czwartek, 18 stycznia 2018

Moon Journal - recenzja


Księżyc przyciąga. Nie tylko wody oceanów, czy spojrzenia romantyków – przyciąga zainteresowanie, które z tego co obserwuję rośnie z roku na rok :) Tak jakby ludzie przypominali sobie o znaczeniu cykli Księżyca po latach czy może raczej wiekach zapomnienia, a fala zainteresowania wciąż rośnie. Wiem o tym z własnego doświadczenia. Nic z tego co robię nie budzi tak powszechnego zainteresowania, jak wszystko to co związane z Księżycem – zwłaszcza moje opisy pełni i nowiów oraz MedytacjeKsiężycowe. Cieszy mnie to zainteresowanie Księżycem ogromnie, nie tylko dlatego, że on sam jest mi bliski, czy że przekłada się ono na zainteresowanie astrologią, ale przede wszystkim dlatego, że bezpośrednio wiąże się to wzrostem notowań tego wszystkiego, co Księżyc symbolizuje: naszej emocjonalnej i cielesnej strony, tego co zmienne i cykliczne, tego co intuicyjne i mistyczne, tego wreszcie co związane z kobiecą mocą i kobiecym aspektem w każdym z nas. W każdym z tych elementów dokonuje się w ostatnich latach mniej lub bardziej ewidentna zmiana. Po długim okresie postrzegania rozwoju w kategoriach zwiększania swojej efektywności i sprawniejszego usuwania dyskomfortowych uczuć i symptomów fizycznych, odkrywamy na nowo wartość uczuć jako naszych przewodników i coraz bardziej szanujemy swoją emocjonalność i wrażliwość. Coraz większą uwagę zwracamy też na nasze ciało nie jako na sprawną maszynę, czy na przeszkodę w osiąganiu duchowego wzrostu, a przeciwnie jako nasz dom, świątynię duszy, przestrzeń doznań, manifestację życia i naszego istnienia w świecie. Oba te aspekty, tak ściśle powiązane przestają być uznawane za coś odrębnego od nas, czy zbędnego, tak jak sam Księżyc przestaje być po prostu nieistotną kropką na niebie, zaledwie odbijającą światło "ważniejszego" Słońca. Obejmujemy siebie coraz pełniej właśnie dzięki przyjęciu, że księżycowe aspekty – jakości określane w chińskiej filozofii jako yin – są równie ważne jak słoneczne i męskie yang. Emocje są więc tak samo istotne jak wola, ciało jak dusza, to co zmienne jak to co stałe, to co kobiece jak to co męskie, Ziemia jak i Niebo.

W tym kontekście każda pozycja, która pojawia się w duchu przywracania nam kontaktu z naturalnymi cyklami natury, w tym z cyklami Księżyca jest niezwykle cenna. Moon Journal z pewnością jest pozycją, której warto się przyjrzeć, z powodów które wymienię w poniższej recenzji, a które można streścić następująco: jest piękny, jest napisany w duchu rozwoju osobistego, jest sensowny merytorycznie, a jednocześnie napisany w bardzo przystępny sposób.


Moon Sun Journal



Moje pierwsze wrażenie.... Moon Journal jest po prostu piękny! Staranność wykonania, kolorystyka w odcieniu kamienia ametystu... to książka, którą z przyjemnością się przegląda, dotyka i którą chce się od razu położyć w jakimś wyeksponowanym miejscu ;) Dla mnie osobiście jest to bardzo ważny aspekt, a niewiele mnie tak odrzuca jak „uduchowiony” kicz. Tutaj widać, że wszystko zostało przemyślane pod względem estetycznym i książko-pamiętnik wydany został tak by zachęcać do jak najczęstszego zeń korzystania :)

Ok, test estetyki zdany, ale w przypadku książek o tematyce astrologiczno-księżycowej, pozostaje drugi, mimo wszystko dla mnie dużo ważniejszy: profesjonalizm. Jako astrolożka zwracam na to szczególną uwagę, bo niestety często widuję teksty o Księżycu, które zawierają tak ewidentne błędy merytoryczne, że trudno mi uwierzyć, że autorzy w ogóle wiedzą o czym piszą... Na szczęście w tym przypadku nie mam co do tego żadnych wątpliwości! Autorka tekstów Sandra Sitron jest astrolożką i po tym co i jak pisze widać, że temat cykli księżycowej zgłębiała nie tylko teoretycznie, ale przede wszystkim praktycznie. Jednocześnie pisze bardzo przystępnym, choć rozwojowym językiem, nie znajdziecie więc w tej książce pojęć trudniejszych niż „pierwsza kwadra” czy „afirmacje” ;) Autorka podjęła się naprawdę trudnego zadania, by stworzyć przewodnik po połączonym cyklu słonecznym i księżycowym, który będzie czytelny, bez przeładowania informacjami i bez odwracania uwagi od kluczowej części tej pozycji – przestrzeni na własne notatki dotyczące kolejnych etapów roku. Moim zdaniem, udało jej się to osiągnąć, choć efekt wymaga odrobiny cierpliwości by zrozumieć strukturę tej książki, zwłaszcza jeśli ktoś lubi mieć wszystko od razu podane na tacy ;)

Dlatego postanowiłam trochę Wam przybliżyć to jak korzystać z tej książki i stworzyć taki mini przewodnik po przewodniku ;)

Książka dzieli się na dwie części – pierwszą możnaby nazwać teoretyczną, choć lekka i prosta forma podawania treści, oraz liczne ilustracje sprawiają, że wiedza tu podana jest bardzo przystępna. Znajdziemy tutaj podstawowe informacje o symbolice Słońca i Księżyca, o cyklu księżycowym i jego ośmiu fazach. Cenne jest to, że przy każdej z faz znajdziemy informacje o tym jakim aktywnościom one sprzyjają, oraz przykłady rytuałów na każdą z faz. Opisy te są podane z perspektywy rozwojowej, a więc zamiast informacji o tym kiedy obcinać paznokcie raczej dowiemy się kiedy ustalać nowe cele, kiedy docisnąć w działaniach, a kiedy zrobić bilans. Ważne są też wskazówki dotyczące tego jak prowadzić ten dziennik i jak pisać afirmacje. Tak naprawdę główną praktyką rozwojową jaką proponuje nam Moon Journal, to właśnie pisanie – poświęcanie czasu sobie, swoim doświadczeniom, uczuciom, myślom, pragnieniom i wyrażanie ich w formie słów zapisanych na eleganckich stronach tego w moim odczuciu wręcz odświętnego dziennika :) W ten sposób nadajemy własnym doznaniom, pragnieniom i intencjom większą wagę, celebrujemy życie w cyklach księżycowych i mamy przestrzeń do refleksji nad tym co się zmienia.

Wracając jednak do konstrukcji książki. W części wstępnej, przeczytamy przestępny opis poszczególnych faz księżyca, krótki opis tego co znaczy gdy Księżyc jest w różnych znakach, dowiemy się o tym jak planować tydzień w zgodzie z planetarnymi zasadami, oraz jakie rytuały poranne i wieczorne można wypróbować kiedy Słońce jest w kolejnych znakach zodiaku... trochę to może wyglądać jak groch z kapustą, bo nie wszystkie te informacje znajdą zastosowanie w dalszej części dziennika i kolejność momentami wydaje się przypadkowa, ale ewidentnie książka ta nie została napisana z myślą o ścisłych umysłach spragnionych uporządkowanej, podręcznikowej wiedzy ;) Zresztą sama forma kojarzy się bardziej z atrakcyjnym podawaniem różnych ciekawostek z obszarów około-księżycowych, co z pewnością pozwala na łatwiejsze przyswajanie informacji nawet tym, którzy o astrologii nic nie wiedzą i nie maja ambicji by wiedzieć ;)

Przyjdźmy więc do części praktycznej, czyli do esencji Dziennika.

Moon Journal nieco wbrew nazwie łączy cykl księżycowy z cyklem słonecznym i jest podzielony na „miesiące” według pozycji Słońca w znakach zodiaku. Co istotne, zaczyna się on nie, jak można by się spodziewać, od Koziorożca (22 grudnia – 19 stycznia), a od Barana (21 marca – 19 kwietnia), czyli od astrologicznego nowego roku i astronomicznego początku wiosny. Astronomicznie i astrologicznie jest głęboki sens by rok liczyć właśnie począwszy od wiosennej równonocy, jednak jeśli ktoś chciałby zacząć korzystać z dziennika już dziś, musiałby rozpocząć notatki bliżej końca książki, ale w sumie czemu nie? ;)




Cykl słoneczny i cykl księżycowy... liczne były próby połączenia ich, generalnie jednak trudność polega na tym, że mimo że oba opierają się na okresach ok 30 dniowych, to w praktyce każdy się toczy swoim rytmem ;) Sandra Sitron stworzyła dziennik, który łączy te dwa cykle w dość prosty sposób. Rok podzielony jest na dwanaście miesięcy „słonecznych”, czyli okresów, kiedy Słońce przebywa w kolejnych znakach zodiaku – począwszy od pierwszego wiosennego znaku Barana, który rozpoczyna rok astrologiczny i wegetacyjny. Następnie w każdym takim miesiącu mamy opis nowiu, pierwszej kwadry, pełni i trzeciej kwadry. Nieczęsto się mówi o tym, że wymienione fazy Księżyca, to tak naprawdę etapy cyklu słoneczno-księżycowego, czyli ustawienia Słońca i Księżyca względem siebie. Nów mamy wtedy, gdy Słońce i Księżyc znajdują się w tym samym miejscu w zodiaku, dlatego w przykładowym miesiącu Barana, nów też będzie z znaku Barana. Natomiast pełnia jest wtedy gdy znajdują się po przeciwnych stronach Ziemi, dlatego gdy Słońce mamy w Baranie, to pełnia zawsze wypada w przeciwstawnej Wadze. Kwadry to natomiast czas kiedy Słońce i Księżyc znajdują się pod kątem 90 stopni, co z naszej perspektywy skutkuje tym, że Słońce oświetla dokładnie połowę Księżyca. W dzienniku znajdziemy opis każdej z tych faz, z uwzględnieniem znaku zodiaku, w której mają miejsce w danym miesiącu co jest ciekawym rozwiązaniem. Szkopuł w tym, że w związku z przesunięciami cyklu księżycowego względem słonecznego dany miesiąc może się zacząć od każdej z tych faz, więc by móc korzystać z dziennika najpierw trzeba do niego wprowadzić niezbędne dane. Łatwo można je znaleźć na poświęconej tej książce stronie www.moonjournal.pl i zapisać w odpowiednim miejscu na początku każdego zodiakalnego miesiąca. Minus tego rozwiązania jest oczywisty – trzeba samemu coś zrobić ;) , plus jednak też jest istotny – Moon Journal jest pozycją nie przypisaną do jednego konkretnego roku, a więc nie dezaktualizującą się jak kalendarze i mogącą nam posłużyć dłużej (szczególnie jeśli odpowiednie daty wpiszemy ołówkiem ;) ).

W Moon Journal cykl słoneczny jest więc nie mniej ważny niż ten księżycowy. W opisie każdego zodiakalnego miesiąca mamy najpierw fajnie opisane główne hasła oraz główną afirmację miesiąca. Przykładowo kończący się właśnie zodiakalny miesiąc Koziorożca powiązany był z hasłem „porządkuję” (btw. domyślam się, że w oryginale było to „I order”, które lepiej byłoby przetłumaczyć tutaj jako „zarządzam”), obszarem kariery i celów, oraz afirmacją: „Widzę siebie jako autorytet”, natomiast zaczynający się niedługo czas Wodnika powiązany został z hasłem „wyobrażam sobie”, sferą określoną jako „Nadzieja i postęp”, oraz afirmacją „Wyobrażam sobie lepszą przyszłość”. Poza tym znajdziemy garść informacji o każdym znaku i krótki opis każdej z czterech głównych faz księżyca w tym okresie z dodanymi propozycjami pytań do zadania, rytuałów czy praktyk. Przykładowo nów w Koziorożcu, który mieliśmy w środę opisany jest jako „pora wyznaczania nowych celów” wraz z paroma konkretnymi wskazówkami jak to robić. Do każdego miesiąca zodiakalnego podane są również propozycje rytuałów porannych i wieczornych, z tym że zupełnie nie rozumiem dlaczego są one podane w części wstępnej książki, a nie w częściach odpowiadających danym okresom. Tak więc by skorzystać z tych możliwości Moon Journal, będąc w czasie Wodnika musimy wrócić do działu zatytułowanego „Zwyczaje i rytuały” i tam czytamy, że propozycja na owocny poranek to „nawiąż nowy kontakt zawodowy”, co ma związek z tym, że ten okres sprzyja budowaniu społeczności, natomiast na wieczór mamy zachętę by stworzyć tablicę wizualizacyjną i medytować nad nią (z tego co rozumiem, chodzi o Mapę Marzeń ;) ). O tym jak ją robić więcej informacji znajdziemy dla odmiany w ostatniej części książki, gdzie zawarte są różne „bonusy”, takie jak informacje o tym jakie zioła i kryształy stosować w poszczególnych fazach Księżyca, jak formułować prośby do Księżyca, kierując je do różnych jego bogiń (każda ma przyporządkowane inne tematy i formy praktyki), oraz właśnie Urodzinową Tablicę Wizualizacyjną, którą jak sama nazwa wskazuje wykonujemy w czas urodzin ;)

W każdym takim miesiącu mamy też parę stron przestrzeni na własne notatki, przemyślenia, afirmacje czy intencje. To właśnie z uwagi na tą część książka ta została nazwana „dziennikiem księżycowym”. Pisanie ma być dla nas sposobem na świadome doświadczanie cykli słonecznych i księżycowych i na rozwój siebie. Autorka w rozdziale zatytułowanym „Wskazówki dotyczące prowadzenia dziennika” proponuje zrobienie sobie z tego pewnego rytuału. Z pewnością pisanie o swoich doświadczeniach może być znakomitym sposobem na dawanie samej sobie uwagi (a energia przecież podąża za uwagą! :) ) oraz na uporządkowanie myśli i napisanie ważnych dla nas słów w wyjątkowym miejscu. Miejsca na pisanie jest sporo, choć z pewnością nie tyle by starczyło na pisanie codzienne, bardziej widzę w tym dzienniku miejsce na zapisywanie refleksji z czasu pełni lub nowiu, intencji, oraz na odnotowywanie postępów jakie czynimy w realizacji naszych celów.

Podsumowując w tej książce znajdziemy dużo ciekawych informacji i propozycji praktyk, z tym że są one rozsiane po różnych jej częściach i najpierw trzeba się nauczyć poruszać po tym melanżu, by jak najpełniej skorzystać ze wszystkich opcji :)


Moon Journal jest ciekawą propozycją, także dlatego, że trudną do porównania z czymkolwiek co już znamy (a przynajmniej co znam ja ;) ) i niełatwą do zaklasyfikowania. Z pewnością nie jest to kalendarz księżycowy, choć jak sami sobie wpiszemy daty, a nawet wyrysujemy fazy Księżyca w specjalnych kółeczkach, może taką rolę pełnić :) Co prawda na stronie www.moonjournal.pl znajdziemy tylko daty pełni, nowiów i obu kwadr w 2018 roku, ale pozycji Księżyca w znakach już nie. Oczywiście jak kto zaradny, to spokojnie znajdzie te informacje w internecie (na bieżąco podaję je na stronie fb Astrologia Pełni i w cotygodniowym newsletterze) i jak chce to również może je wpisać we wspomniane kółeczka :)

Tak więc nie mamy do czynienia z kalendarzem księżycowym, ani z kalendarzem w ogóle. Nie jest to również typowy podręcznik, czy poradnik. Myślę, że najtrafniej możemy nazwać tą pozycję przewodnikiem po cyklach słonecznym i księżycowym, z przestrzenią na osobiste i rytualne notatki lub też dziennikiem rozwojowym :)

Jeśli szukasz inspiracji do księżycowej pracy wewnętrznej i regularnego zapisywania swoich refleksji, a do tego lubisz, gdy takie inspiracje przyjmują postać pięknego i podręcznego przedmiotu, to Moon Journal jest dla Ciebie! :)





2 komentarze: