań i równoległy proces z miłością do siebie są ważne byśmy uwolnili się od przekonania, że reakcja ludzi na naszą ekspresję ma jakieś większe znaczenie ;) Ważne jest, że robimy to przede wszystkim dla siebie i że to ma nas ożywiać, dawać radość i satysfakcję z bycia sobą w pełni, a docenienie to coś co najpierw dajemy sami sobie ;)

Ważnym wątkiem tego okresu może być proces z ego – tym swoim i tymi innych. To czas kiedy temat wyrażania siebie staje się mocniejszy więc przybierać może te zdrowsze i te mniej zdrowe formy. Zachowania, które nazywamy „z ego” często odsłaniają braki w pewności siebie, poczucie, że muszę walczyć o uwagę, o docenienie, o wizerunek, a temat tego naszego nie w pełni wyrażonego, i nie całkiem kochanego ja staje się tak nabrzmiały, że trudno nam zobaczyć coś poza nim. Efektem może być nadmiar puszących się showmanów w otoczeniu, ale pamiętaj: jeżeli mocno drażni Cię, że ktoś inny bezpardonowo bierze sobie uwagę i promuje swoje działania, to może oznaczać, że sam potrzebujesz wyjść z szafy ze swoimi talentami i czy ze swoim zdaniem, dostać od świata trochę uwagi, docenienia, szacunku. Cieniem tego czasu, ale też motorem tych zmian będą więc różne potyczki ego, zderzenia racji, walki kogucików ;) Trudniej nam może się być dogadać, bo częściej będziemy mieli mocno skupioną na sobie perspektywę, będą też się odsłaniały nasze odciski na ego, które warto dostrzec i opatrzyć, zanim zaczniemy reagować rykiem rozjuszonego Lwa ;) Z drugiej strony mogą mieć miejsce mniejsze lub większe „kryzysy tożsamości”, oraz kryzysy twórcze. Ten czas dla artystów i osób działających twórczo będzie ważny by przedefiniować swoje działania, podejście do sztuki, czy do promocji.

Mars sprzyja wszystkiemu temu co wymaga od nas odwagi, szczerości, wyjścia przed szereg. Pierwsza połowa sierpnia to będzie idealny okres na promocję swojej marki, na zabawę wizerunkiem, czy na twórczość służącą wyłącznie zabawie. Mars będzie też rozgrzewał nasze serca, skłaniał do przejęcia inicjatywy w romansach, do uwodzenia, flirtów i wakacyjnych (i nie tylko) szaleństw. Gorąca namiętność, szalone imprezy, optymizm i niespożyta energia – brzmi jak fantastyczne wakacje, nie? ;) Niemniej warto pamiętać o tym, że Mars nie będzie sprzyjał umiarowi i rozsądkowi, więc w tym czasie działanie wyłącznie oparta na impulsach może nas zaprowadzić za daleko. Dobrze jest świadomie pokierować energią Marsa w Lwie tak by pozostawił nam po sobie efekty w postaci owoców naszej kreatywności i działań promocyjnych, a nie tylko dobre wspomnienia po fantastycznych imprezach ;) 

Pięknego czasu Wam życzę! :)

środa, 3 lipca 2019

Moje widzenie medytacji



Pewnie nie jestem najlepszą osobą do nauki medytacji. Nigdy nie interesowały mnie szczególnie techniki, metody, nauczyciele czy ashramy… zawsze medytowałam po swojemu, podążając za tym co dla mnie na ten moment żywe. Medytacja to dla mnie przede wszystkim spotkanie ze sobą, czas na bycie „w sobie”, na danie sobie uwagi, rozgoszczenie się w byciu tu i teraz. Jeśli energia podąża za uwagą, to medytacja jest najprostszym sposobem by samych siebie doenergetyzować ;) Efekty moich medytacji bywają bardzo różne, czasem jest to zanurzenie w wewnętrznej ciszy, w pustce, w czystej obecności, czasem kontakt z emocjami, z tym co się wydarza w moim ciele i w mojej energetyce, czasem obserwowanie przepływających myśli, czasem wizje, wglądy, przełomy… a czasem nic… taka błoga zwyczajność chwili :)

Na temat medytowania napisałam już dwa krótsze teksty (które publikowałam tutaj), które przytaczam poniżej. Mówią o różnych podejściach do medytowania, różnych celach, o tym co jest ważniejsze od technik, jak radzić sobie z natrętnymi myślami, oraz o tym jak medytacja może być drogą miłości :)



Jest wiele technik medytacji, za którymi stoją odmienne podejścia i cele. Jedni traktują medytację jak trening – chcą być w tym coraz lepsi, rozwijać umiejętność koncentracji, umieć uspokoić myśli, dążyć do oświecenia. Inni wręcz przeciwnie – pragną doświadczać, mieć wizje, wglądy, „odlecieć”, wyjść poza ciało, przeżywać to co niecodzienne. Ja nie stawiam sobie ani jednego ani drugiego z tych celów. Jedyny mój cel w medytacji to być ze sobą w czułości i uważności. Być w tym co się we mnie wydarza, czymkolwiek to jest. Czasem jest to lot, czasem wewnętrzna cisza. Dzięki temu nigdy nie jest to wysiłek i nigdy nie jestem rozczarowana. Obejmuję siebie tu i teraz zamiast skupiać się na tym co chciałabym by się stało. Medytacja jest więc moją ścieżką do objęcia miłością siebie i wszystkiego co jest. Nic więcej nie jest mi potrzebne :)




Medytacja zaczyna się od rozluźnienia ciała. To bardzo ważne, wręcz podstawowe w medytacji. Kiedy spinasz się pragnąc osiągnąć jakiś założony efekt – brak myśli, konkretną pozycję, spokój, wizje, wglądy, a nawet po prostu koncentrację na oddechu czy sercu...spina się również i ciało, a medytacja to coś co nigdy nie udaje się w napięciu. To właśnie jest dla nas w niej takie trudne, bo przywykliśmy do tego, że żeby coś osiągnąć musimy się napiąć i wysilić. Każde zadanie wymaga jakiegoś wysiłku, a jak się nie udaje to wkładamy tego wysiłku jeszcze więcej. Z medytacją jest wręcz przeciwnie – im mniej wysiłku tym łatwiej płynie. Napięcia nie tylko spinają nasze ciało, sprawiając że szybko robi nam się niewygodnie lub że pojawiają się jakieś symptomy w ciele, ale też generują nerwowe myśli. W napięciu zwyczajnie nie da się nie myśleć! :) A kiedy jesteśmy zdenerwowani to myśli miotają się po naszej głowie jak szalone, w wielkim tempie i bez większego sensu ;) Dlatego jeśli w czasie medytacji pojawiają Ci się w głowie ciągi myśli, to tylko znak że jesteś w napięciu i potrzebujesz się bardziej rozluźnić i w ciele i w umyśle. Nie pomoże w tym oczywiście strofowanie samego siebie w stylu: „no nie! Znowu! Ja nie potrafię medytować! Ok, dobra trzeba się pozbyć tych myśli... uwaga skupiam się....yyyyy!” Pomoże natomiast przyjęcie tego co jest bez oceny, głęboki wdech z rozluźnieniem ciała i przyjęcie, że myśli to oznaka uwalniania się napięć z umysłu, tak jak przeciąganie się to uwalnianie napięć z ciała. Napięty umysł generuje myśli, ale myśli są w tym procesie pomocne, a może nawet niezbędne, o ile nie będziemy na nie reagować większym napięciem. Zestresowany człowiek zazwyczaj nie potrafi od razu po stresującej sytuacji usiąść do medytacji i cyk! - przełączyć umysł na ciszę. Może za wyjątkiem tych co mają za sobą długi trening w takim „cykaniu” ;). Najpierw uwalniają się masy myśli, a napięte ciało wykonuje ogrom pozornie niepotrzebnych ruchów. Na przykład chodzimy w kółko i toczymy burzliwy dialog wewnętrzny ;) Jeśli nie przeszkodzimy sobie w tym odreagowywaniu i nie będziemy chcieli na siłę zmienić tego stanu myśli i ciało powoli zaczną się uspokajać, pojawi się możliwość medytacji (lub też zmęczenie i senność, co też dobrze ;) ). Ze swojego doświadczenia wiem, że kiedy jestem napięta, trudniej mi wejść w medytację, ale to oznacza tylko tyle, że potrzebuję więcej czasu na to by myśli opadły i ciało się rozluźniło, a nie to że się do tego medytacji „nie nadaję”. Po prostu siedzę z tym co się pojawia w głowie i w ciele, spokojnie to obserwuję i widzę jak powoli ta fala opada... nieuchronnie, ale zawsze wolniej niżbyśmy chcieli ;) dlatego ważne jest by dać sobie tyle czasu ile potrzeba, zaakceptować to co jest, oddychać i zauważać każdy wewnętrzny ruch by to przyśpieszyć, każdy ruch niecierpliwości i powstające wraz z nimi napięcie, przyjmować, że one też mają prawo tu być... i dalej oddychać i rozluźniać się na tyle na ile możemy w danej chwili :)


Medytacja to sztuka rozluźnienia się w tym co jest. Wszystkie pozostałe profity: wzrost świadomości, doznania mistyczne, wizje, wglądy, odkrycia i oświecenia to jest to co się nam przydarza kiedy jesteśmy rozluźnieni w tym co jest. Kiedy do niczego nie dążymy, nie mamy oczekiwań, nie wysilamy się i nie oceniamy naszych „wyników”. Kiedy jesteśmy w pełni rozluźnieni medytacja wydarza się sama – jest to stan w nas, który tylko czeka byśmy zrobili dla niego przestrzeń :) 



poniedziałek, 20 maja 2019

Mars w Raku: 16 maja - 2 lipca 2019



W czwartek Mars kończąc swój pobyt w rozbieganych Bliźniętach przeszedł do znaku Raka, gdzie będzie przebywał do 2 lipca. Oznacza to czas na zebranie rozproszonej dotąd energii i skierowanie jej na to co najbliższe sercu: na rodzinę, bezpieczeństwo, na samego siebie, samą siebie. W poprzednich miesiącach towarzyszyło nam pewne ożywienie, zwłaszcza towarzyskie i intelektualne jednak mogliśmy czuć się już zmęczeni łapaniem wielu srok za ogon i poczuciem, że z naszych działań nie wyłania się nic spójnego. Teraz będzie czas na poszukanie tego co jest dla nas najważniejsze, na poczucie tego co naprawdę pragniemy robić oraz na uwalnianie emocji, które nas w działaniu blokują. Możemy poczuć, że teraz najważniejsze jest dla nas zadbanie o podstawę, o zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych takich jak poczucie bezpieczeństwa, posiadanie swojego miejsca na świecie, dobre relacje z rodziną i z najbliższymi, posiadanie emocjonalnego wsparcia, oraz zaplecza w działaniach, oraz dbanie o relacje z bliskimi ludźmi, dla których pragniemy walczyć o lepsze jutro. Ważnym tematem jest tu zaopiekowanie się samym sobą, zauważenie własnych potrzeb i delikatność wobec siebie. Jeśli dotąd Twoje działania nie przynosiły wymarzonych rezultatów, jeżeli czujesz, że Cię coś blokuje lub ogranicza warto przyjrzeć się teraz temu czy za tym ruchem hamowania w działaniu nie stoją jakieś istotne potrzeby lub emocje? Być może wciąż boisz się wyjść do świata ze swoimi talentami lub boisz się walczyć o swoje z lęku przed odrzuceniem lub wyśmianiem? Być może wcale nie masz pewności, że chcesz robić właśnie to co robisz i Twoje zblokowanie chroni Cię jednocześnie przed robieniem czegoś wbrew sobie? Być może cele i aspiracje jakie sobie założyłeś są zbyt wyśrubowane i zatrzymuje Cię sam lęk przed tym, że nie podołasz swoim własnym oczekiwaniom? Cokolwiek to jest warto przyjrzeć się temu z uwagą i zaakceptować to, że tak jest. Ciało ma swoją mądrość i kiedy sprzeciwia się temu co zaplanowała głowa to warto posłuchać tego co ma nam do powiedzenia i zamiast zmuszać je by działało według planu zmodyfikować plan, tak by poczuć w sobie przypływ energii i chęć działania. Drogą do tego jest kontakt z samym sobą, z uczuciami, delikatność i uważność wobec siebie. W tym okresie mogą wracać do nas historie związane z rodziną, z przeszłością, z niewyrażonymi emocjami. To jest potrzebny etap by odzyskać naszą moc działania i realizacji celów. Zaufajmy temu, że czucie i przeżywanie nie jest przeszkodą w drodze do celu, ale wskazówką pokazującą co teraz na tej drodze jest potrzebne i ważne. Odpoczynek jest równie potrzebny jak mobilizacja sił, czas z rodziną jest niezbędny by móc docenić naszą pracę. Ten czas pomoże nam zrozumieć co jest dla nas najważniejsze, dlaczego robimy to co robimy, co z przeszłości nas warunkuje i jak możemy tą przeszłość pożegnać. Czas sprzyja mądremu wyborowi priorytetów, odkrywaniu naszej drogi serca, integrowaniu serca z działaniem. Mars w Raku zachęca również do działań związanych z nieruchomościami, budową i aranżowaniem domów i mieszkań, poprawianiu relacji rodzinnych (choć często poprzez wydobycie ukrytych dotąd napięć), pracy dla społeczności lokalnej, działaniom związanym z historią, pamięcią kolektywną, budowaniem wspólnej tożsamości i wspieraniem potrzebujących pomocy. To również dobry czas na to byśmy sięgnęli do naszej własnej przeszłości i odnaleźli w niej inspirację do dalszych działań i źródło siły. 

Na ten czas szukania drogi do siebie, bycia dla siebie troskliwą i delikatną wsparciem może być kolejny cudny projekt Alicji Bednarek - "Intymna ze sobą & delikatna dla siebie". Jest to 21-dniowa praktyka dla kobiet online, która pomoże przenieść racze idee i potrzeby w codzienne doświadczenie i nabyć umiejętności by móc do siebie wracać, a może nawet by siebie nigdy nie opuszczać ;) <3 Praktyka ta trwa od 30 maja do 19 czerwca, można w niej jednak uczestniczyć w swoim rytmie i tempie. 

Dla chętnych czytelniczek mojego bloga przygotowałyśmy z Alicją kupon zniżkowy o wartości 60zł - wystarczy, że wpiszesz hasło "moonset" przy zamówieniu :) Więcej o programie dowiesz się tutaj, a Alicji i tym czym się dzieli - na jej fp Namiętna Obecność.

Dobrego czasu w poszukiwaniu drogi serca Wam życzę! :) 

poniedziałek, 13 maja 2019

Wielka Potrójna Koniunkcja - preludium



Od dawna zastanawiam się jak napisać o tym co przed nami bez popadania w apokaliptyczne tony ;) Lubię pisać o tym co w doświadczeniu i czego doświadczamy na poziomie indywidualnych przemian proroctwa zostawiając tym co mają do nich smykałkę. Ja tu zamiast smykałki mam pokorę. Wiem, że nic nie wiem i wiem, że jakkolwiek nie zinterpretuje symbolicznego języka, którym mówi do nas kosmos, to to będzie moje. Moje lęki lub moje nadzieje. Moje pragnienia głębokiej duchowej przemiany ludzkości lub moje obawy, że tak tęczowo to pewnie nie będzie. Moje projekcje czasem wzbogacane wglądem przychodzącym jakoś spoza mnie... czasem dotykające tego czego ja nie mam skąd wiedzieć... i wtedy sobie myślę, że może jednak warto. A potem i tak każdy to czyta przez pryzmat swojego – swoich lęków i swoich nadziei ;) Dla mnie najważniejsze jest w tym wszystkim to, że język symboliczny – astrologiczny, którym mówi do nas kosmos tak naprawdę nie mówi czy będzie „dobrze” czy „źle”. Owszem widać kiedy zadzieją się grubsze transformacje, ale czy przybiorą one postać ciężkiego wpierdolu czy jednorazowego kuksańca mającego nas popchnąć do przodu to najbardziej od nas samych zależy. Od tego czy potrafimy podążać za zmianą, czy też walczymy o status quo do ostatniej kropli krwi. Czy jako społeczeństwo w trudniejszych sytuacjach wybieramy szukanie rozwiązań czy eskalowanie kryzysów. Każdy kryzys jest szansą na zmianę i zaproszeniem do niej. Bez kryzysów nie mielibyśmy szans na odkrycie kim naprawdę jesteśmy, do czego jesteśmy zdolni i co jest dla nas naprawdę ważne. Zrzucając kolejne skóry niczym wąż – rośniemy. Walcząc z tym procesem ugrzęźlibyśmy w pętających nas warstwach przeszłości uniemożliwiających nam jakikolwiek ruch. Zmiany są ważne i są częścią życia, gdy więc wieje wiatr zmian warto wystawić wszystkie czułki by wyczuć dokąd ;)

Ok, po tym przydługim wstępie mogę już przejść do rzeczy ;) Rok 2020 od ładnych paru lat nazywam w myślach po mickiewiczowsku „o roku ów!” ;) Jako astrolog mam bowiem tendencję do skupiania się na okresach kulminacji pewnych wydarzeń zapominając czasem, że na planie fizycznym – ziemskim najważniejsze manifestacje często przychodzą przed lub po kulminacjach, no i wpływy można odczuć na dużo wcześniej i dużo później. Od początku 2019 wyraźnie widać, że to już się dzieje – najpierw jednak skupię się na tym do czego w tym procesie zmierzamy.

Przez cały rok 2020, zaczynając mocnym akcentem w styczniu, a kończąc ostatnim akordem w grudniu będzie zawiązywała się wielka potrójna koniunkcja w Koziorożcu (i na początku Wodnika) Jowisza, Saturna i Plutona. Spotkania Jowisza i Saturna co ok 20 lat były dawniej (przed odkryciem dalszych planet) traktowane jako najważniejsze wyznaczniki wydarzeń – tzw. Wielkie Koniunkcje. Potrójne spotkanie z udziałem Plutona – planety najwolniejszej i powiązanej z mocą głębokiej transformacji (zwanej też potocznie śmiercią ;) ) to bardzo bardzo rzadkie wydarzenie, z którym chyba już nic nie będzie mogło za naszego życia konkurować ;) Jak grzebałam w przeszłości to ostatnio połączenie tych trzech planet, choć mniej ścisłe niż teraz znalazłam w latach 1146-1147, więc serio rzadkie.... ;) Czasy to nie były jakieś bardzo wesołe – Bernard z Clairvaux wezwał do II krucjaty, zaczęła się też krucjata połabska... co jednak myślę ważniejsze z dłuższej perspektywy czasowej tworzyły się w tamtych zręby nowego systemu gospodarczego – gospodarki towarowo-pieniężnej, która mogła się rozwijać dzięki upowszechnieniu trójpolówki i żelaznych narzędzi w rolnictwie, a co za tym idzie większej wydajności i większych nadwyżek żywności. Takie zmiany nie dziwią gdy weźmiemy pod uwagę, że ówczesna potrójna koniunkcja miała miejsce w znaku Byka, silnie powiązanego z ziemią, rolnictwem, żywnością i kapitałem. W tych czasach rodziły się więc zręby kapitalizmu, który dziś wypoczwarzył się w konsumpcjonizm i owocuje wyniszczeniem naszej planety. Oczywiście w tamtych czasach uwaga ludzkości co najwyżej obejmowała takie czy inne wojenki, oraz wspomniane wyżej krucjaty, wątpię bym ktoś miał świadomości zmian, które wynikną z nowych technologii i być może niewielu miało myśl o przełomowości epoki, w której żyją. I możliwe, że tak tez będzie w naszym wypadku – skupimy się na konfliktach, przepychankach, czy wojnach, a może nam umknąć to jak ogromna zmiana wydarza się w mniej spektakularny, ale za to konsekwentny sposób. W pełni ocenić i nazwać proces, który się teraz wydarza będą mogły dopiero dużo późniejsze pokolenia – o ile nadejdą. Na szczęście coraz więcej ludzi jest świadoma zagrożeń przed jakimi stoimy i może uda się nam wznieść ponad myślenie w kategoriach dzisiejszych korzyści i wygód dla dobra wszystkich istot i tych co po nas.


Nadchodząca potrójna koniunkcja jak już napisałam będzie głównie miała miejsce w znaku Koziorożca. Oznacza to, że głównym polem transformacji są wszelkie struktury władzy. Koziorożec to trwałe struktury, które nadają nam ramy do funkcjonowania i dają z jednej strony poczucie stabilności i możliwość pięcia się wzwyż, z drugiej jednak poczucie ograniczenia i presji wymagań społecznych. Pluton transformuje ten obszar już od 2008 roku - wytrwale choć, jak jak to Pluton, na głębokich i często niewidocznych poziomach. Wydobywa wszelkie nadużycia władzy, patologie systemu, nasilając tendencje do kontroli i restrykcji, nakręcając rządzę władzy dla samej władzy. Ukazuje choroby systemu i sporadycznie doprowadza do samooczyszczania się ran. Koziorożec również patronuje (nomen omen) systemowi patriarchalnemu, oraz wszelkim hierarchiom, w których ci uprzywilejowani mają zawsze prawo po swojej stronie. Powoli więc zadziewa się erozja tego systemu, częściowo jego samooczyszczenie, częściowo sepuku... zobaczymy co zwycięży ;) Od grudnia 2017 ten proces wzmocnił Saturn również wkraczając do znaku Koziorożca. Saturn jest w nim „u siebie” i jest bardzo silny, co jednak nie koniecznie musi nas cieszyć ;) To jest ten czas kiedy struktury władzy są egzaminowane, poddawane surowej weryfikacji i wszystko co wydobył dotąd na powierzchnię Pluton jest rozliczane. To jest również czas, w którym największą cnotą jest myślenie długoterminowe i odpowiedzialność wobec przyszłych pokoleń. O tym ważnym okresie pisałam już tutaj, więc więcej nie będę się powtarzać, wystarczy, że powiem, że Saturn wzmocnił proces transformacji struktur, a przed nami jeszcze wkroczenie do Koziorożca rozdymającego wszystko czego dotknie Jowisza w grudniu 2019! ;)

Tymczasem jednak już zaczyna się dziać, bo Saturn zaczął już doganiać Plutona i wszedł z nim w pierwszą fazę kontaktu... pełne spotkanie, czyli ścisła koniunkcja będzie miało miejsce dopiero w styczniu 2020, ale tej wiosny już możemy poczuć pierwsze podmuchy tego wydarzenia. Ostatni raz te dwie planety spotkały się w 1982 w Wadze, a wpływ ich transformującej mocy mogliśmy czuć od 1981 do 1983. W tym okresie przyszłam na świat, więc mam opisywaną koniunkcję w horoskopie urodzeniowym, co w sumie sobie chwalę ;) Myślę też, że ten czas może być szczególnie intensywny dla osób z tych roczników i że osoby te mogą odegrać w tych zmianach dużą rolę, chociażby dlatego, że się dobrze znają ten wajb i dobrze się odnajdują w sytuacjach skrajnych i mają inklinacje by rozbierać struktury na części pierwsze, wyrzucać to co chore i reanimować to co dycha ;) (dużo tu oczywiście zależy od reszty horoskopu). Tym się z grubsza będziemy w tym czasie zajmować lub też będzie się „za nas” zajmować siła wyższa, a motywować nas do zmian będą prawdopodobnie kolejne próby dokręcania śruby przez „tych na górze” i oraz mniejsze lub większe kryzysy. Jest to czas budzenia się w nas wielkiej siły i mocy odpowiedzialności. Budzimy się jako dorośli członkowie społeczeństwa, wyrastając z projektowania wszystkiego na jakichś złych lub zbawczych „onych”. Kończymy z myśleniem, że ktoś nam coś da, zabierze, nakaże... a my możemy jedynie narzekać na tego „wielkiego rodzica” i grać w zbuntowanego nastolatka, udając, że jesteśmy „ponad to”. To my współtworzymy ten świat, a każda nasza rezygnacja z odpowiedzialności za to co wokół nas, będzie radośnie powitana przez tych co chcą decydować za nas i traktować nas jak dzieci. Nie wiem do czego nas ten proces doprowadzi i jakimi drogami, ale wiem, że po tym czasie nic już nie będzie takie samo :)



O samym tym procesie będę jeszcze pisać, jak mi natchnienie popłynie – a zazwyczaj tak się dzieje, gdy proces się nasila :) Na razie chciałabym jeszcze napisać o pierwszych odsłonach tego procesu, które już mamy częściowo za sobą (tylko częściowo ;) )

Pierwszy zwiastun procesów zmian mieliśmy w styczniu, kiedy to Słońce przeszło przez punkt, w którym w 2020 Saturn i Pluton się spotkają. Słońce porusza się dość szybko i takie przejście mogło tylko odsłonić symbole, a wcale nie musiało nic ważnego przynieść. Ale przyniosło. Było to 13 stycznia, w dniu zamachu na prezydenta Adamowicza, który poruszył duże pokłady emocji. Jako symbol było to pokazanie jak ważnym tematem dla nas jako społeczeństwa jest problem przemocy i agresji. Saturn i Pluton spotykają się w domu władzy, w Koziorożcu, więc szczególnie ważna tu jest zarówno przemoc ze strony władzy jak i w kierunku władzy.

Kolejny ważny już nawet nie zwiastun a prolog ma miejsce teraz, przez ostatnie miesiące. Od początku kwietnia Saturn już jest na tyle blisko Plutona byśmy mogli tą koniunkcję odczuwać, dzieją się rzeczy mocne i transformujące. Wychodzą na jaw kolejne brudne tajemnice, zwłaszcza powiązane z różnymi strukturami władzy. Szczególnie mocny był najpierw czas końca marca i początku kwietnia, kiedy Pluton spotkał się z południowym Węzłem Księżycowym (kulminacja 28.03.), który wiązany jest z naszą karmiczną przeszłością, tym co już nam nie służy, co mamy zostawić za sobą. Pluton mocno tutaj sprzyjał odcinaniu lub żegnaniu przeszłości, wydobywaniu zapomnianych „brudów”, zaostrzeniu przemocowych wzorców i konfrontacji z Cieniem. U nas był to min. czas strajku nauczycieli, na świecie pod koniec tego okresu spłonęła Notre Dame. To pierwsze wydarzenie poza oczywistym wątkiem konfrontacji z władzą dał nam impuls do myślenia o tym jak głębokich zmian wymaga system szkolnictwa i jak silnie jest on zbudowany na hierarchii w której wszyscy doświadczają poniżenia i umniejszenia, a nikt na tym nie korzysta. W drugim przypadku transformacja miała dużo bardziej symboliczny charakter, choć jednocześnie tak realny jak realne są żywe płomienie i waląca się wieża. Symboliczny koniec starego, uwalnianie ogniem energii zaklętej przez wieki w starym drewnie i w jeszcze starszym miejscu kultu niewielu pozostawiło obojętnym i sprowokowało wiele pytań o to co jest fundamentem naszej kultury, co jest ważne, a co ważniejsze? Pluton Pan podziemi potrafi się sprawnie posługiwać transformującą mocą ognia, a jednym z jego symboli jest płonący i odradzający się z płomieni Feniks, stąd płonąca katedra musiała poruszyć tak głębokie pokłady naszych emocji i jednocześnie mocno pokazać procesy, które się teraz dzieją, nie zawsze tak spektakularne, ale z nie mniejszą mocą.


Od tego czasu połączona moc Saturna i Plutona wciąż nam towarzyszyła, zacieśniając się. 24 kwietnia Pluton wszedł w retrogradację wzmacniając proces wydobywania Cienia z głębin przeszłości i z mrocznych krain wyparcia. Następnie 30 kwietnia w retrogradację wszedł Saturn dodając do tego kotła czarownicy element zmagań ze sztywnymi strukturami, ograniczeniami, czy cenzurą. Aktualnie trwa kolejne uwypuklenie (żeby nie powiedzieć zaostrzenie) tego procesu, którego kulminacja będzie miała miejsce 18-21 maja w związku z tym, że teraz południowy Węzeł Księżycowy spotyka się dla odmiany z Saturnem. Przy spotkaniu z Plutonem stare płonęło, teraz może runąć ;) Saturn rozlicza stare normy, tradycje, systemy władzy, a najpełniej strukturę patriarchatu, oraz wynikające z niej systemu ekonomiczne, religijne i społeczne. Już mamy poruszenie związane z kolejną, bardzo saturnowo-plutonową odsłoną tematu pedofilii w kościele. Pluton wynosi na powierzchnię brudy, Saturn je rozlicza, dokumentuje i wymaga konkretnych działań. Myślę, że przez najbliższy rok taki procesów wydobywania na światło dzienny najmroczniejszych przejawów przemocy i nadużyć zwłaszcza związanych z organizacjami władzy i strukturami społecznymi będzie wiele, a Saturn domaga się od nas w tym zarówno rozsądku, jak i stanowczych decyzji.



Na moim ulubionym poziomie indywidualnym spotkanie Saturna z Plutonem wzmaga naszą czujność, żeby nie powiedzieć, że jej się stanowczo domaga ;) Szczególnie dotyczy to sfery życia, czyli horoskopowego domu, w której ta koniunkcja się wydarza. Posiadacze Osobistego Astrokalendarza znajdą informację na temat tego jaki to obszar patrząc na pozycję Saturna zarówno teraz jak i 20.01.20 (w większości przypadków będzie to ten sam dom). Do tego co piszę tam o pozycji Saturna można dodać plutoniczny wykrzyknik, zwłaszcza teraz (wiosna 2019) i na początku przyszłego roku. Pluton zgodnie ze swoją naturą wydobywa na wierzch nasze stłumione emocje, wyparte traumy, manipulacyjne i przemocowe tendencje, oraz to jak manifestują się one w świecie. Potrzebna nam więc duża samoświadomość i zdolność do uczciwego patrzenia na to co się wyłania, oraz najlepiej powstrzymywanie się przed impulsywnego działania zanim nie rozgryziemy tego co faktycznie się w nas dzieje: co czujemy, dlaczego to czujemy, co faktycznie jest naszą intencją, jakie są nasze potrzeby i w jaki sposób dążymy do ich realizacji… wgłąb, do esencji, do naszej wewnętrznej jaskini gdzie ukryte są zarówno nasze największe lęki, jak i największy skarb :)

Będę jeszcze o tym pisać i pogłębiać temat. Teraz mimo, że jestem na wakacjach potrzebowałam już wypuścić chociaż taką zajawkę w świat :)

Niechaj transformacja, która już się zadziewa uwalnia Was od tego co Was zatrzymuje i blokuje przepływ życia w pełen miłości sposób! :)