poniedziałek, 19 września 2016

O znakach zodiaku, gwiazdozbiorach i mącącym Wężowniku




Wężownik versus znaki zodiaku


Mylne przekonanie, że w astrologii chodzi o „wpływ gwiazd”, jest tak powszechne, że nawet kiedy astrologowie próbują tłumaczyć, że wcale nie, to nikt im nie wierzy ;) Najpiękniej to widać przy okazji co rusz przez kogoś podnoszonego tematu różnicy pomiędzy znakami zodiaku a gwiazdozbiorami, czy nieśmiertelnym temacie Wężownika. Dla astrologów gwiazdozbiory i ich ilość nie mają większego znaczenia, a ich przesuwanie względem zodiaku (czy może raczej przesuwanie zodiaku względem gwiazdozbiorów) czyli zjawisko precesji znane było już starożytnym twórcom tej królewskiej wiedzy. Tymczasem wciąż ktoś teraz próbuje przekonać, że powinni przesunąć zodiak tak by pasował do gwiazdozbiorów. Ma to tyle sensu, co przerobienie laptopa na podstawkę do kawy – jasne można, tylko cały sens dla którego laptop został stworzony zostanie wyrzucony do śmieci. Rzecz w tym, że w astrologii to nie gwiazdozbiory są tym co działa (znaczenie mają niektóre gwiazdy, ale jest to znaczenie poboczne – można uprawiać astrologię w ogóle bez uwzględniania gwiazd). Ważna jest pozycja planet, w starożytności określanych jako gwiazdy błądzące – stąd nazwa astrologia - na tle rocznej drogi Słońca podzielonej na 12 równych odcinków, czyli zodiaku. Gwiazdy określane były jako stałe, bo nie zmieniały miejsca swego pobytu na niebie. Astrologowie jak wiadomo śledzą ruch gwiazd, ale tylko tych które wykazują jakieś skłonności do ruchu czyli planet ;) 

Gwiazdozbiory mimo tego, że uświęcone tradycją, są dosyć arbitralnym pomysłem na to jak podzielić niebo na części. Dzisiejsi astronomowie niebo podzielili podobnie do tego jak podzielone są USA na Stany - linie proste oddzielają wszystkie gwiazdozbiory tworząc wielokąty gwiezdnych „Stanów”. Oczywiście można by to było zrobić inaczej, poprzesuwać granice czy nawet je pozaokrąglać :) Siatka wielokątów nałożona na bezmiar nieba, to sposób w jaki człowiek próbuje poukładać sobie to co nieskończone w swoich pojęciach i owszem, spełnia dobrze swoją rolę. Można by jednak wyobrazić sobie, że niebo zostałoby podzielone inaczej, czy że gwiazdozbiory miały by nieco inne kształty – wystarczyło by tą gwiazdę dołączyć, tamtą odjąć, inaczej połączyć kropki ;) Nie postuluję tego, bo czuję i wiem, że gwiazdozbiory i ich kształt i nazwy ustalone przez starożytnych mają głębokie znaczenie, chcę tylko pokazać, że kreski, które stawia człowiek na niebie, a zwłaszcza kreski ustalane przez astronomów jako granice gwiazdozbiorów, nie mogą być ostateczną wytyczną w poznawaniu tego jak działa kosmos :)

Zodiak, czyli okrąg, który dzielimy na dwanaście równych odcinków zwanych znakami zodiaku oparty jest na istotniejszych z naszej ziemskiej perspektywy fundamentach niż podział kropek – na cyklu pór roku, wyznaczanym przez przesilenia i równonoce, czyli przez zwrotne punktu w cyklu słonecznym. Baran – pierwszy znak zodiaku, ognisty, inicjujący zaczyna się zawsze w momencie równonocy wiosennej, czyli wtedy kiedy nadchodzi wiosna. Astronomowie określają ten moment jako przejście Słońca przez punkt Barana. Tak samo było 2000 lat temu, gdy Słońce przesuwało się wtedy na tle gwiazdozbioru Barana, tak jest i teraz gdy przesuwa się na tle gwiazdozbioru Ryb (stąd mówimy, że jesteśmy wciąż jeszcze w erze Ryb) i tak będzie za ok 150 lat gdy tłem będzie gwiazdozbiór Wodnika (sorry dla tych co uwierzyli, że era Wodnika tuż za rogiem ;) ). Podobnie jest z pozostałymi zwrotnymi punktami na rocznej drodze Słońca – pozycja Słońca w momencie przejścia każdego z nich wyznacza początki znaków Raka, Wagi i Koziorożca. Pozostałe znaki to efekt podziału każdej z pór roku na 3: znak rozpoczynający (kardynalny), rozwijający (stały) i kończący (zmienny). Gdyby rok kalendarzowy zaczynał się tak samo jak wegetacyjny 21 marca (zazwyczaj), to 12 miesięcy odpowiadało by (niemal) dokładnie 12 znakom zodiaku. Gdyby tak było znaki zodiaku można by nazwać od nazw miesięcy, co pomagałoby też w zrozumieniu ich znaczenia, bo przykładowo urodzenie się w kwietniu ma od razu inną wymowę symboliczną i emocjonalną niż urodzenie się w listopadzie. Znaki zodiaku i ich kolejność odpowiadają więc cyklowi wegetacyjnemu w przyrodzie: pierwszy znak Baran to pierwszy impuls do życia, drugi Byk to uziemianie, stabilny wzrost, trzeci Bliźnięta – to kontakty międzygatunkowe zwane zapylaniem itd. ;) Cykl wegetacyjny natomiast mimo wszystkich zmian klimatycznych „krąży” wokół punktów przesileń i równonocy, a nie wokół gwiazdozbiorów, które w ciągu tysiącleci przesuwają się towarzysząc Słońcu w coraz to innych porach roku. 

Jak wyglądałaby astrologia po "dodaniu" Wężownika i zrównaniu zodiaku z gwiazdozbiorami?


Gwiezdne tło przesuwa się zgodnie ze swoją naturą, a cykl słoneczny, w którym dzień „walczy” z nocą, a zima z latem, wciąż jest taki sam. Zodiak i oparta na nim astrologia pozwala lepiej zrozumieć ten rytm i pokazuje go jako uniwersalną ścieżkę rozwoju, którą przemierzamy raz po raz w kolejnych cyklach życia. Jedyne co mogłoby ten cykl zmienić to zmiana orbity po jakiej Ziemia okrąża Słońce lub zmiana osi nachylenia Ziemi – obie najpewniej zabójcze dla życia. Ani zmiany pogodowe, ani tym bardziej zmiany w podziale mapy nieba na takie czy inne wielokąty tego nie zmienią  :)
 
Podsumowując, gwiazdozbiory to nie znaki zodiaku. Gwiazdozbiorów na ekliptyce mogłoby być 10 czy 66, a znaków zodiaku nadal byłoby 12. Cała astrologia opiera się na podziale koła na 12, podobnie jak nasza rachuba czasu opiera się na 24 godzinnej dobie i podziale roku na 12 miesięcy. Niby można teoretyzować o dodaniu 25 godziny, ale w praktyce cała nasza rachuba czasu by się rozjechała i nadawałaby się do wyrzucenia. W astrologii nawet fantazjować o dodaniu 13 znaku zodiaku się nie da, bo zwyczajnie nie ma na niego miejsca w tym precyzyjnie działającym mechanizmie (patrz ilustracja powyżej ;) ). Przesuwanie się zodiaku względem gwiazdozbiorów też astrologii nie wadzi, bo gwiazdozbiory w astrologii zachodniej nie mają prawie żadnego znaczenia. Zodiak będący odbiciem rocznego cyklu słonecznego is the King! :)


P.S. Po więcej informacji zapraszam do źródeł, chociażby do kultowej od dekad książki L.Weresa i R.T.Prinke „Mandala życia” i do innych podręczników, gdzie cały astronomiczny background astrologii jest ładnie opisany i pokazany na ilustracjach. Bez włożenia wysiłku w zrozumienie tych podstaw wszelkie dyskusje są bezowocne, tak jak nie ma co dyskutować o fizyce kwantowej jak nie zna się znaczenia podstawowych pojęć i praw.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...