poniedziałek, 18 maja 2015

Merkury w retrogradacji w Bliźniętach: 19 maja - 11 czerwca 2015


Nie ma prostych dróg, jest labirynt. Pośpiech i parcie do przodu nic nie da, potrzebna jest elastyczność by w każdej chwili móc zmienić plan i wycofać się ze ślepej ścieżki… drobne przeszkody są ważnymi sygnałami by nic teraz nie przyspieszać, a nawet by zawrócić i jeszcze raz sprawdzić cały plan. Tak to już jest, że czasem trzeba się cofnąć by pójść do przodu



Merkury w retrogradacji w Bliźniętach


Merkury w retrogradacji zazwyczaj oznacza lekcje i szanse na zmianę ukryte pod pozorem przejściowych trudności. Trudną stroną tego okresu jest to, że  słowa mogą często znaczyć coś innego niżby się wydawało, może być nam trudno porozumieć się, a także dotrzymać danego pochopnie słowa. W tym czasie ważne jest by dwa razy zastanowić się zanim coś powiemy i dwa razy upewnić się, że to co zrozumieliśmy jest prawdą. Mogą pojawić się trudności z transportem, pomyłki, utrudnienia logistyczne i komunikacyjne.  Jednocześnie jest to idealny czas na pracę nad wpływającymi na nasze życie destrukcyjnymi przekonaniami, nad tym w jaki sposób myślimy o sobie, o naszych możliwościach i o innych ludziach.  Dzięki zawirowaniom komunikacyjnym będziemy mogli zobaczyć, gdzie jeszcze komunikujemy się nie jasno i co za tym stoi. Być może nie mówimy całej prawdy, chcemy coś przemilczeć, ale rozmówcy w jakiś sposób to wyczuwają i próbują „zgadywać” nasze intencje? A może sami nie mamy pełnej jasności co do tego co chcemy powiedzieć? Lub też mamy przekonania, że o „pewnych rzeczach” nie powinno się mówić wprost? To czas na zrobienie porządku w naszych głowach, na wyrzucenie ograniczających przekonań i doprecyzowanie tego co niejasne i nie w pełni prawdziwe, a także na wykasowanie nadużywanych słów, które warunkują nasze życie, negujących naszą wartość, wyrażających brak zaufania do świata czy przekonanie, że „się nie uda”, lub np. „że ze mną coś jest nie tak”. To co mówimy staje się naszą rzeczywistością i teraz będziemy mogli to wyraźniej zobaczyć i wprowadzić korekty. Być może Merkury w retrogradacji pomoże nam również dotrzeć do źródeł różnych przekonań w przeszłości i pozwoli nam uwolnić uwięzioną w tych wydarzeniach energię. To również dobry czas na uzdrawianie traum w relacjach z rodzeństwem i rówieśnikami z dzieciństwa i okresu dojrzewania. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo krytyka, wyśmiewanie i raniące słowa z naszego otoczenia wpłynęły na nas i jak bardzo dziś warunkują nas sprawiając, że boimy się wychylić i narazić na ocenę. Czas sprzyja zobaczeniu tego, przypomnieniu sobie raniących historii i odkryciu ich konsekwencji, uwolnieniu związanych z nimi emocji i uświadomieniu sobie tego jakie przekonania te wydarzenia w nas zasiały. Kolejnym krokiem jest wybaczenie osobom, które nas zraniły i zobaczeniu, że one również prawdopodobnie były poranione, a także – co nie mniej ważne – wybaczeniu sobie, za nasze błędy, za to że pozwoliliśmy siebie ranić, że się podporządkowaliśmy lub nawet sami raniliśmy innych. Przejście przez tą drogę pozwoli nam stworzyć nowy wzorzec relacji z ludźmi i ze światem, pozwoli nam pełniej wyrażać swoją prawdę i zaufać, że jest ona jedną z wielu i że możemy się pięknie różnić i nadal się lubić. :) Dobry czas na powrót do starych lektur, pomysłów i znajomości. 

retrogradacja Merkurego 2015


 Uwaga! Oto klasyczne rady dotyczące Merkurego w retrogradacji: nie podpisywać umów, nie robić poważniejszych zakupów, zrobić natomiast kopie zapasowe na komputerze i zabezpieczyć się przed ewentualnymi awariami, wychodzić z wyprzedzeniem na ważne spotkania i sprawdzać przedtem czy aby wszystko mamy ze sobą ;) Jeżeli już coś musimy podpisać, to najpierw trzy razy przeczytajmy i nic nie zostawiajmy w niedopowiedzeniu, czy "na gębę". W tym czasie generalnie lepiej może nam służyć komunikowanie swoich myśli za pośrednictwem pisma, co pozwoli uniknąć nieporozumień, a także może sprzyjać wszelkiej maści pisarzom :).  Posiadacze Osobistego Astrokalendarza na ten rok mogą sprawdzić jakie sfery życia (domy)  aktywizuje retrogradujący Merkury, czyli gdzie potrzebne będą poprawki i szczególna uważność.

Dobrego czasu porządkowania umysłu i języka Wam życzę! :)



Chcesz dostawać informację o tym kiedy księżyc jest w którym znaku, oraz oo pełniach i nowiach z wyprzedzeniem? Zapisz się do darmowego newslettera!  Zapisy pod tym linkiem

poniedziałek, 11 maja 2015

Nów w Byku - 18 maja 2015


 Kiedy będzie najbliższy nów i jakie tematy uaktywni dowiesz się z tabeli zamieszczonej tutaj.

Nów w Byku przypomina nam o naszym ciele, a także o tym na ile umiemy przyjmować od życia to co najlepsze. Jest to dobry czas na to by odpocząć i czerpać przyjemność z życia. Nowie generalnie zazwyczaj są czasem pewnego osłabienia, a ten w Byku może do tego dołączyć błogie rozleniwienie.

Mars w Bliźniętach: 12 maja - 24 czerwca 2015



Przejście Marsa do Bliźniąt przyniesie ożywienie, nowy impuls do działania i wiele nowych pomysłów. Możemy poczuć to jako przypływ świeżości, lekkości, a nawet frywolności w naszym życiu i w świecie. Kontakty towarzyskie mocno się ożywią, będziemy też aktywniejsi w Internecie, na portalach społecznościowych i przeróżnych debatach. Tak jak cieniem Marsa w Byku mogła być zbytnia ociężałość i rozleniwienie, tak cieniem nadchodzącego okresu może być zbytnie rozpraszanie energii i chwytanie wszystkich możliwych srok za ogon ;) Ważne jednak, że znów poczujemy mocniejszy wiatr w żaglach, zacznie się dziać i poczujemy większą lekkość w działaniu. Mars w Bliźniętach sprzyja nawiązywaniu nowych kontaktów, pracy intelektualnej, pisaniu, handlowi. Kiedy mówię, że sprzyja to oznacza, że wnosi w te sfery energię, a nie koniecznie, że wszystko będzie tam szło jak po maśle. Mogą pojawiać się napięcia towarzyskie, łatwiej będzie nam powiedzieć coś za szybko, kogoś zranić, czy gadać „po próżnicy”, a potem się wycofywać. Jednocześnie jeżeli zachowamy uważność jest to idealny czas na to by bardziej asertywnie się komunikować i wyrażać to co dla nas ważne, a co wymaga pewnej odwagi oraz by przeciąć niesłużące nam układy towarzyskie.


W tym okresie będziemy potrzebować więcej niż zazwyczaj ruchu i zmian otoczenia. Ruchu jednak rozumianego w sposób bliźniaczy: chodzenie po mieście i na krótkie wycieczki, wyprawy do innych miast. Będziemy bardziej ciekawi świata, chętniej będziemy się uczyć nowych rzeczy. Wzrośnie potrzeba zmian kontekstu, czyli wyrwania się z rutyny, spotkania z nowymi ludźmi, w nowym miejscu i ciągłej zmiany otoczenia. Szybciej możemy się nudzić, potrzebować też będziemy więcej inspiracji intelektualnej. Słowem może nas trochę nosić z miejsca na miejsce i jeżeli nie ukierunkujemy tej energii może nam ona przeszkadzać w „normalnym” rutynowym działaniu. Warto więc albo zaplanować na ten czas działania związane z kontaktem z ludźmi, debatami, pisaniem tekstów, czy krótkimi podróżami, albo znaleźć ujście dla potrzeby ruchu po pracy. Marsa w Bliźniętach ciężko zatrzymać, ale można go złapać niczym wiatr w żagle i dać mu się ponieść daleko z lekkością, której dotąd mogło nam brakować J Owocnego i radosnego czasu Wam życzę! J


poniedziałek, 4 maja 2015

Kobiece ciało - czemu bycie w ciele jest trudne?



Dlaczego "bycie w ciele" często jest dla nas trudne? Po pierwsze dlatego, że to wydaje się być banał – przecież jestem w ciele, bo niby gdzie??? Działanie może być trudne, czucie to coś oczywistego. Umiejętność odczuwania swego ciała wydaje się nam czymś tak prostym jak oddychanie (również zwodnicza prostota ;) ). A wystarczy prosta medytacja z prowadzeniem uwagi czuciowej wzdłuż kręgosłupa i z czuciem kolejnym części ciała po kolei, a odkrywamy że to wcale nie takie łatwe. Że łatwiej nam sobie coś wyobrazić niż poczuć, a jak mamy trudność z wyobrażeniem, to nagle czucie tam nie sięga. Że często „czujemy” oczami i głową, zamiast ciałem.

Ten mechanizm jest jednak częścią dużo poważniejszego zjawiska, które na własny użytek nazwałam zewnętrzną perspektywą wobec własnego ciała. Jesteśmy obserwatorami wobec samych siebie i to obserwatorami mocno oceniającymi. U mężczyzn w dużym stopniu zawęża się to do patrzenia na swoje ciało jak na przedmiot, który ma dobrze działać i nie przejawiać żadnych wad i słabości (typu uczucia). Ta postawa jest zresztą drugim ważnym powodem dla którego trudno nam być w ciele, bo traktujemy ciało jak mechanizm i nauczyliśmy się, że emocje to nic dobrego, a od bólu najlepiej uciec w głowę i udawać, że go nie ma.  To dotyczy tak samo kobiet, jak i mężczyzn, choć wiadomo wciąż gdzieniegdzie pokutuje hasło, że „chłopaki nie płaczą”, a kobiety jednak bardziej „mogą” sobie na to pozwolić. U kobiet pojawia się jednak inna głęboko destrukcyjna postawa, która jest tak powszechna, że aż kompletnie niedostrzegana. Patrzenie na swoje ciało z zewnątrz jako na coś co nie tyle ma być sprawne, co dobrze wyglądać. Wiem, dużo się mówi o ograniczających wzorcach kobiecego piękna, o chorobach takich jak anoreksja czy bulimia, o kompleksach, operacjach plastycznych, kulcie młodego i perfekcyjnego ciała…. Zawsze jednak jest to tylko dyskusja o tym, według jakich kryteriów oceniać nasze ciało i próby uznania piękna także poza sztywnymi kanonami. Ciągle jednak patrzymy z zewnątrz. Skupiamy się na tym by dobrze wyglądać, a nie by się dobrze czuć. Dbamy o ciało traktując je z zewnątrz różnymi preparatami i zabiegami, często całkowicie ignorując to co ono do nas mówi. Skąd to się bierze? Dlaczego traktujemy swoje ciało, jakby było ono czymś od nas odrębnym? To proste – nauczyliśmy się tego. Młoda kobieta dowiaduje się zazwyczaj dość szybko co to znaczy „ładnie siedzieć” i że to na pewno nie oznacza „siedzieć wygodnie”. Dowiaduje się, że jej ciało, sposób poruszania, mimika, zachowania są oceniane wg kryteriów estetycznych i uczy się sama tak oceniać siebie. Dochodzi do tego, że różne fizyczne „braki” lub „nadmiary” stają się przyczyną wielkich dramatów. Uwaga skupia się na tym jak moje ciało odbierają inni, a nie na tym jak ja sama je odbieram – czyli jak je czuję.



Mocnym przykładem tego do czego to prowadzi, była opowieść jednej z instruktorek edukacji seksualnej o nastolatce, która zadzwoniła do młodzieżowego telefonu zaufania z pytaniem o to jaka pozycję przyjąć podczas pierwszego razu, tak by nie były widoczne jej fałdy na brzuchu. Nic innego nie było ważne, tylko ta konkretna informacja. Ciało widziane z zewnątrz, przez partnera, ważniejsze niż własne odczucia podczas seksu, czy emocje związane z tym ważnym wydarzeniem. Brzuch jako fałdy, a nie jako przestrzeń gdzie rodzi się pożądanie, przyjemność, a czasem lęk lub ból....



Czym jest ta perspektywa zewnętrzna dowiedziałam się i poczułam wyraźnie podczas pewnych warsztatów tantrycznych. To co się często wydarza na takich zajęciach to powrót do ciała i uczenie się podążania za jego impulsami. Ziewamy kiedy mamy ochotę, wzdychamy, płaczemy, wyjemy, skaczemy, zwijamy się… ciało zostaje uwolnione od nakazów i zakazów, które w tzw. „normalnym świecie” je krępują. Nie – to nie oznacza orgii seksualnej, osaczania innych swoją ekspresją! Wręcz przeciwnie: okazuje się, że ciało jest niewinne i często bardziej spragnione czułego dotyku niż dzikich orgii, a warunki gdzie wszyscy mogą być autentyczni pozwalają nam na uczenie się stawiania granic. Tak więc właśnie było – weszłam w mocny kontakt z moim ciałem, poruszałam nim w zgodzie z tym co czuję, pozwalałam sobie na bycie w pełni autentyczną i spontaniczną… aż do momentu kiedy jeden z mężczyzn opacznie zinterpretował moje radosne przeciągnięcie się i złapał mnie za talię.  Ten pozornie drobny gest dla mnie w tamtym momencie był szokującym przekroczeniem moich granic, ale też bolesną konfrontacją. Uderzyła mnie nagle świadomość, że moje zachowanie może być interpretowane jako: prowokowanie, uwodzenie, mizdrzenie się, kokietowanie… i jeszcze parę brutalniejszych określeń do wyboru. Z miejsca pełnego bycia w ciele i robienia tylko tego na co ono ma ochotę, nagłe przerzucenie do perspektywy zewnętrznej, kiedy patrzę na siebie oczami jakiegoś mężczyzny, było niezwykle raniące. A więc to to robimy sobie my kobiety! Rezygnujemy z czucia ciała i z autentyczności na rzecz tego co wyobrażamy sobie, że widzą inni! I z tej perspektywy każdy gest jest po coś. Poprawiam włosy, bo uwodzę, siadam tak a tak by wydać się taka a nie inna, przyjmuję odpowiedni wyraz twarzy, a gdy boję się molestowania rezygnuję ze wszystkiego co mogłoby być odebrane jako „prowokacja”. Jeżeli macham nogą to nie robię tego dla  własnej przyjemności, ale po to by zwrócić na siebie uwagę. Jeżeli westchnę to nie po to by uwolnić nagromadzone napięcia, ale po to by pobudzić czyjąś wyobraźnię erotyczną.  Jeżeli się przeciągnę, to na pewno nie dla tego, że mam na to ochotę, ale po to by zaprezentować światu swoje ciało i zachęcić jakiegoś macho do złapania mnie za talię!



Tak, łatwo tutaj zrzucić winę na mężczyzn. To oni oceniają nasze ciała, gesty i miny, a też niejednokrotnie mają skłonność do ich nadinterpretowania projektując na nas własne pożądanie. Myśliwego nie interesują intymne przeżycia zwierzyny, a jedynie to czy ucieknie, czy też da się złapać. Prawda jest jednak taka, że często to my same – kobiety – widzimy swoje ciało jako przedmiot i patrzymy na nie z perspektywy owego „łowcy”. Dopóki my tego nie zmienimy, nie możemy oczekiwać, że mężczyźni będą nas inaczej traktować. Tak długo jak nasza uwaga będzie nakierowana na nasz wygląd i na to jak powinnyśmy się zachowywać, a nie na to jak się czujemy w danej sytuacji, będziemy ofiarami nadużyć. Nasze ciało zawsze wie czy coś jest dla nas dobre czy nie, czy przy kimś się czujemy bezpiecznie, czy mamy ochotę na bycie w kontakcie czy nie. Informacjami są: napięcie w ciele, podwyższony głos, tendencja do rozglądania się na boki, czy do odsuwania się od partnera. Gdybyśmy słuchali tych sygnałów, jak tylko zaczynają się pojawiać oszczędziłybyśmy sobie wielu przykrych sytuacji. Ale niestety częściej skupiamy się na tym jakie wrażenie robimy i jak „powinnyśmy” się zachowywać, tak jakby to miało większe znaczenie niż nasze dobro.



Oczywiście nie ma niczego złego w chęci podobania się, w dbaniu o wygląd czy w uwodzicielskich ruchach. To cudownie, gdy kobieta czuje się w swoim ciele dobrze i kobieco, ciesząc się każdym ruchem i tym jakie wrażenie robi na innych. Problem zaczyna się wtedy gdy perspektywa zewnętrzna jest jedyną nam dostępną, gdy to jak wyglądam jest ważniejsze od tego co czuję, a fałdy na brzuchu istotniejsze niż doświadczanie przyjemności. Żeby poczuć czym jest nasze ciało, czego potrzebuje, jak pragnie się poruszać potrzebujemy zmienić perspektywę i wejść w odczuwanie ciała zamiast bycia jedynie widzem. Tańczyć, jakby nikt nie patrzył, poruszać się tak by nam samym to sprawiało przyjemność, wyrażać swoją zmysłową naturę nie dla kogoś, ale dla własnej przyjemności… Praca z ciałem i z seksualnością tak naprawdę do tego celu prowadzi – byśmy odzyskały nasze ciała, prawo do czucia się w nich jak w domu, do czucia przyjemności bez poczucia winy i wstydu, byśmy słuchały co nasze ciała mają nam do powiedzenia i szanowały je.


Jako inspirację polecam piękne video „Why I Dance” i towarzyszący mu przekaz: ""Because the expression of my sexuality does not negate my integrity ,intelligence or autonomy "



P.S. W tym tekście skupiłam się na kulturowych i społecznych przyczynach odcięcia od czucia ciała. Pominęłam natomiast przyczyny indywidualne, traumy, doświadczenie przekroczenia granic, bólu, molestowania, trudne uczucia, które wiążą się z czuciem i które uaktywniają się np. przy dotyku... To temat na osobny artykuł, choć częściowo poruszyłam go już w tym artykule.

Zobacz także

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...